#

Straciłem grunt pod nogami. Pchnięty niewyobrażalną siłą, nie miałem chwil na żadną reakcję. Nie potrafiłem zmusić ciała do tego, aby znalazło w sobie zasób energii i się zatrzymało. Błagałem w duchu, aby ktoś mnie uratował. Jednak nie zapowiadało się na to, pomoc nie nadchodziła, akurat wtedy, kiedy tego naprawdę potrzebowałem. Musiałem liczyć tyko i wyłącznie na siebie. Otworzyłem szeroko oczy i gula w gardle urosła do tego stopnia, że krzyczałem, a w oczach pojawiły się pierwsze łzy. Trudno było mi zrozumieć, że zaraz miałem zostać poćwiartowany na kawałki – na kształt marchewki pokrojonej w kosteczkę i wrzuconej do gorącego rosołu. Już nie martwiłem się barierą, żadną czerwoną linią, ale tym, kurczę, no tym, że zjawy rzuciły się za mną w otchłań. Chyba zwariowały!

"Bydlaki, co planują? A może bariera na nie nie działa?" – Coraz to nowsze pytania pojawiały się w głowie. Nie rozumiałem ich zachowania oraz tego, co je skłoniło do tego uczynku. Przecież widziałem wcześniej, co stało się z kamieniami. To nie była żadna iluzja. To stało się naprawdę.

W tych ostatnich sekundach życia zobaczyłem słabe odbicie, które tworzyło całość dzięki zlepionych ze sobą kamieniami, tworzących barwną mozaikę. Tylko, że były zbyt daleko. W dodatku jakby osiadła na nie rosa i mdliła przy blasku wodnych baniek oczy. Ale nie myliłem się. Od razu poznałem, że to byłem ja. Pasma kasztanowych cieni nie dało się nie zauważyć. Nagle świat spowolnił. Pozwoliłem sobie, aby myśli powędrowały do tamtego dnia, kiedy miałem osiem lat.

Właśnie przemierzałem izbę, w poszukiwaniu taty.

– Tato – zawołałem, ale nikt nie odpowiedział na wołanie. Uniosłem ramiona do góry i spuszczając je, westchnąłem. Z kuchni wyłoniła się drobna postać, mama. W ręce trzymała patelnię z gotowymi naleśnikami, z których ulatniała się para. – Mamo, gdzie tata?

– A jak myślisz? – Mrugnęła do mnie lewym okiem, a ja już wiedziałem, gdzie powinienem się udać. Jej słowa zawsze nie dawały dokładnej odpowiedzi, zmuszając mnie do tego, abym to znalazł samodzielnie rozwiązanie. I tyle mi wystarczało. Przynajmniej na teraz. Nie było to trudne. Pomruczałem coś pod nosem, dziękując i wybiegłem na podwórko. Tam skierowałem się w stronę drewnianej szopki, w której dach był mocniej przechylony niż powinien, ale dzielnie się trzymał. Dzięki solidnym belkom przy głównym wejściu, konstrukcja wytrzymywała pewne niedogodności.

– Tat... – nie dokończyłem, bo kiedy ujrzałem postać, od razu zorientowałem się, aby zachować ciszę i nie przeszkadzać. Siedział przy prostokątnym biurku i w skupieniu szkicował zaawansowany projekt podwodnego statku. Wychyliłem się, naprężyłem ciało, w tym podnosząc jak tylko się dało wysoko palce u stóp, i zerkałem na tworzące się arcydzieło. Tata, jakby nadal nie spostrzegł własnego syna, przetarł zmęczone oczy i chwytając ponownie za pióro, kreślił kolejne linie. Były one tak precyzyjnie równe, delikatnie czarny atrament wpijał się w biały materiał, że niejednego ten widok mógłby oczarować. Mimika twarzy teraz mocno wyrażała kulminacyjny moment: zmarszczone czoło, oczy przymrużone, a usta lekko rozchylone, z których wydobywał się krótki, słyszalny szelest. To artysta, który pod chwilą weny tworzył dzieła.

Wystarczył moment nieuwagi, kiedy to wzdychając przesunąłem się zbyt blisko i... nogi zadrżały, a ciałem uderzyłem w drewnianą nogę stołu. Zamarłem i cofnąłem się jak oparzony. Tata zmarszczył brwi i obudził się z transu pod wpływem narysowanej krzywej linii. Dopiero, gdy zdał sobie sprawę, jak do tego doszło, wstał i ruszył w moim kierunku. Nie mogłem nic wykrztusić, ani jednego słabego: "Przepraszam". Byłem przerażony, że właśnie praca taty, nad którą pracował miesiącami, stała się nieprecyzyjna i mógł teraz pomarzyć o awansie. Skuliłem się, przyciągałem kolana jak najbliżej klatki piersiowej i oczekiwałem na reakcję taty. On nadal milczał. Ta cisza trwała z kilka minut, chociaż dla mnie stała się wiecznością, nie wytrzymałem i się rozpłakałem.

"To moja wina".

Wspomnienie było tak realistyczne, że wyciągnąłem dłonie do przodu. "Pomocy, tato, ja nie chciałem..." Ale ostatecznie wciąż czułem ten smutny wzrok na sobie, który wypalał najdrobniejszy narząd w ciele, a na koniec chwytał za serce i brutalnie za niego pociągał. Tam rozgrywał się taniec ciągnących sznurków, czym cieńszy, tym szybciej ulegał.

"Zasłużyłem na to".

Potem przypomniałem sobie, jakbym w tym wszystkim zapomniałem o najważniejszym. Sylwetka ojca pochylająca się w moją stronę i przytulająca do siebie, sprawiła, że płakałem i chlipałem coraz głośniej. Nie wiedziałem, ile czasu minęło, zanim się uspokoiłem, ale gdy usłyszałem ledwie świst słów, obudziły iskierkę, drobną nadzieję.

"Już dobrze, nic się nie stało. A teraz wstań, mamy dużo pracy. – Na koniec dodał. – Bowiem stworzymy coś razem".

Tata zawsze był zbyt dobry, o wielkim sercu i wytopił w moje serce jedno hasło:

– Nigdy się nie poddawać!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szymon Skolarus 29.07.2017
    Wspaniałe jak zawsze:)
  • Tanaris 29.07.2017
    Fajnie, że i ta część się podobała. :)
  • Tina12 29.07.2017
    Widzę, że wspomnienia się pojawiły. Czy coś na ich krztałt.
    5 :)
  • Tanaris 29.07.2017
    Tak, w końcu nasz bohater nie może się poddać.
  • pasja 29.07.2017
    Właśnie często wspomnienie i takie małe drobiazgi jak słowa kiedyś wypowiedziane są w chwili zwątpienia motorem. Dzięki nim stajemy się silni i podnosimy z upadku. Tutaj obraz ojca i słowa nigdy się nie poddawaj mają moc. Pozdrawiam 5
  • Tanaris 29.07.2017
    Mają moc i to wielką. Zresztą, sami zobaczycie. :D
  • Paradise 29.07.2017
    Kolejny świetny rozdział :D już sie nie mogę doczekać co dalej :D zostawiam 5 i czekam na następna część :)
  • Tanaris 29.07.2017
    Kolejna część pewnie za kilka dni. A Tykiego powiadasz, że szkoda by było jakby miał zginąć? xD Ale zobaczymy, w końcu tak łatwo się nie poddaje.
  • Paradise 30.07.2017
    Ekstra :) też chciałabym móc tak co kilka dni dodawać nową część :) no pewnie, że szkoda by było :D
  • Tanaris 30.07.2017
    Paradise hehe chociaż chwilami mi się naprawdę nie chcę pisać, ale jak napisze już pierwsze zdanie, to jakoś idzie do przodu :p
  • Paradise 21.08.2017
    Tanaris znam to uczucie :D ale nie zawsze działa ;( tak poza tym u mnie nowy rozdział :D w końcu XD zapraszam :) a kiedy kolejna część Skalistych cieni?
  • Tanaris 21.08.2017
    Paradise w najbliższym czasie nie będzie. Może jak przyjdzie zima, to i mój mózg otrzeźwieje. Ogólnie stwierdzam, że to opowiadanie jest pełne bałaganu, wiele wątków nierozwiniętych, ale tak to jest, jak się pisze bez szczególnie uwzględnionych wcześniejszych planów. Jak to brzmi xD
  • Desideria 30.07.2017
    To było wspaniałe wspomnienie ojca. Oby takich więcej, bo w fajny sposób pokazują jak kształtował sie charakter bohatera 5 :)
  • Tanaris 30.07.2017
    Od czasu do czasu może w takiej formie będę pisać. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania