Ślimak i jego rycerz - Rozdział 2.

– Ja? – zapytał wystraszony ślimak.

Zapewne gdyby miał usta i przełyk, to przełknąłby nerwowo ślinę. Zamiast tego, swoim zwyczajem, zaczął wymachiwać czułkami na wszystkie strony świata. Zebrani w karczmie ludzie przenosili wzrok zaciekawieni to z tajemniczego mężczyzny, to na ślimaka. Roland stał nieruchomo i nie wiedział co zrobić.

– Nie. Tak tylko palec trzymam, akurat pokazując na ciebie – odparł pogardliwie mężczyzna w czerni.

– Ach, to świetnie! Bo już się bałem, że coś przeskrobałem… – westchnął z ulgą Kaźmierz. – No to cóż. Komu w drogę, temu buty… – powiedział, kierując się w stronę wyjścia.

– Chwileczkę. – Nieznajomy zastąpił mu drogę. – Pójdziesz, ale przed oblicze króla… – oznajmił i chwycił ślimaka za czułki.

– Ej! Ale to boli, tak? Ała, ała… – mówił Kaźmierz, kiedy go wyprowadzano.

Tymczasem Roland, który do tej pory tylko stał i przyglądał się tej całej sytuacji, przebudził się i zaczął wołać.

– Zostawcie go! Zostawcie go! – Podbiegł do nieznajomego i zaczął go bić po ramieniu.

Mężczyzna obrócił się i spojrzał na chłopaka tak, że ten natychmiast przestał i upadł na kolana.

– Panie w czerni! Ja przepraszam, ja nie chciałem… Nie wiedziałem… – zaczął zawodzić swoim zwyczajem.

– Jego też weźcie! – powiedział mężczyzna do dwóch innych, kiedy wyszli przed karczmę.

Zabrano więc biednego ślimaka i jego towarzysza niedoli. Wsadzono ich do dużego, kwadratowego wozu, w którym było tylko jedno małe okienko, znajdujące się na drzwiach. Roland wyglądał przez nie nerwowo, a po policzku spływała mu słona łza.

Nie mógł jednak dłużej powstrzymać płaczu. Usiadł więc, a łzy zaczęły wylewać się z jego oczu strumieniem. Ślimak popatrzył na niego zdegustowany.

– Płaczesz jak baba… Ile ty masz lat w ogóle? – zapytał.

– Siedem… naście – zaszlochał chłopak.

– A zarostu na gębie jeszcze nie widać.

– Co? – zapytał Roland. – My tu jedziemy nie wiadomo gdzie, a ty o zaroście mówisz? – Rozpłakał się jeszcze bardziej.

– Jedziemy do króla. Przecież słyszałeś. Swoją drogą nie wiedziałem, że Zadkrólewie ma króla… – zastanawiał się Kaźmierz.

– Bądź cicho! – powiedział ze złością Roland.

– Nie?

– Bożeee! – zawył chłopak.

Na chwilę nastała cisza, podczas której Kaźmierz przypatrywał się zaciekawiony chłopakowi. Ten zaś schował twarz w dłoniach i próbował się uspokoić.

– Wierzysz w Jedynego? Wyglądasz raczej na kogoś, kto wierzy w Gromadę… – zaczął ślimak. – Ciekawe… – dodał po chwili, kiedy chłopak się nie odezwał.

– Tak mi się powiedziało… – przemówił niespodziewanie. – Od dawna nie wierzę już w żadnych bogów.

– Świetnie! Ja też w żadnych nie wierzę. W każdym razie. Nie przejmuj się… Będzie dobrze. Wyciągnę nas z tego, chociaż nie wiem z czego… – zamyślił się Kaźmierz. – Ślimak zawsze znajduje wyjście z każdej sytuacji – oznajmił, i gdyby miał uśmiech, to pewnie by się uśmiechnął, zamachał więc tylko czułkami.

– Skoro tak mówisz… – powiedział cichym głosem chłopak.

– Mówię, mówię – odparł wesoło ślimak.

Resztę drogi spędzili w milczeniu. Kiedy wyszli z wozu, ujrzeli przed sobą wielkie zamczysko otoczone grubymi murami.

– O cholercia… – powiedział ślimak. – Tyle razy byłem w tym Zadkrólewiu i nigdy nie zauważyłem, żeby stał tu jakiś zamek. W kulki sobie lecicie, człowieku, czy co? – zwrócił się do mężczyzny w czerni.

Ten warknął na niego.

– Dobra… Nie było pytania – odparł ślimak.

W zamku było ponuro i zimno. Prowadzono ich przez długie i szerokie korytarze. Na ścianach pełno było obrazów, przedstawiających jakiegoś mężczyznę z pokaźnymi bokobrodami. Doprowadzono ich pod wielkie, drewniane drzwi, na których białą farbą namalowany był motyl.

– No to nieźle trafiliśmy – stwierdził Kaźmierz.

Akurat jak to powiedział, rozległ się głos grających trąb. Drzwi z hukiem otworzyły się, a ich popchano, by szli przed siebie. Szli tak środkiem wielkiej sali, po długim, czerwonym dywanie. Po obu jego stronach stali ludzie, którzy przypatrywali się zaciekawieni przybyłym.

Na końcu sali znajdowało się podwyższenie, na którym stał stron w kształcie motyla. Siedział na nim mężczyzna z bokobrodami. Z twarzy wyglądał całkiem młodo, ale jego włosy były siwe. Bokobrody jednak zachowały swój czarny kolor.

Kiedy wreszcie doszli przed oblicze władcy, trąby ucichły. Mężczyzna wstał powoli i podniósł ręce.

– Bóg był łaskawy i podarował nam w nasze ręce przywódcę barbarzyńców, którzy spustoszyli naszą krainę – powiedział donośnym głosem, by wszyscy zebrani go usłyszeli.

– Wiwat! Wiwat! – ktoś zaczął krzyczeć.

– Barbarzyńcy! – dodał ktoś inny.

Król uciszył ich skinieniem dłoni, a następnie usiadł.

– Co masz na swoją obronę, ślimaku? – zapytał.

– Kaźmierz… Coś ty narobił? – spytał szeptem Roland, ale król to zauważył.

– Cicho, dziewko! – krzyknął.

– Jestem mężczyzną! – obruszył się Roland.

– Wszystko jedno… – stwierdził król, rozmasowując sobie prawą skroń. – Ślimaku?

Kaźmierz odchrząknął.

– Chętnie bym się obronił, ale zanim to… Chciałbym dowiedzieć się, o co właściwie jestem oskarżony? – zapytał niepewnym głosem.

Król roześmiał się.

– Skrybo! – zawołał, ale odpowiedziała mu cisza. – Skrybo! – zawołał głośniej, ale wciąż nikt się nie zjawił. – Gdzie do cholery jest ten idiota? – zapytał rozsierdzony.

Wtem do sali wpadł młody mężczyzna, trzymający w rękach jakieś druki. Biegł zasapany. Wyminął ślimaka i chłopaka, i stanął przed podwyższeniem.

– Wybacz, panie – powiedział, ale król machnął tylko ręką, by czytał.

Mężczyzna zaczął szukać odpowiedniego druku w stosie, tak że mu wszystko z rąk powypadało. Kartki rozsypały się na ziemi. Skryba w pośpiechu zaczął szukać odpowiedniej. Ręce strasznie mu się trzęsły, ale wreszcie znalazł. Podniósł kartkę, odchrząknął i zaczął czytać.

– Najmilsza Halszko! – Skryba popatrzył na kartkę zdziwiony. – Och, wybacz panie. To jednak nie ta kartka… – powiedział zmieszany i ponownie zaczął szukać.

– Drogi ludu Zadkrólewia! – Uśmiechnął się, bo to był ten druk. – W ostatnim czasie nawiedziła nas zaraza, która pożarła wszystkie nasze plony. Buraki, ziemniaki, marchewki, pietruszki, kapusty, kalarepy, dynie, a nawet świnie! Wszystko nam zeżarła! Naraziła nasz lud na wielkie straty. Ludzie konali z głodu, a to wszystko przez nich! Winą należy obarczyć nikogo innego jak podłe, przebrzydłe stworzenia, które nazywa się pospolicie ślimakami, a które diabelskimi pomiotami powinny być zwane! To one były tą zarazą i zjadły wszystkie nasze plony! Dlatego też miłościwie panujący nam król Ederyk postanowił schwytać całą tę zgraję. Tak też uczynił. Wszystkie ślimaki z Zadkrólewia spłonęły na stosach! Lecz pan nasz i władca wiedział, że ktoś im musiał przewodzić. Rozesłał więc ludzi, aby znaleźli ich dowódcę. Nagrodą za jego schwytanie będzie tytuł lorda protektora Zadkrólewia oraz miejsce w królewskiej radzie. – Zakończył, zwijając teatralnie druk, który zaraz potem mu się rozwinął. – Na pohybel ślimakom! – dodał, a zebrani ludzie odpowiedzieli tym samym.

– Słaba ta nagroda… – szepnął ślimak do towarzysza niedoli.

– Co więc rzekniesz, ślimaku? – zapytał król Ederyk.

– Rzeknę, ależ oczywiście, że rzeknę! – odpowiedział wesoło, podpełzając do przodu. – Wasza Miłość! Skąd pewność, że to ja jestem przywódcą tych barbarzyńców?

– Jesteś największym ślimakiem w okolicy, to wystarczające – stwierdził król.

– Dobrze! Przyznaję się! – wykrzyczał ślimak po chwili ciszy. – Jestem winien największych grzechów. Wasza Miłość, jestem gotów je wyznać… – spuścił głowę.

– Mów więc. Czekamy – powiedział Ederyk.

– Mając pięć lat zjadłem moją… moją… ukochaną. – Załkał. – Kochałem ją, ale pachniała tak apetycznie… Gdy się moja społeczność dowiedziała, wyrzucili mnie ze wsi, i od tej pory szlajam się po świecie jak włóczęga. Mając siedem lat uwiodłem córkę pewnego króla… Zabrałem jej skarb, ale król się dowiedział. Kazał mnie ściąć, ale udało mi się uciec…

– Zabrałeś jej skarb? – zapytał ze zdziwieniem i oburzeniem król. – Jak?

Ślimak odchrząknął.

– No cóż… Te czułki przydają się do różnych rzeczy… Niekiedy też potrafią być niezwykle… twarde – wyjaśnił, machając nimi figlarnie.

Zebrani roześmiali się w głos, a król zrobił zdegustowaną minę.

– W każdym razie… Zrobiłem to i owo w swoim życiu. Lecz możecie być pewni, że nigdy, ale to nigdy nie stałem na czele bandy wygłodniałych ślimaków! – wyjaśnił Kaźmierz.

– Kto inny miałby im przewodzić, jak nie ty! – wrzasnął król.

– No właśnie! Przecież, jak w okolicy pojawi się inny ślimak, to na pewno musi mieć coś wspólnego z pozostałymi ślimakami. – Kaźmierz zdenerwował się. – Jeżeli wszystkich królów uznam za bandę zapatrzonych w siebie głupców, to ty, mój panie, również musisz nim być!

– Dosyć tego! Do lochu z nim! – krzyknął Ederyk, wstając z tronu.

W kierunku ślimaka zaczęli podążać rośli mężczyźni z mieczami u boku, ale wtem odezwał się Roland, który do tej pory stał tylko i przypatrywał się całej tej farsie z szeroko otwartymi oczami.

– Wasza Miłość!

Król spojrzał na niego zniecierpliwionym wzrokiem.

– Wasza Miłość! – kontynuował Roland. – Proszę, wysłuchaj mnie! Ten człowiek… – spojrzał na Kaźmierza. – To znaczy… ten ślimak, nie ma nic wspólnego z zarazą. Nie on nasłał swoich braci mniejszych, by spustoszyli tę krainę. To dobry ślimak. Proszę mi wierzyć! – Głos mu się łamał.

Ederyk przypatrywał się mu przez chwilę w skupieniu. Ślimak zaś machał czułkami w napięciu.

– Mój panie, jesteś dobrym królem i człowiekiem też. Proszę, daruj mu życie. Opuści Zadkrólewie i już nigdy więcej go tu nie zobaczysz… – prosił Roland, opadając na kolana.

– A kim ty jesteś, że śmiesz przemawiać do króla? – zapytał oburzony Ederyk.

Roland wypiął dumnie pierś, odgarnął swoje blond włosy i przemówił z odwagą.

– Jam jest Roland, syn Gostmiła Feralnego, nazwiska… nieważnego. I przeto zaklinam się na swoje imię, że ten o to ślimak niewinnym jest. Dlatego jestem gotów za niego walczyć, aby to udowodnić!

– Jesteś rycerzem? – zapytał Ederyk.

– Nie! – krzyknął Roland. – Ale się stanę! – oznajmił z powagą.

Ślimak popatrzył zdumiony na poczynania chłopaka.

– Dobrze więc. Dostaniesz, co chcesz. Będziesz walczył o życie swojego ślimaka. Jutro staniesz w szranki z moim najlepszym rycerzem. Jeśli wygrasz, daruję życie twojemu przyjacielowi i będziecie mogli odejść wolno – oznajmił król.

Roland przełknął nerwowo ślinę, ale zachował dumną postawę.

– Niech tak będzie. – Kiwnął głową.

– Wspaniale – rzekł Ederyk. – Życzę dobrej nocy. Do lochu z nimi!

Następne częściŚlimak i jego rycerz - Rozdział 3.  

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Ten rozdział chyba od +18 😀

    Mam dwie uwagi.
    __

    Świetnie! ###Ja też w żadnych nie wierzę. W każdym razie. Nie przejmuj się… Będzie dobrze. Wyciągnę nas z tego, chociaż nie wiem z czego… – zamyślił się ślimak. – ###Ja zawsze znajduję wyjście z każdej sytuacji – oznajmił --->

    W tym fragmencie przeszkadza mi dwukrotnie użyty zaimek Ja.
    Drugie zdanie można inaczej skonstruować, żeby się pozbyć.
    __

    Końcówka bardzo od czapki, a nawet infantylna.
    – A zaśpiewasz mi piosenkę? – zapytał z nadzieją w głosie Ederyk.

    Nie podoba mi się. Aczkolwiek ogólnie na 4 :)
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Jako że w tej powieści absurd jest rzeczą nadrzędną, to i taka miała być końcówka. Mnie się podoba, bo jest nieoczywista. Nie wszystko tutaj ma w sobie sens i logikę. Ale rozumiem co masz na myśli. :D Spróbuję popracować na tą końcówką. I dziękuję za resztę uwag! :) Jeśli chodzi o to, że Ci się nie podoba, to masz na myśli końcówkę czy cały rozdział? Jeśli cały rozdział, to mogłabyś napisać, co jeszcze Ci się w nim nie podoba? Bardzo by mi na tym zależało. Dziękuję! ;)
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Całość bardzo mi się podoba. Jest dynamiczna akcrha, dowcip, emocje, naprawdę super, tylko końcówka nie przypadła mi do gustu.

    Gdyby tę propozycję złożył Kaźmierz (imię dla ślimaka też w trąbkę xD), to byłoby zakręcone i śmieszne np, proponuje królowi, że w duecie z Rolandem zaśpiewają piosenkę kogoś tam (Twój wybór wg gustu) i wszyscy się bawią, leje się szampan...

    😊
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    akcja***
  • natdem1998 2 miesiące temu
    AlaOlaUla Szczerze mówiąc, to jesteś drugą osobą, która zwraca mi uwagę na końcówkę. :D Może faktycznie mój pomysł nie okazał się zbyt dobry... Pomyślę nad tym. :) Dziękuję! ;)
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Nie zapisał się komentarz?
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Oo a napisałaś coś? :(
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Kurde😢
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    Zaraz napiszę.
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Zmieniłam zakończenie. Mogłabyś zajrzeć? :)
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    natdem1998,
    Zrobiło się bardzo groźnie, a czytelnik w myślach zadaje pytanie: jak nastoletni chłopiec poradzi sobie w walce?

    Mało zabawnie, ale interesująco😊
  • natdem1998 2 miesiące temu
    AlaOlaUla Dziękuję! :) Nie zawsze jest tak kolorowo i zabawnie. ;)
  • AlaOlaUla 2 miesiące temu
    natdem1998, jak w życiu😊
  • natdem1998 2 miesiące temu
    AlaOlaUla Dokładnie. :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „Zabrano więc biednego ślimaka i jego towarzysza niedoli. Wsadzili”
    Zabrano-wsadzono LUB zabrali – wsadzili
    „odezwał.
    – Tak mi się powiedziało… – odezwał”
    2 x odezwał
    „Tyle razem byłem”
    Razy
    „Po obu jej stronach stali ludzie”
    Jej odnosi się do dywanu. Mogłoby być, że po obu stronach dywanu, ale jeśli wolisz nawiązać do sali, to lepiej będzie „pod ścianami”
    „nawiedziła nas zaraz, która”
    Zaraza
    „Te czułka przydają”
    Raczej: te czułki.

    Bardzo dobre 😊 Poziom absurdu niezmiennie na dobrym poziomie.
    Co do końcówki, bo widzę, że jest o nich dyskusja, to moim zdaniem można by dodać fragment, w którym król skazuje też Rolanda. Bez tego jego wyskok jest trochę dziwny, lepiej by wyglądało, gdyby błagał nie tylko o wolność dla ślimaka ale też dla siebie.
    Ale jeśli zostawisz tak jak jest, to też ok., wtedy wystarczy jedno zdanie uzupełnienia, dlaczego Roland tak broni ślimaka (pozostaje to w domyśle, ale może lepiej to wyjaśnić).
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Myślałam nad tym. Wymyśliłam trochę inne zakończenie, które poprowadzi akcję w następnym rozdziale w zupełnie innymi kierunku, niż na początku planowałam. Zaraz wezmę się za poprawienie tej końcówki. Fajnie by było, jakbyś zerknął.
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Zmieniłam zakończenie. Mógłbyś zajrzeć? :)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    natdem1998
    „całej tej farsie z szerokimi oczami.”
    Z szeroko otwartymi oczami
    „Król popatrzył na niego zaciekawiony.
    – A kim ty jesteś, że śmiesz przemawiać do króla? – zapytał oburzony.”
    Skreśliłbym zaciekawiony (pozytywne), bo kłóci się z oburzony (negatywne)

    No w sumie jest dobrze, logicznie, ale gdzie jest teraz prośba króla o zaśpiewanie piosenki??? To był gwóźdź programu 😊 Mam nadzieję, że nie poniechałaś pomysłu, tylko przeniosłaś na kolejny rozdział
  • natdem1998 2 miesiące temu
    Bajkopisarz Ależ skąd! Piosenka musi być. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania