Trudność kochania 5

Stałam wpatrzona w drzwi i nie mogłam otrząsnąć się z tego co usłyszałam z ust Erica. Najbardziej mną wstrząsnęło moje własne ciało. Jego lekkie muśnięcie warg sprawiło, że przez moje ciało przeszły dreszcze. Pieprzone ciało - powiedziałam do siebie na głos. Jak mogło tak zareagować, przecież Eric nie był głupi i z pewnością zauważył jak zadziałała jego delikatna pieszczota. W głowie ciągle odbijały mi się jego ostatnie słowa.

 

"To nie jest koniec moja piękna Rossalin, to dopiero początek wielkiej przygody, w której będziesz błagała o więcej. A ja nie będę miał litości i zrobię wszystko by twoja cipka zapamiętała mnie i pragnęła mojego fiuta już zawsze"

 

Moje ciało na samą myśl o tym wariowało. Dziwna gorąc obiegła miejsce między moimi udami. To było chore i dziwne. Przecież on mnie wcale nie rozgrzewał tak jak wskazywało przeklęte ciało. Po dobrych dziesięciu minutach ruszyłam się z miejsca i poszłam pod prysznic by odgonić od siebie te dziwne wyobrażenia, które zaprzątały moją głupią głowę. Cieszyłam się, że w jego firmie były weekendy wolne i nie musiałam przez dwa dni patrzeć na jego twarz, na której można było zobaczyć wypisane pragnienie seksu. Zastanawiałam się czy wszystkim bogatym dupkom było tylko w głowie wykorzystywanie kobiet, które na własne życzenie pchały się do łóżka. Jeśli mój szef sądził, że mnie przeleci to był w wielkim błędzie. Dopiero zobaczy jaka potrafiłam być podła i wtedy z pewnością ode chce mu się zabawy z moim ciałem.

 

Wychodząc z prysznica i po założeniu na siebie ciuchów, mój brzuch wydał dźwięk głodu. Zajrzałam do lodówki, w której oprócz starego, powykrzywianego sera nie było nic. Cholera, zapomniałam zrobić zakupy. Chciałam czy nie to musiałam iść do nocnego na zakupy. Wcale ten pomysł mi się nie podobał, zwłaszcza że moja dzielnica wieczorami nie była zbyt bezpieczna. Różnego typu ludzi można było spotkać, a tych najbardziej groźniejszych pod sklepem. Nie było mnie jeszcze stać na zamówienie nawet głupiej pizzy. Naciągnęłam na siebie kaptur od bluzy i w kieszeń wsadziłam gaz na wszelki wypadek, a w spodnie pieniądze. Wyszłam z domu i ruszyłam przed siebie. Mijałam różnych ludzi, większość wracała z pracy, a niektórzy wyglądali na bardzo zmęczonych po spożyciu alkoholu. Dobrze, że sklep był parę metrów od mojego mieszkania to mogłam szybko przedostać się do danego miejsca. Oczywiście przed sklepem stało towarzystwo pijanych dresiarzy z butelkami piwa. Szybko weszłam do środka, chwytając koszyk i zaczęłam wrzucać do niego kilka produktów. Podeszłam do kasy przy której przywitała mnie uśmiechniętą Lisa.

 

- Znowu zapomniałaś zrobić zakupów?

 

- Niestety, za długo siedziałam w pracy - odpowiedziałam, odwzajemniając jej uśmiechem.

 

- Dwadzieścia sześć dolarów - podsumowała moje zakupy.

 

- Nie boisz się tak sama siedzieć w sklepie i obsługiwać tych tam? - wskazałam ręką na grupkę pijaczków.

 

- Przyzwyczaiłam się, a oni w miarę z szacunkiem mnie traktują.

 

- To dobrze - wzięłam reklamówkę z zakupami - Spokojnej nocy - wyszłam ze sklepu narzucając z powrotem na głowę kaptur.

 

- Stary, zobacz jaka foczka wyszła - usłyszałam za plecami jednego z dresiarzy.

 

- Ale ma tyłeczek - powiedział drugi.

 

- Chętnie bym zanurzył w niej swojego kutasa - zaśmiał się kolejny z nich, a reszta bandy mu zawtórowała.

 

Przyspieszyłam kroku kierując się w stronę mieszkania. Nie lubiłam tego typu sytuacji. Usłyszałam za sobą kroki i dźwięk rozbitej butelki na chodniku. Serce podskoczyło mi do gardła. Przełknęłam głośno ślinę, kiedy ktoś złapał mnie za łokieć.

 

- Faktycznie ładna z niej dupeczka - wyrwałam rękę i wsadziłam ją w kieszeń, w której miałam gaz.

 

- A gdzie to foczko się wybierasz?

 

- Nie twój interes, koleś - Nie odwróciłam się i szłam dalej. Od domu dzieliło mnie z pięć metrów. Chciałam jak najszybciej do niego dojść i mieć z głowy tych zasrańców.

 

- Laluniu, interes to ja mogę ci zaraz pokazać - wszyscy ryknęli w głos.

 

- Odpieprz się ode mnie imitacjo faceta - że ja też musiałam mieć niewyparzony język i zawsze w nieodpowiednim momencie coś chlapnąć.

 

- Uuu! Kocica ma pazurki. Chłopaki dawać ją - dresiarz wydał polecenie swoim oprychom, którzy w szybkim tempie podeszli do mnie. Na szczęście zdążyłam wyjąć gaz i psiknąć im w oczy.

 

- Ty mała dziwko! Pożałujesz tego - krzyknął jeden z nich, a ja rzuciłam się do ucieczki. Byłam już przy klatce, kiedy jeden mnie złapał w pasie i przewrócił mnie na plecy.

 

- Lubisz ostro się zabawić? Widocznie tak, to zobaczysz jak imitacje facetów potrafią dać przyjemność takiej dziwce jak ty - zaczął podciągać mi bluzę do góry i wepchnąć pod nie swoje brudne łapska. Próbowałam się wyrywać i kopać, ale ten bandyta był silniejszy. Alkohol najprawdopodobniej działał na jego siłę. Zaczęłam krzyczeć, wołając o pomoc. Jednak nikt nie odważył się przegonić dresiarzy. Ten pieprzony strach pozbawiał ludzi odwagi. Musiałam jakoś sama się bronić. Rozejrzałam się wokół siebie, szukając czegoś co by mi pomogło w obezwładnieniu napastnika. Zobaczyłam, że niedaleko leży moja reklamówka z zakupami. Trzeba było jakoś się do niej przybliżyć. Zaczęłam się w pewien sposób czołgać na placach. Było trudno, ale w końcu się udało. Teraz w jakiś sposób musiałam wyciągnąć słoik ogórków.

 

- Nawet o tym nie myśl mała - przejrzał moje zamiary i było po mnie.

 

- Puść mnie frajerze, bo pożałujesz - próbowałam pokazać, że jestem silna i nie boję się.

 

- Patrick i Joe trzymajcie jej ręce, a ty i Parker trzymajcie jej nogi. Przeniesiemy ją na drugą stronę do parku i tam się z nią wszyscy zabawimy - Nie sądziłam, że można tak się bać i być świadomym zbiorowego gwałtu. Zaczęłam kolejny raz wierzgać nogami i bić napastnika pięściami po jego plecach. Próbowałam złapać ten pieprzony słoik i jakimś cudem udało mi się. Rąbnęłam go w głowę, a ten jęknął z bólu, łapiąc się za głowę, z której poleciała mu krew. Wykorzystałam moment i zanim doszli chwiejnym krokiem jego koledzy, wstałam szybko i pobiegłam do klatki.

 

- Łapcie debile tę szmatę i nie pozwólcie jej uciec - kiedy chciałam włożyć klucz do zamka drzwi od klatki, jeden z nich mnie uderzył w plecy tak mocno, że wydałam krzyk bólu i upadła na kolana.

 

- To sobie ślicznotko przejebałaś - zaśmiał się głośno, a do mnie dotarł smród piwa. Było mi nie dobrze, a plecy w miejscu uderzenia zaczęły mi mrowić. - Chłopaki! Mam ją.

 

- Dawajcie ją do parku - bałam się panicznie. Już wyobrażałam sobie co oni za chwilę mieli ze mną robić. Nie miałam już siły się bronić przez panujący ból w kręgosłupie.

 

- Ludzie pomóżcie mi, błagam was na wszystko! - łzy wypłynęły mi z oczu. Skowyłam o pomoc, ale ten kto się odezwał został zastraszany nożem, więc ludzie szybko uciekali. Byłam stracona i za moment miałam być zhańbiona przez pięciu oprychów.

 

- Nikt ci nie pomoże - dostałam w twarz od tego co rozbiłam mu słoik na głowie. Jego połowa twarzy była zakrwawiona. Twarz mnie zaczęła piec i poczułam ciepłą ciecz, która zaczęła spływać mi po policzku.

 

- Jesteście chorymi i pojebanymi skurwielami - ponownie dostałam w twarz, ale tym razem mocniej i rana na policzku zrobiła się większą. Krew zaczęła kąpać na chodnik, na którym leżałam.

 

- Nauczymy Cię szmato szacunku do nas.

 

- Dajcie mi spokój - zapłakałam, a łzy mieszały się z krwią.

 

- Słyszeliście co pani powiedziała? - usłyszałam męski i groźny głos.

 

- Spierdalaj garniturku, bo twoja buźka będzie pocięta - próbowałam wstać i jakoś dostać się do klatki. Wtedy zobaczyłam Erica jak rozprawia się bez żadnego problemu z jednym, z drugim, z trzecim, a pozostała dwójka uciekła aż się kurzyło. Jeden z nich próbował jeszcze zaatakować Erica, ale ten z pół obrotu kopnął go prosto w szczękę. Usłyszałam trzask kości i wtedy świat zawirował mi przed oczami i upadłam w ramiona Nilssona i zemdlałam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Desideria dwa lata temu
    "To nie jest koniec moja piękna Rossalin, to dopiero początek wielkiej przygody, w której będziesz błagała o więcej. A ja nie będę miał litości i zrobię wszystko by twoja cipka zapamiętała mnie i pragnęła mojego fiuta już zawsze." - ja wzięłabym to w cudzysłowie.
    "Zastanawiałam
    się czy wszystkim bogatym dupką..." - enterek się wkradł i dupkom, bo liczba mnoga ;)
    "Łapcie debile tą szmatę" - tę szmatę
    No proszę jaka akcja :)
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Mogło się źle skończyć takie spotkanie. Miała dziewczyna szczęście w nieszczęściu.
  • Lady_Makbet dwa lata temu
    Gdyby nie Eric, to kto wie, co mogłoby jej się stać;) Rycerze jednak istnieją. :)
  • pasja dwa lata temu
    Gdyby trochę spuściła z tonu, może by miała więcej czasu. Ale mówią, najlepszą obroną jest atak. A Eric chyba jest jej aniołem stróżem. Bardzo groźna sytuacja. Co dalej? Ci kolesie odpuszczą? Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania