Spóźniona

Nocą, gdy wicher życia lekko przycicha i gdy kopie dół mrok.

Czekam na nieznane, licząc że pojawi się nareszcie... wyskoczy.

Z łóżka wstaje leniwie, na dywanie, bosą nogą robię mały krok.

Jedną dłonią dotykam ściany, drugą... z wola przecieram oczy.

 

Nie zimnej ściany dotykam, dotykam ciebie, bliskość mnie poraża.

Chłód zmienia się, teraz grzeje mnie twa postać, jesteś tak blisko.

A ciało twe gorące i nagie, w niezwykły sposób istotę mą obnaża.

Nie jestem w stanie zaprzeczyć miłości, którą mam teraz tak blisko.

 

Już prawie oszalałem ze szczęścia, ty drżysz, z rozkoszy skaczesz

Otworzyłem szeroko oczy i wtedy dopiero zamarłem w bezruchu.

To nie sen, to rzeczywistość, stoisz naga przede mną i płaczesz.

Przez łzy cedzisz...ostatni pociąg mi uciekł, zmienili rozkład ruchu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania