Trudność kochania 6

- Chłopaki, trzymajcie ją, a ja ściągnę z tej suki spodnie.

 

- Puść mnie, proszę - błagałam cała zapłakana.

 

- Wpierw dostaniesz to na co zasługujesz foczko - słyszałam ich drwiące śmiechy.

 

- Najpierw ja ją wyrucham, a później każdy z was.

 

- Już dawno nie zabawialiśmy się z taką dupeczką - krzyczałam, ale nikt nie przychodził mi z pomocą. Nawet Eric gdzieś zniknął. Jak on mógł mnie tak zostawić. Wstrętny tchórz z niego był.

 

- Parker, łap jej koronkowe majteczki - mój oprawca ściągnął spodnie, a dwóch kolejnych trzymało moje ręce za nadgarstki - Jesteś już suczko mokra? - zapytał, a ja odpowiedziałam mu spluwając prosto w twarz - Teraz zostaniesz ukarana.

 

- Proszę, nie! Eric gdzie jesteś. Błagam Cię, pomóż mi. Nie, nie, nie!

 

- Rossalin, obudź się! To tylko zły sen. Ich już nie ma i jesteś bezpieczna.

 

Zanim zdążyłam otworzyć oczy, poczułam na ramieniu ciepłą i delikatną, męską dłoń. Otworzyłam oczy i zerwałam się na równe nogi gotowa do ucieczki.

 

- Rossalin, to ja Eric. Uratowałem ciebie z rąk tych oprychów - stanęłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie byłam w swoim domu, więc gdzie ja do cholery byłam - Rossi, już dobrze - podszedł do mnie przyciągając do siebie i tuląc mnie w swoich ramionach - To był tylko zły koszmar. Jesteś bezpieczna - przytuliłam się mocniej do jego cieplej klatki piersiowej. Pachniał migdałami i kokosem. Uwielbiałam ten zapach. Nerwy i strach puściły i rozpłakałam się w jego ramionach jak małe dziecko.

 

- Dziękuję Ci Eric - wyszeptałam płacząc i pociągając nosem.

 

- Nie mogłem pozwolić na skrzywdzenie ciebie, kwiatuszku - gładził mnie po włosach. Było to przyjemne. Zawsze mama tak mnie głaskała przed spaniem. Poczułam się jak małe bezbronne dziecko. Łzy bardziej natężyły się spływając szybciej po moich policzkach.

 

- Boże, Eric mój polik! - krzyknęłam wyrywając mu się z objęcia.

 

- Rossi - powiedział łagodnie - Był lekarz i zszył ci rozcięcie i założył opatrunek - mówił to tak spokojnie jakby to nie był żaden problem. Przecież to nie była jego idealna i piękna twarz.

 

- Ty to tak łagodnie mówisz, ale kurwa to jest moja twarz. Jak ja się ludziom pokaże. Jezu, oni będą ode mnie uciekać - wpadłam w panikę i nie wiedziałam jak pozbyć się tego cholernego strachu przed ludźmi i światem. Już wyobrażałam sobie spojrzenia tych wszystkich ludzi.

 

- Rossi będzie dobrze - podszedł bliżej chcąc mnie przytulić.

 

- Pieprz się Nilsson z tymi swoimi miłymi słowami i nie dotykaj mnie. Ty nie jesteś lepszy od tamtych gwałcicieli - wstąpiła we mnie jakaś dziwna furia.

 

- Co ty Rossi mówisz? - zrobił zaskoczoną minę.

 

- Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj dupku - czułam się okropnie zraniona jak dzikie zwierzę, które wpadło we wnyki - Uważasz się za lepszego od nich!? Ale tak nie jest Nilsson. A kto chciał mnie dziś wykorzystać w windzie, a później próbowałeś w moim własnym mieszkaniu? - patrzyłam na niego z wściekłością, jeszcze tylko brakowało mi piany w ustach jak dzikusowi ze wścieklizną.

 

- Co ty kurwa gadasz kobieto!? Nigdy więcej nie pozwolę się obrażać w moim własnym domu - podszedł do barku i nalał do szklaneczki brązowej cieczy. Przychylił jej całą zawartość naraz - Powinnaś być mi wdzięczna za to, że uratowałem twoją pochwę przed tymi zwyrodnialcami. Ale ty jesteś nie wdzięczna i rzucasz w moją osobę okropnymi obelgami - poczułam się tak jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Eric uratował mnie, bo gdyby nie on to źle by się to dla mnie skończyło. Należały mu się przeprosiny.

 

- Przepraszam Ericu, nie wiem jak ci się odpłacę za uratowanie mnie przed tym co chcieli mi zrobić - opadłam na podłogę i zasłoniłam dłońmi twarz. Moje ciało przeszły dreszcze na samą myśl o tym co by się stało gdyby nie Eric - Tak bardzo się bałam. Nikt nie chciał mi pomóc - szlochałam, a moje ciało drżało z zimna. Nagle poczułam się bardzo źle. Z pewnością było to spowodowane nerwami i tym co mnie spotkało.

 

- Rossalin? Co się dzieje - był zmartwiony - Dobrze się czujesz? Bo jesteś bardzo blada jak ściana.

 

- Nie wiem co się dzieje - Eric od razu podszedł do mnie i chciał mnie wziąć na ręce, ja jednak próbowałam wstać i to był błąd. Kolejny raz zemdlałam w ramionach Nilssona.

 

Obudził mnie cudowny zapach parzonej kawy. Otworzyłam oczy rozglądając się po pomieszczeniu. Leżałam w wielkim, dębowym łóżku, przykryta byłam aksamitną pościelą koloru morskiego. Czułam się tak jakbym płynęła w oceanicznej wodzie. Podniosłam się do pozycji siedzącej i podziwiając resztę pokoju usłyszałam jak otwierają się drzwi. Stanął w nich Eric, który trzymał w dłoniach tacę.

 

- Już nie śpisz, to dobrze, bo przeniosłem ci Rossalin śniadanie i świeżo parzoną kawę - postawił tacę ze śniadaniem przede mną. Wszystko wyglądało apetycznie. Byłam bardzo głodna co potwierdził mój żołądek, wydając dźwięk rechotu żaby. Eric uśmiechnął się do mnie - Jedz, bo jesteś głodna.

 

- Dziękuję ci za wszystko - złapałam bułeczkę i posmarowałam ją konfiturą wiśniową. Była przepyszna.

 

- Nie ma za co. W łazience masz czyste ręczniki i ubrania. Niestety, to nic kobiecego tylko mój podkoszulek i spodnie dresowe. Niestety bielizny również nie posiadam. Jak ogarniesz się to zejdź na dół. Musimy porozmawiać. Smacznego Rossi - uśmiechnął się kolejny raz do mnie i wyszedł zostawiając mnie samą z tymi pysznościami.

 

Prócz bułeczek i konfitury, na tacy znajdował się ser żółty oraz biały i gorąca jajecznica z boczkiem, z pomidorami i ze szczypiorkiem. Wszystko pachniało i kusiło swoim wyglądem. Kawa smakowała tak samo cudownie jak pachniała. Byłam tak głodna, że zjadłam wszystko. Teraz najedzona i z innym podejściem do osobowości Erica poszłam pod prysznic. Łazienka była wielkości prawie pokoju, w którym spałam. Miałam do wyboru prysznic lub wielką wannę z hydromasażem. Oczywiście wybrałam to drugie. Puściłam ciepłą i zimną wodę jednocześnie. Zajęłam z siebie brudne rzeczy i weszłam do wanny zanurzając głowę nie próbując za moczyć polika. Włączyłam hydromasaż i zaczęłam się rozluźniać. Dziwiłam się, jak taki facet z dobrym sercem mógł w tak wstrętny sposób wykorzystywać te wszystkie laski. Przecież pokazał mi swoją prawdziwą twarz i gdybym nie znała go z gazet i z opowiadań Pauli, to pomyślałabym, że o to zjawił się mój książę, o którym śni większość kobiet. Był przystojny, dobrze zbudowany i do tego znał sztuki walki o czym mogłam się przekonać, kiedy rozprawiał się z bandytami. Na samą myśl wszystko stanęło mi z powrotem przed oczami, które zrobiły się wilgotne. Dziękowałam Bogu, że w tamtym momencie zesłał Erica. Inaczej nie byłoby mnie tu i możliwe, że leżałabym gdzieś w krzakach martwa. Od rzuciłam złe myśli z głowy i wyszłam z wanny wycierając się w biały i miękki ręcznik. Wzięłam do ręki ubrania zostawione przez Erica i zaśmiałam się na widok przydużej koszulki z napisem The best. O spodniach już nie wspomnę. Nie miałam innego wyjścia i musiałam je założyć na siebie. Dziwnie czułam się bez bielizny i tym bardziej czując rzeczy Nilssona na sobie. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak wieszak na którym wisiały ubrania. Lepsze to niż nic. Przeczesałam włosy grzebieniem, który leżał przy różnych przyborach i umyłam jeszcze zęby. Od razu poczułam się o wiele lepiej. Czysta i najedzona zeszłam na dół. W salonie przy oknie, które wychodziło na taras, stał Eric i z kimś nerwowo rozmawiał przez telefon.

 

- Nie interesuje mnie to Bernie, oni mają za to zapłacić... - dochodziły do mnie słowa Nilssona - Znajdź ich do kurwy, w końcu za coś ci płacę. Masz wyszkolonych ludzi pod sobą... To ja mam ciebie uczyć jak się za to zabrać? - zrobiłam krok do przodu i wtedy zauważył mnie Eric - Dobra, ja muszę kończyć. O wszystkim mnie informuj... Wiem, że mam mało czasu do zamknięcia im wszystkim tych cholernych gęb... Tak, znajdę kogoś i chyba już znalazłem... Tak. Cześć.

 

- Przepraszam, nie chciałam ci przeszkodzić.

 

- I tak już kończyłem - uśmiechnął się - Wyglądasz tragicznie w moich za dużych spodniach.

 

- Lepsze to niż moje brudne i zakrwawione ubranie - zrobiłam smutną minę.

 

- Później Bernie przywiezie twoje rzeczy - zrobiłam dziwną minę.

 

- Po co? Pożycz mi tylko na taksówkę i wracam do domu.

 

- Nigdzie nie pojedziesz Rossalin. Na razie będziesz u mnie - chciałam coś powiedzieć, ale wyprzedził moje myśli - Obiecuje ci, że nie będę ciebie dotykał ani wchodził ci w drogę.

 

- Dlaczego mam być u ciebie? Nie rozumiem.

 

- Nie wrócisz do tego okropnego miejsca i na tą niebezpieczną ulicę, dopóki nie kupię ci nowego mieszkania.

 

- Że co nie zrobisz? - musiałam coś źle zrozumieć.

 

- Usiądź Rossalin, musimy porozmawiać - usiadłam wygodnie na czarnej, skórzanej kanapie i czekałam na to co ma do powiedzenia Eric.

 

- Nie możesz tam wrócić i żyć z myślą czy ponownie nikt nie wyrządzi ci krzywdy.

 

-Wiem, ale to jest moje mieszkanie, które dostałam w spadku po moich rodzicach. Zresztą ty nic nie wiesz o mnie - łzy kolejny raz za szkliły mi się w oczach.

 

- O tobie wiem wystarczająco dużo i dlatego chcę pomóc tobie i w zamian chciałbym byś ty pomogła mnie.

 

- Co ty możesz wiedzieć - powiedziałam.

 

- W tym mieszkaniu mieszkasz od urodzenia. Twój ojciec ciężko pracował by wykupić to mieszkanie byś miała dach nad głową. Wpierw twoja matka zmarła na raka żołądka kiedy miałaś 18 lat, a twój ojciec z rozpaczy się powiesił tydzień później, zapisując ci mieszkanie. Ty zaś ukończyłaś z wyróżnieniem liceum i studia na kierunku rachunkowości. Czy mam mówić dalej? - wstałam z miejsca, na którym siedziałam i spojrzałam na niego ze złością.

 

- Skąd to wszystko wiesz do cholery? - byłam taka zła, że chętnie rozszarpałabym go własnymi rękoma.

- Rossi...

- Nie nazywaj mnie tak!

- Posłuchaj mnie do kurwy, ty uparta kobieto i usiądź - posłusznie wykonałam jego polecenie - Musiałem sprawdzić twoje życie aby przekonać się czy podołasz mojej propozycji - chciałam powiedzieć co o tym myślę, ale nie dał mi dojść do słowa - Proszę Cię, zamknij się na chwilę i mnie wysłuchaj - kiwnęłam głową przytakując - Zaraz pewnością wiesz, że mam przydomek babiarza i potwierdzam to. Jednak muszę to zmienić dla dobra swoich interesów. Wiem, że nie masz pieniędzy i dlatego proponuję Ci pół miliona dolarów teraz.

 

- Słucham? - musiałam mu przerwać te jego dziwne pogadanki.

 

- To co słyszałaś. Warunek jest taki, że musisz zgodzić się na małżeństwo ze mną, mieszkać ze mną i pokazywać się na bankietach.

 

- Co ty pieprzysz Nilsson?! Jakie małżeństwo? - on był nie poważny. Przecież mógł zaproponować to komuś innemu, a nie mnie biednej dziewczynie.

 

- Rossi, jesteś piękną, seksowną i po studiach z dobrym zawodem - pociągnął mnie do lustra w holu i stanął za mną - Spójrz, tworzymy piękną parę, a małżeństwo będzie trwało tylko rok. Po rozwodzie dostaniesz kolejne pół miliona i mieszkanie w moim apartamentowcu. Tylko musisz się zgodzić - trzymał mnie za ramiona i spoglądał na mnie w odbiciu lustra.

 

Nigdy bym się nie spodziewała takiej propozycji od nikogo. A teraz mogłam mieć pieniądze i zapewnioną przyszłość do końca życia. Ale z drugiej strony nie nadawałam się na bankiety wśród tych wszystkich bogatych ludzi z wyższych sfer. Tego w gazetach pisaliby o mnie i z pewnością o moich zmarłych rodzicach. Nie wiedziałam co zrobić.

 

- Eric, jak ty to sobie wyobrażasz? Jestem z biednej rodziny i do tego sierota.

 

- Uwierz mi, że jesteś najodpowiedniejszą kobietą dla mnie.

 

- Jesteś tego pewny?

 

- Jak najbardziej.

 

- W takim razie zgadzam się, ale jest warunek. Zero seksu.

 

- To się okaże - uśmiechnął się promieniście, całując mnie w czubek głowy.

 

Możliwe, że popełniłam błąd, który odbije się na całym moim życiu i psychice. Czas pokaże.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni dwa lata temu
    Seks, mhm.
  • Desideria dwa lata temu
    Jak dla mnie za szybko się zgodziła. Powinna się przynajmniej z dzień zastanowić ;)
  • kesi dwa lata temu
    Wszystko się okaże :)
  • Violet dwa lata temu
    Oj, naiwne...
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Propozycja nie do odrzucenia :) A seks z czasem :)

    We wszystkich częściach są jakieś błędy. Nie wypisywałam ich, bo nie chciałam sobie przerywać czytania, a myślę, że jak sama przejrzysz, to je wyłapiesz. Szyk zdań czasem jest pokręcony, ale nie przeszkadza w zrozumieniu. Pozdrawiam :)
  • kesi dwa lata temu
    Piszę na telefonie, jutro w końcu kompa odbieram to usiądę i przejrze wszysto. Ogólnie piszę w małych przerwach jak synek śpi, a takie pisanie jest okropne. Pozdrawiam.
  • Lady_Makbet dwa lata temu
    To prawda są błędy, a niektóre zdania są ułożone niestylistycznie. Czyta się jednak dobrze i mi się podoba:)
  • pasja dwa lata temu
    Kontrakt małżeński na rok. Pewnie kusząca propozycja, bo tak naprawdę każde małżeństwo jest udokumentowane na papierze.Tutaj dochodzą jeszcze pieniądze. Co tak naprawdę snuje Eric? :-) 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania