Tamte wakacje - Rozdział 7

Co roku w lato cała młodzież z okolicy urządzała sobie wielkie ognisko. Zbierały się wszystkie dzieciaki powyżej czternastego roku życia, a najstarsi mieli dopilnowywać porządku. To już była tradycja. Na ognisku był całkowity zakaz spożywania alkoholu i innych używek, ale w zamian mieliśmy praktycznie całkowitą swobodę i właśnie z tego powodu była to ulubiona zabawa. Jedynie wyznaczano dwóch, trzech dorosłych, którym mieliśmy odmeldowywać, najczęściej telefonicznie. Tym razem impreza miała się odbyć w Lasku Zagubionych, więc obowiązek całej organizacji spadł na nastolatki z Dawn Town.

Chociaż ognisko miało się zacząć dopiero o osiemnastej, to już przed sobotnim południem wszyscy zebrali się w Day Town, żeby zrobić wielkie zakupy. Młodzież podzieliła się na grupy i każdej przydzielono inne zadanie. Jedni mieli kupić kiełbaski, mięso, drudzy pieczywo, inni napoje. Pod koniec zakupów, wszyscy byli już zdenerwowani i podnieceni, nie mogąc doczekać się wieczoru. W mieście panowała wrzawa, ruch i hałas.

Również ja i Dora pomagałyśmy w przygotowaniach. Molly wspomniała nam, że wpadnie dopiero na samo ognisko, ponieważ teraz była bardzo czymś zajęta. Razem z nią mieli przyjechać jej nowi przyjaciele. Dora przepadła gdzieś z naszymi koleżankami ze szkoły, a ja pomagałam właśnie pakować kartony z zakupami do furgonetki, należącej (niestety!) do Richarda, która stała na zapleczu jednego ze sklepów. Stałam na pace auta i starałam układać zakupione rzeczy tak, aby zmieściło się ich jak najwięcej. Kartony podawał mi Daniel. Byliśmy sami w zaułku. Tylko od czasu do czasu ktoś przynosił nowe pakunki.

Daniel był to wysoki, szczupły chłopak o krótkich włosach koloru zboża i przenikliwych błękitnych oczach. Był starszy o rok. Nigdy nie należał do paczki Bliźniaków, a co więcej nie przepadał za nimi i może dlatego umieliśmy się dogadywać.

– Już nie mogę doczekać się wieczoru – powiedział, posyłając mi uśmiech.

– Ja też. – Odwzajemniłam uśmiech.

Daniel zaczął coś opowiadać, chyba o swoich planach po szkole. W tym roku zdał maturę i planował iść na studia. Jednak ja już go nie słuchałam. Rozmyślałam o minionym tygodniu w pracy i o wszystkich nowościach, których się nauczyłam. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może studia weterynaryjne, to byłby mój plan na przyszłość. W piątek po pracy pani Vivian wręczyła mi znów kopertę z wypłatą, również tym razem znajdowało się w niej sto pięćdziesiąt dolarów. Na sukienkę miałam już uzbierane i nawet na nowe buty. To jednak nie zmieniało faktu, że nie mogłam się doczekać kolejnych tygodni pracy w przychodni. Martwiło mnie jedynie, że pani Vivian nie wyglądała zbyt dobrze. Była blada, przemęczona. Często przysiadywała, żeby odpocząć. Czasem łykała jakieś leki przeciwbólowe. Skarżyła się na ból brzucha. Śmiała się, że to pewnie niestrawność, bo Richard gotuje obiady jak ma wakacje, co raczej trudno było mi sobie wyobrazić.

– Wiesz – Daniel podał mi kolejny karton – pomyślałem, że może w czasie ogniska, moglibyśmy przespacerować się trochę po lesie.

– Hm?

– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Daniel zatrzymał się i przychylił głowę, wpatrując się we mnie.

– Tak, jasne – zająknęłam się, próbując przypomnieć sobie o czym mówił. – Spacer? Jasne, świetny pomysł. Dora zapewne nie odpuści nocnego spaceru po lesie. Dla niej to takie dramatyczne.

– Mnie chodziło o to... o to żebyśmy poszli tylko we dwoje... – Daniel złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.

– To chyba niezbyt dobry pomysł. – Szybko odsunęłam się i przesunęłam kilka kartonów.

– Dlaczego? – spytał cicho, a ja zeskoczyłam z furgonetki. Jego policzki płonęły, wzrok miał wbity w ziemię.

– Bo wiesz, chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Dorą i w ogóle. – Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Nie miałam ochoty na spacer z Danielem. Nie był w moim typie. W sumie był jeszcze bardzo dziecinny. Interesował się głównie grami komputerowymi, o których potrafił opowiadać godzinami. Rzadko wychodził z domu. Kojarzyłam też, że planował studiować informatykę. Trochę pochlebiała mi jego adoracja, ale to nie było to.

– Czy ty masz coś przeciwko mnie? – spytał nagle.

– Nie, skąd! Bardzo cię lubię i...

– Więc o co chodzi? – Jego głos stał się niecierpliwy. Zdecydowanie stał za blisko, za plecami miałam furgonetkę.

– O nic.

Niespodziewane Daniel chwycił moje ramię i z całej siły zacisnął palce. To ostatnio stawało się regułą. Zaczynało się mi to coraz mniej podobać. Chciałam się mu wyrwać, jednak był zbyt silny, chociaż nie był osiłkiem.

– Daniel, to boli! – krzyknęłam, ale on jakby nie słyszał, tylko dalej mówił przez zaciśnięte zęby:

– Już wiem o co ci chodzi. Gardzisz mną. Wolisz któregoś z Bliźniaków. Richard albo Chris z całą pewnością bardziej odpowiadają tobie. Ja nie jestem ciebie wart, co? Zawiodłem się na tobie Tamaro i to bardzo. Ale jeszcze przekonasz się do mnie. Zobaczysz!

Daniel chwycił mnie z całej siły za szyję i przybliżył się do chcąc mnie pocałować. Przez chwilę patrzałam w niego jak zaklęta, nie wiedząc co się z nim dzieje.

– Daniel! Co ty wyprawiasz! Oszalałeś! – wyrzuciłam wreszcie z siebie.

Nagle ktoś szarpnął Daniela do tyłu, a ten poluźnił uścisk. Natychmiast odsunęłam się i chwyciłam się za bolące ramię. Okazało się, że wybawicielem nie jest nikt inny, jak sam Christian, który pociągnął Daniela w tył, a ten zatrzymał się dopiero pod murem sklepu.

– Nie przesadzasz czasem odrobinę? - powiedział ostrym głosem Chris.

– Zjeżdżaj, Chris. To nie twoja sprawa. – Daniel ruszył znowu w moim kierunku.

– Jest moją sprawą, jeżeli jakiś idiota bije dziewczynę. – Chris stanął miedzy nim a mną.

– Nie biłem jej. – Daniel spojrzał hardo na Christiana.

– Ach, przepraszam, pomyliłem się: używa wobec niej siły – poprawił się.

– No i co zbijesz mnie teraz?

– Jeżeli będzie trzeba.

–Ja mu z chęcią pomogę – odezwał się Richard, który stał w drzwiach i przysłuchiwał się kłótni z rękami w kieszeni.

Dopiero teraz go zauważyłam. Powiodłam za nim wzrokiem, kiedy zbliżał się do chłopaków, ale on nie spojrzał na mnie ani razu. Natomiast Daniel, zauważywszy Richarda, odsunął się parę kroków od Christiana.

– Wiec dwóch na jednego? – zapytał, ale brakowało mu już tej odwagi w głosie.

– Jak chcesz. – Richard uśmiechnął się ironicznie.

– Spoko, już spadam. W końcu nie stało się nic strasznego. Do zobaczenia na ognisku. – Daniel ostatni raz spojrzał na mnie i zaczął się wycofywać, ale nie zdążył nawet zrobić trzech kroków, gdy Christian złapał go za kołnierz koszulki i przyciągnął do siebie.

– Spróbuj choćby zbliżyć się do Tamary, a tak obiję twoją twarzyczkę, że cię rodzona matka nie pozna - rzucił mu prosto twarz, po czym odepchnął wystraszonego Daniela, który szybko się oddalił.

Nigdy nie widziałam tak rozwścieczonego Chrisa, a tym bardziej stającego w mojej obronie. Kiedy Daniel zniknął z pola widzenia chłopacy odwrócili do mnie. Chris zrobił kilka kroków w moim kierunku i zapytał:

– Wszystko w porządku, Tami? Nic ci nie zrobił?

– Nie, nic. Dzięki, ale sama bym sobie poradziła. – Jak zawsze musiałam unieść się dumą.

– Jasne. Właśnie widzieliśmy – zauważył Chris.

– Miałam wszystko pod kontrolą.

– Boże, czy ta dziewczyna nigdy nie może przyznać się, że potrzebuje pomocy? – Chris był już mocno poirytowany.

– Ja nigdy nie potrzebuję pomocy. – Zadarłam głowę do góry, choć wewnątrz jeszcze cała się trzęsłam. Pierwszy raz w życiu ucieszyłam się na widok Bliźniaków.

– Zaraz ją zamorduję – powiedział Chris żartobliwie i ruszył w moim kierunku, ale Richard zatrzymał go ręką.

– Daj spokój. Ona nigdy nie poprosiłaby nas o pomoc. – Richard spojrzał mi w oczy, a w jego wzroku nie było tych iskierek, co zawsze. Był on raczej smutny, co mnie zdziwiło. – Nawet nam nie podziękuje, więc nie masz na co liczyć. Chodź Chris, mamy jeszcze dużo do roboty. – Richard ruszył w kierunku samochodu. Christian ruszył za kolegą, ale uśmiechnął się jeszcze do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.

***

Pół godziny później wszyscy mieli spotkać się przy fontannie. Skąd dopiero mieliśmy pojechać do Lasku Zagubionych. Na miejscu stało kilka samochodów i mnóstwo młodzieży. Siedziałam z Dorą na murku otaczającym fontannę.

– Naprawdę próbował cię siłą pocałować? – wyszeptała Dora przez zaciśnięte zęby.

Przytaknęłam. Opowiedziałam jej właśnie całą historię. Od razu poczułam się lepiej, gdy mogłam komuś się z tego zwierzyć.

– O rany. Na pewno dobrze się czujesz? – Dora była wyraźnie zmartwiona – Może chcesz pójść to komuś zgłosić? Powiedzieć rodzicom? Nie wiadomo co by Daniel jeszcze wymyślił, gdyby nie chłopaki.

– Nie, Dora. Naprawdę wszystko ok. Widać coś mu się ubzdurało. Wydaje mi się, że Bliźniaki dość go wystraszyły.

– Ale co mu przyszło do głowy, że ty i oni...

– Też się zastanawiam. Może widział jak wtedy Chris mnie odwoził do domu i coś sobie dopowiedział. Wiem, że ich nie lubi, ale w życiu nie przypuszczałam, że mógłby być o mnie zazdrosny. Dobrze, że za niedługo wyjeżdża na studia, nie będę musiała go oglądać.

Daniel mieszkał niedaleko mnie. To było jedyne wyjaśnienie, że wtedy widział mnie z Chrisem, albo ktoś mu o tym powiedział. Wiedziałam, że to był zły pomysł, żeby Chris mnie podwoził. Nie powinnam była wsiadać wtedy do tego auta.

Rozejrzałam się po zebranej młodzieży. Daniela nie było nigdzie widać, ani Chrisa. Za to Richard stał przy swojej furgonetce z Samanthą, która usilnie mu coś tłumaczyła, a on drapał się po głowie. Samantha – dwudziestolatka należąca do grupy najstarszych uczestników ogniska, sprawdziła czy wszystko zostało zakupione i rozporządzała, co z danymi rzeczami zrobić.

– Musimy załatwić sobie podwózkę. – Dora zeskoczyła z murku i podeszła do grupki naszych znajomych z klasy.

Nagle usłyszałam, że Samantha mnie woła. Nadal stała zamyślona koło Richarda, wpatrując się w kartony w jego samochodzie. Sięgała mu ledwie do ramienia, ale zdecydowanie przewyższała go swoją charyzmą. Podeszłam do nich.

– Chris jedzie z tobą? – Samantha spytała Richarda.

– Nie, on jest swoim autem – odpowiedział.

– Tamara, ty będziesz wiedziała co z tym zrobić, jak dojedziemy na miejsce. Prawda? – zwróciła się do mnie i wskazała na furgonetkę.

– Jasne – powiedziałam niepewnie – A co?

– Świetnie. Będziesz więc za to odpowiedzialna razem z Rickiem. Pojedziesz z nim i wszystko mu wyjaśnisz, co gdzie i jak. Ok?

– Jak chcesz... – Spojrzałam na Richarda – Ale nie wiem czy to dobry pomysł.

– Nie przesadzaj. Nie pozagryzacie się. Chyba możesz poświęcić się w imię wyższej sprawy. – Samantha uśmiechnęła się wesoło.

– Jasne, że może – powiedział pewnie Richard i wsiadł do samochodu, a następnie otworzył od środka drzwi pasażera.

Chyba nie miałam wyboru – wsiadłam. Jeszcze zanim ruszyliśmy zdążyłam wysłać Dorze SMS-a, że spotkamy się na miejscu, bo jadę z Richardem. W odpowiedzi dostałam emotkę wytrzeszczającą oczy.

Jechaliśmy w milczeniu. Rozsiadłam się wygodnie, zapięłam pasy i rozejrzałam się po furgonetce. W środku miejsca było tylko na dwie osoby. Na lusterku wisiała jakaś rozebrana laleczka o blond włosach zakrywającej jej piersi. Uśmiechnęłam się pod nosem, przypominając sobie Kitty. Na półce rozdzielczej i wokół siedzenia leżało mnóstwo płyt różnych wykonawców. Byli wśród nich między innymi Alice Cooper, Aerosmith, Metallica.

Richard, jakby czytając w moich myślach, włączył radio. Jedna ze stacji puszczała właśnie „Save up all your tears", piosenkę Cher. Była to jedna z moich ulubionych. Richard, już chciał zmienić stacje, ale złapałam go gwałtownie za dłoń.

– Zostaw to, proszę – powiedziałam cicho, a on nawet spełnił prośbę.

– Jak sobie życzysz, Aniołku. – Spojrzał na mnie przez ułamek sekundy, uśmiechając się delikatnie.

Byłam zdziwiona jego zachowaniem i swoim też. Nawet to jego „Aniołku" brzmiało inaczej niż zwykle. Odwróciłam się w jego kierunku. Chciałam mu się przypatrzeć, chociaż bałam się, że on powie coś głupiego. Był ubrany w dżinsy i czarną koszulkę. Richard przejechał dłonią po swoich włosach. Przyjrzałam się oczom. Były duże, brązowe. Jego kości policzkowe były wyraźnie zarysowane. Nos Richarda był jak najbardziej zwyczajny, podobnie jak usta. Jedynie małe dołeczki w policzkach, które pojawiały się przy każdym jego uśmiechu, były nieziemskie. Nigdy nie uważałam Richarda za przystojnego, ale teraz zauważyłam, że może być atrakcyjny. Szybko odegnałam od siebie tą myśl. Zaczęłam wsłuchiwać się w piosenkę. Gdyby nie obecność Richarda, pewnie już bym ją nuciła.

– Co mi się tak przypatrujesz? Uważaj, bo jeszcze się zakochasz. – Nie odrywał wzroku od szosy.

– I co jeszcze? – powiedziałam spokojnie, choć serce zaczęło bić gwałtowniej. – Patrzyłam tylko jaki jesteś szpetny. – Zaśmiałam się.

– Stwierdziłaś zapewne, że jestem strasznym potworem, nawet z wyglądu.

– Coś w tym stylu.

– Na pewno wszystko w porządku? – Zerknął na mnie. – No wiesz, po tej akcji z Danielem.

– Tak, nie ma o czym mówić – odpowiedziałam, choć czułam, że głos mi się trochę łamie.

– Co za palant – warknął. – Mam nadzieje, że się nie pokaże na ognisku, bo mu pysk obiję.

Spojrzałam na jego umięśnione ramiona, ręce, na szerokie męskie dłonie. Daniel nie miał by przy nim szans.

– Przestań, nie warto. – Spuściłam wzrok – Będą z tego tylko kłopoty.

– To co? To on powianiem mieć kłopoty.

Na myśl przyszło mi znowu nasze spotkanie na polach. Już zdążyłam o nim zapomnieć. Czy to wtedy dużo różniło się od dzisiejszej sytuacji? Wtedy też serce mi biło jak oszalałe, ale nie ze strachu.

Piosenka Cher się skończyła i już leciał następny utwór. Richard wsunął jakąś płytę do odtwarzacza CD. Następnie zaczął przełączać utwory jakby szukał jakiegoś konkretnego. Z głośników poleciały w końcu pierwsze gitarowe dźwięki, a po głosie wokalisty poznałam, że to Aerosmith.

– To piosenka specjalnie dla ciebie, Aniołku.

Zerknęłam na niego, ale nawet na mnie nie spojrzał. Łokieć lewej ręki opierał przy bocznej szybie, drugą rękę swobodnie trzymał na kierownicy. Wsłuchałam się w słowa piosenki i mocno mnie zaskoczyły: „I want your love let's break the walls between us. Don't make it tough, I'll put away my pride. W refrenie Tylor śpiewał: „You're my angel, come and save me tonight. You're my angel, come and make it alright".

Aniołku? Czyżby stąd wzięło się moje przezwisko. Miałam ochotę parsknąć śmiechem. Czułam, że znów się czerwienię.

– Serio? To ma być piosenka z dedykacją dla mnie? – Miałam nadzieję, że wyczuwał w moim głosie irytację i złość. Znów próbował zrobić ze mnie pośmiewisko? – Może to ty się we mnie podkochujesz! – Założyłam ręce na krzyż i wbiłam w niego wzrok. Widziałam, jak kąciki jego ust drgają, jakby powstrzymywał się przed śmiechem, ale nie odezwał się ani słowem. Żadnej ciętej riposty.

Odwróciłam głowę w drugą stronę. Próbowałam skupić wzrok na krajobrazie za szybą. Jednak cały czas docierały do mnie słowa piosenki: „You're the reason I live, You're the reason I die, You're the reason I give when I break down and cry".

– Dlaczego akurat przychodnia mojej mamy? – Richard przerwał milczenie.

– A dlaczego nie? – odpowiedziałam szybko. Jakoś to pytanie w ogóle mnie nie zdziwiło. Nie odwróciłam się w jego stronę ani na chwilę.

– No, bo to moja mama. Liczyłaś, ze będziesz mnie części spotykać, czy po prostu chciałaś mi zrobić na złość?

Naprawdę bardzo starałam się nie dać wyprowadzić z równowagi tą jego impertynencją.

– Wyobraź sobie, ani to ani to – powiedziałam spokojnie, wpatrując się cały czas w szybę. – Lubię zwierzęta. Dobrze mi się tam pracuje. Liczyłam na to, że będę mała spokój. Nie wyobrażam sobie pracować w jakimś sklepie albo knajpie, gdzie przewalają się tłumy ludzi. Twoja mama zarzekała się, że prawie nigdy tam nie zaglądasz, więc się zdecydowałam.

– Dobrze, że jej pomagasz.

Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Zerknęłam na niego, ale jego twarz nic nie wyrażała.

– Słuchaj Richard, twoja mama ostatnio wygląda na przemęczoną. Może powinieneś z tatą namówić ją na jakiś tydzień urlopu, albo żeby poszła do lekarza – powiedziałam cicho.

Przytaknął i przez chwilę milczał.

– A co ty się nią właściwie aż tak przejmujesz?

Oczywiście musiał mnie rozwścieczyć tym pytaniem.

– Bo wyobraź sobie, że ją lubię i nawet mi jej żal, że ma takiego synalka jak ty!

Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z furgonetki i trzasnęłam drzwiami z całych sił. Bez słowa spotkaliśmy się z tyłu auta. Otworzył klapę, każde z nas złapało za jeden karton. Ruszyliśmy w stronę naszych znajomych, Richard szedł za mną. Jednocześnie spostrzegłam, że w naszym kierunku idzie Chris i szczerzy zęby w uśmiechu. Kiedy prawie się z nim mijałam, potknęłam się i wystający korzeń. Nim się wywróciłam, Chris zdążył złapać karton prawie w locie, a ja wylądowałam łokciem i całym bokiem na brudnym piachu.

– Hej, uważaj, w tych kartonach są drogocenne rzeczy! Żyjesz? – spytał Chris z powagą, ale po chwili parsknął śmiechem. Richard się do niego dołączył.

– Wstawaj, Aniołku – Richard przełożył karton do lewej ręki, drugą wyciągnął do mnie.

Podniosłam się sama, ostentacyjnie omijając jego dłoń. Otrzepałam szorty i obróciłam się na pięcie i tylko rzuciłam im na odchodne:

– Sami sobie to rozpakujcie.

– Daj spokój, Tami! Coś ty taka obrażalska! – krzyknął za mną Chris.

Nawet się nie odwróciłam. Pokazałam im tylko środkowy palec.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Wygląda na to, że Chris i Richard stali się dla Tamary... bohaterami! Arek byłby z nich dumny! :D A ode mnie leci 5 i pozdrowienia :)
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Ciekawy rozdział, akcja skręca już chyba we właściwą stronę, choć bohaterka jeszcze fika. Jeszcze chwilę i pewnie zrozumie, że nie jest pępkiem świata 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania