Trudność kochania 13

Punktualnie o dziesiątej zjawił się Eric. Ubrany był w ciemne spodnie od garnitury i błękitną koszulę bez krawata. Wyglądał bardzo elegancko.

 

- Gotowa i spakowana? - zapytał.

 

- Tak - wziął ode mnie walizkę i zniósł do samochodu, wkładając ją do bagażnika.

 

- Cieszę się, że jedziesz ze mną - spojrzał się na mnie przepraszającym wzrokiem i otworzył mi drzwi od swojej czarnej Audi. Porządna była maszyna z tego samochodu.

 

- Szczerze mówiąc, to nie powinnam się na to godzić po tym jak mnie potraktowałeś - zamknął drzwi za mną i sam wygodnie usadowił się na swoim miejscu.

 

- Rossi, przeprosiłem cię i nic więcej nie mam na swoje usprawiedliwienie - odpalił silnik i zapiął pas.

 

- Czasami trzeba ludziom wybaczać im błędy.

 

- Byłem zły na ciebie.

 

- A co ja Ci takiego zrobiłam? - Nie czułam się niczemu winna, więc jak mógł być zły na mnie za coś czego nie zrobiłam.

 

- Co ciebie łączy z Howardem? - zaskoczył mnie tym pytaniem. Chociaż domyślałam się, że właśnie o to wczorajsze spotkanie przed windą mu chodziło.

 

- A co to ma za znaczenie?

 

- Odpowiedz jak pytam ciebie grzecznie - coraz bardziej zaczynałam mieć go dosyć.

 

- To jest moja sprawa i nikomu się z tego nie muszę spowiadać - był zdenerwowany.

 

- Kim on jest dla ciebie? - złapał mnie za rękę i spojrzał mi prosto w oczy. Na szczęście staliśmy na światłach.

 

- Howard jest moim przyjacielem - odpowiedziałam by mieć w końcu spokój od jego złości.

 

- Męsko - damska przyjaźń nie istnieje. Ona zawsze prowadzi do seksu - odpowiedział ruszając z piskiem opon ze świateł.

 

- Zachowujesz się tak jakbyś był zazdrosny - obserwowałam jego reakcje. Widać było, że był zmieszany.

 

- Nie mam o kogo być zazdrosny. Lubię wiedzieć co dzieje się między moimi pracownikami.

 

- Dla twojej świadomości to Howard jest gejem, więc seksualny kontakt nas nie będzie łączył - uśmiechniętą spojrzałam na niego. Był zdziwiony, ale nic nie odpowiedział.

 

Po pół godzinie dojechaliśmy na lotnisko i z bagażami udaliśmy się na prywatny pas startowy, na którym czekał mały samolot. Byłam pewna, że w środku czeka na nas pilot, ale okazało się, że to Eric będzie naszym pilotem.

 

- Nie mów, że to ty będziesz siedział za sterami? - latałam kilka razy z rodzicami na wakacje, ale nadal bałam się lotów.

 

- Ja będę sterował. Mam licencje pilota od pięciu lat i nie masz czego się obawiać - uśmiechnął się i schował bagaże do schowka.

 

Obserwowałam Nilssona w czasie lotu i musiałam przyznać, że byłam pod dużym wrażeniem z jaką pewnością panował nad maszyną. Podziwiałam widoki chmur za okna, które miały różne kształty i odcienie bieli.

 

- Masz biały strój na jutro - wyrwało mnie jego pytanie z zamyślenia.

 

- Tak. Mam nadzieję, że strój będzie odpowiedni na tę okazję.

 

- Zapewniam cię, że będzie.

 

Dalsza podróż minęła nam na milczeniu. Musiałam się zdrzemnąć, bo Eric obudził mnie jak już wylądowaliśmy. Na dworze robiło się już szaro. Koło małego lotniska rozprzestrzeniała się woda oceaniczna. Widoki zapierały dech w piersi. Nie sądziłam, że w Honolulu jest aż tak pięknie. Budynki, które zaczynały się rozświetlać, cieszyły moje oko. Byłam zachwycona.

 

- Jak ci się podoba Rossi? - zapytał Eric.

 

- Jesteś tu pięknie.

 

- Zobaczysz jutro jaki jest widok na plaży. Teraz niestety musimy jechać do hotelu. Mamy spotkanie - wsiedliśmy do zaparkowanego jeepa i ruszyliśmy drogą wodzącą przy oceanie. Nie mogłam oderwać wzroku od tych wszystkich widoków. Teraz bym żałowała, gdybym nie zgodziła się na ten wyjazd.

 

Po kilku minutach dotarliśmy do pięknego hotelu. Znajdował się blisko wody, a w koło niego rosły palmy i różnego rodzaju ozdobne kwiaty. Weszliśmy do środka, który wykonany był na styl bogactwa. Jeszcze tak pięknego wnętrza nie widziałam. Faktycznie Howard miał rację, że ten hotel będzie jedynie dla bogatych ludzi. Mnie by nie było tu stać nawet na obiad, a co dopiero na jedną dobę. Eric zaprowadził mnie do naszego wspólnego pokoju.

 

- Nie będę z tobą w jednym pokoju - tego było już za wiele. Bezczelny fiut.

 

- Inne pokoje jeszcze nie są do końca wyszykowane - rzucił walizkę na łóżko - I proszę cię, przestań być taka niewinna - no to teraz pożałuje.

 

- Jesteś ogromnym dupkiem, myślisz tylko o sobie i liczysz się z niczyim zdaniem - wzięłam swój bagaż i ruszyłam w stronę wyjścia.

 

- A ty to gdzie się wybierasz?

 

- Idę spać do samochodu.

 

- Rossi, czy ty jesteś poważna? Spójrz - otworzył inne drzwi w pomieszczeniu, za którymi okazała się kolejna sypialnia - Myślałaś, że będziemy razem dzielić łóżko?

 

- Tak właśnie myślałam.

 

- W jednym łóżku będziemy spali po ślubie - zabrał czyste rzeczy i poszedł do łazienki, nie czekając na moją odpowiedź.

 

Byłam zmęczona i poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam swoje rzeczy i powiesiłam do szafy. Stanęłam i spojrzałam na ogromne łóżko. Spokojnie zmieściły by się tu cztery osoby. Podeszłam bliżej i rzuciłam się na nie. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich pół nagi Eric, który miał na biodrach zawinięty ręcznik.

 

- Ubierz się, bo za pół godziny idziemy na spotkanie - powiedział i wyszedł zamykając drzwi od pokoju. Był strasznie nie kulturalny.

 

- Czy ty nie wiesz, że wpierw się puka - wpadłam do niego jak szalona - A gdybym była naga?

 

- A co ty myślisz, że nie widziałem kobiety bez ubrania - na jego twarzy ukazał się ironiczny uśmieszek.

 

- Jesteś... Jesteś...

 

- Bezczelny? To chciałaś powiedzieć - odrzucił ręcznik ukazując swoje umięśnione pośladki.

 

- Bezwstydny - uciekłam do siebie. Za drzwiami usłyszałam tylko jego śmiech - Dupek!

 

- Słyszałem! Za pół godziny przyjdę po ciebie - wyszedł trzaskając drzwiami.

 

Z Ericka był dupek, ale punktualny dupek. Oczywiście ponownie wszedł do mojego pokoju bez pukania. Dobrze, że trzy minuty wcześniej włożyłam na siebie błękitną sukienkę, bo tak to zobaczył by mnie w samej bieliźnie.

 

- Gotowa?

 

- A co nie widać? - chciałabym mieć tyle tupetu co on.

 

- Pięknie wyglądasz, ale wiesz co - podszedł do mnie i rozpuścił mi włosy - Teraz jest lepiej - podał mi ramię i wyszliśmy z pokoju, udając się do jeepa.

 

- Jedziemy gdzieś? - byłam pewna, że spotkanie odbędzie się na terenie jego hotelu.

 

- Tak. Spotkanie mamy w małej restauracji, która znajduje się na plaży Waikki. Z plaży rozciąga się widok na położony na wschodzie stożek wygasłego wulkanu Diamond Head - jedyny plus z tego spotkania, to będzie dla mnie nasycenie się widokiem.

 

- Co to za spotkanie?

 

- Z kontrahentem. Będziesz znudzona, bo rozmowa będzie w języku polinezyjskim - myślałam, że rozmowa będzie po angielsku.

 

- To po co jazdy ci jestem potrzebna, skoro nic nie zrozumiem.

 

- Będziesz ładnie się uśmiechać - za żartował.

 

Restauracja była rzeczywiście mała. Zostaliśmy zaprowadzeni do stolika, przy którym siedział mężczyzna w średnim wieku. Zostaliśmy sobie przedstawieni i usiedliśmy. Kelner podał nam karty dań. Za cholerę nie wiedziałam co to za potrawy. Nazwy były dziwne, a ja głodna.

 

- To są same ryby - szepnął do mnie Eric - Możesz wziąć pierwsze lepsze - łatwo mu powiedzieć.

 

Wybrałam trzecie danie i sok. Na talerzu miał spory kawałek ryby i jakieś owoce, które były pod nazwą ohelo berries. Znajdowały się między innymi takie owoce jak żurawina, awokado, papaja, mango, banan oraz kokos. Chociaż, było ich dużo w porównaniu do ryby. Wszystko smakowało pysznie. Nadszedł czas na zamówienie drinka. Kolejny problem, bo nie wiedziałam co jest czym. Stwierdziłam, że ponownie wezmę drinka, którego nazwa przyciągnie mój wzrok. Padło na Mai Tai. Eric powiedział mi z czego jest zrobiony - z dwóch rodzajów rumu, z pomarańczowym Curacao i z sokiem cytrynowym. Smakował doskonale. Gdy już byłam najedzona i po dwóch drinkach, przeprosiłam panów i udałam się na plażę. Z oddali było słychać dźwięki hawajskiej muzyki. Prowadzona muzyką, doszłam do miejsca, w którym ludzie tańczyli taniec hula. Kobiety jak i mężczyźni bawiąc się doskonale, kręcili swoimi pupami i biodrami. Usiadłam dość blisko, by przyjrzeć się tańczącym ludziom. Nogi same podrywały się do tańca. Podszedł do mnie chłopak, gdzieś w moim wieku i pociągnął mnie w tłum tańczących ludzi. Za bardzo mi taniec nie wychodził, mój partner pokazał mi podstawowe ruchy i zaczęło mi całkiem dobrze wychodzić taniec hula. Dobrze się bawiłam, gdy nagle spostrzegłam kroczącego w moją stronę Ericka. Nie był zły lecz uśmiechnięty i pożerał mnie wzrokiem. Podszedł do mnie i zaczął tańczyć razem ze mną. Nilsson ruszał się doskonale w rytm muzyki. Po kilkunastu minutach zeszliśmy z parkietu i udaliśmy się na spacer po plaży.

 

- Wiesz, że taniec ten daje możliwość odnalezienia własnego sposobu na kontakt ze swoim ciałem? - pierwszy przerwał ciszę między nami.

 

- Nie wiedziałam, bo nigdy tańca hula nie próbowałam - nagle Eric odwrócił się w moją stronę i złapał mnie za obie dłonie.

 

- Rossi - przystanął, wpatrując się w moje oczy - Jesteś piękną kobietą, przy której nie da się racjonalnie myśleć - kciukami pocierał moją skórę - Twój upór doprowadza mnie do szału - jego dłoń dotknęła mojego policzka - Wyjdź za mnie - to pytanie zniszczyło cały urok dzisiejszego wieczora. Dlaczego padło na mnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman dwa lata temu
    Owoce, drinki, taniec i plaża - bajecznie :) Chyba muszę spróbować taniec hula :) Pozdrawiam :)
  • kesi dwa lata temu
    Też się zastanawiałam nad tańcem hula. Podobno dobrze robi na biodra i pupę :-) Pozdrawiam.
  • pasja dwa lata temu
    Piękny wieczór, ponoć Hawaje mają czarodziejską moc w tańcu. Czy plan Erica spełni się. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania