Sztuczki

Ona uwielbiała jego, a on uwielbiał ją. Znał ją niemal od urodzenia. Na salę porodową dotarł szybciej od swojego brata, dumnego ojca najpiękniejszej istoty na świecie. Ta istota miała na imię Ola. I była tak cudowna, że nie mógł się powstrzymywać, by nie mówić za każdym razem, gdy zrobiła coś dobrze: „Ola, ole!!!”. Kiczowate? A kogo to obchodziło? Jemu się podobało, a ona lubiła to, co on. Słyszała „ole”, gdy zrobiła pierwszy krok, gdy po raz pierwszy sama skorzystała z nocnika wygrywającego melodię „Eye of the Tiger” (dostała go od niego), gdy po raz pierwszy wypowiedziała nieporadnie jego imię (zamiast „Józef”, powiedziała „Usew”). Potem jego imię zmieniło się na Okel. Wszystko przez sztuczki.

Lubił patrzeć na jej pełną niedowierzania twarz, gdy pokazywał jej znikanie jakiegoś przedmiotu. Niedowierzanie, a potem śmiech. A jeszcze potem bicie brawa małymi, nieporadnymi rączkami.

Kiedyś zaprezentował jej jakąś sztuczkę z kartami. Mniejsza o to jaką. Gdy pokazał jej Jokera, powiedziała, że to on. Pamiętała, że jego imię zaczyna się od dziwnego znaku „J”, takiego samego, jak ten na karcie z panem w śmiesznej czapce (no cóż, uczył ją pisać, gdy miała dwa latka).

– To Joker – powiedział jej, dumny z tego, że przypisała mu najbardziej wyjątkową kartę z całej talii.

– Okel! – krzyknęła i wskazała na niego.

Od tamtego czasu był najpierw wujkiem Okelem, potem wujkiem Jo, a później Jokelem, nareszcie Jokerem. To mu jednak nie wystarczyło. Lubił mówić, że jest jak Clyde, a ona jak Bonnie. Ola kompletnie nie wiedziała, o co chodzi wujkowi, ale śmiała się, bo on się śmiał. Jedynie jego bratowej nie podobały się te porównania, ale traktowała je jako coś niewinnego. Zaniepokoiła się dopiero, gdy Jok… znaczy się Józef, jej szwagier, pokazał jej córce numer z oderwanym palcem.

To była sztuczka prosta jak budowa cepa (zresztą jak wszystkie w jego wykonaniu). Polegała na tym, że zginało się palec wskazujący u lewej ręki, by jego część zastąpić częścią kciuka prawej dłoni. Potem dodawało się trochę aktorstwa i można było nabrać siedmiolatkę, że oderwało się sobie kawałek ręki. Efektem specjalnym tego numeru było trzymanie w zgiętym palcu wskazującym ampułki ze sztuczną krwią, którą przebijało się paznokciem, gdy dochodziło do „oderwania” części ciała.

Mam Oli nazwała go psycholem i spiorunowała go śmiercionośnym spojrzeniem. Nie zrobiła niemal nic więcej głównie przez to, że Ola była zachwycona. Piszczała i śmiała się na przemian.

– Coś ty zrobił z moją córką?! – powiedziała groźnie, a potem się uśmiechnęła, pozwalając, by humor Oli się jej udzielił.

Mimo że wujek Józek był trochę dziwny, nikt nie miał zastrzeżeń, by pewnego kwietniowego dnia popilnował bratanicy podczas nieobecności jej rodziców.

Joker zrobił to z wielką przyjemnością. Mało tego, na ten dzień przygotował coś specjalnego – wspólną kąpiel.

Gdy pluskali się z sobą w wannie, śmiali się, krzyczeli i piszczeli (no dobra, Józef nie piszczał), wreszcie padło pytanie o pewien szczegół budowy ciała mężczyzny.

– A, to, to taki dodatkowy palec każdego chłopaka. Pokazać ci sztuczkę z nim w roli głównej?

– Taaaaaaak!!! – krzyknęła Ola.

– No dobra. No to słuchaj. Pamiętasz znikający palec, który był potem cały we krwi?

– Pewka. Mamie się nie spodobał…

– No wiem, ale tobie tak, prawda?

– Było megafajowsko – odparła i pokazała mu swój najszerszy uśmiech.

– No to świetnie. Dziś zrobimy coś podobnego z tym dodatkowym, męskim palcem. Też zniknie, a potem pojawi się cały we krwi. Potrzebuję do tego asystentki. Zostaniesz ją?

– Taaaaaaaaak!

– No dobra…

Gdy już wyszli z wanny, Ola postanowiła, że przed pokazem trochę się pobawi z ulubionym wujaszkiem. Postanowiła, że tuż po wytarciu się ręcznikiem zacznie przed nim uciekać po domu. Jak pomyślała, tak zrobiła. Wujek jak zwykle chętnie przyłączył się do jej zabawy. Gonił ją tak, by jej nie złapać. Teraz była jego króliczkiem, a gonitwa przestrzenią między ustami a brzegiem pucharu.

W ferworze zabawy nie zauważyli, że drzwi wejściowe się otworzyły. W progu mieszkania stanął ojciec Oli. Wrócił wcześniej, bo na szkolenie, na którym powinien teraz być, nie stawił jeden z wykładowców. Tak się składało, że trzymał w ręku piłę mechaniczną.

Jako że miał trochę niezagospodarowanego czasu, a Ola była w dobrych rękach, w drodze do domu wstąpił do znajomego i pożyczył od niego piłę. Zrobił to, bo planował pojechać w weekend na wieś, w odwiedziny do swoich rodziców, by pociąć im drewno, które zakupili do kominka.

Stał teraz w progu i spoglądał na niecodzienny widok. Nie był pewny, jak długo to robił. Wreszcie podbiegła do niego Ola. Krzyknęła: „Ooooooo, tata!” i wtuliła się w niego. Potem dodała:

– Tata, chcesz zobaczyć sztuczkę? Wujek pokaże znikający palec, tak jak kiedyś, ale teraz zniknie ten, który mają tylko chłopaki. Będę jego asystentką!

Ojciec Oli spojrzał na swojego brata. Ciężar w jego dłoni zaczął nabierać nowych znaczeń.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Texic miesiąc temu
    Zaskakujące! Podoba mi się. Poprawiłbym tylko lekko konstrukcję pewnych zdań (z początku) i mamy bardzo przyjemny short horror. Daję 5.
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    11 x jej
    9 x jego
    Zaimkoza opanowała ten tekst. Po wywaleniu 3/4 zbędnych zaimków będzie naprawdę dobrze. A sam przekaz niejednoznaczny i fajnie Ci to wyszło. Niby nic się złego nie dzieje, niby ojciec trzyma piłę, ale może jej nie użyje. A może użyje ale na niewinnym bracie, który się wybroni. A może… a może jej użyje na winnym bracie. Tak to zostawiłeś, że nawet i ta ostatnia możliwość nie jest całkiem wykluczona.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania