Tamta miłość - Rozdział 13

Richard

Sandał wyrzuciłem do kontenera na śmieci stojącego przed domem. Już na bosaka wchodziłem po schodach, po czym skierowałem się do mojego pokoju. Byłem wściekły na siebie za to, że przy Tamarze nie potrafiłem się pohamować. Przyciągała mnie jak magnes. Wyglądała pięknie, kiedy mokre ciuchy oblepiały jej zgrabne ciało. Jedynie świadomość, że policzki miała mokre nie tylko od wody, sprawiała, że czułem uścisk w sercu. Nie chciałem jej doprowadzać do łez. To był kolejny powód mojego gniewu. Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwiało i nie powinienem wyżywać się na Sandrze, ale kiedy wszedłem do pokoju i zobaczyłem Mrówkę leżącego w najlepsze na mojej poduszce, miarka się przebrała. Sandra siedziała obok na łóżku z wyciągniętymi nogami i czytała jakieś dokumenty.

– Dlaczego ten kundel leży na mojej poduszce?! – Na dźwięk mojego głosu, zarówno pies jak i jego właścicielka unieśli głowy. Sandra zsunęła z nosa okulary, których używała do czytania i spojrzała na mnie zdziwiona.

– Gdzie ty się znowu podziewałeś? – Zignorowała moje pytanie, a pies ponownie wrócił do czynności, która mu wychodziła najlepiej i drzemał sobie dalej. – I dlaczego jesteś cały mokry?

– Miałem ochotę popływać w jeziorze – warknąłem i ściągnąłem mokre spodnie, które rzuciłem na oparcie krzesła.

Sandra wstała z łóżka i podeszła bliżej, chyba chciała dotknąć mojego ramienia, ale odwróciłem się do niej plecami.

– Rick, co się stało? Próbowałam się do ciebie dodzwonić, ale znów nie zabrałeś telefonu. Chciałam cię przerosić za mój wybuch.

– Niepotrzebnie – mruknąłem.

– Rick, o co chodzi? Dlaczego jesteś taki dziwny? – Spojrzałem na Sandrę znad ramienia. Byliśmy ze sobą raptem ponad rok, ale chyba znała mnie wystarczająco dobrze, żeby poznać, że coś tu nie gra. –To chodzi o nią, prawda? O Tamarę? Spotkałeś się z nią? – spytała cicho.

– Wpadliśmy na siebie przypadkiem. Do niczego nie doszło. – Nie wiem, czemu to powiedziałem. To było niemalże jak przyznanie się do winy.

– I do jeziora też wpadłeś przypadkiem?! Przecież widzę, że jednak do czegoś doszło! Masz to wypisane na twarzy!

– Daj spokój. – Nie miałem już powoli siły udawać.

– Nie dam ci spokoju dopóki mi nie powiesz, co się stało?! – Sandra ponownie podniosła głos. – Ty jednak ciągle coś do niej czujesz, prawda?! Przyznaj to wreszcie! – Szarpnęła mnie za ramię, zmuszając do odwrócenia się do niej i spojrzenia w zielone oczy.

– Oczywiście, że czuję! – wykrzyczałem. –Tamara była miłością mojego życia! Miała urodzić moje dziecko, ale poroniła, potem wszystko zaczęło się pierdolić! – Zasłoniłem dłonią oczy. Nie mogłem znieść widoku, jak zaskoczona Sandra otwiera szeroko oczy. Nie mogłem już dłużej ukrywać prawdy, ani swoich uczuć.

– Rick – szepnęła i dotknęła mojej dłoni i odsunęła ją na bok.

– Przepraszam – również wyszeptałem – pozwól, że wezmę prysznic i założę suche ciuchy, a potem wszystko ci wyjaśnię.

Sandra jedynie skinęła głową. Widziałem, że w jej oczach zaczynają zbierać się łzy. Chyba oboje potrzebowaliśmy chwili, żeby ochłonąć. Wpadłem do łazienki. Ściągnąłem z siebie resztę mokrych ciuchów i walnąłem je w kąt. Wszedłem do kabiny prysznicowej. Już po chwili gorąca woda lała się na moją głowę, spływając z włosów, a następnie po torsie i brzuchu. Oparłem się dłońmi o kafelki, schowałem głowę w ramionach. Stałem tak przez chwilę w zupełnym bezruchu, a następnie walnąłem pięścią w ścianę.

Przypomniałem sobie ten dzień, jakby to było wczoraj. Większość weekendów spędzaliśmy mniej więcej w połowie drogi między naszymi uczelniami, które były oddalone od siebie o ponad trzy godziny drogi samochodem. Wynajmowaliśmy pokój w jakimś zacisznym hotelu, zawsze w innym miejscu, żeby przy okazji pozwiedzać okolice. Tymczasem z reguły nie wychodziliśmy z pokoju. Chcieliśmy nacieszyć się sobą i ciągle było nam mało.

Tamtego dnia, obudziłem się nad ranem i nie mogłem już usnąć. Patrzyłem na śpiącą Tamarę. Jej długie włosy rozrzucone były na poduszce. Spała tak spokojnie. Wyglądała pięknie, jak anioł. W końcu była moim Aniołkiem. Często tak robiłem. Przyglądałem się jej, kiedy spała. To była moja słodka tajemnica. Szalałem za Tamarą zupełnie tak samo, jak w liceum. Zdawałem sobie sprawę, że za rzadko jej to mówiłem, to, że ją kocham i uwielbiam. Wydawało się mi, że powtarzanie tego zbyt często sprawia, że słowa te tracą swój urok. Może to był mój błąd?

Wiedziałem, że Tamara kocha mnie równie mocno, jednak, od kilku tygodni coś się zmieniło. Zrobiła się jakaś nerwowa, wściekała się na mnie o byle głupstwo. Choćby o to, że jeżdżę na motorze, choć zawsze lubiła nasze wspólne przejażdżki. Denerwowała się, że za bardzo ryzykuję. Momentami miałem wrażenie, że jej uczucie do mnie osłabło. Bałem się, że poznała innego faceta, jakiegoś studenta weterynarii, z którym dzieliłaby pasję. Pewnie bardziej odpowiedzialnego ode mnie.

Podniosłem się z łóżka i usiadłem na jego brzegu. Schowałem twarz w dłonie i westchnąłem ciężko, a następnie przejechałem dłońmi po swoich rozkosmanych włosach. Spojrzałem w lustro wiszące na ścianie. Byłem głupcem, myśląc, że jestem odpowiednim mężczyzną dla Tamary. Chciała spokojnego życia w Dawn Town, a mi marzyły się podróże, mieszkanie w wielkim mieście, praca prawnika w dużej kancelarii. Czy byłem w stanie zrezygnować z tego wszystkiego dla Tamary?

Musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza. W samych spodniach od piżamy wyszedłem na balkon. Oparłem się ramionami o balustradę i spojrzałem na uśpiona okolicę. Miałem pustkę w głowie. Musiałem być pewny, że Tamara chce być ze mną. Może oczekiwała ode mnie kolejnego kroku? Byłem na to przygotowany. Głęboko w plecaku miałem ukryte pudełko z pierścionkiem. Dzisiaj zrobię to, oświadczę się jej – postanowiłem.

Nagle, poczułem ciepły dotyk dłoni na nagich plecach. Odwróciłem się i zobaczyłem zaspaną Tamarę stojącą tuż obok, ubraną w czarną koszulkę nocną na ramiączkach, sięgającą jej do połowy ud. Wyglądała cholernie seksownie.

– Co tu robisz? – spytała, a jej głos był zachrypnięty. – Nie możesz spać?

– Musiałem pomyśleć.

– Ta, jasne. – Uśmiechnęła się, ale nie odwzajemniłem tego uśmiechu. – O co chodzi? – Nie ustępowała.

Objąłem Tamarę w pasie i przyciągnąłem do siebie. Położyła dłonie na moim karku, palce wsunęła we włosy. Oparłem swoje czoło o jej.

– Kocham cię, Aniołku, wiesz o tym?

– Jasne, że wiem. Też cię kocham.

– To dlaczego ostatnio mam wrażenie, że coś się zmieniło, że oddalasz się ode mnie. Jesteś ze mną w ogóle szczęśliwa?

– Richard, co ty za głupoty gadasz? Oczywiście, że jestem szczęśliwa. Ja... - zawahała się – po prostu trochę się boję.

– Boisz? – Odsunąłem się nieco i spojrzałem w jej zielone oczy. – Czego?

– Przyszłości? Tego, co nas czeka? Twojej reakcji?

– Mojej reakcji? O czym ty mówisz?

Tamara spuściła wzrok, a jej policzki zaróżowiły się.

– Richard, ja... jestem w ciąży.

W pierwszej chwili nie byłem pewny, czy Tamara mówi poważnie, czy sobie ze mnie żartuje, ale kiedy dotarł do mnie sens jej słów poczułem się najszczęśliwszym facetem na całym świecie. Jednocześnie chciałem ją całować i tulić oraz biec po pierścionek zaręczynowy. Oświadczyłem się jej natychmiast. Już po chwili klęczałem przed nią na balkonie w samych spodniach od piżamy, trzymając w wyciągniętych rękach pudełko z pierścionkiem. Tamara płakała ze szczęścia. Cały ten dzień spędziliśmy w łóżku, na zmianę kochając się i układając plany na przyszłość.

Spłukałem pianę z ciała, razem z którą spłynęły wszystkie moje wątpliwości. Wreszcie wiedziałem, co należy zrobić. Nie mogę już dłużej oszukiwać siebie, a przede wszystkim ranić Sandry. Dziewczyna nie zasłużyła na takie traktowanie.

Postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby odzyskać Tamarę. Miałem tylko nadzieję, że jeszcze nie jest za późno.

***

– Tamara była w czwartym miesiącu ciąży – zacząłem moją historię. Wciągnąłem przez głowę sucha koszulkę i usiadłem obok Sandry na brzegu łóżka. – Byłem w swoim pokoju w akademiku, kiedy Tamara zadzwoniła. Płakała. Przez jej szloch ledwie rozumiałem, o co jej chodzi. Mówiła, że przeraźliwie boli ją brzuch i że krwawi. Pamiętam jak mówiła, że jest tak dużo krwi, cholernie dużo krwi. – Musiałem przerwać. Ból dławił mi gardło na samo wspomnienie tamtego wieczoru. Oparłem się przedramionami o nogi i zacisnąłem dłonie na swoim karku.

– Oh, Rick. – Sandra położyła dłoń na moim ramieniu. – Tak mi przykro.

– Tamara była sama, jej współlokatorka wyszła gdzieś ze znajomymi. – Wytarłem spocone dłonie w spodnie i kontynuowałem. – Kazałem się jej rozłączyć i sam zadzwoniłem na pogotowie. Potem wsiadłem w auto i ruszyłem przed siebie. Niestety, kiedy dotarłem na miejsce było już po wszystkim. Pogotowie zabrało Tamarę do szpitala, ale było już za późno. Musieli jej zrobić zabieg. Zastałem ją leżącą w jednym ze szpitalnych pokoi. Nie odwróciła się w moją stronę, kiedy wszedłem do środka, ani kiedy się do niej odezwałam. Wzrok miała utkwiony w okno. Przesiedziałam przy niej całą noc i następny dzień. Nawet, gdy spała, czuwałem przy niej. Straciliśmy dziecko, a mnie nie było przy niej. Była zupełnie sama, bez żadnej pomocy. Powinienem być przy niej wtedy. Może zrobiłbym coś więcej, uratowałbym ją i dziecko. – Schowałem twarz w dłoniach i zaniosłem się szlochem. Nie byłem stanie już nic więcej dodać. Język mi się plątał. Zostawiłem Tamarę samą. Miałem ją chronić. Nigdy nie wybaczę sobie, że zabrakło mnie przy niej tamtego dnia.

– Nie rozumiem, czemu nie pobraliście się, kiedy Tamara zaszła w ciążę i nie zamieszkaliście razem? – spytała Sandra, gdy już się nieco uspokoiłem.

– Nie spieszyło się nam. Żadne z nas nie chciało rezygnować ze swoich studiów. Chcieliśmy po dokańczać semestr i potem wziąć trochę wolnego. Mieliśmy wrócić do Dawn Town, zaplanować ślub. Nie zależało nam na tym, żeby zdążyć przed porodem. Wszyscy cieszyli się na wieść o dziecku i wiedzieli, że się pobierzemy, bo byliśmy sobie przeznaczeni. Nie zdążyliśmy. Po tym, jak Tamara wyszła ze szpitala, zawiesiliśmy studia i wróciliśmy na kilka miesięcy do domu. Tamara całymi dniami leżała w łóżku. Często płakała. Nie chciała nic jeść, była apatyczna i milcząca. Nigdy się do tego nie przyznała, ale jestem pewien, że popadła w depresję. Na początku, w dwójkę leżeliśmy całymi dniami wtuleni w siebie. Pilnowałem tylko, żeby przekąsiła cokolwiek, choć odrobinę. Jednak potem, ja chciałem ruszyć do przodu. Każde z nas inaczej przeżywało żałobę. Nie umiałem siedzieć bezczynnie i czekać nie wiadomo na co. Wolałem działać i nie myśleć o tym, co się stało. Tamara nie rozumiała, ona wszystko rozpamiętywała i gdybała, co moglibyśmy zrobić inaczej. Nigdy tego nie powiedziała na głos, ale jestem pewien, że obwiniała mnie o to, że nie dotarłem na miejsce na czas albo że nie przeprowadziłem się do niej po zaręczynach. W końcu wróciłem na studia i resztę historii już znasz. Tamara zerwała nasze zaręczyny. To był koniec.

– Skoro ciągle czujesz coś do Tamary, to dlaczego jesteś ze mną?

Spojrzałem na Sandrę zaskoczony. Jej oczy również były mokre od łez. Cierpiała, a mimo wszystko zachowywała stoicki spokój.

– Przepraszam Sandro, naprawdę jest mi przykro. Myślałem, że jestem w stanie zapomnieć o Tamarze. Ułożyć sobie życie z kimś innym, a ty jesteś wspaniała kobietą, ale to chyba niemożliwe. Nie chcę cię okłamywać, ani ranić.

Sandra wytarła dłonią łzę spływającą po policzku. Westchnęła i wstała z łóżka. Podeszła do okna. Stała tak, wpatrując się w widok zza oknem.

– Powiedz coś – mruknąłem.

– Wyjdź stąd. – Chłód w głosie Sandry zmroził moje serce. – Muszę zarezerwować sobie lot do Nowego Jorku. Myślisz, że twój tata mógłby mnie odwieść na lotnisko? – Zerknęła w moją stronę.

Przytaknąłem i wyszedłem. Nie wiedziałem, co zrobię dalej, ale po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem ulgę, jakby ogromy ciężar spadł mi z serca. Teraz musiałem tylko obmyślić plan i go zrealizować.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 3 tygodnie temu
    Nareszcie Richard się ogarnął i poszedł po rozum do głowy. Będzie przełom? Czy wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, kiedy wszystko płynie?
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    bo się nie da, i ani Tamara ani R nie beda juz tacy sami jak kiedys ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania