Ser z dziwkami

Sklepik osiedlowy "Bida Romka" posiadał wyjątkowo szeroki asortyment produktów, od tanich jaboli, poprzez piwa, na trunkach wysokoprocentowych kończąc. Do tego sprzedawali tam kanapki z serem, tak zwane sandwiche, dla wyjątkowo wyczulonych koneserów smaku. Takim własnie amatorem sera był Paweł, ktory tego feralnego dnia zrobił zakupy "U Romka" i nawet się nie spodziewał, że po raz ostatni ogląda znajome okolice. Ptaszki śpiewały gdzieś w koronach drzew w Parku Azjatyckim, na ulicy zaś tętniło innego rodzaju życie. Dzikie, brudne, głośne, starające się zagłuszyć wszystko rykiem silników. Jeden z przejeżdżających samochodów pozostawił na sandwichu Pawła radioaktywne ślady sadzy, doprawiając go smakiem nowoczesności i postępu.

 

O ile postępem można nazwać smród trzydziestoletniego diesla. Sandwich nabrał ekstrawaganckiego posmaku przeszłości, co wielu koneserów zachęciło by do wystawienia kanapki na aukcji kulinarnej jako połączenie teraźniejszości z przeszłością. Paweł tak nie myślał, raczej rzadko używał przydatnej umiejętności rozbudowanego myślenia. Pośród szeregu bliźniaczych białych domków i zieleni jakby wygenerowanej w CGI, kreatywne myślenie ulatywało na rzecz rutyny. W ciągu ostatnich pięciu minut zaliczył kilka nieprzyjemnych kontaktów wzrokowych z podstarzałymi tłuściochami podlewającymi trawnik i bachorami biegającymi z frisbee w zębach. Na najbliższym skrzyżowaniu skręcił w lewo myśląc już tylko o posmaku sera w mordzie i maratonie kreskówek do późnych godzin wieczornych. Co mogło stanąć na przeszkodzie? Hmmm… No na przykład statek kosmiczny i grupka facetów ubranych w kombinezony jak nic zapierniczone z planu jakiegoś kosmicznego straszydełka klasy Ż. Pędzili oni kilka tuzinów nagich dziwek, co z oczywistych względów wywołało u Pawła niekontrolowane nabicie rewolweru i zez rozbieżny. Bywa. Mini tabun wystraszonych kobiet popędzali wibratorami w kształcie łbów kosmicznych mątw na metalowym drążku. W hełmach z zalepionymi przyciemnianą plastikową płytką wizjerami, nie było widać twarzy najeźdźców, a może polityków prawicowych ugrupowań, albo cholera wie kogo. Kilkanaście osób stworzyło klasyczny tłum gapiów, głównie faceci i dzieci w wieku przedszkolnym. Paweł mimowolnie dołączył do rozentuzjazmowanych widzów, przyglądając się uważnie całej akcji. W pewnym momencie wyczuł mocny i pociągający zapach, dochodzący z wnętrza dziwacznego statku o wyglądzie przypominającym jelito grube żyrafy. Zaczął się przeciskać do przodu, chcąc zbliżyć się do źródła tak ekscytująch fetorów. Przepychał się i przepychał pomiędzy tłumem ludzi, aż w końcu odkrył, że znalazł się wewnątrz maszyny najwyraźniej przybyłej z najgłębszych i najczarniejszych czeluści kosmosu. Nie było odwrotu, gdyż gardziel, a raczej odbyt stanowiący drzwi wyjściowe i jedyną możliwość ucieczki właśnie się zamknęły. Obok Pawła tłoczyły się nagie prostytutki. Było ich tak dużo, że najpewniej obcy nie zdążyli jeszcze w tym tłoku wypatrzeć jednego różniącego się wyglądem gagatka. A może po prostu mieli to w dupie albo chcieli także jego wykorzystać seksualnie i eksperymentalnie.

 

Młodzieńcza aparycja Pawła zaciekawiła jedną z nierządnic która rozpychając się pomiędzy spoconymi ciałami swoich kumpelek podeszła do niego wiercąc nieustannie w czole dwie dziurki swoimi szmaragdowymi oczami. Nie wyglądała na rozmowną, bo oprócz cichego wzdychania nie gardziła słowotokiem. Mimo to wyglądała z nich wszystkich najbardziej ludzko. W bladym świetle podwieszanych lampek reszta roznegliżowanych damulek przyjęła strategię lamentów, krzyków i szlochów. Wszystko razem brzmiało jak tani orgazm grupowy.

 

I wtedy Paweł dostał wzwodu, bynajmniej nie na widok powabnych kobiecych ciał, czy dźwięków jak z azjatyckiego pornola. Zobaczył bowiem ogromny ser żółty, wypełniony licznymi dziurami, w które miał bardzo wielką ochotę coś wepchnąć. Do tego dochodził jeszcze ten zapach starych skarpet, który pieścił jego kubki węchowe, czy inne takie. Podszedł do obiektu fascynacji i zaczął go obmacywać, lizać, a w pewnym momencie odgryzł kawałek, nie mogąc się powstrzymać. I wtedy rozpętało się dantejskie piekło. Zamiast smakowitej substancji Paweł poczuł jakby zeżarł dużego tłustego robala, a ser zaczął ot tak wrzeszczeć, z odgryzionego fragmentu zaś chlusnęła ohydna maź, pokrywając głównego bohatera od stóp do głow. Dziwki najwidoczniej chciały pobić rekordy głośności, gdyż na ten widok zwielokrotniły lamenty i próbowały przekrzyczeć nawet sięgające crescendo wrzaski sera żółtego. Pawłowi pociemniało w oczach, kształty poczęły się rozmazywać, a wcześniej przyjemny zapach teraz jedynie przyprawiał o mdłości. Kątem oka dostrzegł biegnących w jego stronę obcych w obcisłych lateksowych strojach, po czym odpłynął w nieznane.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • befana_di_campi pół roku temu
    Napisane nieźle, ponieważ z polotem. Szwankuje trochę ortografia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania