spacer

hołubicie pełne kieszenie

jakby miały jakąś wartość

muchy na suficie dają więcej światła

mam brudne ręce

i niewiele do powiedzenia

przez przedmieście w stronę rzeki

idę by obrócić się w proch

 

ruchome piaski na ulicy

chłoną każde spojrzenie

kiedy nie ma skrzydeł

trzeba pełzać krok za krokiem

stawiając stopy na cudzych twarzach

nawiedzeni esteci nie pojmują

że glina i pot

scalą każdą przestrzeń

 

pod mostem jest mój dom

wracam do niego zawsze

gdy potrzebuję nieba

boli tylko trochę bardziej

wyrwany wenflon otwiera drogę

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi tydzień temu
    Mocne. Dobre. Ciężki temat.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania