Tamte wakacje - Rozdział 1

Powietrze po południu było tak nagrzane, że główna szosa sprawiała wrażenie mokrej, jak po deszczu. Cały widnokrąg rozmywał się i falował. Dookoła panowała cisza. Było tylko słychać dźwięk cykad. Typowy dzień zapowiadający nadchodzące lato i wakacje. Prawdziwe upały miały dopiero nadejść, a wtedy nie będzie zbyt ciekawie przy czterdziestu stopniach ciepła.

Rzadko kiedy przejeżdżał tędy jakiś samochód, a jeśli już, to z taką prędkością, że prawie wszystkie rośliny chyliły swe głowy ku ziemi. Właśnie minął mnie jeden z nich. Szłam wzdłuż szosy prowadzącej do Dawn Town. Mogłam uznać ten dzień za zbiór prawdziwych nieszczęść, chociaż nie był to trzynasty, ani piątek. Wybierając się do Day Town w sobotnie popołudnie, miałam zamiar jedynie pooglądać tam liczne wystawy sklepowe, których brak w moim miasteczku. Nie przewidziałam następstw owej zachcianki. Już w samym mieście podarłam swoją ulubioną bluzkę o klamkę drzwi tamtejszej lodziarni. Natomiast w środku natknęłam się na grupę moich „ukochanych przyjaciół". Siedzieli przy jednym ze stolików, objadając się lodami i ciastkami, śmiali się nieustannie ze swoich głupkowatych żartów. Klnąc pod nosem, usiłowałam przejść obok nich nie zauważona. To jednak było niemożliwe. Sokole oko Richarda zawsze mnie dostrzegło, nawet gdybym była mała, jak myszka i znajdowałam się w tłumie ludzi. Tak było i tym razem.

– Ależ to przecież nasz Aniołek z Dawn Town. – Zawsze tak mnie nazywał kiedy chciał mi dokuczyć. Dookoła słychać było stłumione śmiechy. – Co słychać u ciebie?

– Witaj, Richardzie – zwróciłam się do niego tak, jak zawsze, czyli bardzo oficjalnie. – To chyba nie twój interes „co u mnie słychać".

– Masz rację. Mój interes znajduje się w moich spodniach. – I jak zwykle, jego odpowiedzi towarzyszył śmiech jego znajomych, ale to mnie nie speszyło.

Przybliżyłam się tylko nieznacznie, zmrużyłam oczy i spytałam spokojnie:

– Jesteś tego pewien? – Tym razem zapadła cisza. Tylko Christian zaczął śmiać się, aż o mało nie spadł z krzesełka.

Tak. Richard i Christian. Od dzieciństwa nierozłączni towarzysze zabaw. Najlepsi przyjaciele. Autorzy wszystkich głupich, szkolnych kawałów i wspólnicy wszelkich interesów, które zawsze kończyły się niepowodzeniem. W Dawn Town nazywali ich Bliźniakami, chociaż wcale nie byli rodzeństwem i niezbyt byli do siebie podobni. Łączyło ich jednak wiele zamiłowań, między innymi do łobuzerstwa i kłopotów. Bardzo często towarzyszyła im paczka kumpli ze szkoły, którzy w większości byli mieszkańcami okolicznych miasteczek. Miałam tę przyjemność, że chodziłam z Bliźniakami na wspólne zajęcia w szkole. Niezbyt się lubiliśmy. Oni, zwłaszcza Richard, dokuczali mi.

Po tych paru miłych słowach przywitania, które wymieniłam z chłopakami, podeszłam do lady, tylko kątem oka zauważyłam jak Richard karci Christiana za jego śmiech. Kupiłam dwie gałki lodów czekoladowych w waflu. Kiedy ich zasmakowałam od razu poczułam się lepiej, niestety nie na długo. Idąc do wyjścia, znowu musiałam przejść obok tego przeklętego stolika. Byłam tuż obok i nagle Richard odsunął się na swoim krzesełku, zagradzając mi drogę, aż się zachwiałam. Nie istotne było, czy zrobił to świadomie, czy też przez przypadek -¬ raczej to pierwsze, najgorsze jest, że górna gałka lodów spadła, potoczyła się po mojej niebieskiej, rozdartej bluzce i spadła na podłogę.

– Cholera – przeklęłam. Wszyscy przy stole wybuchli przeraźliwym śmiechem, który zaczął mnie drażnić niczym natarczywy owad. Poczułam się taka słaba. Nie miałam już siły walczyć z tymi przeklętymi dzieciakami, dla których byłam zawsze pośmiewiskiem. Kiedyś nie przejmowałam się tym, ale teraz zaczęło robić się mi przykro w sercu. Nie byłam w stanie podnieść oczu na tę gromadę. Gapiłam się bezmyślnie w lód na podłodze, kiedy usłyszałam głos Richarda i zobaczyłam, że podnosi się on z krzesełka.

– Och... Aniołku tak mi przykro. – Jego słowa przerywane były przez jego stłumiony chichot. – Przecież wiesz, że nie chciałem. Jeżeli zechcesz kupię ci dziesięć nowych gałek. Tylko już nie płacz...

Tego było za wiele. Spojrzałam prosto w oczy Richarda, które były przeraźliwie duże i brązowe, a popatrzyłam na niego tak, że od razu znikł z jego twarzy uśmiech. Następnie z całej siły wepchałam resztę swoich lodów w czarną podkoszulkę.. Wafel popękał, a cała jego zawartość spłynęła z klatki piersiowej na dół, po umięśnionym brzuchu.

– Wsadź sobie, wiesz gdzie, te twoje lody. I nie myśl sobie Richardzie, że swoim szczenięcym zachowaniem zrobiłeś mi jakąkolwiek przykrość. Utwierdzasz mnie tylko w przekonaniu, że ty i twój kumpel jesteście największymi dupkami na świecie.

Zmęczona całym wydarzeniem, wyszłam spokojnym krokiem z lodziarni. Nie obchodziło mnie to, co działo tam się teraz i starałam się o tym nie myśleć. Chciałam już teraz tylko wrócić do domu. Chwyciłam swój rower, na którym tu przyjechałam. Na nieszczęście już po dwóch kilometrach pękła dętka w przednim kole. Stwierdziłam, że dalsza jazda na nim może zniszczyć całe koło i dlatego resztę drogi postanowiłam przebyć pieszo, prowadząc rower obok siebie.

***

Tak więc, szłam po poboczu szosy, podśpiewując sobie jedną z piosenek Cher. Miałam przed sobą jeszcze dwa kilometry drogi, a słońce świeciło nieubłaganie. W gardle wyschło mi tak, że ledwie już przełykałam ślinę. Żałowałam teraz, że nie wzięłam ze sobą czegoś do picia i kremu do opalania. Już widziałam się w lustrze ze spieczoną na raka twarzą, a blond włosy staną się jeszcze jaśniejsze niż są.

– Chyba nie może mi się przydarzyć już nic gorszego – powiedziałam do siebie. Jednak te słowa zostały wypowiedziane w złą godzinę. Za plecami, usłyszałam odgłos nadjeżdżającego samochodu i po chwili minął mnie czarny kabriolet – Chrysler 300C, z czarnymi felgami. Samochód zatrzymał się po paru metrach i zaczął cofać. Wiedziałam, co to oznacza. Tylko jedna osoba w okolicy posiadała takie auto.

– Witaj, Tami. Jakiś problem? – Usłyszałam obok siebie znajomy głos.

– Nic, w czym mógłbyś mi pomóc – odpowiedziałam, nie obracając się nawet w kierunku chłopaka siedzącego za kółkiem.

Szłam dalej nie zatrzymując się ani na chwilę. Chris natychmiast nacisnął gaz i jechał powoli obok. Wlepił swój wzrok w rower, jakby nie obchodziła go droga przed nim.

– Widzę, że poszło ci koło.

Cisza.

– Jeżeli chcesz, podwiozę cię – dalej naciskał.

Cisza.

– No, Tami, wskakuj. Rzadko masz okazję przejechać się taką bryką.

– Bez łaski. Poza tym, nie chcę zanieczyszczać twego wspaniałego pojazdu.

– Nie chrzań. Masz przed sobą jeszcze kawałek drogi. Chyba twoja duma nie zostanie aż tak urażona? – Ton jego głosu stał się mocniejszy.

Zatrzymałam się, on również. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się. Miałam przed sobą dwie perspektywy i obie były beznadziejne. Mogłam iść dalej, albo wsiąść do samochodu z tym cwaniakiem.

– Wsiądę pod jednym warunkiem...

– Jakim?

– Nikomu nie powiesz, że jechałam z tobą, twoim samochodem – stwierdziłam stanowczo.

– To raczej ja powinienem się wstydzić – odparł Chris.

Odwróciłam się gwałtownie i ruszyłam dalej. Nie miałam zamiaru go słuchać, ale on również ruszył i zatrzymał swój samochód przede mną.

– Żartowałem przecież. – Chris wysiadł, chwycił rower i wsadził go na tylne siedzenie. – Boże, jakaś ty wrażliwa.

– Zamknij się. – Zrobiłam do niego głupią minę, ale wsiadłam do pojazdu. Chciałam po prostu być jak najszybciej w domu.

Ruszyliśmy z piskiem. Nie mogło przecież obyć się bez małego popisu. Jechaliśmy przez chwilę w milczeniu. Czułam jak wiatr rozwiewa moje długie włosy i pomyślałam, że to nawet przyjemne jechać tak pustą drogą, nie przejmując się żadnymi sprawami.

Ostatnio byłam w strasznym dołku. Wszystko przestawało się dla mnie liczyć. Zastanawiałam się jaki sens ma moje życie i czy ktokolwiek przejmuje się mną, oprócz rodziców. Czułam się bardzo samotna i jakby wypalona w środku. Spojrzałam w boczne lusterko. No tak. Twarz czerwona jak burak. To będzie tylko kolejny powód do uciechy dla Bliźniaków. Spojrzałam na Chrisa. Jego czarne, lekko kręcone włosy również były w nieładzie. Sięgały mu one do ramion, okalając jego opaloną twarz. Na pewno znowu przesiadywali na polach – pomyślałam. Chris odwrócił się, szybko przeniosłam swój wzrok na szosę. Nie chciałam, żeby wiedział, że na niego patrzę. Chris włączył radio. Z głośników ryknęła muzyka. Akurat leciała piosenka „I found someone" w wykonaniu Cher, jednak Chris wrzucił płytę i usłyszałam mocniejsze dźwięki, dopiero w refrenie zorientowałam się, że to Korn. Nagle chłopak przerwał ciszę donośnym śmiechem.

– Z czego się tak cieszysz? – zapytałam zaskoczona jego zachowaniem.

– Właśnie przypomniałem sobie jak dzisiaj załatwiłaś Ricka. Miałem niesamowity ubaw. – Chris ciągle śmiał się. – Najpierw z tym „jesteś pewien". – Tutaj Chris udał, że mówi moim głosem, po czym mówił dalej: – A następnie te lody na jego koszulce. To był dopiero ubaw. Szkoda, że wyszłaś, bo nie widziałaś jego miny. Biedny tak się wpienił. Myślałem, że rozwali całą lodziarnię. Ledwie go powstrzymaliśmy, żeby nie pobiegł za tobą.

Uśmiechnęłam się na samą myśl, że udało mi się tak rozwścieczyć Richarda. Wyobraziłam sobie go jako ogromnego byka, sapiącego zaciekle i grzebiącego kopytem w ziemi. Sama o mało nie wybuchłam śmiechem, ale powstrzymałam się. Jechałam przecież w samochodzie najlepszego kumpla tego byka.

– Mnie też o mało nie zabił. Za to, że nabijałem się z niego. Bo wiesz, Tami dzisiaj to ci się naprawdę udało.

– Nie będę ci dziękować za te pochlebstwa, ale nie martw się, tobie też się oberwie.

– Przecież nie masz przy sobie lodów.

– Nie mówiłam, że w tej chwili.

– Dlaczego jesteś taka wredna? – Chris spytał poważnie, spoglądając na mnie.

– Dlaczego wy jesteście tacy upierdliwi? – odpowiedziałam mu pytaniem i znów zapanowało między nami milczenie.

Po chwili minęliśmy tablicę z napisem „Dawn Town 864 mieszkańców". Cóż za dokładność – pomyślałam. Wiedziałam, że ta liczba ciągle się zmienia, ale jakoś nikt jej nigdy nie poprawił. Choćby, trzy miesiące temu urodziła się siostra Ruth, jednej z moich najlepszych przyjaciółek. Mieszkała na farmie oddalonej o prawie dziesięć kilometrów od Dawn Town i dlatego nie mogłyśmy odwiedzać się zbyt często po szkole. W prawdzie były teraz wakacje, ale niestety, ponad tydzień temu Ruth wyjechała do dziadków, mieszkających na północy kraju. Były jeszcze Molly i Dora, ale...

– I jak podoba ci się Korn? – Chris przerwał nagle moje rozmyślania.

– Co? – spytałam, nie rozumiejąc o co mu chodzi.

– Korn. – Wskazał na radio.

– A! Zespół. Czy ja wiem. Może.

– To świetny zespół, a gościu ma zajebisty głos. – Chris właśnie zaczął się zachwycać, kiedy zatrzymał się przed moim domem. Sam mieszkał dwie ulice dalej w ogromnej willi. Jego stary był strasznie bogaty, ponieważ był właścicielem pobliskiej fabryki.

– Nie sądzę. – Otworzyłam drzwi.

– No tak. Ty wolisz inne klimaty.

– Nie. Po prostu, dlatego, że ty tego słuchasz. – Szybko wyciągnęłam swój rower i ruszyłam w stronę garażu. Nie miałam zamiaru dziękować mu. To by było zbyt wielkie upokorzenie.

– Dzięki, że mogłem cię podwieźć! – Usłyszałam za sobą.

– Nie ma sprawy – rzuciłam za siebie.

***

Po naciśnięciu dzwonka, za masywnymi, białymi drzwiami usłyszałam powolne kroki. Po chwili w drzwiach stanął wysoki mężczyzna w siwych, bujnych włosach i równie bujnym wąsie. Miał miłą twarz i przyjemne spojrzenie.

– A to ty, Tamara – zwrócił się do mnie swoim grubym głosem. – Co słychać?

– W porządku. Czy zastałam Molly? – spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź. Jednak nadal miałam nadzieję.

– Nie, Molly nie ma. Pojechała ze znajomymi do miasta. Któryś z nich ma urodziny, czy coś w tym rodzaju.

– To w takim razie dziękuję. – Odwróciłam się i zeszła za schodków. – Do widzenia – dodałam.

– Do widzenia, Tami . Powiem jej, że byłaś.

Usłyszałam za sobą zamykane drzwi. Kiedy byłam już na chodniku, skręciłam w prawo. Zdecydowałam wybrać dłuższą drogę do domu. Miałam ochotę pospacerować trochę. Na ulicach było już prawie pusto i zaczynało się ściemniać. Pozostałam sam na sam ze swoimi myślami. Byłam wściekła na Molly.

Po przyjeździe z miasta, wzięłam prysznic, przekąsiłam małe „co nie co" i od razu pobiegłam do Molly. Chciałam opowiedzieć jej dzisiejsze „cudowne" spotkanie z Bliźniakami. Jednak Molly jak zwykle nie było w domu. To trwało już od dwóch miesięcy – odkąd jej młodszy o rok brat poznał paczkę ludzi z wielkiego miasta. Tak nazywano miasto oddalone o dwadzieścia kilometrów od Dawn Town. Nie było ono może metropolią, ale było nawet dziesięć razy większe od Day Town. Molly jeździła tam niby po to, żeby pilnować braciszka. Doskonale znałam Molly i wiedziałam, że ona nigdy nie lubiła naszego miasteczka. Było tu zbyt spokojnie. Ją zawsze fascynowały nowe znajomości, tłumy, imprezy i tym podobne. Chciała po prostu wyrwać się z Dawn Town, jak z resztą wszystkie nastolatki.

Jednak ja nie byłam jak wszyscy. Kochałam swoje miasto i nie fascynowały mnie wycieczki Molly. Nawet gdybym chciałam, to rodzice nigdzie nie puściliby mnie samej lub z bandą rozwrzeszczanych dzieciaków. Zdawałam sobie sprawę, że w Dawn Town nie ma żadnych perspektyw choćby na poznanie jakiegoś fajnego chłopaka. Czułam, że mnie nigdy nie spotka jakaś wspaniała przygoda miłosna, jak te wszystkie bohaterki książek dla nastolatek. Byłam tego pewna. Nie tutaj i nie z moimi rodzicami. Gdyby mi pozwolili na choć jeden wypad z kumplami Molly. Nie, nie było co się łudzić, po co chcieć rzeczy nieosiągalnej. Molly nawet nie chciała połączyć tych dwóch światów. Jeszcze jej stare przyjaciółki przyniosłyby jej wstyd. Do tego, kiedy już się spotykałyśmy, Molly mówiła tylko o tym, co robi w mieście. Z drobnymi szczegółami. Jakby nas to cokolwiek obchodziło. Przecież tamci nic nie wiedzieli o przyjaciółkach Molly, które były całym jej życiem. Czułam, że dołek, w którym się znajduję pogłębia się i nikt mi nie może pomóc.

Nagle, zakręcając w kolejną uliczkę, zauważyłam zaraz naprzeciwko czarną furgonetkę. Wysiadły z niej dwie osoby. Jedną z nich była wysoka blondynka, której włosy lekko opadały na ramiona. Pomyślałam o swoich ohydnych włosiskach spiętych teraz w kucyk. Włosy Kitty, bo tak nazywała się ta dziewczyna, były o wiele jaśniejsze i każdy kosmyk był idealnie ułożony. Była od nas starsza o rok i mieszkała w Day Town. Nie cierpiałam tego typu blondynek, ale widocznie ona, w tych obcisłych, niebieskich spodniach, była ulubienicą Richarda, ponieważ to on był tą drugą osobą, wysiadającą z samochodu. Kiedy go ujrzałam od razu schowałam się za wysoki płot. Stąd mogłam widzieć i słyszeć wszystko, a sama byłam niewidzialna. Zawsze tak robiłyśmy z Molly i podglądałyśmy głupie zachowanie Richarda.

– Dzięki, Kitty, że mnie podwiozłaś. – Richard złapał dziewczynę za dłoń - I za spacer, i za to, że pomogłaś mi zmyć tę okropną plamę. Jeszcze musiałem zbierać te cholerne lody z podłogi.

Zachichotałam cicho.

– Zamorduję tę dziewuchę, jak ją dopadnę – dodał, jakby nieco głośniej.

Chciałbyś – pomyślałam.

– Nie rozumiem, jak ona mogła ci to zrobić, przecież ty nie chciałeś – odezwała Kitty, kładąc swoją drugą dłoń na jego torsie. - Tamara to jeszcze taki dzieciak.

Poczułam, że płonę. Nienawidziłam Kitty, a teraz tylko utwierdziłam się w swoim przekonaniu.

– Dobranoc. – Richard pochylił się i lekko pocałował dziewczynę w usta. W tym samym momencie spojrzał w moim kierunku, miałam wrażenie jakby mnie widział, ale nie dawał tego po sobie poznać, a może tylko mi się wydawało

– Miłych snów, Rick. – Blondynka wsiadła do swojej furgonetki i odjechała. Richard stał jeszcze chwilę, patrząc jak odjeżdża, po czym ruszył do domu.

Typowa laska dla Richarda – pomyślałam – która inna, inteligentna, szanująca się dziewczyna chciałaby go. Ale on przynajmniej miał dziewczynę, nawet na tym zadupiu. Poczułam się jeszcze bardziej samotna. Za niedługo miałam skończyć osiemnaście lat, a jeszcze nigdy nie miałam chłopaka. Nigdy nie byłam na randce i właściwie dlatego, że nie było kandydata. Nigdy nie trzymałam się z chłopakiem za ręce, nigdy się nie całowałam, już nie wspominając całej reszty.

Odetchnęłam spokojnie i ruszyłam dalej. Teraz miałam już tylko ochotę rzucić się na łóżko i zasnąć. Dosyć wrażeń jak na jeden dzień.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • weatherwax83 4 miesiące temu
    A miałam już nic nie publikować, ale stęskniłam się za Wami ;) Przychodzę tym razem z czymś nieco innym. To opowiadanie to pierwsza historia, jaką napisałam w życiu, a przynajmniej taka, która ma sens i została napisana od początku do końca. Co więcej napisałam ją wiele lat temu, będąc jeszcze w liceum. Dlatego jest infantylna, niedopracowana, i dzieje się w USA, aczkolwiek w zupełnie wymyślonym przeze mnie miasteczku. Dopracowałam ją trochę, gdy wróciłam do niej po latach, ale nie wyobrażam sobie przerobić jej na warunki polskie, straciła by urok... I co najważniejsze, ma swoją kontynuację, która wg mnie jest dużo lepsza ;) Miłej lektury.
  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    „nadchodzące lato i wakacje. Prawdziwe upały miały dopiero nadejść,”
    Nadchodzące – nadejść, niepotrzebna powtórka
    „nich nie zauważona:
    Niezauważona
    „Oni, zwłaszcza Richard, dokuczali mi.”
    Sugestia: Dokuczali mi, zwłaszcza Richard
    „że podnosi się on z krzesełka”
    jak podnosi się z krzesełka – unikasz zbędnego zaimka
    „Zrobiłam do niego głupią minę”
    Raczej „do niego” jest zbędne.
    „Jego czarne, lekko kręcone włosy również były w nieładzie. Sięgały mu one do ramion, okalając jego”
    Jego-mu-one-jego – za dużo zaimków
    „W prawdzie były teraz”
    Wprawdzie
    „Po przyjeździe z miasta, wzięłam prysznic, przekąsiłam małe „co nie co" i od razu pobiegłam do Molly.”
    Tu jest jakiś niezrozumiały przeskok czasowy. Bohaterka idzie do Molly, nie zastaje jej, a po chwili jakby tego zdarzenia wcześniej nie było, idzie do Molly i znów się złości, że jej nie ma.
    „Nawet gdybym chciałam,”
    Chciała
    „Z drobnymi szczegółami.” – sugestia: ze wszystkimi szczegółami
    „były o wiele jaśniejsze i każdy kosmyk był idealnie ułożony. Była od nas starsza o rok i mieszkała w Day Town. Nie cierpiałam tego typu blondynek, ale widocznie ona, w tych obcisłych, niebieskich spodniach, była ulubienicą Richarda, ponieważ to on był”
    Były-był-była-była-był – za dużo powtórzeń
    „odjechała. Richard stał jeszcze chwilę, patrząc jak odjeżdża”
    Odjechała – odjeżdża, powtórka

    Jeszcze jedna uwaga – jeden z bohaterów ma na imię Christian i tak go opisujesz. Kiedy spotykamy go za drugim razem nazywasz go Chris. Jest to, przynajmniej dla mnie, mylące na pierwszy rzut oka, bo Chris mógłby równie dobrze być nowym bohaterem, a imię skrótem od Christopher.

    Podoba mi się taki spokojny leniwy rozwój akcji. Dobrze zaczęłaś opisem upału i stagnacji i to mija przez cały tekst, więc idealnie współgra z niespiesznym rozwojem zdarzeń.
    W wielu opowiadaniach można się pogubić jeśli autor nie potrafi zakończyć zdania. U Ciebie jest na odwrót, czasem są one aż za krótkie, dla płynności czytania mona by niektóre połączyć. No, ale z drugiej strony może taki masz styl i wypada to zaakceptować.
    Ogólnie jest całkiem nieźle. Zobaczymy jak się rozwinie.
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Dziękuję za uwagi, ta historia i moj styl w niej jest dosc specyficzny, lubie do niej wraca własnie po to zeby wyłapać jak najwiecej tego typu błedów. Tak, lubie krótkie zdania - nie przepadam za zdaniami wielokrotnie złożonymi, bo nieraz spotkałam się z takimi zdaniami zle skonstruowanymi.
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    No kto tu wrócił... Powiem Ci, że jak na Twoje pierwsze opowiadanie to jest bardzo dobrze. Jest parę błędów językowych, ale nic rażącego. Lubię opowiadania, które mają miejsce w takich jakby stereotypowych amerykańskich miasteczkach i pokazujących losy uczniów tamtejszego liceum. Może jak skończę "Tylko, on, ona i motocykl" (albo nauczę się pisać kilka opowiadań naraz XD) też napiszę coś w podobnym klimacie. Serdecznie pozdrawiam i czekam na więcej. :D
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    no tak, tu pewnie tych błedow przewinie sie wiecej niz w poprzednich ;) też takie historie lubie, w stylu footloose na przykład, wiec jak już napiszesz, a mocno w to wierze to na pewno zajrze ;)
  • Clariosis 3 tygodnie temu
    Już od dawna planowałam przeczytać coś od Ciebie, jako że pojawiasz się często na głównej z nowymi rozdziałami. Ale przyjrzałam się uważnie profilowi i zauważyłam, że "Tamta Miłość" to kolejna część, więc cofnęłam się tutaj. ;)
    Bardzo ładny styl pisania, przyjemny i czyta się szybko. Raz tylko poczułam zamieszanie kiedy nagle wyskoczył Chris, bo myślałam, że to zupełnie nowa postać, a nagle się okazało, że to jeden z bliźniaków, bo wcześniej nic nie wskazywało na to, że mimo wszystko ta osoba jakieś tam dobre uczucia wobec głównej bohaterki posiada, żeby jej pomóc, a nie tylko wyśmiewać. :0
    Będę kontynuować czytanie i na pewno co jakiś czas dam Ci znać, co myślę. :) Pozdrawiam!
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    dziękuję i życzę miłej lektury :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania