Do not let me stop loving—Rozdział 3

Minął kolejny tydzień. Wczoraj zdążyłam odebrać moje auto z warsztatu. Dzisiaj postanowiłam jechać do swojego rodzinnego miasta. Siedzę w aucie. Jadę do mojej kochanej rodzinki. Tak dawno ich nie widziałam. W sumie można powiedzieć, że się za nimi stęskniłam. Po jakimś czasie dojechałam na miejsce. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się do dużego domu. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Teraz tylko czekam, aż ktoś raczy mi otworzyć. W drzwiach ukazała się moja rodzicielka.

— Cześć mamo—powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam ją w policzek.

 

— Cześć córeczko — kobieta powiedziała z uśmiechem gestem ręki zapraszając mnie do środka.

 

Ze schodów zbiegł mój bratanek a za nim mój brat. Widząc chłopca rozłożyłam ramiona i od razu go do siebie przytuliłam.

— Hej maluchu — uśmiechnęłam się ciepło do chłopczyka.

 

— Ciocia nareszcie przyjechałaś a wiesz, że tatuś kupił mi samochód na pilota? — maluszek mówi przejęty z ciągłym uśmiechem.

 

— To już nie mogę się doczekać aż mi go pokażesz — odpowiedziałam czochrając jego krótkie blond włoski. Leoś jest synem mojego brata Petera i jego żony Olivii. Ten maluch jest taki słodki jak go tutaj nie lubić.

 

— Hej braciszku — szepcze przytulając się do niego.

 

— Siema siostra — powiedział z uśmiechem, na co ja go odwzajemniłam.

 

— Boże jak wy słodko wyglądacie — śmieje się lekko.

— No widzisz musisz sobie sprawić takiego malucha — na jego słowa od razu przewróciłam oczami.

Weszłam w głąb domu rozglądając się za tatą jednak nie było po nim ani śladu.

— Gdzie tata? — pytam wchodząc do kuchni.

— Przed chwilą wyjechał do firmy podobno miał pilne spotkanie — mówi mama, posyłając mi delikatny uśmiech.

— No trudno może następnym razem się z nim zobaczę — mruknęłam i usiadłam przy stole.

***

Obiad minął w rodzinnej atmosferze właściwie tęskniłam za tym. Odkąd się wyprowadziłam znacznie rzadziej wszyscy się widujemy. Za to mama dzwoni regularnie przez cały obiad byłam jakaś nieobecna ciągle myślę o własnym szefie. Czy to niedziwne? Tak to jest chyba dziwne...

***

— Dziękuje za pyszny obiad zresztą jak zawsze — przytulam do siebie mamę.

— Nie ma za co córeczko zawsze jesteś tu mile widziana — mama uśmiecha się w jej oczach również było widać troskę.

— Pa braciszku — szepcze przytulając go na pożegnanie.

***

Siedzę w aucie właśnie jadąc do domu. Przez całą drogę myślę o tym wszystkim. Gdy jestem na miejscu wysiadłam z samochodu i wchodzę do mieszkania. Resztę popołudnia spędziłam na rozmawianiu z Kate i oglądaniu komedii. Siedzę z Kate i oglądam z nią jakąś komedię nie mogąc się w ogóle na niej skupić. Ona to widocznie zauważyła, bo co jakiś czas zerkała na mnie w końcu nie wytrzymała.

-Kim jest ten nieszczęśnik, o którym myślisz?-zapytała patrząc w moje oczy jakby próbowała z nich coś wyczytać.

— Tym nieszczęśnikiem jest mój szef. Nie mogę kompletnie tego faceta z głowy wyrzucić. Te jego piękne oczy prześladują mnie po nocach — mówię cicho wzdychając.

— Wiedziałam — krzyknęła na całe mieszkanie a ja musiałam zatkać uszy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Anonim rok temu
    O! Są wielkie litery! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania