Tantania - Rozdział 4 Poszukiwania

Christopher obudził się przed wschodem słońca. Posmarował ranę specyfikiem od Izabell i wymknął się z jaskini. Starał się być jak najciszej, ale jego towarzyszka go nakryła. Kiedy miał zamiar ruszyć usłyszał ciepły głos:

-Dokąd się wybierasz?

Mimowolnie uśmiechnął się i odpowiedział:

-Do domu.

Kobieta podniosła brwi:

-W stronę odwrotną do twojego domu?

Książę zszedł z konia, wciągnął głośno powietrze i odpowiedział:

-Nie wracam tam.

Mężczyzna opisał Izabell swoją historię życia. Jego zdaniem nie była fascynująca, ale kobieta słuchała go z nadmiernym zaciekawieniem.

Wiktoria obudziła się przed świtem. Całą noc nie mogła zmrużyć oka. Bała się o swojego przyjaciela. W jej głowie kłębiły się negatywne myśli. Christopher zawsze był słaby i delikatny. Nie potrafił się bić, nie był silny i na dodatek był za dobry. Każda jej część ciała mówiła o jej strachu.

Selena została obudzona jak co rano przez swoją służącą. Kiedy tylko przygotowała się do całego dnia, poszła do swojej przyjaciółki. Ponownie na widok ludzi z dolnego miasta przeszyły ją wszystkie możliwe emocje. Od współczucia do obrzydzenia. Szybko przemknęła przez ulice i weszła do domu ciemnowłosej dziewczyny. Kobieta wyglądała jakby całą noc ciężko pracowała. Miała sińce pod oczami i popękane naczynka na gałce ocznej. Księżniczka wraz ze swoją przyjaciółką usiadły do stołu i myślały nad tym jak mogą pomóc Christopherowi.

Kiedy pierwsze promienie słońca dotknęły ziemi grupa rycerzy wraz z Thomasem dopiero wstała. Kiedy posilili się i przygotowali konie było już południe. Nie śpiesząc się centymetr po centymetrze grupa poszukiwaczy przeszukiwała las. Nagle jeden z rycerzy rozpoznał z oddali konia z herbem Rivinów.

Katarzyna chciała porozmawiać ze swoim mężem. Ale strach był silniejszy od jej pragnień. Nie potrafiła myśleć przy Ludwiku. Król potrafił manipulować i kiedy kończył z nią rozmawiać czuła się jakby była nikim. Musiała zawsze brać napary ziołowe aby lepiej się poczuć.

Królowa bała się o swojego kochanego synka. On jedyny w całym zamku był jej światełkiem w mroku. Rozchmurzał jej życie pełne smutku i nienawiści. A teraz go nie ma. Na pewno ktoś go porwał. Christopher nie poradzi sobie. A co jeżeli już nie żyje? Od myślenia głowa bolała co raz mocniej. Całe ciało się trzęsło. Powoli zaczynała popadać w paranoje. Natychmiast podeszła do stolika nocnego i chwiejną ręką wzięła ostatni z naparów przygotowanych przez Natalie. Od razu poczuła się lepiej i położyła się do łoża. Jej oddech robił się co raz bardziej spokojniejszy, aż w końcu zasnęła,

W końcu Thomas odnalazł swojego brata. Młodszy mężczyzna nie wyglądał na kogoś kto potrzebuje pomocy. Siedział przy strumyku i rozmawiał z pewną piękną kobietą. Przyszły władca zszedł pełen gracji z konia. Delikatnie ukłonił się do przepięknej kobiety i przedstawił się głosem jak przystało na Króla:

- Książę Thomas Rivin, przyszły władca Tantani.

Na Izabell nie zrobiło to nawet najmniejszego wrażenia. Spojrzała na niego z pogardą i tylko kiwnęła głową. Następnie starszy z braci odezwał się do swojego członka rodziny cynicznie:

- Matka z siostrą się o ciebie martwią a ty się bawisz z kobietą.

Christopher na moment stracił rezon. Dosyć długa chwila minęła zanim uświadomił sobie kto przed nim stoi. Wstał, przełknął ślinę i chowając trzęsące się ręce za siebie odpowiedział:

-Nie potrzebuję pomocy, możesz wracać do zamku.

Ciemnowłosy mężczyzna obserwując zachłannym wzrokiem atuty towarzyszki brata, monotonie powiedział:

- W imię Króla i Królowej, mam rozkaz zabrać cię do domu.

W ten odezwała się kobieta. Jej głos był mu znajomy, ale nie potrafił przypomnieć sobie gdzie już go słyszał:

- Nie masz żadnego prawa do rozkazywania Christopherowi, jest dorosły i potrafi decydować za siebie!

Kiedy Izabell mówiła starszy z braci miał szeroki uśmiech na twarzy, a kiedy tylko wypowiedziała ostatnie słowo, roześmiał się na cały głos, strasząc okoliczne ptaki. Po czym dodał podchodząc do niej pełen wyższości:

- Nie masz pojęcia co potrafię i co mogę. – Następnie obrócił się i powiedział do rycerzy – Zostaniemy tu na noc, wyruszymy z rana.

Kobieta spojrzała na młodszego Księcia z zapytaniem, a on tylko ze smutną minął podszedł do strumyka i rzucał kamieniami, byle by nie myśleć o swoim marnym życiu. Niestety bez skutku. Myśli kłębiły się raz w lewo, raz w prawo głowy, nie dając spokoju. Przypominało mu się dzieciństwo, jak był sponiewierany przez ojca i „braciszka”. Nienawidził swojej rodziny, nie znosił swojego tytułu, a przede wszystkim pragnął nigdy się nie narodzić.

Noc zapadła nagle. Była ciężka i gorąca. Wydawało się, że wszyscy zasnęli, nawet strażnik, który miał czuwać. Nagle coś cichutko trzasnęło, potem mocniej i jeszcze raz. Przyszły władca gwałtownie złapał za miecz i wstał. Starał się wypatrzeć obcego wśród ciemności, ale światło księżyca słabo oświetlało czerń nocną. Wykluczył jeden ze zmysłów aby lepiej usłyszeć dochodzący dźwięk i krok za krokiem podchodził wolno. Był już co raz bliżej, słyszał oddech intruza. Gwałtownie zamachnął się. W ostatniej chwili cofnął ostrze, które uderzył o drzewo i pokazując śnieżne zęby wyszeptał do postaci:

- Czemu taka delikatna istotka chodzi sama w ciemności?

Dziewczyna próbowała się wyswobodzić z napierającego na nią ciała, ale nie była na tyle silna. Thomas co raz bardziej był natrętny. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele, kiedy już prawie dotknął jej piersi coś gwałtownie pociągnęło go do tytułu zwalając na ziemie. Był to Christopher mierzący prosto w serce własnego brata klingą:

- Zawsze byłeś świnią.

Po czym zabrał miecz, podszedł do przestraszonej kobiety i ją przytulił.

Ledwo nastał świt, a Thomas wydał rozkaz powrotu do domu. Miał dosyć spędzonego czasu ze swoim pożal się Boże „braciszkiem”, a ta jego nowa znajoma? Jeszcze gorsza. Nęci go, podnieca, a potem udaje świętą. I że jest ofiarą losu. Jeszcze żeby była z wyższych sfer a jest taką samą niedojdą jak Christopher.

Po kilku godzinach dotarli do zamku. Młodszy z mężczyzn zaczął się denerwować. Zauważyła to Izabell przyglądając mu się badawczo ze smutkiem w oczach. Na dziedzińcu stała Selena wraz z matką. Na widok swojego promyku w czerni wybiegła Królowa. Syn rozpromienił się na widok jedynej kochanej osoby, zszedł z konia i podbiegł do niej. Matka wtuliła syna w ramiona, czując jak jej świat staje się piękniejszy, a złe chmury odchodzą.

Thomas chwile spoglądał na matkę i tego odrażającego człowieka, a kiedy jego kolacja podeszła mu do gardła odwrócił wzrok i ruszył do stajni. Wolał wyczyścić konia, zająć się najgorszymi pracami niż przyglądać się obściskiwaniu się Christophera „z ukochaną”rodzinką. Ile by dał by tylko nie spotkać w tym lesie „braciszka”. Mógł nie godzić się dla tej chłopki. Co mu się stało? Omotała go. Kobiety to wredne stworzenia, wszystkie bez wyjątku…

Sellena radując się podbiegła do brata. Oczywiście najpierw nakrzyczała na niego, ale zaraz po tym przytuliła do siebie i wraz z matką zaczęły zadawać mu mnóstwo pytań o jego ucieczkę.

Izabell przyglądała się bacznie całej sytuacji. Coś w tej rodzinnie nie pasowało. Każdy wydawał się być dobry ale kiedy oglądało się wnętrze, te było zniszczone. Ledwo to się trzymało kupy. Jedno słowo, jeden gest mógł zniszczyć wszystko co o sobie wiedzieli i zbudowali wizje własnego świata.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania