Tęsknota…

Każdego poranka punktualnie o 8.05

Mówisz swojej stetryczałej sąsiadce – Dzień dobry

A ja o 9.30 witam się ze zgrzybiałym staruszkiem spod 4

 

Wychodzimy z naszych domów i zaczynamy kolejną

Potyczkę zwaną życiem

Na ulicach mijamy setki nieznajomych twarzy

Jedne są uśmiechnięte inne smutne, złe lub zawiedzione

Nie zwracamy na nie uwagi pogrążeni we własnym świecie

Gdzie nie istnieje czas, ludzie, pieniądze

Jesteśmy tylko My

 

Obowiązki zmuszają do powrotu na Ziemię

Niekończące się spotkania biznesowe, lunche, kontrakty

Sztuczne uśmiechy, wyuczone gesty, doskonale dobrane słowa

Ten wymuszony fałsz stopniowo zabija nas od środka

Lecz wiemy, że inaczej nie da się funkcjonować w tym społeczeństwie

 

Co rusz spoglądamy na telefon, przeglądamy pocztę, śledzimy komunikatory

Chcąc zobaczyć jakąkolwiek wiadomość:

- Myślę o Tobie

- Ja też

 

Po skończonej pracy samotnie wracamy do naszych loftów

Będąc razem a jednak osobno

Otuleni srebrem księżyca otwieramy butelkę czerwonego wina

I patrzymy na gwiazdy czekając na tę spełniającą marzenia

 

Taką, która nareszcie pozwoli przekroczyć nam wszelkie bariery…

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Krzysztoff 2 tygodnie temu
    Znowu ładnie to opisałaś, takie właśnie jest dzisiejsze życie, tylko może nie patrz z takim pesymizmem, co to da.
  • Leila 2 tygodnie temu
    W wierszach pozwalam sobie na pesymizm, a w życiu zawsze widzę tą jasną stronę.
  • Peryskop 2 tygodnie temu
    Wierzę bardziej w przekaz niż formę. Ale to nie jest wiersz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania