Trudność kochania 8

Za oknem zapadał zmrok, słońce zachodziło w swoich pięknych żółto - ognistych barwach. Nie mogłam się napatrzeć, ten widok zapierał mi dech w piersiach. Z mojego mieszkania takiego widoku nie miałam, jedynie widziałam swoich różnorodnych sąsiadów. Chłopak mieszkający na trzecim piętrze, próbował uczyć się hip hopu, co bardzo śmiesznie mu to wychodziło. Nie miał w ogóle talentu. Obok niego mieszkało małżeństwo, którzy codziennie przy opróżnianiu butelek piwa, kłócili się. Nie których wyrażeń słownych, na uszy nie słyszałam. To był dopiero talent w tworzeniu zwrotów do kobiety. Jednak najlepszy był facet, który mieszkał na drugim piętrze , na przeciwko mnie. Kiedy tylko myłam okna, to on momentalnie zrzucał z siebie ubranie i paradował w samych bokserkach. Wtedy prężył swoje ciało udając przede mną kulturystę. Nie wyglądał na takiego. Był dość wysoki, ale chudy. Jego ciałem nawet psy by się nie pożywili. Czasami nie mogłam powstrzymać się ze śmiechu z jego debilizmu. Raz nawet zaczepił mnie w sklepie i proponował mi wyjście na kawę, tylko był warunek, że każdy płaci za siebie. Nie miałam innego wyjścia i biednego Patricka wyśmiałam. Później przykro mi było, ale nie potrafiłam być skłonna do jego propozycji. Zresztą, nie znosiłam natrętnych i pustych facetów, a on taki właśnie był. Cóż, sąsiadów się nie wybiera.

Po mimo dziwnych sąsiadów, to kochałam swoje mieszkanie. Miałam dużo wspomnień z dzieciństwa i przede wszystkim mieszkali tu moi zmarli rodzice, których bardzo mi brakowało. Kochałam i nadal byli w moim rozbitym sercu. Mama była cudowną i ciepłą osobą. Była piękną kobietą o ciemnych i długich włosach. Uwielbiałam je czesać i pleść warkocza. Jej błękitne oczy były tak piękne jak najbłękitniejsze niebo w słoneczny dzień. Gdy byłam mała to mama zawsze czytała mi bajki i śpiewała. Głos jej był jak dźwięk anioła. Mogłam słuchać bez końca jak śpiewa. Tata nie raz sadowił mnie na swoich kolanach i słuchaliśmy jej razem. Mamusia, kiedyś nawet miała swój zespół gdy studiowała. Lecz na jej drodze pojawił się tata. Podobno była to miłość od pierwszego wejrzenia i po trzech miesiącach się pobrali. Byli naprawdę szczęśliwi. Po roku ja pojawiłam się na świecie. Tata zawsze mi powtarzał, że byłam dla nich największym szczęściem i miłością. Gdy miałam siedemnaście lat, mama zachorowała na raka. Z tatą się załamaliśmy, ale robiliśmy wszystko, by nie dać po sobie poznać. Z pięknej kobiety, mama stała s wychudzoną i zniszczoną osobą. Choroba była na tyle silna, że nic nie pomagało. Po roku walki z chorobą moja najukochańsza mamusia, zmarła. Załamałam się bardzo, a tato ciągle płakał. W ostatnich dniach życia mamy, poprosiła mnie bym zaopiekowała się tatą. Obiecałam jej to, ale zawiodłam ją i gdy byłam w szkole, ojciec się powiesił. Zostawił mi dokumenty z zapisanym mieszkaniem i list, w którym błagał mnie o wybaczenie. Nie mógł żyć bez swojej utraconej miłości. Wtedy całkowicie się rozsypałam jak talia kart. Mój świat runął, słońce przestało świecić, a życie straciło sens. Po miesiącu poznałam chłopaka, który pomógł mi po śmierci rodziców wrócić do świata, w którym się żyło. Było ciężko, ale jego wsparcie, uratowało mnie przed zagładą życiową. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi. William był czułym i uczynnym facetem, do tego przystojny szatyn, o czarnych jak węgiel, oczach. Po pół roku wprowadził się do mnie, a po dwóch latach zaręczyliśmy się. Byłam taka szczęśliwa i zakochana. Snułam plany nad naszą przyszłością i powiększeniu rodziny. Wszystko było piękne i cudowne, dopóki nie przyłapałam Willa na zdradzie. Widziałam jak mój mężczyzna, moje wsparcie i najważniejszy człowieka w życiu, pieprzył naszą szefową. To był szok. Wpadłam w szał i uderzyłam kilka razy w twarz Willa i również nie omieszkałam strzelić tej dziwki w jej pomarszczony ryj. Głupia franca krzyczała i wybiegła roznegliżowana z biura. William przepraszał mnie wiele razy, tłumacząc się, że to ona go sprowokowała. Nie miałam ochoty słuchać tych bredni i spakowane rzeczy Willa, zaczęłam wyrzucać przez okno. Wtedy sąsiedzi mieli o czym gadać.

Kolejny raz świat, który odbudowałam runął w gruzach. Przez kilka miesięcy nie mogłam się pozbierać i gdyby nie Paula, to nie wiadomo jak to wszystko by się skończyło. Ona jedna była mi bliska, traktowałyśmy się jak siostry. Może nasza przyjaźń połączyła nas nie ze względu bitwy o jogurt, ale o przeżycia życiowe. Paula również straciła rodziców i brata w wypadku samochodowym. Jej jedynej udało się przeżyć. Miała dziesięć lat, kiedy babcia ją zabrała do siebie. Babcia Bunia była super kobietką, chociaż miała już swoje lata. Zawsze uśmiechnięta i radosna. Kochałam Bunie jak własną babcie, którą dawno straciłam.

Być może los chciał mi teraz wynagrodzić moje cierpienie i postawił mi na drodze Erica. Jego propozycja była tak kusząca, że bez zastanowienia się zgodziłam. Przecież nie byłam materialistką i nie interesowały mnie pieniądze. Zbyt pochopnie podjęłam decyzję o małżeństwie. To nie mogłoby się udać i nikt by w ten ślub nie uwierzył. Miałam jeden dzień na przemyślenie wszystkiego. Eric z samego rana wyjechał w interesach, a ja zostałam w jego domu sama. Obiecał, że wróci szybko by na drugi dzień zacząć szykować przygotowania do uroczystości ślubnej. Nie, nie zrobię tego - ruszyłam do sypialni i założyłam swoje odświeżone ubranie, na którym nie pozostały plamy po krwi. Zostawiłam porządek po sobie i zadzwoniłam do Pauli.

- Dziewczyno, w końcu się odezwałaś - szczebiotała jak najęta, nie dając mi dojść do słowa - Już miałam iść na policję i zgłosić twoje zaginięcie - mówiła prawie płacząc. Faktycznie mogłam się odezwać do niej wcześniej, ale jakoś nie było okazji.

- Twoja przyjaciółeczka została porwana - Nie wiem czemu, ale zmieniłam głos na bardziej męski. Postanowiłam ją przestraszyć. Paula czasami bywała zbyt pewna siebie i robiła mi kazania, co często mnie denerwowało. Miałam okazję, by zrobić przyjaciółce małego psikusa - Za pół godziny przyjedz w miejsce, które Ci wskaże - wyobrażałam sobie jej z szokowaną twarz. Nie mogłam wytrzymać dłużej i wybuchnęłam śmiechem.

- Ja pierdziele! - wydarła się do słuchawki - Ty jesteś nienormalna, myślałam że na zawał zejdę. Nie daruje ci wariatko! - nie mogłam przestać się śmiać.

- Dobra przepraszam, ale nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić ci żartu.

- Ty to nazywasz żartem? Rossi, to nie było przyjemne. Najpierw milczysz dwa dni, ślad po tobie zaginął, a tobie się na psoty zebrało? Powinnam się obrazić - wiedziałam, że przegięłam.

-Paula, wybacz. Nie pomyślałam tak naprawdę co robię - głupio się poczułam, że takiego strachu przyjaciółce napędziłam.

- Gdzie ty do cholery jesteś? - odpowiedź moja bardzo ją zaskoczyła.

- Jestem w domu Erica - zapadła krótkotrwała cisza.

- Gdzie jesteś?

- Powtarzam ci głuchelcu, że u Erica.

- Boże Rossalin, tylko nie mów mi, że przespałaś się z naszym szefem? - mogłam się domyślić, że właśnie tak to mogło wyglądać.

- Nie Paula. Nic z tych rzeczy - słyszałam jak wypuszcza z siebie powietrze ulgi.

- To co ty tam u diabła robisz?

- Opowiem ci wszystko jak przyjedziesz po mnie.

- On tam jest?

- Nie ma go. Proszę, przyjedz - na samą myśl o tych zdarzeniach, łzy napłynęły mi do oczu.

- Podaj adres i zaraz jestem.

Powiedziałam Pauli gdzie przebywam i zakończyłyśmy rozmowę. Rozejrzałam się po sypialni aby sprawdzić czy wszystko jest na swoim i uporządkowanym miejscu. Gdy stwierdziłam, że jest tak jak trzeba, zeszłam na dół. Z ciekawości i też z nudów udałam się do pokoju Erica, który raczej przypominał gabinet. Pokój wyglądał bardzo czysto, urządzony był w starym stylu. Moją uwagę przykuła fotografia stojąca na biurku. Na zdjęciu widniał uśmiechnięty i szczęśliwy Eric. Wpatrzony był w piękną kobietę o długich i ciemnych włosach. Wyglądali na bardzo zakochanych w sobie. Momentalnie włączyło mi się myślenie i analizowanie jego propozycji z kobietą ze zdjęcia. Jeśli miał tak piękną i pełną miłości kobietę, to dlaczego proponował mnie ślub. Coś tu śmierdziało. Może specjalnie złożył taką propozycję, by zaciągnąć mnie do łóżka i wykorzystać jak inne kobiety. To umocniło mnie jeszcze bardziej w przemyśleniach i podjęciu decyzji. Znalazłam kartkę z długopisem i napisałam kilka słów na temat jego propozycji i że nie dam się wykorzystać. Kartkę pozostawiam na łóżku w sypialni, w której spałam przez ostatnią noc. W tym momencie zadzwoniła Paula, że już jest pod posesją. Wzięłam klucze, które zostawił mi Eric i opuściłam ten piękny dom.

- Chryste, jak ty wyglądasz? Jak jedno wielkie nieszczęście - Tak w tym momencie się czułam.

- Dziękuję moja jedyna przyjaciółko za takie cudowne przywitanie - burknęłam.

- Co ci się stało? - przyglądała się mojemu opatrzonemu policzkowi - Czy to Nilsson? - dotknęła rany ręką.

- Nie... On uratował mnie - oczy zrobiły się mokre i łzy płynęły mi po twarzy.

- Chodź kochana - przytuliła mnie - Jedziemy do domu i opowiesz mi co się stało.

W samochodzie żadna z nas się nie odezwała. Paula co jakiś czas spoglądała na mnie, a jej wzrok mówił, że wszystko będzie dobrze, że jest przy mnie. Zawsze mogłam liczyć na przyjaciółkę, a ona na mnie. Nigdy jednak nie było takiego zdarzenia, które mnie spotkało. Z jednej strony nie miałam ochoty opowiadać o tym co chcieli mi zrobić bandyci, ale ona była moją przyjaciółką i martwiła się o mnie, tak samo jak ja o nią.

Kiedy podjechałyśmy pod moją kamienicę, strach opanował moje ciało. Cała się trzęsłam i wszystko powróciło mi przed oczami. Bałam się wysiąść z samochodu i Paula to wyczuła.

- Rossi, już dobrze - złapała mnie za dłoń - Chodź do domu - wysiadła i podeszła z drugiej strony, by pomóc mi wysiąść. Objęła mnie i tak w prowadziła do mieszkania - Doprowadź się do porządku, a ja zaparzę kawę - to była najcudowniejsza istota jaką w życiu spotkałam.

 

Przepraszam od razu za każde błędy, ale piszę szybko i nie mam tak naprawdę kiedy usiąść i poprawiać. Synek przez te upały jest nie do zniesienia, także wybaczcie mi. Pozdrawiam i dziękuje za rady i miłe słowa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lady_Makbet 04.08.2017
    Mi tam się podoba i jestem ciekawa, tego co będzie dalej:) 5
  • kesi 05.08.2017
    Dziękuję ☺
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Nie zauważyłam wcześniej, bo pewnie już dawno bym przeczytała. Rossi nie jest świadoma, dlaczego Eric złożył jej taką propozycję, myślę, że gdyby znała prawdę, inaczej by do tego podeszła. Dobrze, że ma Paulę. Będzie mogła się wyżalić :) Pozdrawiam :)
  • pasja dwa lata temu
    Jej życie nie było usłane różami. Dobra, że podjęła taką decyzję. Co nagle to po diable. Może z przyjaciółką dojdą do jakiejś decyzji. Tylko wróciła do miejsca, gdzie próbowano ją zgwałcić. Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania