Spadkobiercy księcia Miecława

Książę Miecław miał osobliwe szczęście. Najpierw przez dziesięć lat rodziły mu się same córki, łącznie cztery, jedna piękniejsza od drugiej, a potem na świat przyszły czworaczki – czterech synów, podobnych do siebie jak dwie krople wody. Książę najpierw nie posiadał się z radości, ale potem uświadomiono mu, że może być poważny kłopot z dziedziczeniem tronu i ziem. W całym rozgardiaszu związanym z porodem, pogubiono się zupełnie w kwestii ustalenia który z synów jest tym pierwszym. Miecław, nie chcąc zdawać się na ślepy los, szukał rady u wiedźm, czarowników, Rodzanic, a nawet wysłał posłańców do samej Doli, lecz niczego nie uzyskał. Nikt nie był pewien, który z synów jest tym właściwym pierworodnym.

Koniec końców książę doszedł do wniosku, że sytuacja może sama się rozwiąże, jeśli z przyczyn naturalnych synowie sami przedwcześnie zejdą z tego świata. W owych czasach nie było to wszakże niczym niezwykłym. W tym wypadku jednak, nic takiego nie nastąpiło. Wszyscy czterej młodzieńcy rośli zdrowo, a jedyne wypadki jakie im się przytrafiały skutkowały najwyżej zwichniętą kostką, wybitym barkiem, czy gorączką i całonocnym bólem zęba.

Nadszedł więc dzień, w którym starzejący się książę Miecław postanowił raz na zawsze ustalić, który z dziedziców ma być tym pierwszym. Po naradzie ze starszeństwem grodu, wezwał wszystkich synów do siebie i rzekł:

– Dzieci moje. Stary już jestem i wkrótce przyjdzie mi umrzeć. Nie mogę podzielić państwa na cztery części, bo stanie się słabe i sąsiedzi je złupią. Muszę zatem wybrać jednego z was na następcę. Ponieważ wszyscy jesteście równie piękni, zdolni, odważni i wspaniali, wraz z moim doradcami ustaliłem, że każdy dostanie to samo zadanie, a ten, który wypełni je najlepiej obejmie rządy po mnie. Pozostali będą musieli zadowolić się wozem złota i grodem na pograniczu, rządzącemu bratu zaś przeszkadzać nie mają prawa. Zrozumiano?

– Będzie jak każesz, ojcze – odpowiedzieli zgodnie synowie.

– No to dobrze – ucieszył się stary książę. – Zadanie jest proste. Jak wiecie w podziemiach znajdują się cele dla więźniów. Wybrałem cztery z nich, mniej więcej takie same wielkością. Każdy z was dostanie po dziesięć dukatów i za ich pomocą macie te cele do jutra rana całkowicie wypełnić. Czym, to już wasza sprawa. O świcie ocenię, kto zadanie wykonał najmądrzej i na tej podstawie zadecyduję o następcy tronu.

 

Synowie niezwłocznie przystąpili do realizacji polecenia ojca.

Pierwszy poszedł do lasu, nazbierał chrustu, suchych liści oraz szyszek i postanowił wypełnić celę dymem. Nic przy tym nie wydał, pieniądze zamierzał przeznaczyć na ważniejsze sprawy i był z siebie wielce zadowolony.

Drugi syn koncept miał w sumie podobny. Udał się na podgrodzie, odwiedzić pewnego staruszka, który w dawnych czasach był kupcem na bursztynowym szlaku. Za dziesięć dukatów nabył od niego szczelnie zamknięte naczynie ze sproszkowanym piżmem. Następnie całość wysypał w swej celi i wypełniła się ona niezwykle intensywnym zapachem, że aż skręcało.

„Pan ojciec kazał cele czymś wypełnić, ale nie musi być to namacalne. Wszystkich zaskoczę” – pomyślał.

Trzeci syn udał się za gród, do pobliskiej osady, gdzie uprawiano rzepę. Akurat był czas zbiorów, kmiecie z całymi rodzinami wyrywali warzywa z ziemi, bulwy odkładali do koszy, a liście odrzucali. Młody książę za pięć dukatów kupił od nich całe to bezużyteczne zielsko i kazał je czym prędzej zanieść do celi w grodzie. W ten sposób wypełnił celę łodygami i liśćmi, aż po sam sufit. Zadowolony z dobrej inwestycji pozostałe dukaty wydał w karczmie.

Czwarty z synów poszedł na targ, gdzie za dukata kupił świecę. Wrócił z nią do swojej celi, zapalił i wypełnił ją światłem.

- Może za resztę pieniędzy kupić więcej świec i zapalać po kolei? – zapytał sam siebie. – Dłużej będzie jasno.

Ostatecznie jednak uznał, że zaoszczędzone dukaty zwróci ojcu, a wypełnianie światłem więziennych cel nie ma sensu.

„Kogo ja niby chcę oświecać?” – zaśmiał się w duchu.

 

O świcie stary książę przyszedł ocenić, jak synowie poradzili sobie z zadaniem. Pomysł z gęstym dymem, szczelnie wypełniającym pomieszczenie, nie przypadł mu zbytnio do gustu, zwłaszcza, że powstało zagrożenie pożarowe, lecz nie mógł zaprzeczyć, iż zadanie zostało wykonane. Podobnie było z piżmem, z tą różnicą, iż zamiast szczypać oczy, strasznie drażniło nos. U trzeciego syna tylko uchylił drzwi, by z niesmakiem skonstatować, że cela jest pełna śmieci, na które jego latorośl wydała pięć dukatów. Dopiero w czwartej celi zobaczył coś, co wprawiło go w zachwyt. Nic nie śmierdziało, delikatnie tylko dymiło, nie było bezużyteczne. Mroczna cela więzienna, wypełniona światłem przestała wydawać sie taka smutna i posępna. Książę pochwalił czwartego syna i zapowiedział, że wkrótce ogłosi werdykt, musi jeszcze tylko, dla formalności, skonsultować go z swą radą.

 

Miecław niezwłocznie udał się do wielkiej sali tronowej, wezwał doradców i powiedział im, co zobaczył. Niemal wszyscy chórem zawołali, że z zadaniem wzorowo poradził sobie ten z synów, który wypełnił celę światłem. Jako jedyny zrobił coś pożytecznego i to on powinien zostać następcą księcia. Niemal wszyscy, bo głos sprzeciwu wyraził stary Tosław, dawny herold książęcy, który z racji wieku i doświadczenia miał u Miecława wielkie poważanie.

– Mój książę – rzekł. – Zachwyt nad pomysłem o świecy i świetle jest w pełni zasadny, ale zalecam, by decyzji jeszcze nie podejmować. Zaczekaj, panie, może dwa lub trzy dni, zejdź do cel raz jeszcze, obejrzyj wszystko spokojnie, a wtedy zadecydujesz co jest, a co nie jest bezużyteczne.

 

Książę zamyślił się, ale zaufał radzie Tosława i ogłosił, że ostateczną decyzję podejmie za dwa dni. Gdy wyznaczony czas zbliżał się ku końcowi, zszedł jeszcze raz do cel, by przyjrzeć się dokonaniom synów.

W pierwszej celi nie znalazł nic, poza popiołem i osmalonymi ścianami. W drugiej nawet popiołu nie było, jedynie słaby, ulotny zapach wspomnienia po piżmie. W trzeciej nagromadzone liście zaczęły sobie gnić, a w czwartej, po świeczce pozostał tylko rozlany na podłodze łój. Znów panował ponury mrok, którego nie rozjaśniało już światło. Miecław otworzył szeroko oczy ze zdumienia i zrozumiał. Powrócił do trzeciej celi, pchnął drzwi i pełnym uznania głosem zawołał:

– Nawóz wcale nie jest bezużyteczny!

 

I już wiedział, kto dostanie po nim tron.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Jerzy Sowiński ponad tydzień temu
    Bajka, którą się miło czyta. Czekam na następną.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dziękuję bardzo :)
  • Shogun ponad tydzień temu
    Bardzo dobra bajka. Końcówka zabawna, ale mimo wszystko szkoda mi czwartego syna. Wydaje mi się, że mimo wszystko on najlepiej wypełnił zadanie. W końcu wprowadził do celi światło, co rozumiem tak, że jeśli zostałby księciem, to rozwijałby naukę, a jego dotąd ciemnie poddani zostaliby oświeceni. Dlaczego świeca zgasła? Ano dlatego, bo wiedza nie jest czymś co można zdobyć i już, lecz należy ją ciągle pielęgnować, aby właśnie nie zgasła, lecz zachowała swój jasny blask. Tak to widzę :D.
    Pozdrawiam ;)
  • Clariosis ponad tydzień temu
    Bardzo mi się podoba Twoja interpretacja. :) Naprawdę dała mi do myślenia. Właśnie tak się dzieje, w końcu jak nie używa się jakiegoś organu, ten zanika, a jeżeli nie wykonujemy jakiejś ruchowej czynności, to gdy potem próbujemy słabo wychodzi, gdyż układ nerwowy wymazał tą część pamięci mięśniowej... Naprawdę ładnie zinterpretowane. :)
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Pozornie to czwarty najlepiej wypełnił zadanie, ale krótkoterminowo. Długoterminowo to zrobił większy bałagan niż drugi :) Ciekawa interpretacja z nauką - idąc tym tropem, trzeci postawi na rolnictwo.
  • Shogun ponad tydzień temu
    Bajkopisarz to prawda. Cóż w polityce i rządzeniu plany długoterminowe mają wysoką wartość. Ważne również, aby mieć świadomość tych panów, gdyż wydaje mi się, że trzeci syn nie brał pod uwagę późniejszego powstania nawozu, lecz raczej chodziło mu o tymczasowe rozwiązanie problemu.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Shogun - hmm, a tu żeś mnie zagiął czy trzeci spadkobierca (i w ogóle którykolwiek) myślał długofalowo. Będę musiał trochę tekst poprawić.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dopisałem kilka zdań rozważań każdego z kandydatów. Dzięki za sugestię.
  • Shogun ponad tydzień temu
    Bajkopisarz nie ma sprawy ;)
  • LeeaThorelli ponad tydzień temu
    Tak jak przedmówcy: bardzo dobra bajka, którą czyta się w mgnieniu oka. Czasem coś, co na pozór wydaje się bezużyteczne, może okazać się czymś naprawdę pożytecznym, dającym w przyszłości jakiś plon. :)
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dzięki ;) Pozory często mylą, na szczęście stary Tosław pomógł księciu podjąć właściwą decyzję. Drugie wrażenie może być lepsze niż pierwsze.
  • Clariosis ponad tydzień temu
    Tak właśnie sądziłam, że zrobisz niespodziewany zwrot akcji. :D No ale w końcu Twoje bajki nie są sztampowe, o czym miałam już okazję się przekonać.
    Zastanawia mnie to, że tak naprawdę po każdym z trzech synów zostało niemalże "tylko wspomnienie", popiół, zapach, wypalona świeca, a po jednym zgnilizna... Na chłopski rozum naprawdę można wykorzystać jako nawóz, ale w takim bardziej "duchowym" znaczeniu co może to oznaczać? Może, że jednak każdy z trzech, póki będzie żył dokona zmiany, mniejszej lub większej, a potem przychodzi nieuchronna śmierć i zostaje właśnie tylko to "wspomnienie", kiedy po tym jednym, co zostawił gnijącą roślinność... Zostanie właśnie tylko, dosłownie, gnój? :'D No miejmy nadzieję, że jednak idzie to w bardziej światłą, przyziemną wersję interpretacji! Miejmy nadzieję. :D
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dzięki za obszerny komentarz. Racja w tym, co napisałaś, ale przy jednym założeniu. Jeśli już żaden ze spadkobierców nic więcej by nie zrobił, to właśnie zostałyby tylko wspomnienia i gnój. Stary książę dostrzegł, za drugim razem, że ma trzy wspomnienia i jeden konkret, choć śmierdzący. Jeśli jednak ten nawóz zostawią w celi, to też się zamieni prędzej czy później we wspomnienie, dodatkowo cuchnące. Ale jeśli je wykorzystają, to już niebawem przyniesie korzyści.
  • Ozar ponad tydzień temu
    Bajkopisarz

    Kurdę znakomity tekst. Tu jest wszystko, co można sobie wyobrazić w bajce, czy raczej baśni, czyli ciekawa opowieść, duża mądrość i znakomita puenta z morałem. Masz jak mi się wydaje masz czuja do pisania takich tekstów. Mało tego dawno już nie czytałem czegoś tak mądrego zahaczającego o historię (może tylko Nazareth i Bracia Wilcy). Przeczytałem dwa razy i nadal jestem zachwycony. Ty powinieneś pisać prozę historyczną powaga. Ja nie oceniam błędów, bo pod tym względem jestem kiepski, ale potrafię ocenić to co czyje czytając dany tekst. Po lekturze twojego jestem pełen zachwytu. To na prawdę znakomite. A końcówka wręcz wbija w fotel, bo obstawiałem w 100 % tego syna od świecy. To wielka sprawa, bo w historycznych tekstach trudno mnie zaskoczyć. Tobie się udało i dlatego "Chylę czoła przed waszmością mości Bajkopisarzu, wielki szacun dla mości pana" Waszmość dałeś mi i innym pokaz jak powinno się pisać mądre teksty na podłożu historycznym. To moim zdaniem najlepszy tekst jaki czytałem na opowi od bardzo dawna. 5 choć dałbym 10 jak bym mógł.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Wielkie dzięki, aż mi głupio przy tych wszystkich komplementach ;) Większość bajek staram się osadzić w początkach naszej państwowości, gdzie mnóstwo było plemiennych książąt, cieszę się bardzo, że te starania, by oddać ówczesne realia, widać.

    Dłuższych powieści nie planuję, ale bajek mam tyle, że zebrałoby się z tego całkiem grube tomiszcze.
    Dzięki raz jeszcze.
  • Ozar ponad tydzień temu
    Bajkopisarz to super pisz historię w bajkach to też ma wielki sens. Potrafisz przekazać podstawowe przesłania w baśni. To równie ważne jak zwykła proza.
  • Ozar ponad tydzień temu
    Kurde za rzadko zaglądam do ciebie ale to nadrobię szybko.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Ozar - zapraszam serdecznie
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Hehe, gnój zawsze w cenie :) Świetna bajka, nie dość, że zostało mu na winko czy gorzałkę to jeszcze tron zdobył. Same plusy. Swoją drogą dobre pytanie, co każdy z nas by do tej celi wsadził. Jest nad czym dumać :)
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Ciekawe pytanie! Jakby się zastanowić, to ja bym te cele wypełnił tym, do czego zostały przeznaczone - więźniami :-) Nie wiem, czy dałoby mi to tron, ale wydaje się to być działaniem logicznym.
  • Marian ponad tydzień temu
    Bardzo dobry utwór. Bajka spełniająca wszelkie kanony tego stylu.
    Morał jest najlepszy.
    Kawał dobrej roboty.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Wielkie dzięki! Zapraszam do kolejnych.
  • kigja ponad tydzień temu
    Niestandardowe zakończenie.
    Dobra bajka z oryginalnym morałem.
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dziękuję za odwiedziny!
  • pasja ponad tydzień temu
    No muszę przyznać Bajko, że opowieść niebanalna. Mądra i ze śmierdzącym morałem na koniec. Poruszyłeś bardzo ważny problem wykorzystywania odpadów. W dobie niszczenia naszej planety ta mądrość jest bezcenna. Druga sprawa to niepodejmowanie szybkich decyzji i liczenie się z innymi doradcami... doświadczenie starego Tosława i rozsądek przeważył w sprawie. Okazało się, że większość nie ma racji, nie miał racji też król. Jeden głos rozstrzygnął wątpliwości. Tylko głos ten powinien być czysty i bezinteresowny.
    Ciekaw bajka dla wszystkich: dorosłych i dzieci. 😊

    Pozdrawiam ciepło
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    O to mi głównie chodziło - że pozory mylą, a pierwsze wrażenie nie musi być tym najlepszym. Zanim się podejmie decyzję, trzeba się dobrze zastanowić. Głos Tosława był z tych bezinteresownych, raczej żadnego ze spadkobierców nie faworyzował. Państwowiec :-)
  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    To bajka o tym, jak trudno właściwą decyzję. Liczą się dobrzy bezstronni doradcy, o których trudno nawet w bajecznym świecie. Ciekawy pomysł i wartka akcja, która trzyma w napięciu aż do końca. Pozdrawiam!
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    Dziękuję. Tosław jest takim mitycznym autorytetem, do którego zawsze można się zwrócić o radę. Autorytetem, których tak bardzo brakuje teraz i, jak mi się wydaje, pojawią się nieprędko i pod postacią sztucznej inteligencji. Brutalnie obiektywnej i niezmiernie groźnej, bo zawsze wybierającej jak w szachach - "najlepszy ruch w pozycji".
  • alfonsyna tydzień temu
    Świetny ten zwrot akcji na zakończenie - to dowodzi, jak łatwo, poddając się emocjom i pierwszemu zachwytowi, podjąć nieprzemyślaną, nieraz niewłaściwą decyzję. Choć tak naprawdę ciężko tu rozstrzygnąć, która decyzja rzeczywiście była najwłaściwsza, zapewne pokaże to czas, ale nie zmienia to faktu, że dobrze jest przespać się z problemem i podjąć ważną decyzję "na świeżo", po ponownym rozpatrzeniu sprawy. A jeszcze lepiej, gdy ma się mądrego doradcę, który potrafi spojrzeć trzeźwym okiem i poratować dobrą radą, jak w tym przypadku.
    Świetna baśń z morałem. Pozdrowienia. ;)
  • Bajkopisarz tydzień temu
    Dzięki. Wszystko wyjdzie w praniu, nie można jednak nikomu odebrać szans na starcie. Może trzeci z braci naprawdę będzie najlepszym władcą.
    W sumie, jakby popatrzeć z dystansu, to cały ten konkurs jest niedorzeczny, no ale to bajka, ma swoje prawa, dlatego jest bajką ;)
  • maga tydzień temu
    Pod wrażeniem! Ze szkieletu tej fabuły można było stworzyć coś dłuższego.
    Pozdrowienia dla Autora. Moja ocena - 5 )
  • Bajkopisarz tydzień temu
    Dzięki. Pewnie można rozwinąć, jak się toczyły losy braci, ale wtedy przestałaby to być bajka. Bajki kończą się dosłownym lub domyślnym "i żyli długo i szczęśliwie" :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania