Tajemnica tunelu

Nic nie mogło przygotować Sławka na to, co miało wydarzyć się tego dnia. Była upalna sobota lipca 1946 roku godzina 14:09, gdy do jego gabinetu zapukał jeden z podkomendnych.

- Obywatelu poruczniku! Melduję, że patrol przyprowadził dziwną kobietę…– salutując, powiedział Wiesław.

- Co kolejna szurnięta Niemka? – zaśmiał się Sławek.

- Nie… Niech lepiej obywatel porucznik sam na nią zerknie. Jest w gabinecie towarzysza Kalinowskiego.

- Za chwilę tam przyjdę. Odmaszerować.

Sławek nie znosił okropnie komunistów oraz ich zwyczajów. W szczególności nazywania wyższych rangą obywatelem lub towarzyszem. Milicjantem został, dlatego, aby chronić swoją rodzinne przed Werwolfem, a także, żeby ochronić siebie przed Resortem Bezpieczeństwa Publicznego. Był podczas wojny działaczem Polskiego Podziemia Niepodległościowego. Brał udział w powstaniu i udało mu się wydostać z Warszawy. Po wkroczeniu Armii Czerwonej za linię Wisły zmuszony został do zmiany nazwiska, aby uratować życie. W krótkim czasie po zakończeniu wojny poznał swoją obecną żonę i się ożenił. Na Śląsk przybyli, gdy przesiedlenia ludności polskiej z Kresów Wschodnich trwały w najlepsze.

,, Na pewno kolejna Niemka, która oszalała po odwiedzinach ,, przyjaciół ze wschodu”” – pomyślał Sławek, wstając z krzesła i kierując się do drzwi.

Przekręcił klucz w zamku. Chwycił za klamkę, aby sprawdzić, czy drzwi na pewno są zamknięte. Stare poniemieckie zamki lubiły się nie przekręcać. Upewniwszy się, ruszył korytarzem w kierunku schodów. Gabinet Kalinowskiego znajdował się na pierwszym piętrze. Szedł bardzo powoli. W końcu Sławek stanął przed drzwiami pokoju numer trzynaście. Chwycił za klamkę i ją przekręcił. Wszedł do środka.

- Towarzyszu kapitanie! Szeregowy Kutrzeba zameldował mi, że patrol przyprowadził dziwną kobietę…

Kapitan Kalinowski spojrzał na niego i wskazał mu palcem róg pokoju.

To, co tam zobaczył, wprawiło go w osłupienie. Zobaczył związaną i zakneblowaną bardzo oszpeconą kobietę, mającą czarny kożuch, spódnice oraz chustkę na sobie. Zamiast dłoni miała ogromne pazury. Cała była pokryta wrzodami na skórze. Nastała dłuższa chwila ciszy.

- Towarzyszu kapitanie, dlaczego ona jest związana i zakneblowana?

- Próbowała wyszarpać broń funkcjonariuszom oraz wydzierała się, abyśmy ją zabili, bo ona nie chce do nich wracać.

- Do kogo wracać?

- Tego nie chciała powiedzieć.

- Gdzie ją znaleźli?

- Niedaleko tunel kolejowego.

- Sprawdzaliście go?

- Jeszcze nie. Czekamy posiłki. Mają być około godziny 17. Major, który przybędzie, kazał nam czekać przy tym tunelu. Wy też udacie się tam obywatelu poruczniku.

,, No super, zamiast wrócić do żony, muszę jechać z tym chujem” – pomyślał Sławek.

- Tak jest towarzyszu kapitanie!

- Wracajcie do obowiązków!

*

Było chwilę przed godziną 17, gdy milicja obstawiła rzeczony tunel. Oprócz niej na miejsce przybyło jeszcze NKWD. Przy wylotach tunelu ustawiono karabiny maszynowe.

- Musimy przeszukać to miejsce wzdłuż i wszerz – mówił nosowo major z wyraźnym rosyjskim akcentem – Będziemy szli dwójkami. Jeden bierze lewą stronę tunelu, a drugi prawom. Jak coś znajdziecie meldować od razu…

Nie zdążył dokończyć. Od strony tunelu i wzgórza dobiegły strzały. Na czole majora pojawił się niewielki punkcik, z którego zaczęła wypływać strużką krew. Spojrzenie oficera zaczęła przenikać pustka. Wypuścił z dłoni trzymaną mapę. Osunął się powoli na ziemię.Obok niego pojawiła się kałuża krwi. Karabiny maszynowe zaczęły strzelać w kierunku wzgórza. Sławek widząc co się dzieje, położył się na nasypie kolejowym. Zdjął z ramienia Mausera i wycelował. Długo nie mógł dojrzeć przeciwnika. W pewnym momencie zobaczył ruch za jednym z krzaków. Bez zastanowienia oddał strzał. Trafił. Ze wzgórza stoczył się martwy wróg. Kanonada od strony tunelu z każdą chwilą słabła, aż w końcu zapanował spokój. Kapitan Kalinowski odczekał kilka minut, zanim wydał rozkaz:

- Sprawdzić cały teren!

Sławek podniósł się z ziemi. Trzymał wciąż gotową do strzału broń. Podszedł ostrożnie do ciała, które stoczyło się ze wzgórza. Trącił butem, aby sprawdzić, czy przypadkiem ten człowiek wciąż żyje. Nie reagował. Odwrócił go na plecy. Zobaczył jak w policzku, zieje ogromna dziura. Przyjrzał się dokładnie umundurowaniu, jakie miał na sobie trup. Ubrany był w niemiecki mundur z kamuflażem, tak zwaną panterkę. Na kołnierzu widniał symbol SS i Werwolfu.

- Mogłem się domyślić, że to te sukinsyny.

Wszedł powoli na wzgórze. Przedzierając się przez krzaki, w pewnym momencie ktoś uderzył go kolbą w głowę. Stracił przytomność. Ocknął się, dopiero gdy jego czoło dotknęło czegoś zimnego. Znajdował się w małym zamkniętym betonowym pomieszczeniu. Nad jego głowom była tylko lampa, która ledwo co oświetlała przestrzeń. Próbował wstać, lecz nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Podczołgał się pod ścianę i oparł plecami o nią. Sławek powoli dochodził do siebie. Z korytarza co chwilę dobiegały go rozmowy po niemiecku. Dzięki temu, że w czasie wojny liznął trochę tego języka, był, w stanie zrozumieć, o czym rozmawiają ludzie za drzwiami. Mówili coś o jakimś projekcie Übersoldate, zniszczeniu dowodów i w końcu likwidacji świadków. Sławek nie wiedział, ile czasu minęło. Godziny czy może dni. W końcu przyszedł moment, gdy do jego pomieszczeniu wszedł barczysty esesman z pistoletem. Nic nie mówiąc, wymierzył broń. Już miał oddać strzał.Nagle wielkolud zaczął charczeć i rzężeć. Z jego ust wypłynęła krew. Upuścił pistolet na podłogę. Chwycił się obiema dłońmi za szyję. Jego oczy zaszły mgłą. Zwalił się na podłogę. W drzwiach stał funkcjonariusz NKWD z pepeszą. Sławek wstał z podłogi i podszedł do niego.

- Dziękuję za uratowanie tyłka towarzyszu - powiedział łamanym rosyjskim.

Mimo okropnego strachu przed funkcjonariuszami NKWD chciał podziękować temu człowiekowi. Nie spodziewał się ciosu kolbą, który wylądował na jego brzuchu. Potem został uderzony w tył głowy i znowu stracił przytomność. Tym razem ocknął się w gabinecie Kalinowskiego. Do bolącej potylicy miał przyłożony lód.

- Obudziła się śpiąca królewna – zażartował kapitan Kalinowski.

- Gdzie ja jestem?

- W moim gabinecie. Podczas akcji gaszenia stodoły potknąłeś się i solidnie rąbnąłeś głową o ziemię.

- Gdzie ta kobieta?I co z Werwolfem?

- Jaka kobieta? Werwolf już od dwóch miesięcy się u nas nie pokazał. Oj chyba mocno przydzwoniliście tą głową obywatelu poruczniku. Idźcie do domu odpocząć.

Skołowany Sławek wstał z krzesła. Wychodząc z budynku, zastanawiał się, czy to wszystko na pewno się wydarzyło. Może jednak Kalinowski mówił prawdę. Tego nie wiedział.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marian 2 miesiące temu
    Zakończenie zaskakujące.
    Całość akcji też niezła.
    "po niemieckie zamki" -> "poniemieckie zamki"
  • slawko00 2 miesiące temu
    Dziękuję za opinie i wytknięcie błędu :) poprawiłem już go
  • piliery 2 miesiące temu
    robiom, piszom, malujom - kiedy spotykam takie błędy nie jestem w stanie czytać. brr
  • piliery 2 miesiące temu
    Wybacz nie potrafiłem ogarnąć. Pomysł niezły - choć mam wrażenie że gdzieś już... Trochę trzeba by jeszcze popracować:" jego, jemu"; "Już miał oddać strzał, lecz został trafiony w plecy przez kogoś." Przez nikogo nie mógł zostać trafiony. Jest tego sporo - - popracuj.
  • slawko00 2 miesiące temu
    Zainspirował mnie do napisania tego tekstu wywiad z Panem Dariuszem Kwietniem, w którym właśnie opowiadał o Wilkołakach z Rise. W pewnym momencie mówił zbliżoną historię do fabuły opowiadania. Wiadomo wiele rzeczy jest dodanych ode mnie. A co do błędów z czasem mi przejdą, ale mimo wszystko staram się poprawiać swoje teksty. Dziękuję za opinie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania