Tramwaj "9" r2

Budzę się z naładowaną baterią. Promienie jasno świecącego słońca dodają mi dodatkowej euforii. Normalnie tryskam energią i kocham cały świat!

Szybko robię poranną toaletę, pożeram jajecznice z czterech jajec oraz wypijam pół litra kawy, a jak mówi stare przysłowie „Tak powiada stary Bakusz, jak się pojysz to się zakurz.” Z fajką w mordzie wychodzę na podwórek z małym ogrodem. Odpalam szluga, biorę pierwszego macha w płuca. ”Życie jest piękne!”. Jak to w moim porannym zwyczaju, robie kółeczko, by sprawdzić jak się mają chaszcze przy płocie… „Jednak życie nie jest piękne”. Już wiem, przy czym spędzę większe pół soboty… ogarnięciu żywopłotu! Rzyg.

Dwie godziny później Paweł grzebie w garażu przy malaczu, a ja z sekatorem w dłoni i grającą w uszach muzyką zapominam o boskim świecie, trochę za mocno wczuwając się w rytmy Imagines Dragon Thunder. Mocno pochylona do przodu kręcę zadem, obcinając kolejną odstającą gałązkę, aż tu nagle pojawia się cień i ktoś mnie dotyka. Z piskiem podskakuję niczym kot przestraszony ogórkiem. Przerażona puszczam nożyce, wyciągam słuchawki i chcę wyjebać Pawłowi wredną słowną wiązankę, ale kiedy się odwracam i widzę tego typa z tramwaju, od razu robię dwa kroki do tyłu, wpadając wiertlem w krzaki. JA pierdole, a ten skąd się tu wyczarował???

– Nie chciałem panienki przestraszyć – mówi facet, pomagając mi się wygramolić z gałęzi. Jestem strasznie zmieszana, bo nie wiem, o co biega. Pomimo pędzących myśli wypowiadam tylko jedno zdanie.

– A pan to kto?

– Amadeusz Adamczyk – przedstawia się gościu z tramwaju, a je se myślę „Chuj mi do tego, jak się wabisz, ale niezły jesteś lasek. Co powiedziałbyś na loda?” Mentalnie daję sobie na opamiętanie liścia w ryj.

– I co pana przywiało? – pytam ostrożnie, nie spuszczając kolesia z oka. Czort wie, czy nie jest jakimś psychopatą, a co gorsza prześladowcą lub podglądaczem. Skąd on wie, gdzie mieszkam?

– Właśnie tędy przejeżdżałem i cię zauważyłem, więc postanowiłem się zatrzymać i zapytać czy…

– AMANDA! Biedronka zdechła. Nadaje się na Made in Wyciep. Musimy poszukać dla ciebie czegoś nowego! – ryczy Paweł z garażu.

Świetnie! Rewelacja! FANTASTICO! Gorzej już być nie może!

– Zaraz przyjdę! – Tylko pozbędę się tego gościa z trampka. – Przepraszam, jak pan widzi mam wiele pracy, tak więc…

– Łosz pierunie Amaderro! Siema chopie! – woła mechanik, a mi serce zjeżdża do kostek.

To jest kurwa ukryta kamera!

– Melissa powiedziała gdzie cię znajdę – odpiera mężczyzna, witając się po męsku z Pawłem. HA! Przejeżdżałem przypadkiem. Faceci o czymś trajkoczą, a ja stoję jak ta pita i szukam języka w mordzie. Po pół minutowym errorze w dyni schylam się po nożyce. Moją ogrodową robotę ogłaszam za zakończoną, idę się spalić ze wstydu i zamurować prochy w czterech ścianach.

Omijam chłopów, lecz po kilku zrobionych krokach słyszę Pawła.

– Amanda, zrób nam kawy i jak masz jeszcze te dobre upieczone ciasteczka… –

Jedynie podnoszę dłoń do góry i pokazuję FUCK YOU. A co to ja? Kawiarenka jestem, czy jak?

Pięć minut później wychodzę z dwoma kawami oraz kruchymi ciasteczkami na podwórko i podchodzę do facetów, którzy rozsiedli się niczym Pat i Mat w moim kąciku odprężenia. Odkładam tacę na niskim rattanowym stoliczku i chcę dać dyla. Mój czarny eliksir czeka na mnie w kuchni.

– Ma panienka mleczko do kawy? – pyta starszy typek. Prostuję się z przymrużonymi oczami. Wyglądam na mlekodajną krowę? Już chcę mu powiedzieć, żeby wytrzepał sobie śmietankę, lecz na szczęście Paweł mnie wyprzedza.

– Pij i się ciesz. A ty Mandzia, przynieś twoją kawę i usiądź z nami. Tylko nie zapomnij o buraku cukrowym. – No niech mnie drzwiczki ścisną, czego jeszcze? Striptiz może???

– Pawlo masz co żreć? – Kolega kiwa żwawo głową. – To żryj. – Odwracam się na pięcie i odchodzę kręcąc prowokująco zadkiem. A co! Koza jestem!

W kuchni przez firanki ukradkiem obserwuję moich „gości”. Z Pawlo znam się od lat, w końcu to mąż mojej kumpeli Melissy. Dlatego wiem, jak swobodnie się ziomek u mnie czuje, a tym bardziej zna mój cięty język. W sumie nie jestem złośliwą osobą, jednak są chwilę, kiedy moja wredność nie zna granic, pomimo że jest w żartobliwym kontekście. On to wie. Tylko ni w kość, ni ząb nie czaję bazy z tym Amadeuszem. Kim on jest, czego u mnie szuka i skąd zna Pawlaka? Z pewnością to jego jakiś stały klient w warsztacie, bo jeździ gruchotem. Zżera mnie ciekawość, czym się typek buja, więc idę do pokoju obok i zaglądam na ulicę…

O ja cię nie chce smucić! Co to za fetna fura? Żuk, Nyska? NIE! To jest no… no ten… jak się zaś zwało… cholera! Szmelcedes. O!

Skoro jeździ takim dojczlandzkim szajsem, to nic dziwnego, że ciągle szuka mechanika, ale kto bogatemu zabroni?

Zanim kumplowi przyjedzie na myśl, aby wołać za cukrem, idę do kuchni, chwytam za cukierniczkę oraz moją kawę. Z driftem w laćku biorę zakręt do korytarzyku i lecę na czołówkę. W ostatniej chwili ocalona zostaje cukierniczka, lecz nie moja bluzka. Czarna ciecz nie dość zdobi materiał moje odzienie, to jeszcze wylądowała mi na gębie.

– Wszystko w porządku? Chciałem tylko do toalety. Paweł opisał mi do niej drogę. Nie wiedziałam, że pokierował mnie do kuchni – mówi kolos o głowę większy ode mnie, ścierając kciukiem spływające krople kawy z mojej twarzy. Serce podchodzi mi do krtani, sapię niczym parowóz w dodatku wszystkie włosy stają dęba, a jego delikatny dotyk doprawia mnie o miłe dreszcze. Jak zahipnotyzowana patrzę się w ciepły zielony kolor jego oczu obramowane gęstymi czarnymi rzęsami i drobnymi zmarszczkami. Do nosa dochodzi mi zapach jego perfum zmieszany z kofeiną. Muffin z kawową polewą. ‘Pyszności’ aż ślina napływa mi do pyska, kiedy wyobrażam sobie, jak oblizuję z góry lukier. Mmmmmm. A te usta!!! Mogę się do nich przyssać?

– Amanda? – wyrywa mnie głos z zamyśleń. W końcu odrywam ślepia od ciasteczka. Co chciałam powiedzieć???

– Yyy… Toaleta jest tam – mówię ochrypniętym tonem, wskazując palcem drzwi z klopa, następnie odwracam się i mknę niczym kobyła po schodach do sypialni, by zmienić ufajdaną bluzkę oraz ochłonąć tą akcją. Niech mnie gęś pieczona kopnie! Amadeusz ma na mnie jakieś magiczne działanie, którego nie mogę w żaden sposób sobie wyjaśnić. Przecież nie jestem kobietą z zapotrzebowaniami. Fakt, od czasu do czasu pomaga mi mój przyjaciel ‘Wilhelm’… a gdyby tak… przecież jeszcze nikomu nie zaszkodził szybki numerek bez zobowiązań… Po jego wzroście mogę sobie wyobrazić, jaki posiada arsenał „MANDA idiotko! Koleś na bank jest żonaty!” Krzyczy podświadomość, okładając mnie patelnią w łeb. Ok. ok. psycha ma rację, nie powinnam tak myśleć, w końcu typa nie znam, ale nie zaszkodzi, żeby tylko raz polizać… „Lecz się babo!”

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    Drobne wypominki:
    „pożeram jajecznice z czterech”
    Jajecznicę (chyba że były dwie, bo w sumie dlaczego nie, jak ktoś głodny)
    „Właśnie tędy przejeżdżałem i cię zauważyłem,”
    Nieco dziwnie mi brzmi to nagłe przejście na ty.
    „po kilku zrobionych krokach”
    A po co to zrobionych? Przegadanie
    „materiał mojego odzienie”
    Odzienia, jednak, bym nalegał 😉
    „Jak zahipnotyzowana patrzę się”
    Się zupełnie zbędne

    Świetne. Teraz, po drugiej części wszystko zaczyna mi się układać w logiczną całość i już się nie dziwię akcji z tramwaju w rozdziale pierwszym. Teraz postać bohaterki jest tak dosadnie narysowana, że wszelkie wątpliwości schowały się w krzakach nad Czarną Przemszą i tam pozostaną.
    Bardzo mi się podobają te porównania i stylizacja. Akcja też niczego sobie. Jestem na tak 😊
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    Dziękuję. Już poprawiam uwagi.
  • Writer'sWife 4 miesiące temu
    Tu też 4. A masz, co mi tam... :D
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    Dziękuję za hojność

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania