Tablica

Siedziała w ostatniej ławce wpatrując się w mroczny byt na przeciwległym krańcu pomieszczenia. Matowa, głęboka zieleń, wytarta setkami, ba, tysiącami dotykających ją każdego dnia rąk, ze zmęczeniem odbijała wątłe refleksy. Wielki prostokąt wręcz brutalnie zajmował ogromny areał obojętnej, żółtej ściany. Na połaci złowrogiej zieloności, pyszniły się białe znaki. Niezrozumiałe runy tajemniczych zaklęć wypisane ręką miejscowego Szamana. Czysta magia zaklęta w nakreślonych symbolach:

Po=πr², L=2πr

Poniżej magia wyższego stopnia, w której musisz sam stać się magikiem, odnaleźć brakującą ingrediencję zaklęcia, splugawić czysty dotąd umysł bezlitosnym myśleniem, wyrażona zapisanym ponagleniem Szamana

„Wyznacz r.”

- Nie patrz tam! Nie patrz! – Piskliwy głos oderwał jej uwagę od zaklętego, fascynującego zjawiska. Skierowała spojrzenie na przycupniętą na krześle obok Torebkę, będącą mieszkaniem najbliższych jej istot. Głos należał do Szminki, której czarne, jedyne oko z granatową obwódką wpatrywało się w nią teraz z przerażeniem graniczącym z paniką.

- Tylko rzucę okiem. Nic się nie stanie. - Dziewczyna usiłowała wepchnąć Szminkę w głąb jej mieszkania, ale ta walczyła dzielnie. Nagle głos zabrało Lusterko. Zaskoczyło Dziewczynę, ponieważ rzadko miało własne zdanie w jakiejkolwiek sprawie. Najczęściej pokazywało rzeczy takimi, jakimi chciała je widzieć. Zachwycone nią, wciąż sławiło atrybuty jej urody. Choć musiała przyznać, że parę razy zdarzyło mu się pokazać brutalną, niewygodną prawdę, której wcale nie chciała znać.

- Daj popatrzeć. Ocenię czy ci wolno – przyjęło ton chłodnego rzeczoznawcy. Delikatnie ujęła je w dłoń i skierowała na Tablicę. W trakcie, kiedy Lusterko dokonywało oględzin, Szminka namówiła Lakier do Paznokci na wspólną batalię.

- Miałaś być Tapmadl! Co z twoją karierą? Miałaś olśniewać! – przekrzykiwały się nawzajem, czyniąc nieznośny wręcz hałas. Dziewczyna spojrzała w ich kierunku gniewnym wzrokiem. Lakier stracił rezon, ale Szminka wciąż była nieugięta. Głosem pełnym napięcia wypowiedziała oczywistą, przerażającą prawdę

- Jeżeli pojmiesz zaklęcie, zaczniesz się zmieniać. Będziesz myśleć o tych paskudnych rzeczach wyższych. Będziesz się zastanawiać nad istotą i sensem bytu. Nic już nie będzie takie samo – Uczyniła stosowną pauzę, która miała wzmóc włożone w wypowiedź emocje. – Teraz jesteś szczęśliwa, a będziesz jeszcze szczęśliwsza, kiedy po niepotrzebnej męce w tym durnym przybytku pooglądamy sobie butki na palanto.pl – usiłowała przybrać dla odmiany lekki familiarny ton, równocześnie celując w ostatnio najczulszy punkt Dziewczyny.- I włoski pójdziemy utlenić. Glossy, glossy!

- Cicho, idioci! Rozpraszacie mnie! Muszę się skupić, ocenić ryzyko zarazy. - Lusterko skierowało swoje świetliste oko na rozhisteryzowanych mieszkańców Torebki. Pech chciał, że iluminacja przesunęła się refleksem po Tablicy.

- Podświetlasz wzory? - W głosie Szamana zabrzmiała ironia. – Zapraszam, niech twoje światło spłynie i na nas – Jego uwaga wywołała salwę śmiechu pozostałych adeptów.

Tyle lat wystrzegała się skażenia Sztuką Tajemną. Kiedy inni brudzili dłonie białym pyłem wiedzy, ona pokrywała paznokcie żelem, uodparniając się na jego działanie. Odgradzała się od wciskanych jej brutalnie almanachów maseczkami. Leczyła wszelkie zadane umysłowi rany za pomocą boskiego „Kosmo” i udało jej się pozostać nieskażoną, aż do teraz. Ziarno wątpliwości zostało posiane, a Szaman dostrzegł i wykorzystał słabość. Może gdyby nie błysk Lusterka, nie skupiłby na niej swej podstępnej uwagi. Ach, czemu pozwoliła mu patrzeć i oceniać magię, przecież i tak było głupie?! Na miękkich, drżących nogach i z uczuciem suchości w ustach ruszyła w kierunku swojej Nemezis. Ujęła w dłoń skompresowaną, stwardniałą formę magicznego, białego proszku i po raz pierwszy poczuła, że żel na jej paznokciach nie stanowi przed nim ochrony.

- Proszę, wyznacz promień – Szaman żądał od niej wykazania się wyższym wtajemniczeniem i dokończenia niebezpiecznego zaklęcia.

- Nieeee! – Piskliwy głos Szminki dotarł do jej uszu z końca sali, tłumiony przez odległość.

Dostrzegła z boku wyrysowaną figurę magiczną. Doskonały okrąg z biegnącym od jego centrum, aż o krawędzi idealnie prostym odcinkiem. Z boku tegoż, Szaman wprawną ręką wpisał potężną runę „r”. Nagle magia bezlitośnie wdarła się do jej umysłu. Ogromne fale mocy przekształcały i przewartościowywały mały, wewnętrzny świat. Biały proszek pokrywał palce.

- Skoro pole okręgu to jego promień do kwadratu pomnożony przez π, to wzór na promień wygląda następująco… - niedowierzając własnym zmysłom, usłyszała swój głos, wypowiadający słowa z wielką pewnością. Potem ręka powędrowała w kierunku zachęcająco-zdradliwej zieloności, kreśląc formułę. Gdy skończyła Szaman z uznaniem pokiwał głową.

- No proszę. Przepiszcie podany wzór. - Wróciła na swoje miejsce pijana wchłoniętą magią z nieznanym dotąd uczuciem satysfakcji z własnego intelektu. Usiadła i zachłannym wzrokiem pochłaniała kolejne magiczne formuły powstające na wszechwiedzącej zieloności Tablicy.

Zabrzmiał sygnał świadczący o końcu zajęć i pozostali adepci opuścili salę, a ona wciąż trwała nieporuszona na swoim miejscu.

- Chcę zostać Intelektualistką – wypowiedziała słowa świadczące, że magia zatruła swym jadem jej jestestwo. Jeżeli ktoś tego zaraz nie zatrzyma, już wkrótce ze szczęśliwej posiadaczki tipsów, blond loków i szczycącej się najlepszą pupą w okolicy, stanie się targaną rozterkami duszy homo sapiens.

Szminka usiłowała odczynić zły urok. Pociągnęła Dziewczynę za rękę.

- Użyj mnie. Bądź glossy, glossy- zachęcała przymilnym tonem, ale Dziewczyna odepchnęła ją tylko obojętnie. Pozostałe kosmetyki trwały w trwożnej niemocy, nie mając odwagi skomentować choćby jednym słowem potwornej sytuacji. Nawet Odżywka Do Włosów W Sprayu, zwykle zadziorna i pyskata, ukryła się w zakamarku jednej z kieszonek, zachowując ciszę.

- Wydobądź refleksy swych ust! Oszałamiaj milionem pocałunków! - Szminka nie poddawała się – Bądź piękna na co dzień! - Wytaczała najcięższe działa.

- Milcz! - Dziewczyna traciła cierpliwość. Szminka jakby nie słyszała

- Lśnij milionem diamentów! - darła się jak opętana, usiłując odciągnąć Dziewczynę od złowrogiej Tablicy. - Efekt większych, pełniejszych ust!

- Milcz, głupia suko! – Dziewczyna w szale chwyciła szminkę i dobiegła z nią do Tablicy. Zerwała i cisnęła na podłogę jej czarno-granatowe oko, wydobywając niczym już nie chronione, karminowe serce. W następnej sekundzie czerwień rozpływała się milionem refleksów po podle podstępnej zielonej połaci. Biały pył Kredy szybko pokrył miejsce zbrodni. Pozostałe kosmetyki zdjęte grozą zamilkły na zawsze.

Wiele lat później Dziewczyna siedziała za idealnie czystym, wykonanym w całości z hartowanego szkła, stołem. Akurat tego dnia na jednym z jego brzegów pyszniła się statuetka – wyróżnienie dla najlepszego publicysty roku. Jej tipsy stały się krótkie, włosy ciemniejsze, no i nie była już posiadaczką najlepszej pupy w okolicy. Jej duszą wciąż targały nowe wątpliwości. I nigdy, przenigdy nie używała karminowej szminki.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nefer rok temu
    Bardzo dobre opowiadanie. Krótkie, zwięzłe, z pomysłem. Do tego wyrobiony, wolny od błędów język. Z mojej strony piątka.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania