Trudność kochania 34

Tam gdzie jesteś Ty,

Tam ja chcę być...

Masz w oczach żar,

Który daje mi szczęście.

Przy Tobie czuję się tak,

Jak bym unosiła się nad ziemią.

Przyjdź tutaj i weź mnie za rękę,

Nigdy nie pozwól mi spaść.

W nocy gdy wieje wiatr niepewności,

Kołyszę się z bezradności ...

Potrzebuję Twych ramion,

By się utrzymać.

Dzisiejszego wieczoru

Pragnę się odwdzięczyć

I dać Ci wszystko...

Zostałam stworzona aby kochać Cię

Ty zostałeś stworzony aby kochać mnie.

Czasem myślisz, że świat jest niczym,

Ale zawsze znajdzie się osoba,

Dla której to Ty jesteś całym światem.

Tą osobą jestem właśnie ja ...

 

 

 

 

ERICK

 

Nie byłem pewny czy Rossi zdoła mi wybaczyć moją ucieczkę. Jednak ona mi wybaczyła. Wybaczyła, dając mi szansę naprawienia wszystkiego. Nigdy więcej nie zrobiłbym tego. Za bardzo była dla mnie ważna. Nikt tak jak Rossalin, nie kochał mnie. Nikt tak jak ona, nie dbał o mnie i nikt tak jak ona, nie pragnął mnie. Była wszystkim co miałem i kochałem. Chciałem na nowo wszystko zacząć, tak jak powinno być. Postanowiłem, że oświadczę się Rossi i poślubię ją tak jak przystało na zakochaną parę. Wyprawimy takie wesele jakie będzie tylko chciała. Wszystko zrobiłbym aby mój motylek miał to co najlepsze.

 

Poranne słońce było tu bardziej jaśniejsze i cieplejsze. Jego promienie przebijały się przez żaluzje i pieściło swoimi ramionami twarz Rossi. Spała wtulona we mnie, a ja leżałem i przyglądałem się jej pięknej i jakże cudownej twarzy. Miała w sobie wszystko o czym tylko mogłem marzyć i pomyśleć, że przez swoją głupotę mogłem ją stracić. Jako dojrzały facet, powinienem trwać przy niej i ją wspierać w najgorszym momencie, jaki nas spotkał. Strata dziecka była dla mnie wielkim bólem, ale jeszcze większym byłoby stracić ją - Moją żonę. Odgarnąłem z jej twarzy włosy i delikatnie ucałowałem jej malutki, zgrabny nosek. Uniosła kąciki ust w uśmiechu i otworzyła powieki patrząc mi w oczy.

 

- Przepraszam kochanie, nie chciałem cię obudzić.

 

- Takie pobudki mogę mieć codziennie - pocałowała mnie w ramię - To jest bardzo przyjemne.

 

- Muszę zaraz jechać motylku - niestety, musiałem dopilnować budowy i zakupić jeszcze kilka potrzebnych materiałów.

 

- Szkoda, myślałam że spędzimy trochę czasu razem - posmutniała.

 

- Wrócę najszybciej jak się da - wbiłem się w jej soczyste usta - Bądź grzeczna.

 

- Zawsze jestem grzeczna - klepnęła mnie w goły tyłek.

 

- Oj, kusisz motylku - powiedziałem i wszedłem do łazienki.

 

Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i udałem się w miejsce, w którym byłem umówiony z Bernie. Cieszyłem się, że przyjechał razem z dziewczynami.

 

- Cześć stary. Okropnie wyglądasz - zaśmiałem się.

 

- Daj spokój. Paula jest cudowna, ale ona nigdy nie ma dosyć. Jak tak dalej będzie, to będę zmuszony kupować wiagre - nie mogłem uwierzyć, że kobieta tak mogła wykończyć Berniego. To raczej on wykańczał ludzi.

 

- To taki cienki jesteś? - nie mogłem powstrzymać się od żartu.

 

- Kurwa, ciekawe czy ty miałbyś siłę bzykać dzień i noc - biedaczek.

 

- To trafiła kosa na kamień.

 

- Bardzo śmieszne. Nie potrafię jej odmówić - podeszliśmy do motorówki.

 

- Masz teraz okazję by zebrać nowe siły.

 

- Oj tak.

 

Od jechaliśmy w stronę głównej części Hawajów. Załatwiłem swoje sprawy, zamówiłem potrzebne materiały i w wolnej chwili skończyliśmy na piwko.

Chciałem wracać do Rossi i nacieszyć się jej smakiem. Nagle zadzwonił mój telefon i za moment Berniego. Dzwoniły dziewczyny.

 

- Rossi, coś się stało?

 

- Erick, muszę z Paulą wyjechać. Bunia jest w szpitalu - słyszałem jak płakała.

 

- Coś poważnego? - zapytałem.

 

- Podobno jest w ciężkim stanie.

 

- Nie płacz. Zaraz będę - zerwaliśmy się i chcąc jak najszybciej dotrzeć do naszych kobiet.

 

ROSSALIN

 

Po wyjściu Ericka wpadła roztrzęsiona Paula. Płakała. Nie wiedziałam co się stało. Jąkała się i trudno było mi cokolwiek zrozumieć.

 

- Do cholery! Co się stało? - podeszłam do niej i posadziłam na sofie. Patrzyła na mnie ze łzami w oczach.

 

- Bunia... Babcia jest w szpitalu - usiadłam obok niej.

 

- O Boże! Co się stało? - powtarzałam się.

 

- Zadzwonił sąsiad, że babcia dostała zapaści i jej stan jest bardzo ciężki - ponownie się rozpłakała - Muszę jechać... Ja muszę - trzęsła się z histerii.

 

- Jadę z tobą. Zadzwoń do Berniego, a ja do Ericka.

 

Odebrał od razu. Powiedziałam mu co się stało z Bunią i że musiałam z Paulą wyjechać. Kazał nam poczekać, bo oni już wracali. Przyjaciółka pobiegła spakować swoje rzeczy i przyjść do nas. Ja poszłam zrobić to samo. Pakowałam się w pośpiechu. Po dwudziestu minutach wpadli chłopaki.

 

- Tak mi przykro kochanie - przytulił mnie Erick - Zaraz zawieziemy was na lotnisko.

 

- Gdzie Paula? - zapytał jej chłopak.

 

- Pakuje się, zaraz przyjdzie.

 

- Polecimy z wami - powiedział mój mąż tuląc mnie.

 

- Kochanie - spojrzałam na niego - Masz dużo pracy i musisz tego dopilnować. Damy sobie radę - pocałowałam go w policzek - Dziękuję.

 

- Przecież ja polecę - odezwał się Bernie.

 

- Ty musisz tu zostać, pomóc Erickowi - weszła Paula z walizką.

 

- Ale ja muszę być przy tobie - podszedł do niej, a ona wpadła w jego szerokie ramiona.

 

- Będę z Rossi. Nie martw się.

 

Zabrałyśmy swoje rzeczy i popłynęliśmy na lotnisko. Na szczęście lot był za godzinę. Pożegnałyśmy się z chłopakami i wsiadłyśmy do samolotu. Paula zasnęła z wycięczenia, a ja myślałam jak ratować Bunię. Pomyślałam o Nicku. Przecież był lekarzem i znał kogo trzeba.

 

Wylądowałyśmy bezpiecznie. Przed lotniskiem czekał na nas mężczyzna, trzymający tabliczkę z naszymi nazwiskami. Nic Erick ani Bernie nie wspominał o tym. Podeszłyśmy do niego .

 

- Proszę - otworzył drzwi od czarnego subaru i wsiadłyśmy.

 

- Pan Nilsson nic paniom nie wspominał, że będę czekał? - pokiwałyśmy przecząco głowami.

 

- Proszę nas zawieźć do szpitala - Paula podała mu adres i ruszyliśmy.

 

Po kilkunastu minutach zadzwonił Pauli telefon. Zrobiła zdziwioną i zaskoczoną minę. Pokazała mi kto dzwonił. To była... Bunia. Odebrała. Czekałam na jej reakcję. Coś mi się tu nie podobało.

 

- Halo - wydukała przyjaciółka - Wszystko w porządku? - zapytała i spojrzała się na mnie przerażona - Dobrze, zaraz będziemy - rozłączyła się i zaczęła coś pisać.

 

Dostałam sms. Spojrzałam, wiadomość była od obok siedzącej Pauli. Popatrzyłam się na nią wymownie, a ona zaczęła robić dziwne miny. Otworzyłam sms.

 

Rossi, babcia jest w domu. Coś tu się dzieję nie tak. Boję się...

 

 

Nagle samochód się zatrzymał przed jakimś dziwnym domu. Nie wiadomo skąd podeszło dwóch mężczyzn z zakrytymi twarzami. Co tu się do cholery działo. Wyciągnęli nas siłą z auta i wciągnęli do domu.

 

- Puszczaj mnie! - wydarłam się do bandyty, trzymającego mnie za ręce.

 

- Zamknij się - odburknął mój napastnik.

 

Z oczu zginęła mi Paula. Bardzo się bałam, bo już raz coś takiego mnie spotkało. Pytałam siebie samą - co robić?

 

- Gdzie jest Paula? - próbowałam okazać, że się nie boję.

 

- Co ciebie to kurwa obchodzi! Zamknij się, a nic ci się nie stanie.

 

- Powtarzam ci po raz ostatni. Puść mnie! - ten tylko się zaśmiał. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w nadziei, że zlokalizuje gdzieś moją torebkę. Leżała rzucona w kąt razem z rzeczami moimi i przyjaciółki. Myśl, myśl Rossi - jak wyswobodzić się z rąk tego bandziora.

 

- A co ty mi możesz zrobić dziewczynko - wyśmiewał mnie.

 

Zatrzymaliśmy się przed jakimiś drzwiami i na moje szczęście, puścił mnie aby wpisać kod. Wtedy ja uciekłam, zabierając torebkę po drodze i wybiegłam na zewnątrz. Jednak na podwórku stało trzech mężczyzn, palących papierosy. Nie wiedziałam gdzie uciekać. Postanowiłam pobiegnąć za dom. Znalazłam stare wejście do piwnicy i zamykając za sobą drzwi, wyciągnęłam telefon. Wybrała szybko numer Ericka. Jak na złość nie dobierał, więc zadzwoniłam raz jeszcze.

 

- Rossi, co z Bunią? - był zmartwiony.

 

- Erick, porwali nas - powiedziałam po cichu.

 

- Kurwa. Gdzie jesteście? - gotowało się w nim.

 

- W jakimś starym domu, na obrzeżach miasta. Jest tu pełno dziwnych zbirów. Paulę gdzieś zabrali i nie wiem gdzie jest.

 

- Znajdę cię, obiecuję ci - nagle ktoś zaczął walić w drzwi.

 

- Otwórz kurwa po dobroci, to nic ci się nie stanie - bałam się okropnie.

 

- Erick, ratuj nas! - drzwi się otworzyły z hukiem.

 

Wszedł wściekły bandyta i uderzył mnie w twarz. Upadłam.

 

- Masz przejebane - wydarł się w moją stronę i nachylił się nade mną. Coś mi wstrzyknął. Zasnęłam.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania