Ślimak i jego rycerz - Prolog

Idąc drogą, młodzieniec rozglądał się co chwilę. Miał na sobie brązowe, wytarte spodnie oraz białą, a właściwie już szarą od kurzu koszulinę, która z prawej strony była poszarpana. Szedł boso, a kamyczki, które znajdowały się na drodze, wbijały mu się co jakiś czas boleśnie w stopy. Oprócz tego przez ramię miał przewieszoną torbę zrobioną z brązowej skóry. Ta torba był czystsza od niego, i również od niego lepiej się prezentowała.

– A niech to licho! – krzyknął.

Chłopak przystanął i złapał się za czoło. Zaczął stękać, jęczeć i machać rękami w geście bezradności. Wtem usłyszał za sobą czyjś gniewny głos.

– Wracaj tu, ty łobuzie! – wrzeszczał mężczyzna, trzymając w rękach widły. – Jak cię dopadnę, to ci flaki z brzucha powyciągam! – kontynuował rozsierdzony.

Bosy zaczął biec, nie oglądając się za siebie. Mknął niczym wypuszczona z łuku strzała, która frunęła, by dopaść cel. Natomiast ten z widłami, po przebiegnięciu kilku kroków stanął tylko, zaspał się i podparł się na swoich widłach. Twarz zrobiła się mu czerwona jak burak, a ogromne brzuszysko zdawało się wołać: nie dam rady! Stał tak jeszcze, sapiąc ciężko, dopóki całkowicie nie stracił obiektu swojego gniewu z oczu.

Młodzieniec tymczasem biegł niestrudzenie. Wbiegł do pobliskiego lasu. Biegł, biegł i biegł. Gałęzie próbowały go zatrzymać, bijąc go po całym ciele. Krzaki rzucały mu się pod nogi, by stracił równowagę i padł.

Kiedy wreszcie udało mu się oddalić na taką odległość, że ów jegomość, który go gonił, na pewno nie zdołałby go dopaść, padł plecami na ziemię i oddychał ciężko. Wpatrywał się w niebo, a drzewa szumiały swymi liśćmi. Chłopaka ogarnęło takie zmęczenie, że leżał przez jakąś godzinę. Minę miał głupią. Oczy wytrzeszczone, usta rozdarte, spojrzenie puste. Ręce i nogi tak rozłożone, jakby go miały konie rozerwać.

Po dłuższym czasie leżenia i otępienia, obudził się. Wstał powoli i rozejrzał się. Poprawił włosy oraz torbę i ruszył przed siebie. Szedł tak, rozmawiając sam ze sobą. Poruszał ustami i machał rękami. Z daleka można byłoby uznać, że jest obłąkany.

Idąc tak i idąc, natrafił na małe jeziorko. Zdjął torbę z ramienia i położył ją na ziemi. Następnie usiadł i zamoczył stopy w wodzie. Zamyśliwszy się głęboko, nawet nie zauważył, kiedy czas mu minął i nadszedł zachód słońca.

– Niech to! Jaki ze mnie głupiec! – zaczął krzyczeć. – Wiecznie ja, no wiecznie ja! Czego zawsze ja? – zapytał, spoglądając w niebo.

Przymknął oczy, a minę miał taką, jakby się miał zaraz rozpłakać. Powstrzymał się jednak. Zauważył duży kamień, leżący obok jeziorka. Wziął go w dłonie. Trochę ważył, ale chłopak zdołał go podnieść.

– Gdybym tak tylko mógł rzucić takimi kamieniami w te parszywe twarze tych wszystkich ludzi! Aaa! – powiedział i wrzucił kamień do wody.

Stęknął ciężko i obrócił się. Kiedy już chwytał za torbę, usłyszał nagle...

– Ty podła ludzka kreaturo! – wrzasnął ktoś.

Młodzieniec obrócił się wystraszony i wtem jego oczom ukazał się przedziwny widok. Z jeziorka wypełzał wielki, obślizgły… ślimak.

– Aaa aa aaa! – wrzasnął chłopak. – Co to?!

– Piękna, kiedyś, królewna zamieniona w paskudnego ślimaka. Musisz mnie teraz pocałować, żeby odwrócić zły urok, który rzuciła na mnie stara i brzydka czarownica – powiedział ślimak.

Ślimak cały wyszedł z jeziorka, stanął kilka kroków przed chłopakiem, wyprostował się i tak wyprostowany, wzrostem dorównywał prawie młodzieńcowi. Nie miał skorupy, był w kolorze brzoskwini i miał dwa długie odstające czułki na łbie, gdzie znajdowały się jego oczy w kolorze jakimś takim nijakim, nie wyglądającym właściwie na żaden.

– Co?! Przecież ty nawet ust nie masz! – powiedział chłopak wskazując na niego ręką. – Jak ty mówisz w ogóle? – dopytywał.

– Sam nie wiem, ale jakoś mówię – wyjaśnił ślimak.

Chłopak przekręcił głowę w bok i zapatrzył się na niego. Po kilku sekundach ocknął się i złapał za głowę.

– Zaraz! Co tu się dzieje w ogóle? Co ja robię? Gadam ze ślimakiem? – chodził tam i z powrotem, próbując zrozumieć co się właśnie w tej chwili działo.

– Ej, blondyneczko! – krzyknął do niego ślimak. – To może ja ci wyjaśnię? – Podpełzł do niego, tak że ich twarze, o ile ślimak ma twarz, spotkały się ze sobą.

– Posłuchaj uważnie – kontynuował, machając na boki swoimi czułkami. – Będę mówił bardzo powoli, żebyś mnie zrozumiał. Kiwnij głową, jeśli mnie rozumiesz. – Chłopak kiwnął. – Świetnie – powiedział ślimak. – Tak, rozmawiasz ze ślimakiem. Otom ja. Ślimak. Nie jestem żadną królewną. Żartowałem. Jakbyś nie zauważył. Jestem najzwyklejszym ślimakiem. No może skorupy nie mam, ale to długa historia… W każdym razie. To mój teren, a ty na niego wkroczyłeś bezprawnie. Spałem sobie smacznie w jeziorku, a ty niekulturalnie mnie obudziłeś, rzucając we mnie tym cholernym kamieniem! – ostatnie słowa wykrzyczał gniewnie.

Młodzieniec przez cały ten czas wpatrywał się z wytrzeszczonymi oczami na ową istotę. Kiedy ślimak skończył mówić, rzucił się na kolana i zaczął szlochać.

– Przepraszam! Wybacz mi, panie ślimaku. Ja nie chciałem, ja nie wiedziałem. Nie zabijaj mnie! Proszę, nie zabijaj! – zawodził.

Złapał go nawet za jego obślizgły tułów, tak że ręce mu co chwilę z niego zjeżdżały.

– Zostaw mnie, plebsie! – żachnął się ślimak.

Potrząsnął swoim tułowiem, tak że chłopak pod wpływem szamotania i obślizgłej skóry odczepił się od niego.

– Panie ślimaku! – kontynuował zawodzenie młodzieniec.

– Dobrze, już dobrze! – powiedział ślimak. – Wybaczam. No.

– Dziękuję… – powiedział chłopak, rozpromieniając się i układając dłonie jak do modlitwy.

– Tylko się do mnie nie módl, życzeń nie spełniam – oznajmił ślimak. – Wstawaj no już.

Chłopak posłusznie wstał.

– No… To… – wydobył z siebie młodzieniec i zapadła ta niezręczna cisza.

– Ciemno się robi. Mam już dość spania w jeziorach i innych takich. Chodźmy, moi znajomi mają chatę niedaleko stąd. Będziemy mogli się u niech przespać – powiedział ślimak i ruszył do przodu.

– My? – zapytał chłopak z niedowierzaniem.

Widząc, że jego nowy towarzysz oddala się coraz dalej, a pełzał bardzo szybko, chwycił migiem za torbę i pobiegł za nim.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    No, to rozbieranko :)

    „właściwie już nie białą”
    Lepiej byłoby napisać jaką, zamiast tylko wstawić zaprzeczenie. Bo mógł mieć czerwoną od krwi, szarą od kurzu, ale i zieloną, bo się był zamienił z kimś.

    „wbijały mu się boleśnie w stopy co jakiś czas”
    Szyk: wbijały mu się co jakiś czas boleśnie w stopy.

    „Mknął niczym wypuszczona strzała z łuku, która frunęła, by dopaść swój cel.”
    Szyk: z łuku strzała
    Swój – zbędne, bo w domyśle jest, ze jej cel, dopiero gdyby był inny niż w domyśle, można by to opisać.

    „że ów jegomość, co go gonił,”
    Który zamiast co. Który -> osoby, co -> rzeczy

    „takie zmęczenie, że leżał tak”
    Takie – tak – jedno zbędne

    „Po dłuższym czasie takiego leżenia i otępienia, chłopak obudził się. „
    Przegadane: takiego i chłopak zbędne, bo pozostają w domyśle i związku z poprzednimi zdaniami.

    „Wstał powoli na nogi i rozejrzał się wokół.”
    Jak wyżej: na nogi i wokół zbędne

    „Zdjął torbę z ramienia i usiadł przy nim.”
    Dysonans poznawczy: nim wstawione w tym miejscu odnosi się do torby, ale razi bo powinno być niej, natomiast to nieprawda, bo nim tak naprawdę dotyczy jeziorka. Sugeruję przebudować zdania.

    „Już oddalał się powoli, kiedy nagle usłyszał…”
    Niekonsekwencja. Sięgnął po torbę (domyślnie: chciał z niej coś wyjąć), a potem nagle jest, ze już się oddalał. Tu z kolei za mało jest wyjaśnione.

    „oczy o kolorze jakimś”
    W kolorze LUB samo koloru

    „się na chwilę na niego. Po kilku sekundach ocknął się i złapał się”
    3 x się

    Po wygładzeniu, to będzie bardzo dobra opowieść. Początek jest intrygujący, bo chłopak ma torbę, nie wiemy co w niej jest ale można oczekiwać że coś istotnego jest z nią związane. Gonił go gruby, też nie wiemy dlaczego, też interesujące. Piękna jest scena ze ślimakiem, absurd w czystej postaci. Też dobrze przechodzisz od gniewu ślimaka, to zaproszenia chłopaka na chatę, nie było to ot tak, tylko po pięknej scenie przebłagania i obrażania
    „- Zostaw mnie, plebsie! – żachnął się ślimak.” – piękne 😊

    Brakowało mi tylko, żeby po rzucie kamieniem, jedno oko na czułkach ślimaka było podbite.
  • natdem1998 5 miesięcy temu
    Jak zwykle dziękuję za cenne rady! :) W najbliższym czasie zajmę się poprawkami. Bajkopisarzu, co ja bym bez Ciebie zrobiła? ;) Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Uwielbiam humor, dlatego też postanowiłam pójść w tym kierunku. Oby był dobry. ;) Dziękuję jeszcze raz!
  • Pan Buczybór 5 miesięcy temu
    *w dialogach używamy pauz/półpauz (długich kresek), a nie dywizów. Więcej tutaj: http://www.ekorekta24.pl/myslnik-pauza-polpauza-i-dywiz-lacznik-czym-sie-roznia-i-jak-je-stosowac/
    *masz w tekście takie dziwne przeskoki w zdaniach: w połowie masz enter i następny akapit. Niechlujnie to wygląda.

    Ogólnie dużo błędów, były też jakieś powtórzenia, ale historia niczego sobie. Przypomina mi to trochę jeden z odcinków Pory na Przygodę, ale raczej mniej w mniej absurdalnej wersji. Ogólnie póki co jest to dość zaskakujące, niesztampowe i nawet momentami zabawne. Tytuł niejako zdradza dalsze losy młodzieńca, ale pewnie to nie będzie takie proste. Dobre opko, ale do doszlifowania.
  • natdem1998 5 miesięcy temu
    Dziękuję za opinię. :) Te przeskoki same się robią, kiedy kopiuję tekst z Worda tutaj. :( W Wordzie usuwam "samotne wdowy" z tekstu, a po tym, jak go kopiuję i wstawiam tutaj, one pojawiają się z powrotem. Stąd te przeskoki. Poprawię je. :) Jeśli chodzi o te kreski w dialogach, to dziękuję. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi i w sumie nie zastanawiałam się nad tym, jak to powinno właściwie być. :) A co do "ogólnie dużo błędów", to znaczy jakich błędów? Proszę o konkrety. :) Tytuł jak tytuł. Nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. ;) Miał być zabawny i przewrotny. Może go kiedyś zmienię. :) Dziękuję jeszcze raz!
  • Pan Buczybór 5 miesięcy temu
    natdem1998 te "ogólnie dużo błędów" to to, co wymienił Bajkopisarz. Więcej ponad to nie zauważyłem.
  • natdem1998 5 miesięcy temu
    Pan Buczybór Okej, dziękuję.
  • AlaOlaUla 5 miesięcy temu
    Błędy błędami, ale treść zabawna.
    Jak Shrek.
    Liczę na zahahanie w drugiej części.
  • natdem1998 5 miesięcy temu
    Dziękuję! :) Ciekawe porównanie do Shreka. ;) Mam nadzieję, że nie zawiodę! ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania