Tamta miłość - Rozdział 8

Tamara

No i nie udało mi się upić. Co najwyżej, delikatnie szumiało mi w głowie po tych czterech drinkach. Czyżby barman oszukiwał z ilością alkoholu? Aż trzy razy sprawdzałam, czy przypadkiem nie zamówiłam drinków bezalkoholowych, ale nie, wszystko było w należytym porządku. Wszystko, oprócz mojego serca.

Z Nickiem rozstaliśmy się pod knajpą. Zapewniłam go, że do domu odwiezie mnie Ruth i Lucas, ponieważ mieli po drodze. Nie chciałam wracać z nim. Po części, dlatego, że potrzebowałam odrobiny samotności, ale też obawiałam się pozostać z nim sam na sam. Bałam się swojej reakcji i to nie z powodu wypitego alkoholu. Byłam tak wściekła na Richarda, że mogłabym zrobić coś niestosownego. Odprowadzając mnie do domu, Nick mógłby próbować mnie pocałować, a ja mogłabym mu na to pozwolić. Następnie oczekiwałby pewnie czegoś więcej, a ja może bym się zgodziła i wynikłaby z tego cała masa problemów.

Owszem, Ruth podwiozła mnie, ale wysiadłam dwie ulice wcześniej. Miałam ochotę na samotny spacer w ciemnościach. Chłodne powietrze koiło zszarpane nerwy. Z każdą chwilą, obecność Richarda w okolicy coraz bardziej wyprowadzała mnie z równowagi. Obiecałam sobie, że jego przyjazd niczego nie zmieni, tymczasem Richard znów wywracał moje życie do góry nogami, choć zupełnie nic w tym celu nie uczynił. Jeszcze. Jednak sam fakt, że był tak blisko, powodował, że nie umiałam go wyrzucić z własnych myśli. Chociaż go nienawidziłam, to ciągle o nim myślałam. Miałam wrażenie, że moje uczucia zatoczyły krąg. Od nienawiści, poprzez miłość i znów do nienawiści. A może tak naprawdę, od początku do końca, to zawsze była tylko miłość?

Skręciłam w uliczkę prowadzącą do mojego domu. Mój dom – jak to dziwnie brzmiało. Po śmierci dziadka, babcia zaczęła coraz bardziej i bardziej podupadać na zdrowiu i siłach. Miałam wrażenie, że to tęsknota za dziadkiem miała taki wpływ na nią. W końcu mama zdecydowała się zabrać babcię do siebie i się nią zaopiekować. Kiedy wróciłam po studiach, postanowiłam, że nie będę siedzieć rodzicom na głowie, tylko zamieszkam właśnie w domu dziadków. Zadbam o niego i tak się stało. Wyremontowałam już dach i ogrodzenie, ale jeszcze przede mną było dużo roboty. Nie wyobrażałam sobie, żeby ktokolwiek inny mógł zamieszkać w ukochanym domu dziadka.

Przydrożne latarnie dawały niewiele światła, ale dostrzegłam, że na ławce, znajdującej się na ganku, ktoś siedzi. Widziałam jedynie sylwetkę tej osoby, ukrytą w cieniu zadaszenia. Chłodny wiatr owiał moje nagie ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka. Mimowolnie objęłam się i potarłam skórę na rękach. Dobrze wiedziałam, kto siedzi na ławce i doskonale sobie zdawałam sprawę, że czeka mnie trudna rozmowa. Jego obecność była kolejnym utrudnieniem tej całej, skomplikowanej sytuacji.

Weszłam powoli po schodach na ganek i stanęłam naprzeciwko ławki ze skrzyżowanymi wciąż rękami. Z każdym moim krokiem, twarz przybysza robiła się coraz bardziej wyraźna i jednocześnie jakby jaśniejsza. Uśmiechnął się do mnie ledwie zauważalnie, a ja zagryzłam dolną wargę.

– Cześć, Chris – powiedziałam cicho, ale chłopak nie odpowiedział tylko pochylił się nieco do przodu i skupił całą uwagę na moich oczach.

Westchnęłam i bez słowa usiadłam na ławce obok niego. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu, patrząc w ciemność, która roztaczała się przed nami.

Jak miałam nazwać to, co łączyło mnie z Chrisem? Znaliśmy się od dziecka, a przyjaźniliśmy od tych cholernych wakacji, kiedy to związałam się z Richardem. Można powiedzieć, że Chris, jako pierwszy próbował się ze mną zaprzyjaźnić, chociaż wcześniej byliśmy wrogami. Co więcej, on pierwszy próbował mnie poderwać. Jednak nigdy nie czułam przy nim tego, co czułam w obecności Richarda. Może to właśnie Chrisa powinnam była wtedy wybrać? Zawsze wydawał się spokojniejszy i bardziej poukładany, ale nie wiem, czy byłabym w stanie utrzymać go przy sobie, podobnie jak nie udało się to Dorze. Chris umiał rozkochać w sobie każdą dziewczynę, no prawie każdą. Nie zniosłabym ciągłej zazdrości o niego. Podobnie jak Richard, również nie potrafił usiedzieć w rodzinnym mieście i wybrał karierę w wielkim świecie finansjery. Czy rzuciłby to wszystko dla mnie? Nigdy nie składał mi takich deklaracji, ani ja ich nie oczekiwałam.

Mojej relacji z Chrisem nie można było nazwać. Nidy też nie nadaliśmy jej żadnego statusu. Po prostu stało się to, co się stało. Czuliśmy, że sytuacja powoli wymykała się nam spod kontroli i robiła się coraz bardziej napięta.

Wszystko zaczęło się niecałe dwa miesiące po tym, jak dowiedziałam się, że Richard spotyka się z Sandrą na poważnie. Późnym wieczorem siedziałam przy biurku w klinice. Byłam zupełnie sama. Wszyscy pracownicy poszli już dawno do domu. Siedziałam tam i płakałam. Łzy ściekały mi po policzkach i kapały na dokumenty znajdujące się na blacie. Jednak to nie były łzy z powodu Richarda. Te już dawno temu wypłakałam.

Nagle usłyszałam dzwoneczek nad drzwiami wejściowymi. Nie planowaliśmy już żadnych pacjentów o tej godzinie. Szybko otarłam policzki i wyszłam do poczekalni. W drzwiach stał Chris.

– Hej. Jest może Vivian? – spytał, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Nie – odpowiedziałam niepewnie – pojechała już do domu.

Byłam zaskoczona widokiem Chrisa. Minęło już sporo czasu odkąd widzieliśmy się ostatnim razem. Nic się nie zmienił. Nadal miał ten sam chłopięcy urok.

– Mam dla niej pewne dokumenty. Byłem akurat w Day Town i myślałem, że ją zastanę. – Chris przyjrzał mi się uważnie i musiał zauważyć, że płakałam, ponieważ spoważniał. Zamknął za sobą drzwi i podszedł bliżej. – Tami, coś się stało?

Nie byłam stanie wydobyć z siebie głosu. Moje oczy zalewała kolejna fala łez. Potrząsnęłam tylko głowa w nieokreślonym bliżej kierunku. W jednej chwili Chris stanął tuż obok i zamknął mnie w swoich ramionach, a ja rozszlochałam się na dobre. Dopiero kiedy trochę się uspokoiłam, spytał ponownie nad moim uchem:

– Powiesz mi teraz, co się takiego stało?

– Chodzi o Milkę. Musiałam ją dzisiaj uśpić. – Chlipałam Chrisowi w ramię. Odsunęłam się od niego, żeby nie zasmarkać jego koszulki. Znalazłam chusteczkę w kieszeni spodni i wytarłam oczy oraz wydmuchałam nos.

– Tami. Tak mi przykro – powiedział łagodnym głosem. – Przecież nie była taka stara.

– Ale miała raka – wytłumaczyłam.

– Dlaczego jesteś tu sama? Nikogo z tobą nie ma?

– Nie. Chciałam to zrobić sama.

– No, ale ktoś mógł cię chociaż wspierać.

– A, kogo miałam tym obarczać? Rodziców? Vivian ma swoje sprawy na głowie. – A Richarda przecież nie ma – to ostatnie nie przeszło mi już przez gardło.

– Tamara, nie możesz być z tym sama. – Chris ścinał moje ramię. Po wyrazie jego twarzy widziałam, że naprawdę się o mnie martwi. – Może odwiozę cię do domu, co?

W sumie to nie był głupi pomysł. W tym stanie lepiej, żebym nie prowadziła samochodu. Wzięłam swoje rzeczy i zamknęłam przychodnię.

Podczas jazdy kabrioletem Chrisa, wiatr rozwiewał mi włosy. Jechaliśmy w ciszy. Jedynym, otaczającym nas dźwiękiem był szum opon. Wzrok utkwiony miałam w krajobraz przed nami, podobnie jak Chris, który jedną rękę trzymał na kierownicy, a drugą swobodnie opierał na drzwiach, wystawiając łokieć na zewnątrz samochodu.

Droga nie była długa, więc szybko zajechaliśmy pod mój dom. Mimo tego, w około zaczęło się już ściemniać.

– Skąd wiedziałeś, że teraz mieszkam w domu moich dziadków? – Zerknęłam na Chrisa zaskoczona.

– Słyszałem plotki. – Uśmiechnął się, nie patrząc w moją stronę. Postukał palcami w kierownicę.

– To słyszałeś pewnie, że Richard ma kogoś? – Tym pytaniem zmusiłam Chrisa, żeby na mnie spojrzał, ale tylko na chwilę, bo szybko spuścił wzrok.

– Tak, wiem. – I już. To była cała jego odpowiedź.

– Poznałeś ją?

– Nie, jeszcze nie miałem okazji. Tylko mi opowiadał o niej. – Chris przetarł dłonie o swoje jeansy i podniósł wreszcie wzrok. Przyjrzał się mi uważnie. – Naprawdę uważam, że nie powinnaś być teraz sama. Może wejdę na chwilę? Mam w bagażniku butelkę wina. Napijemy się?

Zatkało mnie. Zawsze dobrze czułam się w towarzystwie Chrisa. Był moim najlepszym przyjacielem, przynajmniej, jeśli chodzi o męskie grono. Po rozstaniu z Richardem, trochę się od niego odcięłam, ale trudno się dziwić. Nie chciałam, żeby musiał wybierać między mną, a nim.

– Zawsze wozisz w bagażniku butelkę wina? – Parsknęłam śmiechem.

– Hej! Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać!

– To taki twój bajer na laski?

– Widzisz, jak ty mnie dobrze znasz?

Już w odrobinę lepszym nastroju, wysiedliśmy z auta. Chris faktycznie wyjął z bagażnika butelkę czerwonego, półsłodkiego wina, takiego markowego. Pomachał nią w moim kierunku.

– Wożę ze sobą takie specjały w razie jakiś spotkań z klientami – wyjaśnił, kiedy wchodziliśmy do domu.

Żeby dotrzeć do kuchni, musieliśmy przebrnąć przez rozłożone gazety, kubły z farbą i rozstawioną drabinę. Byłam akurat w trakcie remontu. Wyciągnęłam z szafki dwa kieliszki do wina i przetarłam je ścierką, podczas gdy Chris otwierał butelkę otwieraczem ze swojego wielofunkcyjnego scyzoryka. Rozlał czerwony płyn do kieliszków i podał mi jeden z nich, uśmiechając się przy tym szeroko. Upiliśmy łyk, po czym Chris rozejrzał się po kuchni.

– Sama remontujesz?

– Tak. Na razie tylko odmalowuję ściany i meble, te, które chcę zachować. Jak widzisz kuchnia jest już zrobiona, również łazienka. W sypialni mam jedynie materac. Piętra na razie nawet nie ruszam. Jestem sama, więc wystarczą mi pomieszczenia na parterze. Muszę też uzbierać trochę pieniędzy na remont dachu. Powoli, byle do przodu. – Wzruszyłam ramionami.

Cały wieczór spędziliśmy z Chrisem siedząc obok siebie na wysokich taboretach przy wyspie kuchennej. Śmialiśmy się, wspominając stare, dobre czasy z dzieciństwa. Wszystkie nasze wygłupy i kawały, które wymyślaliśmy sobie nawzajem. Dzięki Chrisowi, zapomniałam, na te kilka godzin, o mojej kochanej suni. Staraliśmy się również unikać tematu Richarda, co nie było łatwe. Każde nasze ważniejsze wspomnienie wiązało się właśnie z nim. Kiedy wino się skończyło, znalazłam jeszcze w szafce pół butelki martini, którą również opróżniliśmy.

– A pamiętasz, jak wziąłem cię pierwszy raz na przejażdżkę twoim jeepem? Omal nie rozwaliłaś mojego Chryslera. – Chris przesunął się do mnie nieco bliżej. – Prawie dostałbym wtedy zawału.

– Oh. On i tak był porysowany. – Machnęłam lekceważąco ręką.

– A dzięki komu? – Chris zmrużył oczy.

– To była twoja wina. Trzeba było ze mną nie zadzierać – prychnęłam. – Pamiętam też, jak złapałeś mnie wtedy za kolano, cokolwiek to miało oznaczać.

– Dobrze wiesz, co to znaczyło. – Chris spojrzał mi prosto w oczy. – Bałem się, że rozwalisz zderzak mojego samochodu! – Roześmiał się, a ja razem z nim i zorientowałam się, że Chris znajduje się niebezpiecznie blisko.

Usta Chrisa powoli zaczęły zbliżać się do moich, a ja nie odsunęłam się. Nie zrobiłam nic, żeby powstrzymać go przed tym, co zamierzał zrobić. Pocałunek był przyjemny. Nawet bardzo przyjemny. Alkohol jeszcze dodatkowo rozbudzał moje zmysły. Wcale nie żałowałam tego pocałunku, ani niczego, co wydarzyło się tamtej nocy. Potrzebowałam tego, tej bliskości. To był w końcu Chris, żaden obcy facet. Przystojny, dobrze zbudowany i szarmancki Chris, którego pragnęła większość dziewczyn, a tamtej nocy był tylko mój. Trudno było się mu oprzeć. Żadnemu innemu mężczyźnie nie pozwoliłabym się tak zbliżyć do siebie, ale Chris był mi tak bardzo bliski. Był jakby namiastką Richarda.

W końcu nie robiliśmy niczego złego. Oboje byliśmy dorośli i nieuwikłani w żaden związek. Richard ułożył sobie życie beze mnie. Ja też miałam do tego prawo. Dopiero nad ranem, kiedy alkohol powoli ulatniał się z naszych organizmów, zaczęły pojawiać się wyrzuty sumienia. Jakby nie było, Chris ciągle był najlepszym przyjacielem Richarda, a to zdecydowanie komplikowało całą sprawę.

– Nikt się nie może o tym dowiedzieć – powiedziałam do Chrisa, kiedy wychodził rano z mojego domu.

Stałam w przedpokoju, oparta o ścianę, ubrana w dresowe ciuchy. Chris, w pośpiechu założył swoje ubranie z poprzedniego dnia. Na moje słowa, jego ręka zawisła nad klamką.

– Tak, wiem o tym – odpowiedział, nie patrząc na mnie.

– I to się już nigdy nie powtórzy – dodałam.

Chris przytaknął.

– Nigdy – powtórzył po mnie. – Obiecuję. – Obrócił się, ujął moją twarz w dłoń i pocałował mnie na pożegnanie. Jakby chciał jeszcze wykorzystać tę ulotną chwilę zapomnienia. Następnie wyszedł.

Nasze obietnice okazały się jednak bez pokrycia. Ledwie ponad miesiąc później, znów wpadliśmy z Chrisem na siebie. Tym razem wracałam do domu samochodem i złapałam gumę w tylnym kole. To był typowy dla mnie pech. Zjechałam na pobocze. Może i poradziłabym sobie sama ze zmianą tego felernego koła, gdyby nie fakt, że na zewnątrz panowała ulewa. Lało od samego rana i wiał silny wiatr. Wysiadłam z samochodu, żeby ocenić szkody. Z opony został zupełny kapeć, zeszło z niej całe powietrze.

– Szlag – przeklęłam i kopnęłam w oponę, aż zabolał mnie palec u nogi.

Oczywiście nie miałam, ze sobą żadnej parasolki ani innej ochrony przed deszczem. Już po chwili moje ciuchy były przesiąknięte do suchej nitki, z włosów ściekała woda, a w tenisówkach chlupało. Cała mokra, wsiadłam z powrotem do auta. Walnęłam rękami w kierownicę, a następnie zakryłam dłońmi oczy. Dlaczego to zawsze mnie spotykało?

Przeczesałam rękami mokre włosy i uniosłam wzrok. Przed moim samochodem zaparkował czarny Chrysler. Nie wiedziałam, czy powinnam się cieszyć, czy martwić. Zobaczyłam Chrisa wysiadającego z pojazdu, z czarną parasolką w ręce. Ruszył w moją stronę, więc otworzyłam drzwi i już po chwili, ponownie stałam w strugach deszczu.

– Co jest? Zepsuł ci się? – Chris wskazał na mój samochód, kiedy podszedł do mnie na tyle blisko, żeby osłonić mnie parasolką. Mimo małej odległości między nami i tak musiał przekrzykiwać szum deszczu.

– Opona poszła.

– Zmieniamy? Czy zostawiamy go tutaj i odwiozę cię do domu?

– Jak chcesz. – Wzruszyłam ramionami.

– To trzymaj. – Chris podał mi parasolkę. – Osłaniaj mnie. – Puścił do mnie oko.

Wymiana koła zajęła mu jakieś dwadzieścia minut. Przez ten cały czas trzymałam nad nim parasolkę, ale na nic się to zdało. Oboje byliśmy cali mokrzy. Kiedy skończył, oddałam ją Chrisowi.

– Dzięki – powiedziałam, otwierając drzwi auta.

– Nie ma sprawy, ale lepiej pojadę za tobą. Nie do końca jestem pewien, czy to koło nie odpadnie. – Chris skrzywił się zabawnie.

– Super – mruknęłam.

– Jutro musisz pojechać od razu do wulkanizatora – dodał, a ja przytaknęłam.

Zrobiliśmy tak jak powiedział. Chris pilotował mnie pod sam dom. Zanim jeszcze zdążyłam wysiąść już stał przy mnie z parasolką. Zupełnie nie wiedziałam, o co mu z nią chodziło. Zwłaszcza, że już byliśmy przemoczeni. Jakby tego było mało, biegnąc do drzwi wejściowych, wiatr wywrócił mu ją do góry nogami.

Wbiegłam po schodkach, stanęłam przy drzwiach i parsknęłam śmiechem. Chris zgromił mnie wzrokiem, a następnie sam się roześmiał.

– I po co ci ta parasolka? – spytałam zaczepnie.

– Sam nie wiem. – Chris rzucił felerny sprzęt pod ścianę.

Spojrzeliśmy na siebie. Wyglądał uroczo, z czarnymi włosami oblepiającymi jego twarz, z których ściekały krople wody. W błękitnych oczach tańczyły łobuzerskie iskierki.

Chris uniósł dłoń i odsunął mokry kosmyk włosów z mojej twarzy, a następnie wsunął mi go za ucho. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale na ten gest, pocałowałam Chrisa z całą namiętnością, jaką w sobie nagromadziłam od półtorej miesiąca. Przez cały ten czas, prawie każdego dnia, myślałam o nocy spędzonej z Chrisem i choć na krótkie chwile, udawało mi się zapomnieć o Richardzie. Szarpały mną wyrzuty sumienia wymieszane z uczuciem pożądania, które właśnie dało o sobie znać.

Chris odwzajemnił pocałunek. Niemalże na oślep otworzyłam drzwi do domu i bez zbędnych słów weszliśmy do środka, a raczej wtoczyliśmy się do niego, nie odrywając od siebie ust, ani rąk. Po raz kolejny daliśmy się ponieść chwili i namiętności, nie zważając na konsekwencje naszych czynów.

***

Od tamtej pory spotkaliśmy się z Chrisem jeszcze kilka razy. Niby przypadkiem wpadaliśmy na siebie i zawsze kończyło się to w podobny sposób. Raz nawet, Chris tak po prostu stanął pod drzwiami mojego domu, a ja, bez zbędnych słów, wpuściłam go do środka.

Teraz siedzieliśmy na ławce, w dość krępującej ciszy. Nie miałam pojęcia, jakim cudem moje życie potoczyło się w taki sposób i czemu na to wszystko pozwoliłam. To nie była przecież kwestia zemsty na Richardzie. Nie chciałam w ten sposób pogrywać z uczuciami Chrisa, ale czy na pewno? A może po prostu czułam się samotna?

Westchnęłam, a Chris, jakby czytając mi w myślach, złapał moją dłoń leżącą miedzy nami i ją ścisnął, próbując zapewne dodać mi otuchy.

– No, to się namieszało. – Pierwszy przerwał milczenie.

– Niby dlaczego? – warknęłam niemalże automatycznie.

– Richard wrócił i...

– I co, że wrócił? – Przerwałam mu. – Przecież przyjechał ze swoją nowiutką, cudowną narzeczoną, z którą jest cholernie szczęśliwy, więc nie rozumiem, czemu miałoby to cokolwiek zmienić? – wyrzuciłam z siebie potok słów.

– Tami – tym razem to Chris westchnął – przecież wiem, że nadal go kochasz.

– Gadasz głupoty – mruknęłam.

– Wiem to. Widziałem to w twoich oczach, kiedy po naszej pierwszej, wspólnej nocy obudziłaś się obok mnie. To rozczarowanie, że to nie Rick leży przy tobie. Próbujesz mną zapełnić pustkę po Richardzie, ale nigdy nie będę go w stanie zastąpić.

– Przestań. – Ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej.

Oparłam głowę na ramieniu Chrisa. Słyszałam jego równomierny oddech, a zapach męskich perfum drażnił moje zmysły. Jednak nic więcej nie poczułam. Żadnego trzęsienia ziemi. Chris był chodzącym ideałem. Dlaczego więc, nie potrafiłam wyrzucić Richarda z mojego popieprzonego serca i obdarzyć Chrisa uczuciami, na jakie zasługiwał?

– Ja to rozumiem, Tami, że Rick był dla ciebie najważniejszy – ciągnął dalej Chris – i wciąż go kochasz, ale ja mam dość patrzenia na to, jak cierpisz, umartwiasz się i żyjesz w samotności. Uważasz, że jego przyjazd niczego nie zmienia. Według mnie zmienia wszystko. Przecież nie jestem ślepy i Rick pewnie też nie. Jeśli przejrzy na oczy i postanowi cię odzyskać, usunę się w cień i więcej mnie nie zobaczysz, przynajmniej nie sam na sam. Natomiast, jeśli jednak wróci z Sandrą do Nowego Yorku i się pobiorą, to nie będę siedział bezczynnie. Zamierzam walczyć o ciebie. Zrobię wszystko, żebyś mnie pokochała, chociaż w połowie tak jak Ricka, albo przynajmniej wpuściła do swojego życia.

Słowa Chrisa wywołały w mojej głowie pustkę. Zupełnie nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. W końcu to było swoiste wyznanie miłości, której nie odwzajemniałam. Jeszcze nie. Mimo to, dobrze było wiedzieć, że komuś tak bardzo na mnie zależy. Plan Chrisa nie był zły i miał swoje plusy. Był jedynym mężczyzną, poza Richardem, który miał u mnie jakiekolwiek szanse. Dlatego też nie wypowiedziałam ani jednego słowa sprzeciwu.

Jeszcze przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, delektując się chłodem nocy, aż wreszcie Chris stwierdził, że pora wracać do domu. Ucałował mnie w policzek na pożegnanie, powolnym krokiem zszedł ze schodków i zniknął w ciemnościach otaczających świat.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Nie będę już robił rozpiski wypominek, napiszę tylko ogólnie, że w porównaniu z poprzednią częścią zaczęłaś pisać zaimkami. Może to dobrze, może nie, ostatecznie zaimek to część języka. Ja wolę jak jest ich mniej, ale to tylko opinia.
    W treści jest zupełnie dobrze. W tym rozdziale Tamara jest nadspodziewanie normalna, nawet sobie folguje 😉 O takie rzeczy bym jej nie podejrzewał…
    A Chris wreszcie postanowił poparzyć sobie nos. Najwyższa pora!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania