#

"Bo za cieniami podążają ci, dla których nie ma już nadziei".

Z kronik Skalistych Cieni

 

Dzień wcześniej

Ze snu wybudza mnie krzyk, który z każdą sekundą staje się coraz bardziej dziki, stanowczy i z pewnością wywołuje we mnie lęk. Czym prędzej wyskakuję z łóżka, a bose stopy przemierzające po drewnianej, nierównej podłodze marzną. Stwierdzam, że głosy dobiegają z dołu, więc udaję się prosto za nimi do salonu, gdzie wzrokiem wypatruję rodziców. Kiedy w półmroku udaje mi się ich odnaleźć, zauważam, że plecami przypierają do drzwi, do których dobija się kolejny stukot. Spinają mięśnie, a wysiłek sprawia, że są cali spoceni. Pukania stawiają się coraz mocniejsze. W myślach zadaję sobie pytanie:

"Co się dzieje?"

Twarze nasze są przerażone. Dopiero po chwili rodzice zdają sobie sprawę, że stoję przed nimi i od razu mama woła na mnie:

– Kochanie, wiesz co masz robić.

Doskonale wiem, co mam dalej robić, ale nogi odmawiają posłuszeństwa.

– Mamo, boję się. – Kręcę z niedowierzaniem głową. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje.

– Szybciej – ponagla mnie, ponieważ nadal stoję w miejscu. Mój umysł atakuje szereg koszmarnych wizji. Jestem zdezorientowana i przecieram zmęczone oczy. Widzę, że chce coś dodać, ale kiwa przecząco głową i rozmyśla się. Wie, że nie jest to pora na rozczulanie się. Nic już nie mówię. Nie pozostaje mi nic innego, jak posłuchać rodziców. Wybiegam na korytarz, na końcu którego znajdują się meble: czarna rogówka, szafa i kilka drobnych półek.

"Muszę się dobrze schować".

Otwieram niedbale głęboką szafę, zakrywam się płaszczami i innymi ubraniami, a następnie z bijącym sercem wysłuchuję, to co ma wkrótce nadejść.

"A babcia i dziadek"?

Otwieram szeroko oczy i wpadam w panikę. – Ile tu jestem? – myślę. Przed wydostaniem się z szafy zahaczam o wieszak, który hamuje mnie i wpycha do środka, jakby mówił mi, że mam tu pozostać i nigdzie się nie ruszać. Ale szybko się otrząsam, odczepiam haczyk od falbaniastej koszulki i biegnę z powrotem na górę po krętych schodach. Skręcam do pierwszych, półotwartych drzwi i czym prędzej budzę śpiących dziadków.

– Nie teraz, Lauro. – Kobieta mruży oczy, po czym je zamyka. Przeciąga się, rusza ramionami i obraca się na drugi bok.

– Ale babciu, do schronu mama każe. Babciu! – wołam, tym razem do jej ucha, co skutkuje pomyślnie i momentalnie się podnosi. Kiedy dotyka dziadka, głośno kaszle.

Z niecierpliwością przeskakuję z jednej nogi na drugą. Pomagam dziadkowi się podnieść i wszyscy razem na szczęście udaje się nam dostać w bezpieczne miejsce.

Po raz drugi okrywam się kurtką, tym razem wciągając zapach tak dobrze mi znanych perfum mamy. Aby nie dać po sobie oznak, jak bardzo się boję, po cichutku szepczę piosenkę, jaką śpiewała mi mama co noc do snu.

"I śpią już anioły

kołysze się świat

tak dobrze nam razem

zasypiamy raz dwa..."

– Zostawcie nas! – Na dźwięk ostrych słów, przerażonych, kurczę się jeszcze bardziej. W dodatku ręce trzęsą się i stawiają się coraz to bielsze. Modlę się, aby niepowołani jak najszybciej stąd odeszli.

– Wy dranie, jak tak... – Ojciec nie dokończa, bo w tej samej chwili następuje wybuch, który pokrywa wszystko dookoła ciemnym dymem. Przez jedną ze szpar udaje mi się zobaczyć cienie osób, które właśnie otaczają bezbronnych rodziców.

" Oni już tu są!"

Wstrzymuję oddech, bo właśnie ktoś przechodzi obok szafy. Liczę po cichu: – Jeden krok, drugi... – Rozluźniam mięśnie i wypuszczam wstrzymywane powietrze, gdy mija moją kryjówkę. – Muszę być dzielna – powtarzam te słowa, aby dodać sobie otuchę.

Wcześniej, kiedy biegłam po dziadków, obok w pokoju nigdzie nie widziałam braci: Stara i Rubina. – Pewnie skryli się przede mną. – Mam taką nadzieję. Wtedy do moich uszu dobiega charczący, męski głos:

– Gdzie reszta?

– Panie, mieszkamy tylko we dwoje – oświadcza kobieta ze łzami i łamiącym się głosem. – Proszę, odejdźcie. Nikogo więcej tu nie znajdziecie. Przysięgam. – Kładzie obie dłonie na klatkę piersiową.

– Kłamiesz. Czuć na kilometr, że coś ukrywacie. – Po czym swoje słowa kieruje do reszty. – Sprawdzić cały dom.

Nie mija minuta, a ktoś krzyczy:

– Panie, znaleźliśmy dwójkę starców.

– A więc to tak? – Mężczyzna podchodzi do kobiety i policzkuje ją dwukrotnie. Mama piszczy i szybko się odsuwa. Na to mój tata zasłania mamę i szepcze jakieś słowa, których nie potrafię zrozumieć z powodu dzielącej nas odległości. – Zabić ich za to, że skłamali.

Do gardła podchodzi mi strach. Nie mogę złapać oddechu, duszę się. Tu jest tak ciemno, że czuję, jak wszystko mnie pochłania. Przypominam sobie ostatni nasz wspólny posiłek, gdzie bracia wspierają się o to, kto ma zjeść większą porcję kurczaka. Uśmiechy, sprzeczki i razem spędzany czas rozpływa się i powraca brutalna rzeczywistość.

Rodzice bronią się, ale od razu zostają pochwyceni. Szarpią się przez krótki czas, a potem przestają. Krzyk roznosi się, a błagania nie przestają cichnąć.

"Panie okaż litości" – szepczą głosy.

Kulę się, pociągam nosem lecące smarki i zasłaniam oczy dłońmi. Kiedy myślę, że sobie poszli, szafa nagle otwiera się, a ręce zaczynają wsuwać się głębiej i dalej. Odpychają ubrania, niektóre wyrzucane są na podłogę. Przylegam plecami do ścianki jak tylko potrafię, ale wtedy wydaję z siebie pojedynczy pisk, który od razu zdradza moją pozycję. Czuję, jak ktoś chwyta najpierw za rękę, a kiedy ją gryzę od razu odnajduje prawą stopę i zaczyna ciągnąć w swoją stronę. Próbuję bronić się, w tym uderzając dłońmi i kopiąc przeciwnika drugą wolną nogą, ale nie mam wystarczająco sił i szybko zostaję wyciągnięta.

– Nie, zostawcie mnie – krzyczę, na co odpowiada mi śmiech. Tak, świt dreszczu otwiera paszczę i zwinnie oplata ciało, które nie należy do mnie. – Więc do kogo? – Znikam, ale nie trwa to długo. Pojawiam się na nowo w horrorze, tym razem wszystko czuję z podwojoną siłą. Próbuję zawołać mamę, ale wtedy czarna dłoń wbija paznokcie w głowę, a uchwyt za włosy sprawia, że wrzeszczę jeszcze głośniej. Upadam, ale postać zawzięcie ciągnie dalej.

"Czy to koniec?"

Schodzimy niżej. Znam to miejsce doskonale. Kierujemy się w stronę piwnicy, do schronu. Już wyobrażam sobie, jak mnie tam zamykają i torturują. Tylko, za jakie grzechy, przecież ja nic złego nie zrobiłam. Zawsze staram się być grzeczna i miła dla wszystkich.

– Znaleźliśmy jeszcze jedną osobę – orzeka mężczyzna, który nadal mnie trzyma. Następnie schyla się nisko.

– No proszę. Dobra robota panowie. – Wszyscy na te słowa salutują, po czym stają na baczność. Część z nich kieruje w moją stronę miecze, jakby myśleli, że mogę im coś zrobić. Teraz świeca zapala się, wlewając do pomieszczenia drobną jasność, a cienie osób stają się wyraźniejsze. Spoglądam jeszcze dalej. Tam na dole widzę leżące ciała rodziców i dziadków.

– Mamusiu... – nie odpowiada. Przeraża mnie cisza i to, że mama nic nie mówi.

– A teraz – głos w piwnicy rozchodzi się jak echo, a osoba, która najprawdopodobniej jest dowódcą, zwraca się do mnie ze spokojem w głosie – przedstaw się nam.

Jako, że jestem zbyt przerażona, nie mogę nic wykrztusić.

– Mów! – krzyczy jeden ze wspólników.

– Laura Strampre – dyszę przez ledwo otwarte usta.

– Przejdźmy od razu do sedna sprawy. Wiesz, kim są Poszukiwacze?

Kiwam przecząco głową, na co obrywam w plecy długim pasem. Czuję, jak przez ciało przechodzą dreszcze i niemiłosierny ból. Biała koszulka staje w strzępach, a piekielne rozdarcie skóry rozgrzewa i płonę w środku. Płaczę, a obraz cały czas się zamazuje przez natłok łez. Od razu poprawiam się i szybkim, urywanym słowem odpowiadam:

– W i...eeem.

– Czy jesteś jedną z nich?

– Nie jestem – zaprzeczam. Płaczę jeszcze głośniej.

Jeden ze stojących koło rodziców łamie kobiecie palce, na co nagle przytomnieje i krzyczy.

– To mów prawdę! – Ton z jakim teraz mówi, przeraża, jakbym dostała kolcami po twarzy. – Nie toleruję kłamstw.

– Ja nie kłamię – jąkam się przy tym, przez to słowa tracą na wiarygodności.

Przywódca chyli się i szepcze mi słowa:

– Dziecko, dobrze się zastanów. Czy chcesz, aby twoi rodzice cierpieli?

W tym momencie tata wyrywa się, ściąga szmatę z ust i woła do mnie:

– Kochanie, nic im nie mów. Nami się nie przejmuj... – Obrywa w głowę, a z jego czoła spływa strużka krwi. Po chwili traci przytomność.

"Tato, mamo, nie!"

Moje myśli krzyczą. Czuję, jak słabnę razem z nimi, ale dzielnie się prostuję, a twarz wykrzywia się w grymasie.

– Czy masz rodzeństwo?

– Tak. Dwóch braci.

– Czy wiesz, gdzie są?

– Nie, nie wiem.

Postacie zataczają krąg wokół rodziców i zaczynają ich kopać. Rzucam się na pierwszego z nich, ale natychmiast unieruchamiają mnie.

– Przecież mówię prawdę, dlaczego...

"D L A C Z E G O?"

– Są magiczni? – Kiwam głową na wznak, że tak.

– Więc zapytam ostatni raz, czy wiesz gdzie są? Należysz do Poszukiwaczy?

– Ja? Nie, ja nie...

Pan, który mnie przepytuje krzywi usta i pstryka palcami.

Dzieje się to wszystko za szybko. Walczę z osobami, które zaciągają mnie i każą klękać, następnie chwytają za twarz i kierują w jeden punkt.

"Nie chcę, nie chcę tego widzieć!"

Tylko, nikt mnie nie słyszy. Palce tną, jeden za drugim, okaleczają mamie plecy, po czym ucinają głowę, a krew tryska na wszystkie strony. Później robią to samo z tatą. Trzask, skręt, skrzypienie i... Nie, nie, nie. Dziadek i babcia już dawno usnęli, nie wykazywali żadnych oznak życia.

Ciemność, pragnę jednego, zatopić się wraz z nią. Przeklinam do upadłego. Dowódca zapina mi na szyję obrożę z liczbami.

Zostaję wyniesiona z piwnicy. Na głowę zarzucają mi worek, w którym staję się śpiąca i nie mija kilka sekund, aż zasypiam. Zanim jednak to się dzieje, zadaję sobie pytanie:

"Gdzie mnie zabierają?"

*

Myśliciel, który nieźle się przy tym bawił, kazał ostatecznie zostawić przy życiu dziecko, bo jak stwierdził: – Przyda się. – I zabrać ją do zamku. Oczywiście, że wkurzyła go ta mała dziewczynka, za tak bezczelne kłamstwa, które kierowała w jego stronę. Dobrze wiedział, że była jedną z Poszukiwaczy. Wyczuwał w niej zalążek mocy. Każdy na początku się zapierał, że nic nie wiedział, że to nie prawda, ale tak naprawdę była to tylko kwestia czasowa, aż do chwili, gdy stawali się potulni i wszystko wyjawiali. – Ból sprawi, że będzie bardziej posłuszna. – Tak robił z każdym dzieckiem, które było magiczne. Pozostało tylko pytanie: – Gdzie pozostała dwójka? – Ale nie martwił się tym zbyt długo. Już nakazał swojej służbie, aby rozglądnęła się po okolicy. Stanął przed zawalonym budynkiem. Za pomocą magi sprawił, że miejsce zbrodni i cały dom wrócił do stanu poprzedniego. Na ścianie zapisał liczby, które mówiły, że dom został oczyszczony.

"Bo w armii nie tolerujemy nieposłuszeństwa".

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise 18.07.2017
    Fajnie, że dodałaś nowy rozdział :) szczerze mówiąc trochę źle mi się czytało część napisaną w czasie teraźniejszym, ale to już mój problem xD ciekawe co zrobią z dziewczynką i czy jej moc jej ujawni :D po takich przeżyciach myślę, że na pewno :D zostawiam 5 i czekam na więcej :)
  • Tanaris 18.07.2017
    Tak, ale w kolejnej części pojawi się nasz główny bohater Tyki. W końcu!!! A przynajmniej taki mam plan. Dzięki.<3
  • Paradise 19.07.2017
    Yay! stęskniłam się za nim :D oby plan doszedł do skutku :)
  • Tanaris 19.07.2017
    Paradise I ja :P
  • Tina12 18.07.2017
    Ciesze się, że pojawił się nowy rozdział. Przynajmniej choć trochę wiemy co czuła dziewczynka. I ciekawi mnie co z nią zrobią.
    Pozdrawiam 5
  • Tanaris 18.07.2017
    A o tym będzie potem. Dzięki <3
  • pasja 19.07.2017
    No,no i już wiemy , że Laura dla nich jest potrzebna. Oni też wiedzą, że jest Poszukiwaczem. Straszny obraz dla dziewczyny, który pozostanie na całe życie. Co dalej się stanie. Czekam o pozdrawiam 5
  • Tanaris 19.07.2017
    Pomysły są, trzeba je teraz tylko spisać na kartkę. :D Dziękuję.
  • Ritha 19.07.2017
    bracia wspierają się o to - spierają*
    Noo, proszę, proszę, wróciłaś do Skalistych Cieni i od razu powiało świeżością, być może przerwa Ci dobrze zrobiła, albo coś, ale widzę progres. Jest realistycznie i trzyma w napięciu. Sprawnie przedstawiłaś te dramatyczne sceny. Łap 5:)
  • Tanaris 19.07.2017
    Przerwa jednak czyni cuda. xD
  • Szymon Skolarus 19.07.2017
    Bardzo ciekawe ale i mroczne, osobiście nie lubię jak całą rodzinę mordują na twoich oczach. Oczywiście zostawiam 5 mam też nadzieję że niebawem odwiedzisz moje opowiadanie:)
  • Tanaris 19.07.2017
    Z pewnością zajrzę, bo coś sporo jestem do tyłu. ;p Dzięki.
  • Desideria 29.07.2017
    Biedna dziewczynka. To straszne do czego ludzie się posuwają, żeby wybić poszukiwaczy. Robią to po prostu z rozkazu? A może Eden popycha ich do tego poprzez magię? Jeśli to pierwsze to oby zginęli w męczarniach. Pozdrawiam 5 :)
  • Tanaris 29.07.2017
    Ludzie w obliczu zagrożenia robią straszne rzeczy. :/

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania