Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Sobowtóry

Jak to się, kurwa, dzieje, że nikt inny tego nie widzi?

Jadę tramwajem linii siedem, tyłem do kierunku jazdy. Naprzeciwko siedzi obładowana zakupami staruszka, której pomarszczone usta poruszają się niemo z niewiadomych powodów. Siedzenia wokół zajęte, stojący pasażerowie rozsiani dość gęsto po pojeździe monotonnie przesuwają palcami po ekranach telefonu. Wszyscy, z wyjątkiem dwóch.

Zauważyłem je nagle, przypadkiem, gdy zirytowany otrzymanym smsem odwróciłem wzrok od smatrfona. Najpierw jedna z nich przykuła moją uwagę – trzymająca poręcz kobieta miała w oczach nieujarzmioną dzikość, rozwiane włosy w kolorze smoły i zacięty wyraz twarzy. Skórzana kurtka i obcisłe spodnie podkreślały niezależność, jaką emanowała. Nie potrafiłem odwrócić spojrzenia, nie dbałem o to, czy zauważy to intensywne zainteresowanie. Rozważałem, czy nie wstać i nie poprosić o numer – do odważnych świat należy – lecz wtedy zobaczyłem… To.

Plecami do niej, blisko, lecz niedostatecznie, stała druga kobieta. W tramwaju wydawałoby się to czymś naturalnym, tak jak zapach potu w komunikacji miejskiej latem, i przyrzekam, byłoby! Gdyby nie to, że obie panie były do siebie tak nienaturalnie podobne.

Cechy obu ich twarzy wyraźnie przeplatały się, jedna zapożyczając pewne walory od drugiej. Podobna dzikość, choć nieco bardziej stonowana, uwiła gniazdo w brązowych ślepiach drugiej kobiety; obie miały długie czarne włosy, podobny kształt twarzy, grymas na ustach, odcień skóry.

Pewnie, na ulicy spotyka się ludzi przypominających siebie nawzajem. Ale naprawdę – z nimi ewidentnie było coś nie tak. Nie dość, że stały odwrócone do siebie kompletnie ze sobą nie rozmawiając, pojawiły się jakby znikąd, to jeszcze spoglądały na świat z cichą groźbą i władczością, pod siłą której niemal nie zanurzyłem się w ruchomym obrazie za oknem i nie zignorowałem tego niezwykłego zbiegu okoliczności. Chociaż były w tramwaju, jechały razem z innymi, to całym sobą czułem, że nie pasują do tego miejsca. Ich istnienie jakby zaprzeczyło wszystkiemu, co dotychczas znałem.

I tak oto teraz wpatruję się w nie z lekko rozdziawioną gębą nie wiedząc, co począć. Nic z tego nie rozumiem. Kompletnie ignorują fakt, że ich tajemniczo przekształcona kopia stoi tuż obok, nawet na siebie nie spoglądają. Sądzę, że zaraz zwariuję.

Odchrząkam cicho i kątem oka kontrolując obie kobiety (praktycznie przestały nawet się poruszać, nawet nie wzrusza ich szarpnięcie gdy tramwaj rusza z postoju w dalszą trasę) zwracam na siebie uwagę staruszki z naprzeciwka.

– Przepraszam – szepcę. Pochylam się w jej stronę. – Przepraszam, czy pani też to widzi?

– Co, co? Co takiego?

– Czy pani też to widzi? Niech pani się obejrzy.

Staruszka marszczy brwi. Nie rozumie, o co mi chodzi.

Wzdycham ciężko.

– Niech pani spojrzy za siebie – instruuję z narastającą irytacją. – Widzi to pani?

Wreszcie ogląda się. Czekam niecierpliwie aż wróci spojrzeniem do mnie. Na jej twarzy kiełkuje zdezorientowanie.

– Coś się stało na torach? – pyta zatroskana.

– Nie – odszeptuję zezłoszczony. – Te kobiety. Widzi je pani?

– Nic nie widziałam, kochaneczku.

– Nic? Nic nadzwyczajnego?

– Nie wiem, o co chodzi.

Wypuszczam nagromadzone w płucach powietrze przez zaciśnięte zęby. Macham niedbale ręką.

Wyjmuję telefon komórkowy z kieszeni i wybieram pierwsze lepsze okno rozmowy. Ze zdenerwowaniem wystukuję na klawiaturze wiadomość.

„Marg, albo zwariowałem, albo nikt w tramwaju nie widzi tego, co ja”

Odpowiedź przychodzi niemal natychmiast. Sobowtóry nadal stoją na swojej pozycji.

„?” – wyskakuje mi na ekranie. Powarkuję pod nosem.

„Zaraz przede mną stoją dwie identyczne (prawie!) kobiety. Są takie same, ale nie są, różni je trochę ubiór i twarz. Nie widziałem wcale jak wsiadają, w ogóle ze sobą nie rozmawiają – jak to możliwe????”

Tym razem czekam dłużej.

„Tyle szumu z powodu bliźniaczek? Dobrze się dziś czujesz?”

„Nie rozumiesz” – odpisuję. Moje palce tańczą na ekranie foxtrota. – „To nie siostry. Nie rozmawiają, nie patrzą na siebie, jakie siostry tak robią?”

„To co niby sugerujesz?”

Odsuwam nos od telefonu. Patrzę na sobowtóry raz jeszcze. Potężne wrażenie nieprawidłowości, błędu w Matrixie powraca ze zdwojoną siłą.

„Nie wiem” – wystukuję w okienku. – „Nie wiem, Marg”

Czytam swoją wiadomość i kasuję ją. Namyślam się. Po chwili wpisuję nową.

„Coś jest nie tak”

Wysyłam i chowam smartfona głęboko do kieszeni. Ośmielam się, choć nie mam na to już ochoty, podnieść wzrok. Okazuje się, że jedna z kobiet, ta z wyraźniej zdziczałym spojrzeniem, także celuje nim we mnie.

Przełykam głośno ślinę. Czuję, jak krople potu spływają po moim karku, pod pachami kwitną wilgotne plamy. Z braku pomysłu unoszę nieco rękę, chcę wyglądać przyjaźnie. Kobieta jednak przywołuje na usta uśmiech, w którym brakuje wesołości.

Dlaczego jestem jedyny? Dlaczego nikt nie panikuje, nie ucieka z krzykiem? Dlaczego tłum jest tak spokojny?!

Nagle nieznajoma odwraca się do swojego sobowtóra, dotyka jego ramienia. Stoją dobre dwa metry ode mnie, ale słyszę każde słowo.

– Całą drogę się gapi. Powinnam gdzieś zadzwonić?

Moje serce uspokaja się. Trochę razi mnie ta powierzchowna opinia, ale trudno, niech już będzie. Przynajmniej bariera odgradzająca mnie od czegoś, co dla ludzkiego umysłu niepojęte ponownie wznosi swe mury. Rozsiadam się wygodniej w fotelu. Jadę dalej wlepiając oczy w szybę.

Tramwaj przejeżdża kolejne osiem przystanków. Na dziewiątym pustoszeje, zajeżdża do zajezdni. Wyciszony i zajęty oglądaniem wideo zapominam o dziwacznym zbiegu okoliczności.

Gdy szyny skrzeczą pod skręcającym pojazdem wstaję chwiejnie, wciąż wpatrzony w pięciocalowy ekranik. Drzwi otwierają się, resztki pozostałych pasażerów opuszczają wagon. Ślamazarnie podążam za nimi.

Kiedy podchodzę do drzwi te zamykają mi się przed nosem. Wciskam guzik otwierania, lecz nie działa. Odrywam wzrok od telefonu i patrzę, jak motorniczy opuszcza tramwaj i odbiega truchtem w stronę plastikowej budy na kupę.

Przeklinam pod nosem. Wiem, że muszę zaczekać aż mężczyzna wróci i otworzy pojazd. Dookoła ciemność, dochodzi dziewiętnasta.

Wtem czuję, jak czyjeś palce zaciskają się na moim ramieniu. Ich ciężar boli, coś jak ostre igły wbijają się w moją skórę przebijając materiał podkoszulka. Na wyświetlacz telefonu skapuje kropla krwi.

– Nie powinieneś był tego widzieć – słyszę złowieszczy syk.

Niewyraźne odbicie dwóch kobiecych sylwetek w oszklonych drzwiach jest ostatnim, co rejestrują moje oczy. Potem nigdy nie ujrzałem już nic prócz ciemności.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 4 miesiące temu
    Świetny pomysł, dobre wykonanie. Ostatnie zdanie niezbyt gra mi czasowo, a i to uwięzienie w tramwaju też delikatnie naciągane.
    Przed oczami miałem te dziewczynki ze Lśnienia.
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Ja miałbym jedno małe zastrzeżenie. Bo do pełni szczęścia zabrakło mi jakiegoś nietypowego, naprawdę nietypowego zachowania "bliźniaczek", gdyż nieodzywanie się do siebie jest raczej łatwo wytłumaczalne. Zachowanie to powinno być nietypowe, a zarazem dające do myślenia i niezdradzające "przyszłości".
    Ale tak to bardzo dobrze napisane.

    Pozdrawiam.
  • Cofftee 4 miesiące temu
    Dziękuję serdecznie za odzew i opinię. Jak najbardziej obie uwagi cenne i uzasadnione.
    Pozdrawiam ciepło.
  • Mistrz Rzeczywistości 4 miesiące temu
    Ach te piątkowe powroty...
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Hej, fajnie napisane, wciągające! Trochę mnie drażniło, że mając telefon, nie próbował im zrobić zdjęcia i pokazać Marg. I wyrzuciłabym ostanie zdanie. Ale ogólnie - naprawdę ok, fajny styl, niepokój był dla mnie wyczuwalny.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Co się wydarzyło?! Nigdy nie wydawało mi się, że byle opowiadanie może mnie przerazić a tu proszę… Idealne do czytania w tramwaju albo gdy jest ciemno. Ode mnie 5
  • Cofftee miesiąc temu
    A więc sukces :-D Dzięki za wizytę! :-))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania