Tamta miłość - Rozdział 18

Tamara

Siedziałam na stopniach przed moim domem w samej koszulce i majtkach. Twarz schowałam w dłonie. Płakałam, a właściwe byłam przerażona.

Richard się domyślił wszystkiego i nawet nie dał mi dojść do słowa, żebym mgła mu cokolwiek wyjaśnić. Był inteligentny. Jak mogłam przypuszczać, że ukryję wszystko przed nim? Że nie wyjdzie na jaw mój romans z Chrisem?

Z każdym kolejnym pytaniem Richarda zadanym w sypialni, czułam, jak grunt pali mi się pod nogami. Moje serce zaczynało dudnić coraz głośniej. Kiedy spytał czy łączyło nas coś więcej, wiedziałam, że przepadłam. Do tego wybiegł z pokoju tak szybko, że nawet nie wiedziałam w pierwszej chwili, co mam ze sobą zrobić. Próbowała ubrać na szybko spodnie, które trzymałam w dłoniach, ale tylko zaplątałam się w nogawkach i wywaliłam, uderzając plecami o łóżko. W końcu wybiegłam za Richardem tak, jak stałam czyli w majtkach i T-shircie. Jednak było już za późno. Zobaczyłam tylko, jak odpala motor i odjeżdża.

Nie trudno było się domyśleć, dokąd udał się Richard. Każda cząstka mojego ciała krzyczała rozpaczliwie, że powinnam natychmiast jechać za nim i powstrzymać go przed tym, co zamierzał zrobić, cokolwiek to było. Nie zrobiłam tego. Nie posłuchałam własnego instynktu. Nie udałam się za głosem serca. Bałam się. Wściekłości Richarda, rozczarowania Chrisa. Albo odwrotnie. Nie ważne czego. Wymiękłam, zamiast ruszyć się z miejsca i stawić czoła swoim lękom. Wszyscy popełniamy błędy. Ważne żebyśmy umieli sprostać konsekwencjom podjętych decyzji. Ja nie umiałam.

Otarłam wreszcie łzy i podniosłam się ze stopnia. Szczęśliwym trafem okolica była pusta, nikt mnie nie widział w tym stanie. Wróciłam do sypialni, gdzie wreszcie skończyłam się ubierać, następnie udałam się do kuchni, żeby posprzątać bałagan. Kolejne rzeczy zaczęłam umieszczać w zmywarce. Moje ruchy były powolne, nie do końca byłam świadoma, co robię. Zachowywałam się jak lunatyk. Czułam się jak we śnie, jak w jakimś pieprzonym koszmarze. W głowie miałam pustkę. Byłam bezmyślną kukłą wykonującą codzienne czynności.

Ogarnęłam kuchnie, następnie sypialnie i łazienkę, włączyłam pralkę z tygodniowym praniem. I kiedy wydawało mi się, że już więcej nie mam nic do zrobienia w domu, stanęłam przed lustrem wiszącym w korytarzu. Oczy miałam czerwone, podobnie jak policzki. Włosy w totalnym nieładzie. Dosyć tego – pomyślałam. Nie byłam pewna ile czasu minęło odkąd Richard odjechał, ale nie miałam zamiaru czekać dłużej. Odzyskam go. Zrobię wszystko, choćbym miała błagać go na kolanach. On walczył o mnie, pora żebym teraz ja zawalczyła o niego. Nie chciałam nikogo innego.

Jeśli zabił Chrisa, pomogę mu zakopać ciało – włączył się mój czarny humor.

Przejechałam obok domu Chrisa nie zatrzymując się, ale właściwie nie było po co. Nie było tam nikogo znajomego, ani niczego podejrzanego. Nie widziałam maszyny Richarda, ani czarnego kabrioletu Chrisa.

Może Richard pojechał do swojego domu i już się pakował? Pewnie planował wrócić do Nowego Jorku i będzie próbował ubłagać Sandrę, żeby do niego wróciła. Taka szybka zamiana narzeczonych. Jednak nie miałam zamiaru do tego dopuścić. Skierowałam się w stronę domu rodziców Richarda. Tam również nie dostrzegłam znajomego pojazdu, ale może motocykl stał już bezpiecznie w garażu?

Zaparkowałam na podjeździe i podeszłam do drzwi frontowych. Przypomniałam sobie, jak stałam przed nimi wiele lat temu w środku nocy i prosiłam Richarda, żeby poszedł ze mną oglądać spadające gwiazdy. Musiałam wtedy przełknąć swoją dumę i schować wszystkie urazy, które miałam do niego. Teraz również będę się przed nim kajać. Zerknęłam jeszcze raz na telefon, upewnić się, czy na pewno któryś z chłopaków nie próbował się do mnie dodzwonić, albo nie zostawił jakiejś wiadomości. Niestety nie. Poczułam uścisk w brzuchu. Miałam złe przeczucia. Obawiałam się najgorszego. Zamiast organizować wesele, będę odwiedzać Richarda w więzieniu, gdzie będzie odsiadywać wyrok za zabójstwo. Może dostanie łagodniejszy wyrok za działanie w afekcie? Naszą noc poślubną spędzimy w więziennym pokoju dla małżeństw, czy jak to tam się nazywa, a podróż poślubną na deptaku, ale i tak wyjdę za niego za mąż.

Mój niepokój zaczął rosnąć na sile, postanowiłam więc nie zwlekać dłużej i zapukałam do drzwi, licząc na to, że zaraz wszystko się wyjaśni.

Drzwi otworzyła Vivian. Wyglądała elegancko, nawet w domowych ciuchach. Lekko siwiejące włosy miała nienagannie ułożone. Uśmiechnęła się szeroko na mój widok.

– Tamara! Dziecko! – Uścisnęła mnie mocno i wciągnęła do środka, zamykając za nami drzwi. – Jak dobrze cię widzieć. Opowiadaj wszystko. Wiesz już, że Sandra wyjechała? Zerwali ze sobą! – Pełna entuzjazmu, wyrzucała z siebie potok słów. Weszłyśmy razem do salonu. – Nie ma z tobą Richarda? Jak tylko Sandra wyjechała, powiedział, że jedzie cię odzyskać. Myślałam, że został u ciebie na noc, że już się pogodziliście i nadrabiacie teraz stracony czas.

Na słowa Vivian, spuściłam wzrok. Poczułam się strasznie głupio. Jednak nie było już sensu ukrywać niczego przed wszystkimi.

– Tak, pogodziliśmy się. Spędził ze mną noc – powiedziałam cicho.

– To wspaniale! – Klasnęła w dłonie. – To dlaczego masz taką smutną minę? Coś się stało? Płakałaś?

Skinęłam lekko głową i zaczęłam skubać skórki przy paznokciach, które miejscami już były naderwane prawie do krwi.

– Bo Richard, on dowiedział się, że ja... - wciągnęłam mocno powietrze – że miałam romans z Chrisem – wyrzuciłam z siebie nadal nie patrząc kobiecie w oczy.

– Miałaś romans z Chrisem? – powtórzyła.

– Tak.

– Oh. – Vivian przyłożyła dłoń do ust. Cofnęła się kilka kroków i usiadła na oparciu kanapy stojącej na środku pokoju.

– Richard dowiedział się o tym już po tym, jak się pogodziliśmy. Wybiegł ode mnie. Myślałam, że może już wrócił do domu. U Chrisa go nie było. Żadnego z nich nie było.

– Tami – odezwała się niemalże szeptem – dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałaś? Nie miałam pojęcia. Wydawałaś się być taka samotna, serce mi pękało.

– Bo to był błąd. – Przerwałam jej. – Zrozum. Spałam z najlepszym przyjacielem Richarda. Jak mogłam powiedzieć o tym komukolwiek? Poza tym spędziliśmy ze sobą raptem kilka nocy. Kocham Chrisa, ale jako przyjaciela. Nigdy nie miałam wobec niego poważniejszych zamiarów. Ja... - westchnęłam – nie chciałam się z nikim wiązać. Kocham tylko Richarda.

Gdzieś z kuchni dobiegł dźwięk telefonu, jednak Vivian zignorowała go.

– Kochanie. – Kobieta wstała i położyła ręce na moich ramionach. – Mogłaś mi wszystko powiedzieć. Nigdy bym cię nie potępiła. Chris jest uroczy i rozumiem, że można stracić dla niego głowę. Może faktycznie to niezbyt trafny wybór. Richard ma pewnie żal, ale jestem pewna, że ci wybaczy. On cię kocha. Tylko ciebie. Musiał przebyć długą drogę, żeby to pojąć i nie sądzę, żeby teraz tak łatwo sobie odpuścił. – Słowa Vivian były pokrzepiające, ale wolałam usłyszeć to wszystko z ust Richarda. – Trzeba go znaleźć. Musicie wszystko sobie wyjaśnić, ja...

W kuchni znów rozniósł się znajomy dźwięk. Vivian westchnęła głośno.

– Poczekaj. Zobaczę kto dzwoni. Nigdzie się nie ruszaj. Wymyślimy razem jakiś plan.

Vivian udała się do kuchni i przez chwilę zostałam sama. Rozejrzałam się po znajomym pomieszczeniu. Wiele cudownych chwil spędziłam w tym miejscu i to nie tylko z naszymi rodzinami, przy świątecznych okazjach, ale również sam na sam z Richardem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone.

Nagle z kuchni dobiegł krzyk Vivian. Ledwie poznałam jej głos, wydawał się zmieniony, jakby zwierzęcy. Zmroził moje serce i nogi, ponieważ nie potrafiłam zrobić kroku. Wreszcie wzięłam się w garść i ruszyłam w stronę kuchni. Dokładnie w tym samym momencie ze schodów zbiegł Sam, ojciec Richarda. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale nie odezwał się, tylko równocześnie wbiegliśmy do kuchni.

Vivian, jej widok przeraził mnie jeszcze bardziej. Siedziała pod kuchenną szafką, jakby się po niej osunęła. Jej twarz była wykrzywiona podobnie, jak całe ciało, oczy miała mokre, ale nie leciały z nich łzy. Telefon leżał rzucony na środku kuchni. Sam podbiegł do żony i złapał ją w objęcia.

– Vi! – krzyknął – Co się stało? Coś cię boli? Powiedz coś! – Delikatnie nią potrząsnął. – Mam wezwać pogotowie?! Mów, co się stało!?

Stałam wmurowana i z boku przyglądałam się całej scenie. Ja właściwie znałam już odpowiedź na pytanie Sama. Brzęczała w mojej głowie, niczym natrętna mucha, której nie da się odgonić. To złe przeczucie, mrowienie w plecach i skubanie skórek, wcale nie dotyczyły Chrisa.

– Vivian – powiedział Sam z naciskiem.

– Richard. – Vivian wydusiła z siebie przez zaciśnięte gardło. – Richard.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Miałam ciarki czytając ten rozdział i hm, wybaczcie polsatowskie zakończenie ;)
  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    Biedny Richard. Tamara jest złą czarownicą przynoszącą ludziom pecha. Dobrze, że nie żyła w średniowieczu, bo by ją spalono za nieurodzaj. No nie, żartuję, nie będzie tak źle. W polsatowskich produkcjach, po ostatniej przerwie na reklamy, historie zwykle dobrze się kończą ;)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    No, no, rozdział trochę w moim stylu. Moje myśli o Tamarze napisał już Bajkopisarz, więc nie będę się powtarzał. Powiem tylko, że jej zachowanie to nie jest coś godnego pochwały. Odcinek sam w sobie ciekawy i plot twist na końcu spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Leci 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    szczerze mówiąc nie wiem co ona zrobiła złego, ale okej... dzięki :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Hmm… gra na dwa fronty zazwyczaj nie jest gwarantem dobrego i szczęśliwego życia... :D
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne to R grał przez chwile na dwa fronty... ja wiem ze to baby są zawsze te złe, ale T spiknela sie z Chrisem, kiery R był w Nowym Jorku z Sandrą, odkąd wrócił, do niczego nie zasżło między nią a Chrisem, wręcz mówiła mu wprost, że to nie ma sensu...
  • Clariosis 4 miesiące temu
    weatherwax83 Wybacz za to, że się wtrącam, ale miałam ogółem zamiar napisać Ci komentarz co sądzę o tej serii, bo skoro napisałam pod pierwszą częścią, to wypada napisać dalej. Rozumiem, że jesteś autorką i przez to znasz lepiej swoje postaci, ale powiedzenie, że Richard "grał na dwa fronty" jest niedorzeczne. Tamara zerwała z nim zaręczyny i nie chciała z nim w ogóle rozmawiać, nic wyjaśnić, nie dała mu żadnego wyboru. Chęć ułożenia nowego związku nazywa się "graniem na dwa fronty"?
    Ogółem cała seria nie przypadła mi w ogóle do gustu, to najwidoczniej nie moje klimaty. Związek Tamary i Richarda nie ma dla mnie żadnej chemii ani wiarygodności, brakuje mi tu głębi. To, co Tamara zrobiła również było paskudne, to była tragedia dla obojga, ale to ona zadecydowała o zerwaniu zaręczyn, by potem mieć za wszystko żal i pretensje.Od samego początku uważała się za pępek świata i najwidoczniej w ogóle jej nie przeszło. Najbardziej szkoda tu Sandry, która była tutaj bogu ducha winna, a została użyta jako część zamienna i pocieszenie w bólu, by na sam koniec zostać odrzuconą, bo Richard wraca do "tej jedynej". Historia bardzo mi się nie spodobała, niestety nawet wywołała negatywne emocje, z tego względu pozwoliłam sobie poczekać z opinią, by napisać ją na spokojnie. Chyba po prostu oczekiwałam czegoś innego. Jednak żeby nie było aż tak negatywnie, to na pewno pochwalę Twój styl pisania, bo jest lekki i przyjemny, dzięki czemu dobrze się czyta. Ocen nie wystawiam, by nie psuć średniej.
    Życzę też weny do dalszego pisania, bo na pewno masz czytelników, którym się historia podoba. :)
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Clariosis z graniem na dwa fronty chodziło mi o moment, gdy całował Tamarę będąc wciąż w związku z Sandrą, natomiast Tamara starała się stronić zarówno od niego jak o od Chrisa. Dzięki za szczerą opinie, nie każdemu musi się wszystko podobać.
  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    weatherwax83 - jeśli interesuje Cię, jak czytelnicy odbierają tworzone przez Ciebie postacie, to i ja się przyłączę do opinii Clariosis. Dla mnie to Tamara grała na dwa fronty, nie Richard, tak to odebrałem.
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Bajkopisarz - No właśnie ja też. I wcale nie uważam, że "baby są złe". My, faceci, też mamy swoje za uszami... :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania