Sumienie

Nie wiedzieć dlaczego spojrzałem przez ramię i...oniemiałem.

Zobaczyłem coś co oddychało, łkało cichutko, pełzając do mnie.

Nie rozpoznałem tego, z ciekawości swej wrodzonej zapytałem:

Czyżbyś było od kwiatuszka mego? Jak tak, to cieszę się ogromnie.

 

Szlochając, we łzach się zanurzając, odparło ono... tak, tak, to ja.

Czy mogę u ciebie zostać? Miła twa... nie chce mnie znać i mieć.

Chodź do mnie i przytul się mocno, pomieścimy się panno moja.

Otwarte mam serce, zapraszam, rozłóż skrzydła i do niego wleć.

 

Wleciało coś, czego ktoś nie chciał, ten ktoś nie wie co stracił.

Ja z chęcią podzielę się wszystkim co mam, z miłym przybyszem.

Zbłąkany gość wie dobrze, że nic mi nie zabrał... tylko wzbogacił.

Tylko dręczy mnie myśl, czy od miłej słowo przepraszam usłyszę?

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi tydzień temu
    Znowu mnie ująłeś ale bardzo mi trudno to uchwycić. Forma jest taka, że ciężko to wyłuskać ale w treści jest coś cudownego.
  • Brynowiak tydzień temu
    Wydawałoby się, że gdy miłość się kończy...to już koniec. To nie prawda, trwa sobie w najlepsze. Pozdrawiam i dziękuję.
  • JamCi tydzień temu
    Brynowiak tak jest.
  • Morf tydzień temu
    Trzymasz formę 😉
    Przewidywalna.
    Irytuje "Coś" i końcówki "ło", jakbyś trzymał wiersz w tajemnicy...
    Zachowawczo, ale w temacie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania