Trudność kochania 7

Zgubiłeś swoją drogę?

Żyjesz w cieniu bałaganów, które stworzyłeś

i tak to idzie.

Wszystko wewnątrz twojego koła zaczyna się przelewać.

Zrób krok przed skokiem

w kolory, których poszukujesz.

Oddajesz to czego chcesz się pozbyć,

więc nie oglądaj się za siebie.

 

ERIC

Kiedy wyszedłem z mieszkania Rossi zapłaciłem za jedzenie i położyłem je na tyle samochodu. Wyjąłem z kieszenie spodni paczkę papierosów i zapaliłem. Stałem oparty o samochód i przyglądałem się przechodzącym po ulicy ludziom. Nie było tu za ciekawie mieszkać, zwłaszcza dla takiej młodej i atrakcyjnej dziewczyny jaką była Rossalin. Od dłuższego czasu ktoś tak na mnie bardzo działał. Nie byłem pewien czy to było spowodowane jej uporem i ciętym językiem czy tym, że kurewsko pragnąłem jej zgrabnego i delikatnego ciała. Nie mogłem się pozbyć myśli, że ona nie pragnęła mnie. Przecież ja miałem kobiety na kiwnięcie palca. Ona była inna. Różniła się bardzo od reszty przeleconych przeze mnie kobiet. I to mnie w niej zafascynowało. Wsiadłem do samochodu i sprawdziłem kto dobijał się do mnie, kiedy byłem u Rossi. Dzwonił Bernie. Bernie był moim przyjacielem jak i człowiekiem do załatwiania brudniejszych spraw. Od dzwoniłem do niego nie odpalając silnika.

 

- Stary, no w końcu. Przecież łatwiej jest się dodzwonić do prezydenta niż do ciebie - był jakiś dziwny. Czułem, że stało się coś, co wpłynie na moją opinię.

 

- Rozumiem, że nie dzwoniłeś w żadnej błahej sprawie.

 

- Eric, dowiedziałem się, że większość twoich inwestorów. będzie chciało się wycofać z twoich interesów. Wszystko przez Twój cholerny potencjał seksualny i jeszcze doszły nagonki od twoich wykorzystanych panienek.

 

- Kurwa, przez te pieprzone szmaty stracę grube miliony, jeśli faktycznie oni się wycofają - walnąłem rękoma o kierownicę - Co mam teraz zrobić? Tylko nie mów mi, że mam się ożenić - zaśmiałem się.

 

- A wiesz, że to nie głupi pomysł - na jego słowa aż zakrztusiłem się własną śliną - Pomyśl jakby to ciebie postawiło w dobrym świetle.

 

- Bernie, ja żartowałem tylko. Wiesz, że ja nie nadaje się do życia zakuty w dyby.

 

- Nie pieprz głupot tylko ratuj swoją reputację i pieniądze. Masz dwa tygodnie na to. Ja spróbuję ich jakoś udobruchać - on normalnie robił sobie ze mnie jaja. Niby skąd miałbym wstrząsnąć narzeczoną, która zgodziłaby się na taki układ. Przecież niby żona musiałaby różnić się od kobiet, z którymi się spotykałem - Jesteś tam ? - usłyszałem głos przyjaciela w słuchawce.

 

- Tak. Znajdź mi wszystko na temat Rossalin Duncan.

 

- Kto to jest? - zapytał zaciekawiony.

 

- Moja sekretarka i być może moja przyszła żona - nikt inny mi do głowy nie przychodził oprócz Rossi.

 

- Nic mi nie mówiłeś, że masz nową pracownice.

 

- Nie dałaby ci się omotać. Próbowałem stary. Ona jest jak dzikie zwierzę, które potrzebuje ujarzmienia - twarda była z niej sztuka i czułem, że ona może uratować moją skórę - Dasz rade do wieczora mi coś podesłać?

 

- Spróbuję.

 

Na tym rozmowa się zakończyła, a ja pojechałem w stronę domu.

Było już dobrze po dwudziestej pierwszej, kiedy otrzymałem maila z wiadomościami o Rossalin. Okazało się, że była sierota. Matka zmarła na raka, a ojciec się powiesił. Oprócz tego nędznego mieszkania miała do spłacenia kredyt. Była zaręczona z nie jakim Henrym. Nie było wiadomo czemu nie byli już razem. Była najzdolniejszą uczennicą w liceum. Wygrywała konkursy matematyczne, co dało jej możliwość studiowania na dobrej uczelni. Ukończyła kierunek rachunkowość i marketing z zarządzaniem również z najlepszym wynikiem. Jej konto było puste, żadnych oszczędności ani obligacji. Postanowiłem pojechać do niej i przedstawić jej moją propozycję. Rossalin była piękną kobietą. Miała długie, lekko kręcone włosy, koloru ciemnego brązu. Oczy były pięknie zielone, a podkreślający je makijaż dodawał im większego uroku. Była naprawdę piękną, chociaż niską kobietką, ale jej charakter był silny, co bardzo mi się w Rossi podobało.

Jechałem do mieszkania dziewczyny układając sobie w głowie jak ją przekonać do mojej propozycji. Stwierdziłem, że pieniądze Rossalin przekonają i zgodzi się, kiedy będzie ustatkowana materialnie. Stać mnie było na to. Zatrzymałem się po drugiej stronie mieszkania dziewczyny i wyłączyłem silnik. Otworzyłem drzwi i usłyszałem krzyki kobiety błagającej o pomoc. Pod klatką Rossi stało kilku pijanych facetów, a jeden z nich siedział na dziewczynie. Bardzo mi się to nie spodobało, zwłaszcza że nikt tej biednej dziewczynie nie chciał pomóc. Podszedłem bliżej i zobaczyłem jak koleś uderza swoją ofiarę. Krew mnie zalała, kiedy dostrzegłem że to była Rossalin.

 

- Nauczymy Cię szmato szacunku do nas - usłyszałem gdy byłem kolo nich.

 

- Dajcie mi spokój - Rossi płakała, a on śmiał jej się prosto w oczy. Jej połowa twarzy była zakrwawiona.

 

- Słyszeliście co pani powiedziała? - stanąłem za jednym z nich.

 

- Spierdalaj garniturku, bo twoja buźka będzie pocięta - nie mogłem dłużej patrzeć jak ten frajer obmacuje jej ciało. Złapałem go i strzeliłem z pięści prosto w jego zapijaczoną gębę. Frajer upadł i złapał się za nos.

 

- Ty skurwielu, złamałeś mi nos - krew zalewała mu usta.

 

Rozprawiłem się jeszcze z dwoma, a reszta uciekła z podkulonym ogonem. Podszedłem do dziewczyny i wziąłem ją na ręce. Była nie przytomna.

 

- Już dobrze malutka. Jesteś bezpieczna.

 

Wsadziłem ją na tył samochodu i pojechałem prosto do mojego domu, który znajdował się za miastem. Po drodze zadzwoniłem do lekarza i kazałem mu zaraz być u siebie. Nie było mu to na rękę, ale przy moim uporze, nie miał wyjścia i musiał przyjechać. Jazda zajęła mi pół godziny i kiedy byłem już pod bramą Tony stał przy samochodzie. Otworzyłem z pilota bramę i zaparkowałem przed wejściem.

 

- Otwórz drzwi Tony - wziąłem Rossi na ręce i zaniosłem do sypialni gościnnej.

 

Jaka ona była lekka i taka delikatna. Jej piękne rzęsy opierały się o policzki. Nie sądziłem, że kobieta może pięknie wyglądać bez makijażu. Wszedłem do sypialni i położyłem ją na łóżku. Ubranie miała całe zakrwawione, rana na policzku była dość głęboką.

 

- To twoja dziewczyna Ericu? - zapytał mnie lekarz.

 

- Tak - skłamałem, sądząc że Rossi się zgodzi na moją propozycję.

 

- Piękna kobieta. Jesteś szczęściarzem i mam nadzieję, że w końcu usiądziesz na dupie - przekonałem się po jego wypowiedzi, że wszyscy mieli mnie za potwora. Co obchodziło ich moje życie i to jak je wykorzystuje. To była moja sprawa z kim i ile razy sypiałem - Kto ją tak urządził? Ta rana musi być oczyszczona i z szyta - otworzył swoją torbę lekarską i wyjął to co było mu potrzebne, a ja w tym czasie opowiedziałem co się zdarzyło.

 

Rozerwał papier i wyciągnął wacik, który nasączył jakimś płynem i delikatnie zaczął oczyszczać ranę. Dziewczyna nie odzyskiwała przytomności, co trochę mnie martwiło. Pomyśleć, że gdybym przyjechał kilka minut później to te fiuty z pewnością zrobili by Rossi krzywdę.

 

- Rana oczyszczona i z szyta.

 

- Kiedy się obudzi?

 

- Musiała przeżyć szok i kiedy organizm wypocznie to się obudzi - podszedł i poklepał mnie po ramieniu - Będzie dobrze - zabrał swoją walizeczkę i ostatni raz sprawdził co z Rossalin - Trafię do wyjścia, a ty idź się połóż koło niej, bo możliwe, że będzie miała koszmary, a wtedy lepiej jak będziesz koło niej - wyszedł, a ja mu podziękowałem za pomoc.

 

Poszedłem szybko do swojej sypialni po czyste rzeczy dla siebie. Musiałem również znaleźć coś dla Rossi. Kiedy miałem już wszystko to poszedłem do dziewczyny, która spała spokojnie. Wyglądała tak niewinnie i słodko. Wyjąłem papierosa i udałem się na balkon. Nikotyna pozwalała mi się odprężyć i kajała moje nerwy.

Sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Berniego.

 

- Stary, jest sprawa.

 

- Co się stało? - zapytał przyjaciel.

 

- Rossalin napadli, zrobili jej krzywdę, gdybym tam nie był to by ją zgwałcili. Musisz ich znaleźć i rozprawić się.

 

- Znasz ich?

 

- Nie, ale powiem ci wszystko co wiem - opowiedziałem wszystko co wiedziałem i opisałem tych oprychów. Miałem nadzieję, że Bernie ich odnajdzie i pokaże im szkołę.

 

- Rozejrzę się w okolicy, sprawdzę monitoringi w i znajdę tych sukinsynów.

 

- Wiedziałem, że na ciebie można liczyć.

 

- W końcu za to mi płacisz.

 

- Dzięki.

 

- Eric, wiemy gdzie on przebywa. Jutro pięciu moich jedzie sprawdzić adres i jak go złapią to robimy to co było ustalone? - tyle czasu go szukaliśmy aż od roku natrafili na jego ślad.

 

- Tak, tylko muszę wyciągnąć od niego dlaczego to zrobił i po tym wszystkim udawał mojego przyjaciela.

 

- A ty nadal nie zapomniałeś? Chłopie, minęło już pięć lat. Otrząśnij się.

 

- Zemsta musi być i ty doskonale o tym wiesz - nasza rozmowa na tym się zakończyła.

 

Te cholerne wspomnienia powracały jak bumerang.

 

- Wracam - radosny głos obijał się o moje uszy - Jeszcze dwie godziny i będę.

 

- W końcu maleńka będziesz koło mego boku. Że też pozwoliłem ci wyjechać na tak długo.

 

- Kocham cię wariacje.

 

- Ja ciebie bardziej kruszynko. Jak przyjedziesz to mam dla ciebie niespodziankę.

 

- Jaką?

 

- Jak powiem to nie będzie niespodzianki.

 

- Uparciuch. Pamiętaj, że jutro idziemy na imprezę.

 

- Wiesz, że nie znoszę tych Collinsów - usłyszałem pisk opon i krzyk - Kochanie, hallo? ! - nastała cisza - Jenny! Jenny! Co się dzieje? ...

 

- ***-

 

Przyszykowałem Rossi śniadanie, chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. Ciągle po głowie chodził mi widok Jenny zakrwawionej oraz twarz Rossalin. Były tak bardzo podobne do siebie. Ten sam cięty język, kolor włosów i charakter. Tak samo jak Jenny, Rossi nie miała rodziców. Jakoś nie pociągały mnie te wszystkie bogate i puste laski, nawet nie było o czym z nimi rozmawiać. Chyba, że byłbym kobietą i rozmawiał o nowych trendach w modzie i słuchał tych wszystkich plotek na temat znajomych i pseudo przyjaciół. To nie była moja bajka. Kilka lat temu bardzo chciałem założyć rodzinie, mieć dzieci, ale to wszystko zostało mi odebrane przez skurwiela, który uważał się za mojego przyjaciela. Odgoniłem wszystkie myśli z przeszłości i postawiłem jedzenie na tacy i poszedłem do sypialni Rossi. Miałem nadziej, że jeszcze śpi. Nie pukając, otworzyłem drzwi i zobaczyłem siedzącą na łóżku, zaspaną kobietę. Była bardzo pociągająca, chociaż miała na sobie pokrwawione ubranie i opatrunek na policzku. Rossalin zdziwiła się widząc śniadanie, które jej przyniosłem. Widziałem i słyszałem po dźwiękach żołądka, że jest głodna. Postawiłem tacę na łóżku i wyszedłem mówiąc jej, że musimy porozmawiać, kiedy zejdzie na dół. Akurat gdy wchodziłem do gabinetu, zadzwonił telefon. To był Barnie.

 

- Musisz jutro ze mną wyjechać - usłyszałem na przywitanie jego słowa.

 

- Człowieku, ja nie mogę od tak sobie wyjechać. Zresztą o co chodzi?

 

- Chłopaki z samego rana złapali Miguela - nie mogłem z siebie wydobyć słowa. Tyle czasu na to czekałem, a teraz mógł zapłacić mi za zniszczenie wszystkie co najbardziej kochałem - Jesteś tam, do cholery... Eric! - kiedy krzyknął to dopiero się ocknąłem z transu.

 

- Tak, tak. To gdzie mamy jechać?

 

- Do Kanady.

 

- Wyślij mi na maila wszystkie szczegóły, a ja się do nich dostosuję - nie miałem innego wyjścia i musiałem jechać na spotkanie ze swoją przeszłością - A co z tymi dupkami, którzy zrobili Rossi krzywdę?

 

- To nie jest teraz ważne, co? - zdenerwował mnie tym co właśnie przed chwilą powiedział.

 

- Chyba sobie teraz kurwa żarty robisz? Nie interesuje mnie to Bernie, oni mają za to zapłacić.

 

- Ja pierdolę Eric... - nie dałem Berniemu dokończyć.

 

- Znajdź ich do kurwy, w końcu za coś ci płacę. Masz wyszkolonych ludzi pod sobą... To ja mam ciebie uczyć jak się za to zabrać? - ponosiło mnie bardzo. Nie mogłem pozwolić na to, by takie mendy chodziły wolne po ulicach.

 

- Dobra, dobra. Zaraz się tym zajmę i wyślę kogo trzeba - zauważyłem Rossi, która podchodziła bliżej mnie.

 

- Dobra, ja muszę kończyć. O wszystkim mnie informuj.

 

- Ok, ale jest jeszcze jedna sprawa. Czas ucieka, by inwestorzy nie wycofali się.

 

- Wiem, że mam mało czasu do zamknięcia im wszystkim tych cholernych gęb.

 

- A znalazłeś już biedną niewiastę i przyszłą panią Nilsson? - zaśmiał się. Dupek .

 

- Tak, znajdę kogoś i chyba już znalazłem - spojrzałem na kobietę w przy dużych ubraniach, które należały do mnie. Wyglądała komicznie, ale za to bardzo seksownie, kiedy koszulka odsłaniała jej delikatną skórę na ramieniu.

 

- Czyżby to była ta cała Rossalin? - jaki on był kurewsko domyślny.

 

- Tak. Cześć - rozłączyłem się.

 

Bardzo obawiałem się reakcji Rossi na moją propozycję, ale po krótkiej wymianie zdań, zgodziła się. Nie byłem pewien czy przekonały ją pieniądze czy chęć pomocy mojej osobie, a przede wszystkim interesom, które odciągały mnie od przeszłości.

- W takim razie zgadzam się, ale jest warunek. Zero seksu - ucieszyło mnie, że się zgodziła, ale jednak jej warunek nie był dla mnie za bardzo do przyjęcia.

 

- To się okaże - uśmiechnąłem się na widok jej zdziwionej miny. Przecież czekała nas noc poślubna.

 

 

Witam. Jutro w końcu odbieram komputer i w wolnym czasie między spaniem synka, a bieganiem córki na powietrzu, usiądę z papieroskiem w dłoni, obok postawię kawusie i zacznę wyłapywać błędy. Nie znoszę pisać na telefonie. Pozdrawiam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman dwa lata temu
    Coś wiem o tym jak wszystko wokół odciąga od pisania :) Życzę ci, by synek grzecznie spał, córka zajęła się sobą, a ty zrób sobie kawusię, zapal i naciesz się przywróconym komputerem :)
    Eric odkrył swoją przeszłość. Śmierć ukochanej odbiła się na chłopaku. Teraz jest już mężczyzną i nie pozwoli sobie odebrać zgromadzonego kapitału. Jednak myślę, że wybór Rossi to nie tylko przymus, on widzi w niej kogoś, z kim mógłby spędzić resztę swoich dni. Ta dziewczyna ujęła go od pierwszej chwili. Pozdrawiam :)
  • pasja dwa lata temu
    Powoli wyjaśnia się przeszłość Erica i jego tajemnice. Świat finansjery to świat pełen mrocznych interesów. A widzisz? Zastanawia się nad przyjęciem tak szybko propozycji przez Rossalin. Czy ona nie będzie wspomnieniem Jenny. Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania