Różowe kwiatki nie mają koloru

Ludzie, którzy plątają się konwulsyjnie we własnych wnętrznościach, prawdopodobnie są martwi. Z reguły tak właśnie jest. Toczące się z nienaturalnych otworów osocza wskazują na szczególny ich stan, który jest znany jako trupiastość.

 

Lucyn wypierdolił się na siekierę i rozkawałkowało mu palce. Rozpłatało, siekiera nie uległa, gdy się z Lucynem spotkała. Czas przybiegł na procesy gnilne i już cała łapka Lucyna zaczęła obłazić - mięso od kości, kości od stawów, stawy od kości. Lucyn okropnie dobrze wiedział jak się zachować i wsadził tę łapę w imadło studzienki ściekowej i silnie przekręcił. Dzięki dużej porcji morfiny od kilku godzin krążącej w jego krwi udało mu się nawet upojnie roześmiać, co okazało się szczególnie zaraźliwe dla przypadkowych przechodniów. Wpakował kikut nadgarstka do ust i w tej pozie odmaszerował do mieszkania.

 

Obudził się o czwartej nad ranem, za oknem było już jasno, świeciło słońce jak wariat. Wyjął rękę z ust. Krew nagle zaczęła broczyć i w ten sposób ubroczyła dramatycznie dywan. Lucyn straszliwie spochmurniał, słońce za oknem zgasło, a dywan poderwał się z zimnej posadzki i rzucił się nieszczęśnikowi do gardła. Już miał się wpić w kruchą krtań, ale Lucyn popisał się kopniakiem z ćwierćobrotu i dywan szybciutko spoważniał. Zaraz pokornie zaczął słaniać się po podłodze, gdyby miał nogi, to przestępowałby z nich po kolei. W końcu poddał się zupełnie i rozpłaszczył się bez pamięci, ani zapomnienia. Lucyn stracił jedynie kępkę włosów z brody, które bestia zdołała mu w krótkim pojedynku wyrwać.

 

Chwycił Lycymander wazon z kwiatkiem (bo kochał zwierzęta) i jednym haustem wypił zawartość (bo był spragniony). Krzak nie zechciał być dłużny (bo był kotem sąsiadki). Trzasnął go łapą w zgięcie ręki, która dopiero co zdecydowała się na ten odważny ruch i przestała broczyć. Kompletna masakra mu z tej ręki została. Kot chyba przyszedł na świat w niemieckiej fabryce noży, a hartował się pośród płomieni wygasłych gwiazd Uzbekistanu (które są obrzydliwie gorące! Najgorętsze pod słońcem!!!). Cała ręka mu zapłonęła krwią, napuchła paskudnie, zapulsowała, wydała z siebie syczący odgłos i rozpadła się na maleńkie kawałeczki, i rozsypała we wszystkich kierunkach z rozrzutem, który zawstydziłby abecadło, które z pieca spadło, nawet gdyby takowe chińskim alfabetem było i ze swoimi rodakami dzieliło zamiłowanie do ognia (niekoniecznie sztucznego) i antyludzkie zapędy.

 

Lucyn zgiął się w napadzie śmiechu, porwał z blatu wielki nóż i zaczął uganiać się za kotem, który błyskawicznie dał nura przez uchylone okno. Trochę się Lucyn pochlastał przy tym, no ale co to dziś dla niego. Cieszył się, że ma wolny dzień, nie musi leczyć cudzych i śmierdzących zębów i może po prostu pełną piersią czynić co chce. Koty dziś mu mogą zwiewać. Kopnął entuzjastycznie w nogę od stołu. Duży palec od nogi poszybował pod samym sufitem jak triumfalna fanfara przez tunel aerodynamiczny. Było kolorowo!

 

A to, jaki koniec odnalazła historia młodego Lucyna, dopowiedz sobie, drogi Czytelniku już sam. Osobiście zdecyduj do jakiego świata należysz, zmiarkuj swój smaku i gust, uwzględnij ulotny czynnik nastroju oraz pogody i zdecyduj, co spotkało naszego bohatera na końcu opowieści. Czy może został znaleziony nazajutrz na dywanie? Bardzo martwy i wybroczony do suchej żyłki? Czy wstał następnego dnia szeroko uśmiechnięty, pozdrowił portrety na swoich ścianach, posprzątał po wczorajszej zabawie i ziewając udał się do pracy? Czy może jednak w chwili, gdy urwany palec od nogi upadł na posadzkę i na świecie umarł jeden kolor, Lucyn wskoczył na olbrzymi tasak, który wydobył spod łóżka i wyleciał przez okno w kierunku wielkiego tamtej nocy szkarłatnego Księżyca?

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania