Poprzednie częściTrudność kochania 1  

Trudność kochania 2

Rozdział drugi

 

Siedziałam sobie wygodnie w fotelu z kubkiem gorącego kakao. Na nogach miałam swoje zniszczone, ale za to wygodne pantofle, kiedy zadzwoniła Paula.

 

- Witam cię - powiedziałam zadowolona.

 

- Cześć Rossi. Nadal szukasz pracy? - mówiła trochę poddenerwowana.

 

- Niestety tak.

 

- To super. Mam dla ciebie idealną pracę. U mnie w firmie zwolniło się miejsce sekretarki.

 

- Poważnie? - uradowałam się, bo od dobrych kilku tygodniu szukałam jakiegoś etatu.

 

Z ostatniej pracy odeszłam z wielkim hukiem, kiedy przyłapałam mojego faceta jak ostro penetrował moją szefową. Na dodatek, że jemu oko podbiłam to jeszcze szefowa oberwała.

Pomyśleć, że straciłam trzy lata życia z takim dupkiem.

 

- Jednak musiałabyś zacząć już od jutra.

 

- Super! - krzyknęłam uradowana - Jednak mam nadzieję, że nie chodzi o sekretarkę twojego szefa potwora? - zażartowałam.

 

- Właśnie... Będziesz sekretarką mojego szefa - zamilkła cisza.

 

- Nie mam innego wyjścia i muszę przyjąć twoją ofertę.

 

Na słuchałam się wielu rzeczy od Pauli na temat Erica Adama Nilssona. Wiele jeszcze wyczytałam w internecie. Jego życie to jeden wielki skandal.Co róż w gazetach znajdowały się wywiady z kobietami, które próbowały zaszkodzić temu draniowi za to w jaki sposób je potraktował, lecz on nic z tego sobie nie robił. Kobiety ciągle do niego lgnęły jak pszczoły do miodu. Nie rozumiałam tego. Widocznie wiele kobiet lubiło być poniżaną. To było ich problemem, a nie moim.

 

Miałam okazję poznać tego babiarza kilka miesięcy temu, kiedy Paula zabrała mnie ze sobą jako osobę towarzyszącą na bankiet z okazji pięciolecia powstania firmy Nilssona. Na mnie osobiście nie działał jego urok osobisty. Nie mogłam powiedzieć, że nie był przystojny, ale po tym wszystkim co wiedziałam, jedynie miałam do niego obrzydzenie. Próbował ze mną zagadać, jednak ja unikałam go jak ognia.

 

- Cieszę się kochana, ratujesz mi tyłek. Przyjadę po ciebie koło 07:30

 

- Ok - cieszyłam się, że będę mogła w końcu pracować i normalnie funkcjonować.

 

Zrzuciłam z nóg moje zniszczone pantofle i pobiegłam do szafy. Otworzyłam stare, drewniane drzwiczki i przez dobre pięć minut stałam i zastanawiałam się co założyć. Wiadomo, że mój strój musiał być schludny i odpowiedni. Jednak nie mogłam wyglądać zbyt seksownie, by przypadkiem Nilsson nie próbował zwracać uwagi na mnie. Po namyśle, zdecydowałam się, że lepiej nie kusić losu. Wyjęłam spodnie dżinsowe, koszulkę białą, a do tego kurtkę krótką dżinsową i trampki. Z pewnością Pauli, a tym bardziej Ericowi mój strój się nie spodoba. Mnie to nie interesowało, bo ważniejsza od ubioru była praca i to jak się nią wykonywało.

 

Umyłam się i położyłam do łóżka. Jutro czekał mnie ciężki dzień.

 

Noc minęła szybko i trzeba było wstawać. Odświeżyłam się pod prysznicem, zjadłam śniadanie, oczywiście zrobiłam delikatny makijaż, a włosy upięłam wysoko, tworząc koka.

 

Punktualnie zjawiła się Paula. Ubrana była w spódnicę jasną, w białą bluzkę i żakiet. Wyglądała perfekcyjnie.

 

- O mamusiu! Jak ty wyglądasz? - jej zdziwienie rozśmieszyło mnie.

 

- Nie podoba się?

 

- Wyglądasz jakbyś szła do pubu na piwo, a nie do pracy. Musimy ciebie szybko przebrać.

 

Odłożyła torbę i zaczęła grzebać w mojej starej szafie, która należała do mojej zmarłej babci.

 

- Wkładaj to - podała mi spódnice ołówkową i białą bluzeczkę.

 

- Teraz to ty żartujesz - spojrzałam gniewnie na przyjaciółkę.

 

- Nie dyskutuj, bo musimy już wychodzić.

 

Przebrałam się i zeszłyśmy na dół udając się do jej czerwonego Audi. Po dziesięciu minutach dojechałyśmy pod firmę.

 

- Tylko bądź grzeczna dla mojego szefa - puściła mi oczko, bo wiedziała, że miewam nie wyparzony język.

 

- Postaram się.

 

Zaprowadziła mnie do biura pana Nilssona i zapukała.

 

- Proszę - usłyszałyśmy jego stanowczy ton.

 

Siedział za ciężkim, mahoniowym biurkiem nad stertą papierów. Na nasz widok podniósł głowę.

 

- Dzień dobry panie Nilsson, przyprowadziłam panu nową pracownicę - spojrzał się na mnie dziwnym wzrokiem.

 

- Jak się nie mylę to twoja przyjaciółka? - wstał i podszedł w moją stronę podając rękę.

 

- Dzień dobry panie Nilsson.

 

- Witam. A teraz bierzemy się za robotę, bo czas goni. Warunki umowy omówimy później.

 

Rozdział klapa totalna. Jednak nie mogłam ruszyć z tym i dodaje go takiego jaki jest, jedynie ze względu na te osoby, które chcą to czytać dalej.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Desideria dwa lata temu
    "Na dodatek, że jemu oko podbiłam to jeszcze szefowa oberwała." - coś mi nie pasuje w tym zdaniu.
    "Co róż w gazetach znajdowały się wywiady z kobietami, które próbowały zaszkodzić temu draniowi za to w jaki sposób je potraktował [przecinek] lecz on nic z tego sobie nie robił."
    Było dość dużo powtórzeń, więc staraj się ich unikać ;)
    Lecę do kolejnych części :D
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Totalnej tragedii nie ma, nie przesadzaj :) Czytałam tę część już wcześniej i zdziwiłam się dzisiaj, że nie było po mnie śladu w postaci komentarza. Zostawiam więc ślad dziś :) Idę do kolejnej części :)
  • pasja dwa lata temu
    Nie jest źle, przyjęcie do pracy talię spontaniczne. Bez CV i ble, ble. Zobaczymy dalej. Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania