Poprzednie częściŚlimak i jego rycerz - Prolog

Ślimak i jego rycerz - Rozdział 1.

– Jestem Roland – młodzieniec wyciągnął rękę.

Ślimak popatrzył na niego zdezorientowany.

– A ja Kaźmierz – przedstawił się, wyciągając do niego jedno ze swoich czułek.

Roland delikatnie uścisnął czułek i uśmiechnął się głupkowato. Kaźmierz spojrzał na niego, jakby miał przed sobą człowieka niespełna rozumu i westchnął.

– Skąd właściwie się tutaj wziąłeś? – zapytał.

– To długa historia. Nie chciałbym na razie o tym mówić – odparł Roland.

– Aha – powiedział Kaźmierz.

Szli tak dalej w milczeniu, aż wreszcie dotarli do wspomnianej chaty. Wyglądała jak typowa chata, cała zbudowana z drewna, jej dach również.

Był już wieczór, kiedy tam doszli. W oknach chatki stały świeczki. Kaźmierz podpełzł żwawym podpełznięciem do drzwi i zawołał głośno.

– Kaśka! Kaaśkaaa!

Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich kobieta.

– Przestań się drzeć! Ja tu dzieciaka próbuję uśpić! – wrzasnęła zdenerwowana.

– Możesz poprosić Jaśka? – zapytał.

– Jaśko! – zawołała kobieta. – To ten wariat bez skorupy przed chatą, cię woła!

Po chwili pojawił się i Jaśko, drapiąc się po wydatnym brzuchu. Był wysokiego wzrostu mężczyzną o gładkiej twarzy, gdyż broda nigdy nie chciała mu urosnąć, w przeciwieństwie do włosów na głowie. Ich ilości pozazdrościłaby mu niejedna niewiasta. Były brązowe, grube, kręcone i długie, dlatego zawsze nosił je rozpuszczone, by wszyscy mogli je podziwiać. Miał na sobie idealnie skrojony na swoją tęgą figurę kubraczek w kolorze zielonym. Pod nim białą koszulę, a na nogach szerokie, bordowe spodnie.

– Kaźmierz?! – spojrzał zdziwiony, a zarazem uradowany. – Co ty tutaj robisz o tej porze, ślimaku? – dopytywał.

– Heej! Piosenkę ci napisałem! – wyjaśnił Kaźmierz.

– Co ty gadasz? Oj brateńku, jak ja tęskniłem za twoimi piosenkami… Wejdź, wejdź – powiedział Jaśko, zapraszając go do środka.

Obaj weszli do domu, a drzwi za nimi zamknęły się. Roland tymczasem patrzył na tę całą sytuację zdezorientowany. Kiedy ci dwaj zniknęli w chacie, podbiegł do drzwi. Zastanawiał się, czy może wejść, skoro gospodarz go nie zaprosił. Pomyślał wreszcie, że byłoby to bardzo niekulturalne z jego strony. Usiadł więc pod drzwiami i czekał w nadziei na to, że ktoś po niego wyjdzie.

Kaśka przygotowała wieczerzę i we trójkę usiedli do stołu. Mały synek Jaśka i jego żony smacznie spał. Tymczasem Roland wciąż siedział pod chatą i marznął, ponieważ zrobiło się chłodno. Kaźmierz opowiadał swoim znajomym, co go spotkało przez ten czas, kiedy go nie było.

– I wtedy łup! – opowiadał ślimak. – Ktoś mnie uderzył kamieniem! Wychodzę z jeziorka, patrzę, a tam jakiś śmieszny człowieczek o jasnych włosach. Na początku pomyślałem, że to dziewczyna, bo miał je długie, ale okazało się, że to chłopak.

– A co się stało z tym człowiekiem? – zapytał Jaśko.

Kaźmierz spojrzał na niego, wymachując czułkami na wszystkie strony.

– O cholera… A on tam na zewnątrz siedzi… – zamyślił się.

Nastała cisza.

– Skończyliście już? – zapytała po chwili Kaśka, na co mężczyzna i ślimak kiwnęli głowami. – To ja posprzątam i przygotuję ci posłanie – zwróciła się do ślimaka. – A ty, Jaśko, napal w kominku, jakoś zimno ciągnie… – powiedziała z kolei do męża.

Jaśko więc napalił w kominku, a Kaźmierz przypatrywał się temu. Siedzieli tak potem przy ogniu do późnych godzin nocnych, opowiadając sobie różne ciekawe historie z ich życia.

Posnęli wszyscy w czasie rozmowy, a obudzili się nad ranem, kiedy piał kur. Jaśko wyszedł z chaty, by swoim zwyczajem pochodzić boso po trawie. Gdy otworzył drzwi, ujrzał pod nimi jasnowłosego młodzieńca.

– Młody? – zapytał, szturchając go lekko w ramię.

Chłopak nie odpowiadał. Wydawał się był zastygnąć w pozycji ze skrzyżowanymi rękami na piersiach i opuszczoną głową.

– Chyba śpi… To nie będę go budził – powiedział sam do siebie Jaśko po cichu, i wyszedł przed chatę pochodzić boso po trawie.

Chodził tak przez czas jakiś. Tymczasem Kaśka przygotowywała jedzenie, a Kaźmierz zajmował się jej synkiem, który leżał w kołysce.

– Gdzie jest ślimak? – pytał dzieciątka, krzyżując czułka. – Tu jest! – mówił, rozkrzyżowując je.

Robił tak jeszcze kilka razy, a dziecko śmiało się za każdym razem tak samo mocno.

– Och, jesteś taki uroczy. Chyba wujek da ci całusa – stwierdził Kaźmierz i przejechał dolną częścią swego tułowia po chłopczyku, zostawiając na nim swój śluz.

Zauważyła to Kaśka.

– Kaźmierz, bój się bogów! Znowu mi dziecko opaskudziłeś tymi swoimi całusami! – krzyknęła na niego i zdzieliła go szmatą, którą trzymała w ręce.

Do chaty wszedł Jaśko.

– Ej, wiecie co? – zagadnął ich. – Przed naszym domem leży jakiś chłopak.

– Eee. To pewnie Roland – wyjaśnił ślimak. – Mój towarzysz, od wczoraj. Mówiłem wam o nim.

– A tak, tak. To może zaprosimy go do środka? – zaproponowała Kaśka.

– Ale on śpi – oznajmił jej mąż.

– Aaa. To nie będziemy budzić – stwierdziła.

Trójka znajomych zjadła razem śniadanie. Jaśko oznajmił Kaźmierzowi, że wybiera się do miasta i jeśli chce, to może się z nim zabrać. Ten postanowił z nim pojechać, ponieważ dawno tam nie był.

Kiedy wyszli z chaty, Roland dalej spał. Ślimak stwierdził, że głupio byłoby go tak tutaj zostawić, więc Jaśko zapakował chłopaka na wóz i pojechali.

Do miasta zajechali w południe. Akurat w mieścinie odbywało się dziękczynne targowisko, toteż ludzi było więcej niż zwykle.

– O tak! To ja lubię! – mówił ślimak, kiedy jechali wybrukowanymi uliczkami. – Ach, te niewiasty, niewiasty… – rozmarzył się.

Tymczasem Roland, który cały czas do tej pory spał, przebudził się. Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko, bo słońce nieźle dawało mu po twarzy. Potrzepał głową na boki i rozejrzał się.

– Gdzie jestem? – zapytał sam siebie.

– W ciemniej dupie – odpowiedział mu Kaźmierz. – A tak konkretniej to w Zadkrólewiu.

Chłopak spojrzał na ślimaka i zdołał tylko westchnąć ciężko.

– No dobra – powiedział Jaśko, zatrzymując wóz. – Wysadzam was tutaj. Chwała bogom! – Pożegnał się, kładąc prawą rękę na sercu, kiedy zeszli z wozu, i odjechał.

– Karczma? – Ślimak popatrzył się na młodzieńca.

– Całą noc siedziałem przed chatą. Mogłem umrzeć. Wiesz, jak było zimno? – zapytał z wyrzutem chłopak.

– Wiem – odparł Kaźmierz i ruszył przed siebie.

Roland chciał poprawić przewieszoną przez ramię skórzaną torbę, którą zwykł nosić, ale uświadomił sobie, że jej nie ma. Zaczął rozglądać się w panice, czy może jest jeszcze gdzieś w pobliżu Jaśko, bo może zostawił ją na wozie, ale mężczyzny już nigdzie nie było.

Spuścił zrezygnowany głowę i poszedł za Kaźmierzem. Udali się do karczmy o dźwięcznej nazwie „Pod Czerwonym Zadem”. Było tam pełno ludzi, a kiedy weszli do środka, wszyscy tam zebrani umilkli.

Po chwili rozległ się kobiecy piskliwy głos.

– Kaźmierz! Ty diabelski pomiocie, gdzieżeś był? – powiedziała z wyrzutem pulchna, niska kobieta. – Nie zapłaciłeś za ostatnie przyjemności!

– Może dlatego, że nie były to żadne przyjemności – odparł, wzruszając czułkami.

Zgromadzeni ludzie w karczmie roześmiali się głośno, a kobieta zrobiła się czerwona na twarzy. Machnęła tylko ręką i wróciła do rozlewania piwa.

– Kto to? – zapytał Roland.

– Żona właściciela – wyjaśnił Kaźmierz.

– O jakie przyjemności jej chodziło? – dopytywał młodzieniec.

– To długa historia… – powiedział tylko i ruszył do stolika, przy którym siedziało trzech rosłych mężczyzn.

– Kazio! – krzyknął jeden z nich.

– Panowie! Jak ja was dawno nie widziałem, wy skurczybyki – powiedział ślimak, a mężczyźni zaczęli witać się z nim po kolei, ściskając go mocno.

– Och… A ja tęskniłem za twoim śluzem. – Mężczyzna z czarną długą brodą, zaczął sobie nim wysmarowywać twarz. – No co? – zapytał, kiedy zauważył, że jego towarzysze dziwnie mu się przyglądają. – Słyszałem, że śluz ślimaka odmładza – dodał.

– Może zaniesiesz słoiczek tej swojej pannie, co? Może wreszcie zgodzi się zostać twoją żoną – zaśmiał się rudy brodacz.

– Ja przynajmniej mam do kogo pójść, kiedy mi smutno, a ty? Na tę twoją ponurą mordę to nawet żadna nie spojrzy – odciął się czarny brodacz. – A twój pomysł jest całkiem, całkiem. Dziękuję, Erwinie – powiedział, łapiąc go za rudą brodę.

– A to kto? – zapytał złoty brodacz, wskazując na jasnowłosego chłopaka. – Twój przydupas? – zaśmiał się, wychylając kufel piwa.

– To mój… – zaczął Kaźmierz.

– Giermek – dokończył za niego Roland.

Ślimak wytrzeszczył swe oczy i zaczął machać czułkami.

– Czy ja ci wyglądam na cholernego rycerza? – zapytał.

Chłopak speszył się i nawet lekko zarumienił. Nie miał jednak czasu na namysł, co odpowiedzieć, ponieważ do karczmy wszedł z hukiem mężczyzna ubrany cały na czarno. Wszyscy skierowali na niego swoje spojrzenia. Ten stanął, rozglądnął się powoli wokół i wskazał palcem na ślimaka.

– On – powiedział stanowczym głosem.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • AlaOlaUla 7 miesięcy temu
    Jest zabawnie i z przytupem!
    Super!
    Jestem zachwycona!
  • natdem1998 7 miesięcy temu
    Dziękuję ślicznie! Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. :)
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    „Była cała zbudowana z drewna, dach również.
    Był już
    Można łatwo uniknąć powtórki „być”, np. zapadał wieczór
    „Jaśko, drapiąc się po wydatnym brzuchu.”
    A tu aż się prosi by dać upust fantazji i nieco szczegółowiej opisać Jaśka, przydając mu cech wszelakich.
    „Co Ty gadasz?”
    To dialog więc ty małą literą
    „włosach. Na początku pomyślałem, że to dziewczyna, bo miał długie włosy,”
    2 x włosy
    „Do miasta zajechali na południe.”
    Raczej w południe. Na południe określa kierunek (chyba, że to było zamierzone)
    „to też ludzi”
    Toteż
    „karczmy pod dźwięczną nazwą”
    Raczej o dźwięcznej nazwie (unikniesz powtórki „pod” które pojawia się za chwilę)

    Wciąż jest bardzo dobrze, absurd i dużo dobrego humoru, akurat takiego który do mnie trafia, więc mi się to jako żywo podoba. Wrócę po więcej.
  • natdem1998 7 miesięcy temu
    Dziękuję!! :)
  • befana_di_campi 7 miesięcy temu
    Podrzuć ten temat pani Tokarczuk O. Może i ona coś podobnego nagryzda?

    :-)))
  • natdem1998 7 miesięcy temu
    Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak mam rozumieć ten komentarz. A tej pani nie zamierzam nic podrzucać.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania