Skąd się wzięły Wilkołaki

Dawno, dawno temu, w niewielkim grodzie, gdzieś na wschodnich rubieżach, żył sławny woj Cieszymysł. Miał młodą żonę, Idę, którą wielce miłował, ale mimo starań nie mógł doczekać się potomstwa. Poprosił tedy o pomoc starą wiedźmę, Jarwiłę, mieszkającą na podgrodziu. Zajmowała się ona wypędzaniem demonów, sprzedawała amulety przeciw zmorom, topielcom czy wąpierzom. Ponoć, w dawnych czasach, czarów uczył ją sam Chors, zafascynowany urodą młodej adeptki. Jarwiła spełniała też rolę akuszerki i miała swoje sposoby na szczęśliwe poczęcia. Kiedy jednak wyszło na jaw, że "lekarstwem" miał być jurny syn kobiety, rozwścieczony Cieszymysł kazał go poćwiartować, a czarownicę spalić.

 

Jarwiła, gdy tylko zobaczyła zbliżających się do jej chaty wojów, zamieniła siebie oraz syna we wrony i oboje z głośnym krakaniem ulecieli. Cieszymysł, domyśliwszy się sztuczki wiedźmy, dobył łuku i wypuścił strzałę. Trafił jednego z ptaków w skrzydło. Czar prysł. Zranionym okazał się syn czarownicy, który z dużej wysokości spadł na ziemię. Żył jeszcze, gdy dopadli go wojowie, a Cieszymysł był tym, który zadał śmiertelny cios.

Zrozpaczona Jarwiła, straciwszy ukochane dziecko nie miała już dla kogo żyć. Jedynym jej pragnieniem stała się zemsta. Rzuciła więc urok, taki, by Cieszymysła uderzyć najmocniej – aby jego pierworodny nie dożył swego pierwszego poranka.

 

Tymczasem dzielny woj kazał wydać wielką ucztę na chwałę Roda, boga losu ludzkiego oraz opiekuna domowego ogniska. Zamierzał złożyć mu dary, a dzięki temu wybłagać szczęśliwe poczęcie. Zaprosił mieszkańców grodu i podgrodzia, by razem wznieśli modły. Pomysł był znakomity, stawiło się wielu gości. Biesiada trwała w najlepsze, gdy niezauważenie pojawił się sam Rod. Odciągnął gospodarza na bok, w zaciszne miejsce, gdzie kazał sobie przynieść mięsiwa oraz napitku. Nie chciał, jak mówił, wzbudzać sensacji. Gdy skończył jeść, poklepał się zadowolony po brzuchu, dał wojowi garść białych kuleczek i rzekł:

– Naści, to jest lekarstwo na wasz kłopot. Przez dwanaście dni, po kolacji, dawaj swojej żonie po jednej kuleczce, a jeszcze w tym roku doczekasz się dziecka.

Padł Cieszymysł na kolana i dziękował bogu, ale ten tymczasem zniknął.

 

Stało się więc, jak zapowiedział Rod. Ida zaszła w ciążę, co wszystkich radowało. Ucieszona była nawet Jarwiła, która regularnie odwiedzała gród pod postacią wrony. Wprost nie mogła się doczekać, kiedy dopełniona zostanie zemsta – śmierć nowo narodzonego potomka i rozpacz Cieszymysła, porównywalna jedynie z jej bólem po stracie syna. W swym zapiekłym gniewie, zapomniała jednak, że dziecko może być płci żeńskiej. Rzeczywiście, kiedy doszło do rozwiązania, wszystko przebiegło sprawnie, a na świat przyszła śliczna, zdrowa dziewczynka. Nadano jej imię Wszemiła – aby była przez wszystkich lubiana.

 

Stara wiedźma wcale nie zamierzała darzyć dziewczynki sympatią! Tym bardziej, że rzucony zły urok nie zadziałał, dotyczył wszakże pierworodnego, a nie pierworodnej. W wielkiej złości po nieudanej zemście, tocząc żółtą pianę z ust, poleciała pod postacią wrony do grodu. Zakradła się pod okna sypialni Cieszymysła, a gdy domownicy posnęli, przybrała ludzką postać. Nasypała w miskę garść przygotowanych wcześniej ziół, podpaliła i postawiła tak, aby dym wlatywał do izby, a sama skryła się w pobliskich zaroślach. Wkrótce cała sypialnia została napełniona słodkim, upojnym zapachem. Rodzicom małej Wszemiły żadnej krzywdy to nie czyniło, ale dziewczynka zaczęła się dusić. Ida otworzyła oczy, jakby podświadomie czując, że z dzieckiem jest coś nie w porządku. Zaiste, córeczka nie mogła złapać tchu, była już sina. Zerwał się też Cieszymysł. Zobaczył miskę z ziołami stojącą na oknie. Strącił ją i szybko wyprowadził obie ukochane kobiety przed dom. Niewiele to jednak pomogło. Wszemiła z trudem łapała powietrze, zdawało się, że lada moment całkiem przestanie oddychać. Bezradny ojciec, nie widząc innego ratunku zaczął w geście rozpaczy przyzywać Roda, prosząc by jeszcze raz zechciał pomóc.

 

Wołanie nie pozostało bez echa. Z ciemności wyłoniła się wysoka postać i zmierzała ku wołającemu mężczyźnie. Cieszymysł padł na kolana rozpoznając w przybyszu Roda. Ten zaś zbliżył się i rzekł:

– Usłyszałem twe wezwania, człowieku. Ale czyż już raz ci nie pomogłem?

– Tak, panie, lecz teraz moja córka dusi się, umiera! Nie wiem, co czynić.

– Zaradzić temu mogę bardzo łatwo, tylko, że tym razem nie za darmo.

– Dam wszystko, czego zażądasz, panie! Błagam, uratuj moje dziecko!

– Czy zgadzasz się, aby w dniu, w którym dziewczynka skończy dwanaście lat, przeszła do mnie na służbę?

– Tak! Aby tylko żyła!

 

– Dobrze więc. Pamiętaj! W dniu swych dwunastych urodzin ma przyjść do świętego gaju w środku lasu, gdzie stoi kurhan Dalemira. Sama! Nie waż się jej towarzyszyć – powiedział Rod z naciskiem. – A teraz weź to ziele, potrzyj nim pod nosem córki, a wszystko będzie dobrze. I nie zapomnij, coś obiecał!

– Dziękuję ci, panie! – wykrzyknął młody ojciec i już chciał biec do swoich.

– Zaczekaj! – zawołał za nim bóg i rzucił Cieszymysłowi jakiś przedmiot. – Masz! To amulet, który ochroni małą przed czarami starej Jarwiły. Strzeż się jej, ona nie życzy wam dobrze.

Powiedziawszy to Rod zniknął w ciemnościach. Zdziwiony Cieszymysł z trudem skojarzył, kim jest Jarwiła. Spojrzał na prezent. Było to wykonane ze srebra malutkie kółeczko, na którym wyryto kilka znaków. Mężczyzna czym prędzej wrócił do żony i dziecka. Potarł zielem pod noskiem małej, a ta zaraz odzyskała dech i zaczęła płakać. Uradowali się rodzice. Cieszymysł przemilczał, jaka była cena za życie córki i szczegóły targu z Rodem. Ida, zajęta dzieckiem, nie pytała. Mała żyła i to było najważniejsze. Ojciec przewiązał cienkim łańcuszkiem otrzymany od Roda amulet i zawiesił go na szyi córki. Żaden czar nie mógł jej już zaszkodzić.

Starucha, która podsłuchała rozmowę, w mig pojęła, że nic tu po niej. Skoro ten woj cieszy się takimi względami u bogów, postanowiła wyczekać lepszej okazji. Nienawiść i chęć zemsty były jednymi powodami, dla których istniała. Postanowiła zdobyć nowe moce, by w przyszłości skuteczniej zaatakować. Po nauki udała się do samego Chorsa, swego dawnego mistrza.

 

Minęło dwanaście lat. Dziewczynka rosła zdrowo, wszyscy mieli z niej pociechę, była lubiana w grodzie i każdy dobrze jej życzył. Tylko Cieszymysł gasł w oczach. Nikt nie wiedział, co go gryzie. W końcu, przyciśnięty powtarzającymi się pytaniami żony, wyznał prawdę o targu, jakiego dobił z Rodem w zamian za życie dziecka. Posmutniała Ida, przekazała wszystko córce. Płakały obie, ale co mogły zrobić? Jak sprzeciwić się potężnemu bóstwu?

 

Dzień dwunastych urodzin dziewczynki przebiegał w bardzo smutnej atmosferze. Zamiast święta było łkanie po kątach, przytulanie i dodawanie sobie otuchy. O wszystkim jakimś sposobem dowiedzieli się mieszkańcu grodu. Przychodzili więc pożegnać się z dziewczynką, gdyż nie było pewne, kiedy wróci ze służby do Roda. W pewnym momencie Ida zapytała:

– Ale jak wy chcecie się w nocy dostać tak głęboko w las?

– No, nie my, tylko Wszemiła ma sama iść – odparł Cieszymysł. – Tak mi przykazał Rod, surowo zabraniał, żebym też szedł.

– Tyś chyba niezdrów, mój mężu! – krzyknęła kobieta. – Mam ją puścić do kniei w nocy? Do zbójców i wilków? Nie ma mowy!

– To jak niby ma dotrzeć na miejsce?

– Skoro Rod jej tak potrzebuje, niech sam przyjdzie.

– Ale nie taka była umowa.

– Mnie to nie obchodzi! Ja dziecka samego do lasu w nocy nie puszczę!

 

Zaczęli się zażarcie kłócić i nie wiadomo, czym by się to skończyło, gdyby nie nagłe stukanie do drzwi izby. Kto śmiał przeszkadzać?! Rozgniewany Cieszymysł ruszył, aby otworzyć, a gdy to zrobił, stanął jak wryty. Na progu stała stara, zgarbiona kobieta. Nie zważając na nic, raźno weszła do środka, jakby przyszła po swoje. Zaskoczonym małżonkom wyjaśniła, że jest wędrowną wieszczką i zawsze idzie tam, gdzie wyczuje trapiące ludzi problemy. Uroczyście oznajmiła:

– Mam sposób na wasz kłopot. Dziewczynka może iść sama do lasu pod postacią wilczycy, wtedy nic jej się nie stanie. Znam zaklęcie, które ją przemieni. A gdy będzie chciała na powrót stać się człowiekiem, wystarczy, że po trzykroć zawyje do księżyca stając na tylnich łapach.

 

Ucieszyli się rodzice, ugościli przybyłą najlepiej jak umieli. Nie wiedzieli, że przyjazną staruszką była Jarwiła, wciąż szukająca zemsty za wydarzenia sprzed lat. Wiedźma wyglądała teraz naprawdę staro, tak że nikt jej nie poznał. Była przygarbiona, zmarszczki pokrywały całą jej twarz, siwe, rozczochrane włosy zasłaniały oczy. Dzięki podsłuchanej dawno temu rozmowie Cieszymysła z Rodem, wiedziała, jaki dzień wybrać na wizytę. Po wieczerzy przyprowadzono do niej Wszemiłę.

– Nie mogę rzucić zaklęcia, póki dziewczynka ma amulet.

Zawahał się Cieszymysł, ale Ida, która nie wyobrażała sobie wysłania córki samej do lasu, zdjęła jej wisiorek. Jarwiła rzuciła zaklęcie, zamieniając dziewczynkę w wilczycę.

 

Zapadła noc. Wszemiła, w nowej postaci, pobiegła do lasu, pod kurhan Dalemira.

Bez przeszkód dotarła na miejsce, a gdy zobaczyła czekającego na nią Roda, wspięła się na tylne łapy i zawyła po trzykroć. Czar jednak nie prysł. Wciąż była wilczycą! Spróbowała znów, ale nic to nie dało. Nie wiedziała, co się dzieje. Podbiegła do boga losu, lecz ten nie rozpoznał dziewczyny, na którą czekał. Przeciwnie, rozzłoszczony, przegonił ją, a potem krzyknął:

– Oszukałeś mnie, człowieku! Myślałeś, że zapomniałem o twej obietnicy? Bądź więc przeklęty!

Gwizdnął. Skądś nadleciała olbrzymia, półprzezroczysta ćma.

– Leć, moja Wieżtyco – rozkazał.

 

Demon rozpostarł skrzydła i wzbił w powietrze. Wszemiła znała legendy, wiedziała co zwiastuje wizyta Wieżtycy. Czym prędzej popędziła z powrotem do grodu. Przybyła jednak za późno. Ćma właśnie wylatywała oknem z izby, w której spali Cieszymysł wraz z Idą . Wilczyca łapami naprała na drzwi. Nie były zamknięte, puściły. Wbiegła do środka. Na ławie przy stole siedział ojciec. Wyglądał, jakby właśnie zasnął, ale był to sen wieczny. Na łożu, bez ducha, leżała Ida. Zemsta Jarwiły była kompletna. Wszemiła zawyła z rozpaczy. Na ten hałas zbiegli się strażnicy. Zobaczywszy wilczycę, zaatakowali. Ta jednak dała susa przez okno i uciekła do lasu.

 

Nastawał świt. Ptaki świergotały na gałęziach, robiło się coraz jaśniej. Poranna rosa zwilżała leśną ściółkę. Zaczynający swoje dzienne panowanie Swaróg, usłyszał głośne zawodzenie wilczycy. Ruszył w jej kierunku, żałość w głosie zwierzęcia była niezmierna. Płacz przemienionej Wszemiły poruszył serce boga. Korzystając z mocy pierwszych promieni słońca przywrócił dziewczynce ludzką postać. Zdawał sobie jednak sprawę, że w nocy, gdy panowanie przejmie Chors, czar znów zacznie działać. Wszemiła nie miała już czego szukać wśród ludzi. Swaróg zabrał ją do swej siedziby – zamku na Błękitnym Jeziorze, skąd każdego dnia wyruszał na obchód nieba. Zamieszkała Wszemiła z Panem Słońca, a po pewnym czasie została jego żoną. W kolejnych pokoleniach ich rodu, aż po dziś dzień, pojawiają się dzieci skażone klątwą Jarwiły.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya 6 dni temu
    Niczym historia polskości lub czegokolwiek innego 😷
    Wielokrotność możliwości...😞
  • Freya 6 dni temu
    *drewna tak bardzo
    ^_^😛
  • Freya 6 dni temu
    Drewna bardziej niby tego historii bandyty bez odpowiedzialności wyciosania świadomości drewna dwuczęściowego
  • Tjeri 6 dni temu
    Prześwietna stylizacja, jakbym faktycznie jakąś starą baśń czytała. Przeczytałam z przyjemnością.
  • Bajkopisarz 6 dni temu
    Dziękuję bardzo :)
  • Bożena Joanna 6 dni temu
    O wilkołakach czytałam już dawno u Marie de France. Fajnie, że umieściłeś to w słowiańskim klimacie i dawnych wierzeniach. Lubię baśnie. Serdecznie pozdrawiam!
  • Bajkopisarz 6 dni temu
    Dzięki! Klimaty dawnych wierzeń słowiańskich zawsze mi pasowały najbardziej z uwagi na pewną niejednoznaczność - nie ma takiego ostrego podziału na czarne-białe / dobre-złe. W skali szarości jest mnóstwo ciekawych niuansów a motywy działań bardziej złożone.
  • pasja 5 dni temu
    Znakomite i nie nużące w swej treści. Dobrane nazewnictwo i imiona. Obok legendy poruszasz problem zajścia w ciążę i urodzenie dziecka. Czyli problem stary jak świat. Podawanie kulek kobiecie na zapłodnienie to jak środki hormonalne dające nadzieję. To jak zapłodnienie in vitro. Czyli nic w tej tajemnej sprawie nic się nie zmieniło. Czyż wilkołaki nie zostały naznaczone w podobny sposób jak dzieci z bruzdą? Obok ból i nadzieja na potomstwo.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Bajkopisarz 5 dni temu
    Dziękuję bardzo! Istotnie, jest w tle problem poczęć, jak i lekka szydera z metod szarlatanki, która pragnącej macierzyństwa kobiecie podstawia swego jurnego syna. Taki doktor Zięba swoich czasów ;)
    A naznaczenie i inność znajdują zrozumienie dopiero u istot nadludzkich.
  • Shogun 3 dni temu
    Zaiste, świetna bajka, a raczej baśń. Doskonały klimat mitologi słowiańskiej, za którym przepadam, a którego niestety jest w literaturze tyle co kot napłakał. Wyszło bardzo dobrze. Miałem wrażenie, jakbym czytał "najprawdziwszą" baśń o tym, jak powstały wilkołaki w mitologi słowiańskiej. A kto wie, może Bajkopisarz ma jakieś konszachty z Panem Słońca, który mu tę historię opowiedział ;D
  • Bajkopisarz 3 dni temu
    Dzięki :) Ta bajka jest najbardziej "autorska", bo nie jest przeróbką żadnego motywu, tylko całkiem moja. Podchodzi już bardziej pod baśń.
    Fakt, że mitologii słowiańskiej jest stanowczo za mało, ale trudno, trzeba samemu wymyślać.
  • Onyx 3 dni temu
    Ładna baśń. Uwielbiam mitologię słowiańską, czytanie tej baśni było więc dla mnie miłą odskocznią od codzienności. 5
  • Bajkopisarz 3 dni temu
    Dziękuję! Jaką postać z mitologii słowiańskiej lubisz najbardziej? Może o niej będzie następna bajka?
  • Onyx 3 dni temu
    Bajkopisarz Nigdy nie mogę wybrać pomiędzy Welesem a Dziewanną. A T
  • Onyx 3 dni temu
    Które lubisz najbardziej?
    Za wcześnie wrzuciło, przepraszam
  • Bajkopisarz wczoraj o 9:59
    Onyx - skoro chcesz Welesa, to następna bajka będzie o nim ;)

    Z postaci bóstw to Rod i Swaróg dają dużo możliwości fabularnych, Marzanna też. Ale najciekawsze są takie małe, a wyraziste postacie lokalnych demonów, które psocą więcej niż powinny.
  • Clariosis 2 dni temu
    Bardzo dobra bajka i przedstawieni bohaterowie.
    W sumie to zrobiło mi się szkoda wiedźmy, mimo wszystko chciała pomóc na ile umiała. ;) Zawsze mężulek mógł odmówić, a nie od razu zabijać jej syna. Ale w sumie w całej historii są nieporozumienia: począwszy od "lekarstwa", po obietnicę złożoną bogu, a później przybycie wilczycy, gdy ten jej nie rozpoznał, więc się wściekł, że rodzice dotrzymali słowa... Aż osobiście wyciągnęłam z tego wniosek, że najlepiej jest być po prostu ze sobą szczerymi, nie mydlić oczu, nie szeptać, tylko mówić wprost, dzięki czemu uniknie się tragedii. I to tyczy się zarówno tych, co kłamstwem próbują coś ugrać, jak i tych, co kłamią rzekomo dla "wyższego dobra".
    Ogółem też przypomniała mi się nagle taka rzecz, o której usłyszałam niegdyś na jednej z lekcji na rozszerzonej biologii, od kochanej pani co nawet doktorat miała, a nas uczyła: powiedziała, że czasami najlepszym lekiem na bezpłodność u kobiety jest wyjechanie do sanatorium albo na wakację. A tam, gdy jest wesoło, to potem wraca do męża, spędza z nim noc i nagle magicznie okazuje się, że jest w ciąży. Po czym z wesołym uśmieszkiem dodała, że no bo wiecie, czasami bywa tak, że po prostu chemia dwojga ludzi dobrze nie współgra, to wtedy trzeba znaleźć zamiennik. ;) Może stara wiedźma też miała takie przeświadczenie?

    Styl również bardzo dobry, taki Twój po prostu, czytało się płynnie. Piąteczka. :)
  • Bajkopisarz wczoraj o 10:02
    Dzięki :) Mężulek chyba dowiedział się ostatni i planowanych metodach leczenia bezpłodnosci, stąd jego złość.
    Masz rację, że cała fabuła trzyma się na nieporozumieniach, ale tak to jest, jak ludzie ze sobą nie gadają. Wszystko by się dało wyjaśnić. W wielu książkach jest właśnie ten motyw braku komunikacji, bo gdyby tylko dwie postacie ze sobą normalnie porozmawiały, nie byłoby dalszego ciągu historii. W literaturze widać tak musi być ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania