Stróż

Śmiesznie, kilka piosenek a ile powiązań z moim dotychczasowym życiem - pomyślałam. Wyłączyłam radio, zgasilam światło i weszłam szybko do łóżka. W tej głuchej ciszy słyszałam tylko lekkie chrapanie Leona, mojego 14-letniego psa. Nadchodzi właśnie ta pora, kiedy zamiast spać, Twój mózg musi wypominać Ci wszystkie kompromitujące sytuacje życia. Ach, jak pięknie powspominać 18-stkę Flory, kiedy to pijana musiałam na środku sceny żałośnie śpiewać "Białego Misia", płacząc na koniec... Bo przecież to taka piękna piosenka. No cóż, alkohol robi swoje. Przewróciłam się na drugi bok z nadzieją na sen. Chyba mama zapaliła kadzidełka - pomyślałam, czując cmentarny zapach palonych zniczy. W zasadzie nie mam pojęcia co jest takiego super w tych mizernych podróbach świeczek, dym jak dym - nic ładnego. Zamknęłam oczy. Zapadając w sen usłyszałam skamlenie i lekkie skrobanie w drzwi. Leoś proszę, nie teraz - pomyślałam w duchu. Półprzytomna zerwałam się na nogi żeby oznajmić pupilowi że był już na spacerze i jest dwunasta w nocy. Otwierając drzwi nagle dym buchnął mi prosto w twarz. Co się dzieje? Przerażona idę na ślepo wzdłuż przedpokoju wołając rodziców. Potykając się o własne nogi uświadomiłam sobie jaka jestem głupia, rodziców nie ma, wyjechali wieczorem. Otworzyłam okna w nadziei że zobaczę co się dzieje. Szybko się ubrałam, zabrałam Leona pod rękę i wybiegłam balkonowym wyjściem przez ogródek. Straż już jechała. Trzymając na rękach swojego psa dopiero po czasie zauważyłam że coś jest z nim nie tak... W tym całym zamieszaniu i szoku nie byłam świadoma co się tak naprawdę stało. Całe ciało Leona wydawało się cięższe bardziej niż zwykle. Łebek miał zwieszony i ciężko oddychał.

- O nie! Leoś proszę zostań tutaj - powiedziałam ze łzami w oczach. Pies tylko lekko zapiszczał jakby zrozumiał co do niego powiedziałam. Dym go osłabił, kochany staruszek resztkami sił nie mogąc szczekać mimo wszystko ratował mi życie...

- Leoś, uratowałeś mi życie - łzy płynęły mi po policzkach raz po raz. Próbując coś zrobić, wołać o pomoc sąsiadów, straż, kogokolwiek. Było już za późno. Za późno zorientowałam się o dymie, za późno go stamtąd wyciągnęłam. Leon po kilkuminutowym wpatrywaniu się we mnie zamknął oczy, a ja w rozpaczy tylko potrafiłam powtarzać

 

 

Dziękuję.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    Pożar z niczego, ale niezłe. Taka tam miniaturka niezbyt zajmująca
  • Canulas 3 miesiące temu
    Paliło się kiedyś u mnie. Nikt nie zginął.
    Unikaj zapisu cyfrowego. Tekst średni

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania