Trudność kochania 10

- Czy to prawda, Rossalin - moje zaskoczenie było tak ogromne, że wybuchnęłam śmiechem. Cała trójka patrzyła na mnie jak na wariatkę.

 

- Eric, wygrałeś zakład - z portfela wyjęłam dziesięć dolarów i wręczyłam mu do ręki z wielkim uśmiechem.

 

- O co w tym wszystkim chodzi? Jaki zakład - dopytywała się Paula.

 

- Założyłam się z Erickiem o to, że nie będzie na tyle odważny by powiedzieć jakaś głupotę przy was - Nilsson miał tak wściekły wzrok, że gdyby mógł to by mnie rozszarpał.

 

- Czy to prawda? - przyjaciółka patrzyła pytającym wzrokiem na naszego szefa. W duchu prosiłam żeby ten pajac podjął mój pomysł.

 

- Powiedzmy, że tak - jego oczy wypalały we mnie dziurę - Musimy Rossi porozmawiać - uprzejmie przeprosił moich przyjaciół i pociągnął mnie za rękę do wyjścia.

 

- Co ty wyprawiasz Eric?! I skąd wiedziałeś gdzie jestem? - miałam ochotę rozerwać go zębami.

 

- O to samo mogę zapytać się ciebie. Miałaś czekać na mnie w moim domu, ale przecież lepiej było uciec. U siebie też nie poczekałaś. Znalezienie ciebie było łatwizną.

 

- Zostawiłam ci karteczkę - chciałam naprawdę być już w domu i położyć się w łóżku, a nie stać pod klubem i sprzeczać z szefem.

 

- Jedziemy do mnie - on chyba był nienormalny albo pijany.

 

- Co ty sobie myślisz do cholery, że będę tańczyć jak mi zagrasz? Nie jestem twoją marionetką - w tym momencie Eric podszedł do mnie i pocałował. Byłam na tyle zszokowana, że zamiast zareagować to stałam jak drzewo wrośnięte w ziemię. Jego pocałunek wpierw był brutalny, ale gdy zauważył, że nie stawiałam opory zrobił się delikatny i namiętny - O nie! Jakim prawem to zrobiłeś?! - zapytałam, wyrywając się z jego ramion.

 

- Inaczej nie można ciebie uciszyć - uśmiechnął się.

 

- Jesteś chamem jakich mało - chciałam iść po swoje rzeczy, kiedy zobaczyłam wychodzących przyjaciół - Możemy już jechać?

 

- Oczywiście, jutro czeka nas praca. Nie możemy się spóźnić, bo szef tego nie toleruje - ironiczny uśmiech Paula posłała Nilssonowi.

 

- Pogadamy jutro w pracy, Rossi - widać było jego wściekłość, gdyby był dzikim zwierzęciem to by mu chyba piana z ust poszła. Pożegnał się i oddalił do samochodu.

 

- Co ty Rossalin odpieprzasz! - Paula była bardzo zła na mnie.

 

- Nic.

 

- Jak to nic? Co to za spoufalanie się z tym kutafonem?

 

- Przestań Paula, przecież wiesz, że nie zadaje się z facetami - miałam już dosyć tego przeklętego weekendu - Odwieziecie mnie czy mam taksówkę wezwać? - byłam zmęczona, zła i poirytowana nimi wszystkimi.

 

- Obraziłaś się? Chodź jedziemy.

 

Powrót do domu minął w ciszy. Paula próbowała zagadać, ale nie miałam ochoty na żadne rozmowy. Każde jej pytanie tyczyło się Erica. Jednak w końcu przestała się odzywać i kiedy wysiadłam z auta to oczywiście poszła ze mną. Chciała być pewną czy nic mi nie grozi. Na koniec dodała jedno słowo - Przepraszam. Rozumiałam przyjaciółkę, bo sama bym się o nią martwiła i chciałbym jak najlepiej. Jednak ona za bardzo zaczęła mi matkować i to mnie denerwowało. Powinnam dać jej delikatnie do zrozumienia, że nie jestem jej dzieckiem tylko przyjaciółką. W wolnej chwili byłam zmuszona z nią porozmawiać.

 

Przed snem rozmyślałam nad pocałunkiem. Co spowodowało u Erica taki krok. Przecież w żaden sposób nie prowokowałam go do tego. Nawet ochoty na pocałunek nie miałam. Wiec dlaczego nie odepchnęłam Nilssona od razu, tylko przez kilka sekund całowałam się z nim jak podniecona nastolatka. Usta jego były cudowne, takie delikatne, miękkie i rozkoszne. Całe to rozmyślanie, uśpiło mnie.

 

- Dawać ją do mnie. Zobaczysz jak będziesz krzyczała z rozkoszy, gdy wejdę w ciebie - wyrywałam się, miotając na wszystkie strony.

 

- Błagam cię, nie rób mi nic... Proszę, nie!...

 

Zerwałam się z łóżka na równe nogi. Byłam cała mokra od potu. Spojrzałam na zegarek, była szósta rano. Na szczęście to był tylko sen - powiedziałam na głos do siebie. Nie mogłam pozbyć się tych wspomnień z głowy. Pierwsze kroki skierowałam prosto do łazienki. Chłodny prysznic pomógł mi otrząsnąć się z tego wstrętnego koszmaru. Gdy byłam już gotowa, zadzwoniła Paula, że czeka na dole w samochodzie. Wychodząc z mieszkania dojrzałym na wycieraczce bukiet czerwonych tulipanów. W środku była karteczka z napisem Przepraszam. E.N Skąd wiedział, że to były moje ulubione kwiaty. Zaczynałam podejrzewać, że Eric był jakimś psychopatą. Czego ten facet chciał ode mnie?

 

W pracy dzień mijał spokojnie. Może dlatego, że szefa nie było i najprawdopodobniej do końca pracy miało go nie być. Cieszyło mnie to bardzo. Na lunchu z Paulą, poznałam kilka osób z jej działu. Okazali się bardzo wesołymi ludźmi. Diana była po trzydziestce i miała dwójkę dzieci. Howard był w podobnym wieku i okazał się gejem. Nie przeszkadzało mi to pod żadnym względem. Nawet ucieszyłam się, faceci którzy byli odmiennej płci byli delikatni, mili i przede wszystkim uprzejmi i wrażliwi. Czułam, że Howardem się za przyjaznymi. Cudowny nastrój zepsuła mi wiadomość od Erica.

 

Mam nadzieje, że tęsknisz za mną i przemyślałaś moją propozycję raz jeszcze. Wracam w czwartek moja Rossalin.

 

Tego było już za wiele. Co za wstrętny i upierdliwy był z niego człowiek.

 

- Ja cu pokaże moją tęsknotę, to ci w pięty pójdzie - gadałam do siebie. Ktoś z boku pomyślałby, że byłam stuknięta. Nie odpisałam od razu, przecież musiałam zastanowić się co odpowiedzieć.

 

Jesteś zwykłym, upierdliwym wrzodem na dupie, którego chętnie bym się pozbyła. Ostatni raz powtarzam, nie zgadzam się na żadną propozycja. Idź szukać dalej wiatru w polu. Żegnam.

 

Reszta dnia minęła mi na porządkowaniu papierów i ustawianiu teczek na ich właściwe miejsca. Miło było pracować gdy nikt nie stał nad głową i nie wydawał poleceń.

 

- Gotowa na powrót do domu? - zapytała Paula.

 

- Jak najbardziej - zmęczona, a raczej znudzona układaniem papierów, zabrałam żakiet i torebkę - Możemy opuścić lochy szefa potwora - złapałam Paule pod rękę i udałyśmy się do windy.

 

- Podobno Eric wraca w czwartek - odezwała się przyjaciółka, gdy jechałyśmy do domu.

 

- Słyszałam. Chociaż mamy ciszę i spokój od niego.

 

- Cwaniaczek wypoczywa na Hawajach.

 

- Taki to ma dobrze - zazdrościłam mu, bo moim marzeniem było pojechać właśnie tam.

 

- Nowy hotel otwiera. Z tego co słyszałam to ma być miejsce dla tych bardziej bogatych.

 

- Jego interes, nie mój - nie wiem czemu, ale nie mogłam juz dłużej słuchać o interesach Nilssona.

 

- No tak. Coś zrobiłaś się dziwna?

 

- Czemu tak sądzisz? Wczorajszy wypad mnie jeszcze trzyma - nie chciałam Pauli denerwować swoimi koszmarami.

 

- Kac jeszcze mnie męczy - zaśmiała się

 

Pożegnałyśmy się i udałam się do domu. Zmęczona padłam na kanapę i widocznie zasnęłam. Kiedy otworzyłam oczy było już po północy. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Tym razem nie miałam koszmarów.

 

TRZY DNI PÓŹNIEJ.

 

Jeszcze jeden dzień pracy i miałam mieć weekend wolny. Planowałam wielkie sprzątanie mieszkania i zakupy na cały tydzień. Swoją pomoc zaoferowała mi Paula. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Byłam sama od kilku lat i gdyby nie ona to bym nie była taka jaka jestem.

 

- Idziesz na kawę? - spojrzałam na lewo i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Howarda.

 

- Oczywiście - odwzajemniłam uśmiech i wstałam od biurka.

 

- Trzeba korzystać póki szefa nie ma.

 

- Podobno dzisiaj wraca - chciałam się upewnić czy będzie jeszcze dzisiaj w biurze.

 

-Tak i ma tu być za godzinę.

 

- Cieszę się, że po mnie przyszedłeś. Już tyłek mnie boli od tego siedzenia przed komputerem i wpisywaniu różnych informacji.

 

- Szef będzie to już się tak moja piękna Rossalin nie po byczysz - usiedliśmy przy stoliku z gorącą kawą - Jakie masz plany na weekend?

 

- Mam zamiar wysprzątać mieszkanie i w końcu zrobić porządne zakupy.

 

- Może wpadniesz do mnie na parapetówkę i poznasz mojego partnera, który ciągle o ciebie wypytuje.

 

- Chciałabym, ale nie wiem czy wyrobię się z czasem.

 

- Kochanie - spojrzał mi prosto w oczy - Musisz przyjść, bo Tedy nie da mi żyć. Tyle mu o tobie opowiadałem, że ten wariat zrobił się zazdrosny - zaśmiałam się razem z nim.

 

- Dobrze. Widzę, że innego wyjścia nie mam.

 

- Jesteś wspaniała Rossalin - W staliśmy od stolika i Howard przytulił mnie i ucałował w policzek.

 

- A to za co? - zarumieniłam się.

 

- Za to, że jesteś najlepszą przyjaciółką najprzystojniejszego geja w mieście - wybuchnęłam śmiechem.

 

- To jest fakt niepodważalny - obydwoje zaśmiewaliśmy się i w objęciu ruszyliśmy do windy przy której stał zdenerwowany Eric. Obserwował nas już chyba wcześniej, gdyż jego mina mogłaby zabić.

 

- Dzień dobry panie Nilsson - powiedział Howard nie wypuszczając mnie z objęcia.

 

- Witaj - odpowiedział patrząc się na mnie - Rossalin do mojego biura i to natychmiast. A czułości proszę okazywać sobie poza pracą - wsiadł do windy, Howard też chciał wsiąść, ale gdy przytrzymałam.

 

- Czemu nie chciałaś jechać razem z nim? Gdyby był gejem to chętnie bym się z nim zabawił.

 

- Oj weź przestań Howie - na samą myśl zrobiło mi się nie dobrze. Gdyby powiedział o kimś innym to bym tak nie zareagowała - Nie chciałam z tym dupkiem jechać w jednej windzie.

 

- Czyżby ten przystojniak zalazł mojej Rossalin za skórę - popatrzył się na mnie z ciekawością.

 

- Powiedzmy. A teraz jedziemy, bo Nilsson będzie zły - pożegnaliśmy się przed wejściem do biura Erica i uzgodniliśmy, że zdzwonimy się jeszcze.

 

Zdenerwowana wparowałam do biura Nilssona i zaniemówiłam. Stał przy kanapie w samych bokserkach, z mokrymi włosami i zaskoczony moim wejściem odrzucił ręcznik i patrzył na mnie. Już miałam coś powiedzieć, kiedy ten perfidny i pewny siebie facet, podszedł do mnie i mnie pocałował, opierając o ścianę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman 24.08.2017
    Przyjaciel wydał mi się bardzo fajnym gościem, może impreza będzie udana. A Eric, ho, ho, pewny siebie :)
  • pasja 09.09.2017
    Tajemniczo? Natomiast Eric jest zaufanym urokiem. Bogaty, ale nie wszystko można kupić. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania