Rutyna

Wstaje i od razu sięgam po komórkę, aby włączyć ulubioną piosenkę i pozwolić jej dotrzeć do moich uszu przez słuchawki. Nie wiem dlaczego, ale muzyka to dla mnie najlepsza rozrywka, w dodatku jest darmowa, o ile nie musisz płacić za internet i prąd...

Kieruje się do łazienki, w końcu trzeba przyszykować się na resztę dnia, chociaż? Czy ja w ogóle mam zamiar gdzieś wyjść? Odsuwam te myśli i pewnym krokiem staję przed umywalką. Nie znoszę tego momentu, gdy widzę siebie z rana, czy człowiek zawsze był tak brzydki? Czy to dopiero przyszło, kiedy zaczął się malować i zapomniał o naturalnym wyglądzie? Dużo pytań kotłuje mi się w głowie, a przecież dzień dopiero się zaczął. Sięgam po szczoteczkę, potem po mydło i krem. Kiedy podstawy podstaw są wykonanie to przechodzę do makijażu. Nie zrozumcie mnie źle, nie maluje kiedy nigdzie nie wychodzę, to znaczy robię to, ale lekko, tak tylko by poczuć się lepiej, a także by domownicy czuli się lepiej. Sama gdy widzę moją mamę bez makijażu, nie uważam by kilka minut przy kosmetyczce ją zbawiło. Tak wiem, jestem okropna, wiele osób mi o tym mówi, a ja wciąż taka sama od 19 lat, zabawne. Jeśli chodzi o moją cerę to jest w niezbyt dobrym stanie, w zasadzie to ona najbardziej mnie szpeci, mimo to nie maskuje jej fluidem, szkoda mi go, jedyne co robię to zakrywam trądzik korektorem. Następne nakładam go pod oczy, na powieki i wszędzie gdzie czuję, że się przyda. Najważniejszy jest dla mnie makijaż oczu, jako że jestem blondynką (mimo że farbuje się na brąz od wielu lat) to podkreślenie ich jest niezbędne, niestety. Dlaczego natura nie mogła stworzyć takiego jednego człowieka, który wstanie i będzie wyglądać dobrze? I dlaczego tym człowiekiem nie mogłabym być ja? Znowu te pytania, ja wiem, przesadzam, przecież pomalowanie się trwa kilka minut. Sięgam po cenie, nakładam na powiekę, następnie biorę jeden w kolorze mocnej czerni (jest coś takiego jak słaba czerń?) i robię sobie kreskę skośnym pędzelkiem. Na koniec przejeżdżam czarną kredką po linii wodnej oka i maluje rzęsy tak długo, aż całkowicie będę nie do poznania. Idealnie! W końcu wyglądam w miarę dobrze.

Śniadanie, ciekawa część dnia, wiecie zawsze warto zjeść coś zdrowego, szkoda że w zasadzie nic nie jest zdrowe w tym świecie, a na pewno nie ja, bo od lat sięgam po płatki czekoladowe. Nigdy sobie niczego nie odmawiam, bo hej, jedzenie to moja kolejna ulubiona rozrywka, w dodatku tez mam ją za darmo, na razie. Słuchawki wciąż goszczą w moich uszach, słucham teraz piosenki: Coffe and TV zespołu Blur. Idealna piosenka o poranku kształtuje resztę naszego dnia, a przynajmniej tak powiedział jakiś człowiek sukcesu, którego nazwiska nie pamiętam. Po jakie mleko sięgam zapytacie? Po takiego jakie jest w lodówce, no prosta sprawa. Zalewam dużą miskę płatków i jem je na zimno, jest lato, wiec ciepłe płatki nie brzmią zachęcająco. Kiedy kończę jeść, staje przed lustrem, wciąż mam na sobie szorty i top, w sumie mogłabym tak wyjść z domu, nikt by nawet nie zwrócił uwagi na tę plamę po keczupie.

Pewnie zastanawiacie się co robię przez kolejną część dnia, albo się nie zastanawiacie się, bo niby czemu mielibyście. Nieważne! Idę do komputera i siadam. Włączam Worda i zaczynam pisać, uwielbiam to robić, to chyba trzecia moja ulubiona rozrywka, w dodatku jest bardzo twórcza. Zaczynam pisać, nawet nie zastanawiam się dłużej nad treścią, to robi się samo, tak jakbym była do tego stworzona. Patrzę na tekst i nie wiem co z nim zrobić. Nie będę go usuwać, bo w zasadzie jest całkiem niezły, dlatego zapisze go i wrzucę na jakąś stronę. Zawsze mam problem z tytułem, teraz jednak jest inaczej, bo żaden inny nie będzie pasował tak dobrze jak: Rutyna.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania