Tamta miłość - Rozdział 15

Richard

Obserwowałem Tamarę, jak stała przy barze i piła drinka przez czarną słomkę. Na słowa DJ-a zaczęła nerwowo rozglądać się po sali. Znała mnie aż za dobrze. Tak dobrze znał mnie jeszcze tylko Chris, który również zerkał znad ramienia Dory, z którą tańczył. On pierwszy mnie dostrzegł, ale nie zareagował na mój widok.

Tamara natomiast, zerwała się niczym łania, do ucieczki, a ja byłem łowcą i to cholernie dobrym łowcą. Przeciskała się przez tańczących ludzi, więc ruszyłem w jej kierunku i co tu dużo mówić, wpadła prosto w moje ramiona. Wyglądała nieziemsko w krótkiej, różowej sukience na ramiączkach. Zdecydowanie odkrywała zbyt dużo tego, co powinno być przeznaczone tylko dla moich oczu.

– Zatańcz ze mną – powiedziałem stanowczym głosem. Wiedziałem, że z Tamarą łatwo nie pójdzie. Byłem przygotowany na wszystko, że będzie próbowała uciec albo mnie spoliczkować. Gdy tylko chciała znów wziąć nogi za pas, złapałem ją szybko za ramię i przyciągnąłem do siebie. – Proszę – wymruczałem do jej ucha, a jej smukła szyja aż się prosiła, żeby ją całować. Na dźwięk mojego głosu, albo też oddechu na jej gładkiej skórze, Tamara zadrżała, a ja już wiedziałem, że jest moja.

Przyciągnąłem ją do siebie i ciasno objąłem w pasie. Była sztywna, jakby połknęła kij, ale już nie próbowała się wyrwać. Jedną dłoń oparła na moim ramieniu, drugą ująłem i przycisnąłem do swojej klaty. Wtuliłem policzek w jej włosy i zaciągnąłem się ich zapachem. Poczułem się, jakbym znów miał osiemnaście lat. Tamara nic się nie zmieniła. Nawet zapach włosów pozostał ten sam. Zaczęliśmy się poruszać w rytm muzyki. Nic nie mówiłem. Chciałem, żeby wsłuchała się w słowa piosenki, którą podśpiewywałem cicho pod nosem. One wyrażały wszystko, co miałem do powiedzenia w tej chwili. Tamara wiedziała, że utwór jest dla mnie ważny skoro go wybrałem, więc również skupiła się na tym co wyśpiewywał Tyler:

We've gone our separate ways.

Say goodbye to another day

I still wonder where you are.

Are you too far from turning back?

You were slipping through my hands and I didn't understand.

What could have been love

Should have been the only thing that was ever meant to be.

Didn't know, couldn't see what was right in front of me.

Kiedy utwór się skończył, spojrzałem na Tamarę, ale ona miała wzrok utkwiony w ziemię. Oddychaliśmy równomiernie, niemalże równocześnie.

– Tamaro – powiedziałem cicho, a ona uniosła na mnie oczy. Powieki miała ciężkie od łez, aż poczułem ucisk w żołądku.

– Dlaczego ty mi to robisz? – spytała przez zaciśnięte zęby i uciekła.

Zaskoczyła mnie tym, ale tylko na chwilę, bo od razu zerwałem się z miejsca i wybiegłem za nią przed klub. Powiew chłodnego wiatru uderzył mnie w twarz. Było już ciemno. Stała tam, na samym środku placu, w świetle latarni. Jej ramiona drżały, jakby płakała. Odwróciła się w moją stronę, kiedy usłyszała, jak zbliżam się do niej.

– Czego znowu ode mnie chcesz?! Dlaczego nie możesz wreszcie dać mi świętego spokoju?! – wykrzyczała poprzez łzy.

– Aniołku. – Wyciągnąłem rękę, ale odsunęła się.

– Co tu w ogóle robisz? Wracaj do tej swojej narzeczonej. – Powtórzyła tę samą śpiewkę co poprzednio. – Myślałam, że już dawno wyjechaliście.

Zagryzłem wargę. Ręce wsunąłem do kieszeni spodni. Zacząłem kopać nerwowo butem w żwirze. Spojrzałem na nią, unosząc lekko głowę.

– Nie mam już narzeczonej. Rozstaliśmy się – wyjaśniłem spokojnie, choć serce waliło mi jak oszalałe w piersi. Byłem ciekaw reakcji Tamary.

– Jak to się rozstaliście? – Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i przetarła dłonią łzy na policzkach.

– Zerwaliśmy zaręczyny, po tym jak jej powiedziałem, że nie mogę się z nią ożenić, ponieważ ciągle kocham ciebie.

Tamara zamrugała nerwowo, pociągnęła nosem i rozejrzała się dokoła. Chyba przez chwilę odebrało jej mowę.

– Po to tu przyjechałeś, żeby mi to powiedzieć? – Przytaknąłem. – Skąd wiedziałeś, że tu będę? Kto ci wygadał? Chris?

– Nie gadałem z Chrisem. Śledziłem cię.

– Słucham? – Uniosła brwi w wyrazie zaskoczenia.

– Śledziłem cię. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – Pojechałem do ciebie, jak tylko Sandra odjechała z moim ojcem na lotnisko. Przez jakiś czas stałem pod twoim domem. Bałem się tej rozmowy. Potem zobaczyłem jak wychodzisz z domu i wsiadasz do samochodu Dory, więc pojechałem za wami. Resztę historii już znasz.

– Od kiedy zostałeś stalkerem? – Na ustach Tamary pojawił się delikatny uśmiech, a ja poczułem ulgę.

Wreszcie pojawiło się jakieś światełko w tunelu. Może wreszcie uda mi się do niej dotrzeć.

– Odkąd zabrakło mi pomysłów, jak cię przekonać, żebyś porozmawiała ze mną na spokojnie. Bez krzyków i pretensji. – Podszedłem do niej bliżej. Dotknąłem dłonią jej policzka, a ona przymknęła oczy i wtuliła się w niego. Przez ciało Tamary przebiegł dreszcz. Pewnie z zimna. – Pojedźmy gdzieś i porozmawiajmy. Gdzieś, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał i będzie cieplej niż tu, bo drżysz cała. – Spiorunowała mnie wzrokiem, ale to mnie nie zniechęciło. – Wiem, że jestem idiotą i już dawno powinienem walczyć o ciebie, ale proszę daj mi szansę. Mam dość tych niedomówień między nami. To co? Może odwiozę cię do domu i tam pogadamy?

Tamara przyglądała się przez chwilę mojej twarzy, jakby szukała w jej wyrazie jakiegoś podstępu, którego nie było. Naprawdę chciałem tylko wszystko jej wyjaśnić. Nie liczyłem na nic więcej, choć nie powiem, żebym, o tym nie marzył. Wreszcie przytaknęła. Podeszliśmy do mojego motocyklu. Stęskniłem się za tym cackiem. W Nowym Jorku nie miałem gdzie go trzymać, ani gdzie nim pojeździć. Wyjąłem z bagażnika swoją kurtkę, którą podałem Tamarze. Wyglądała w niej jeszcze bardziej seksownie, zwłaszcza, że kurtka nie była wiele krótsza od jej sukienki. Następnie założyłem Tamarze na głowę swój kask. Oczywiście nie pomyślałem o wzięciu dwóch.

– Nie chcę. – Szarpnęła się.

– O, nie ma mowy Aniołku, nie pozwolę ci jechać bez kasku. – Spojrzała na mnie spod przymrużonych oczu.

Wsiadłem na motocykl, a Tamara usiadła za mną. Odpaliłem maszynę, przekręciłem kilka razy manetkę, zwiększając obroty i kiedy drobne dłonie dziewczyny zacisnęły się na moim brzuchu, poczułem się najszczęśliwszym facetem na świecie.

***

Weszliśmy do domu Tamary. Dziewczyna rzuciła swoją torebkę na komodę w salonie, moją kurtkę ściągnęła i przerzuciła przez oparcie kanapy, a następnie pozapalała światła.

– Napijesz się czegoś ciepłego? Kawa, herbata? – spytała.

– Wolałbym coś mocniejszego, ale prowadzę. – Posłałem jej delikatny uśmiech.

– Czyli kawa. – Tamara skrzywiła się zabawnie i udała się do kuchni.

Rozejrzałem się po salonie. Ładnie to wszystko urządziła. Przytulnie. Na szafkach stały w ramkach zdjęcia rodziny Tamary. Jej rodziców, dziadków, naszych przyjaciół. Tamara z siostrą i siostrzeńcami. Tamara z moją mamą, a nawet z Milką. Nie było tylko żadnego zdjęcia ze mną. Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie wiem, czemu się dziwiłem. Też nie zachowałem przy sobie żadnego zdjęcia Tamary. Wszystkie były ukryte w pudełku, w domu moich rodziców. Jedynie co miałem, to kilka jej zdjęć na komputerze zabezpieczonych hasłem przed wścibskim nosem Sandry.

Przypomniały mi się czasy, kiedy razem z Tamarą odwiedzaliśmy jej dziadków. Babcia Tamary robiła najlepsze ciasta na świece. Z jej dziadkiem rozegrałem tysiące partii szachów. Czasem Tamara kopała mnie pod stołem, żebym dał dziadkowi wygrać, co nie było trudne, bo i tak byłem w tym słabym. Dziewczyna bardzo przeżyła śmierć dziadka, a strata dziecka dobiła ją jeszcze bardziej.

Westchnąłem ciężko i spojrzałem w stronę kuchni, gdzie Tamara krzątała się, robiąc kawę z ekspresu. Stanąłem w progu i przyglądałem się jej przez chwilę.

– Przepraszam – powiedziałem spokojnie.

Tamara przestała mieszać łyżeczką w kubku. Wyciągnęła ją i odłożyła do zlewu, a następnie spojrzała na mnie.

– Przepraszam – powtórzyłem – za wszystko. – Podszedłem bliżej, trzymając ręce w kieszeni. – Za to, że wyjechałem i cię zostawiłem. Za to, że byłem upartym dupkiem. Za to, że nie potrafiłem schować dumy do kieszeni i po tym, jak wysłałaś mi pierścionek, przestałem o ciebie walczyć. I za to, że związałem się z Sandrą. – Tamara przyglądała się mi w milczeniu. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zrobiłem jeszcze kilka kroków w jej stronę. – Ale przede wszystkim, przepraszam, że nie było mnie przy tobie w tym najgorszym momencie, kiedy straciliśmy dziecko. Może gdybym był wtedy przy tobie, może szybciej trafiłabyś do szpitala. Zadbałbym o ciebie. Rozumiem, że możesz mieć do mnie o to pretensje. Mieliśmy wtedy razem zamieszkać, mogłem przenieść się na uczelnie bliżej twojej. Wybaczysz mi kiedyś, że byłem takim pieprzonym egoistą?

– Richard. – Głos Tamary był cichy. Oparła się plecami o wyspę kuchenną. – Nigdy nie miałam do ciebie o to pretensji. To była nasza wspólna decyzja, że pokończymy wszystkie sprawy na naszych uczelniach. To raczej była moja wina, że poroniłam. Za dużo miałam na głowie. Zamiast zwolnić, zadbać o siebie... - Jej głos się załamał. Dziewczyna schowała twarz w dłonie i zaczęła szlochać.

W jednej chwili znalazłem się tuż obok niej. Ten widok ściskał moje serce. Złapałem Tamarę za nadgarstki i odciągnąłem dłonie od twarzy. Wzrok miała spuszczony i utkwiony w kafelki na podłodze.

– Po tym co się stało, nie umiałam ci spojrzeć w oczy. Kiedy przyjechałeś do szpitala, ani potem, kiedy już wróciliśmy do domu. Tak bardzo pragnąłeś tego dziecka, a ja cię zawiodłam.

– Aniołku. – Ująłem jej twarz w dłonie i uniosłem nieco, zmuszając ją tym samym do spojrzenia mi w oczy. – To nie była twoja wina. To była straszna trauma, a ty ją musiałaś przeżyć sama, bo nie potrafiłem dojechać na czas. Stało się. Oboje to przeżyliśmy, każde na swój sposób. Wybacz, że nie umiałem rozpaczać tak jak ty. Po prostu wydawało mi się, że powinniśmy ruszyć do przodu. Przecież mogliśmy wziąć ślub i starać się dalej.

– Wiem – szepnęła.

– Kocham cię, Tamaro. Zawsze będę kochał tylko ciebie. Chcę, żebyś była ze mną, chcę żebyś była matką moich dzieci. – Zrobiła wielkie oczy, a ja delikatnie pocałowałem jej mokre usta, słone od łez, następnie powieki i policzek. – Możemy się starać do skutku. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, a jeśli się nie uda pomyślimy o adopcji. – Przez chwilę wystraszyłem się, że to zabrzmiało, jakbym był zbyt pewny siebie, że ją odzyskałem, ale Tamara nie protestowała. Wpatrywała się tylko intensywnie w moje usta, kiedy wypowiadałem te słowa. – Nawet wtedy, będzie liczyło się dla mnie tylko to, że to ty jesteś matką moich dzieci. – Wreszcie zebrałem się na odwagę i pocałowałem jej usta, licząc się z tym, że znów mogę dostać w twarz. – Proszę, powiedz, że jeszcze nie jest dla nas za późno, że ciągle mam u ciebie szanse. – Znów ją pocałowałem i dodałem: - Chyba, że już mnie nie kochasz. Wtedy wsiądę na motor i odjadę. – Uniosłem lekko kącik ust, dając jej do zrozumienia, że to była tylko ironia. Nie zamierzałem poddawać się tak łatwo.

Tamara nic nie odpowiedziała, tylko objęła mnie za kark, a palce obu dłoni wsunęła w moje zmierzwione włosy i przyciągnęła mnie do siebie. Nasze usta znów połączyły się w pocałunku, tym razem bardziej namiętnym, który pogłębiał się z minuty na minutę. Przycisnąłem swoim ciałem Tamarę do mebla za jej plecami. Moje ręce rozpoczęły wędrówkę po jej ramionach i plecach. Objąłem ją w talii i uniosłem, sadzając na blacie. Teraz moje palce przesuwały się wzdłuż nagich ud, od kolan, aż po brzeg sukienki. Wreszcie wsunąłem dłonie pod materiał, a Tamara jęknęła. Trzymając mnie ciągle za szyję, odchyliła głowę do tyłu, plecy wygięła w łuk, odkłaniając tym samym swoją smukła szyję. Miałem teraz nieograniczony dostęp do idealnie gładkiej skóry, którą zacząłem pieścić ustami i językiem. Wiedziałem, że długo nie wytrzymam w tym stanie. Tamara działała na mnie bardziej niż jakakolwiek inna kobieta. W końcu złapałem ją za pośladki i podniosłem, a ona oplotła mnie nogami w pasie. Nie przerywając naszych pocałunków, przedostaliśmy się jakoś do salonu, gdzie położyłem ją na kanapie, przygniatając własnym ciałem. Tamara znów jęknęła, czując moje pożądanie. Byłem pewny, że kanapa to nie będzie ostatnie miejsce, w którym wylądujemy dzisiejszej nocy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    Spodziewane zejście się dwójki bohaterów ;) Nie mogą jednak bez siebie żyć. Może trochę za szybko i za łatwo, ale w sumie... trzeba kuć żelazo!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania