Poprzednie częściTrudność kochania 1  Trudność kochania 2  

Trudność kochania 3

Rozdział 3

 

Niech no Ci się przyjrzę, jesteś zawodowcem.

 

Kochanie, masz wszystkie marionetki, które pociągasz za sznurki.

 

Udajesz dobrze, ale ja nazywam rzeczy po imieniu.

 

Wiem kim jesteś...

 

Kobieciarzem, kobieciarzem, jesteś kobieciarzem.

 

Och kobieciarzem, och jesteś kobieciarzem, skarbie.

 

Och jesteś taki uroczy,

 

ale nie mogę tego zrobić,

 

jesteś kobieciarzem.

 

Chłopcze nie próbuj stawać na czele!

 

Tylko ja wiem kim jesteś...

 

 

- Najwyższa pora omówić warunki twojej umowy przy lunchu - podszedł Nilsson do mojego biurka.

 

Wyglądał uroczo w idealnie skrojonym, czarnym garniturze, który opinał jego muskularną budowę ciała. Posiadał wspaniały wygląd zewnętrzny, więc mógł przyciągać do siebie kobiety, które później wykorzystywał dla własnej przyjemności. Był dość wysoki, jak na moje oko mógł mierzyć około metra osiemdziesięciu pięciu. Miał brązowe, gęste włosy, które były w lekkim nieładzie. Jego zielone oczy patrzyły w moje, wyczekując ode mnie jakiejkolwiek odpowiedzi.

 

- Na lunch? - zaskoczył mnie tą propozycją - A nie możemy omówić tego tutaj panie Nilsson? - nie miałam za bardzo ochoty wychodzić z nim na miasto.

 

- A to głodna nie jesteś? - zastanawiałam się jakim prawem on mówił mi na ty.

 

- Jestem, ale mam wszystko przy sobie. A tak w ogóle to od kiedy my na ty przeszliśmy? - uśmiechnął się jeszcze szerzej.

 

- Jak chcesz Rossalin to możesz mówić mi po imieniu - wyciągnął swoją dużą dłoń w moją stronę - Jestem Eric - chwilę się wahałam czy to byłaby mądra decyzja.

 

- Jednak wolę by było tak jak jest - zabrał swoją dłoń i schował w kieszeń spodni.

 

- Skoro tak uważasz - wydawało mi się, że był trochę zmieszany.

 

- Nie mam zamiaru spoufalać się z własnym szefem - zwłaszcza, że każdy pracownik zwracał się do niego na pan.

 

- Twój wybór, ja jednak będę zwracał się do ciebie po imieniu.

 

- Skoro tak pan chce - Nilsson szybko zmienił temat.

 

- Miałem nadzieję, że będziesz chciała spróbować najlepszych naleśników z owocami w mieście - uśmiechnął się do mnie, a mnie na samą myśl pociekła ślinka. Uwielbiałam naleśniki.

 

- Muszę przyznać, że skusił mnie pan na ten lunch - gdyby nie moje marne kanapki to bym się nie zgodziła.

 

- To za pięć minut widzimy się w holu - wyszedł zadowolony, a jego pewność siebie powróciła.

 

Dokończyłam szybko układanie dokumentów, zabrałam torbę i ruszyłam w stronę holu. Po drodze podeszła do mnie Paula.

 

- A ty gdzie wychodzisz? - zdziwiona i zarazem zaciekawiona zapytała.

 

- Z szefem na lunch by obgadać warunki mojej umowy - Paula rozdziawiła usta - No co taka zdziwiona?

 

- A żebyś wiedziała, że jestem i to bardzo zdziwiona, bo szef żadnego ze swoich pracowników nigdzie nie zabierał by omawiać głupią umowę.

 

- Sam tak zaproponował, a poza tym stawia naleśniki - uśmiechnęłam się do przyjaciółki.

 

- Tak to teraz się nazywa. Przecież wiesz jaki on jest.

 

- Wiem doskonale i ty też powinnaś wiedzieć, że mnie on całkowicie nie interesuje.

 

- Mam nadzieję, że ...

 

- Gotowa jesteś Rossalin? - przerwał Pauli nasz szef.

 

- Tak panie Nilsson - skierował mnie w stronę windy. Odwróciłam się w stronę zdezorientowanej Pauli i zrobiłam minę, którą tylko ona rozumiała.

 

Z Paulą poznałyśmy się przypadkowo, bo w sklepie, kiedy to obie rzuciłyśmy się na ostatnią butelkę jogurtu brzoskwiniowego. Kłóciłyśmy się o to, która pierwsza złapała ją w rękę. Ja i ona byłyśmy uparte i pech chciał, że z jogurtu oderwała się nakrętka i jego zawartość rozprysła się na nas. Ja miałam całą twarz oblaną cieczą brzoskwiniową, a moja rywalka włosy. Wyglądałyśmy komicznie. Obie nie wytrzymałyśmy ze śmiechu i zaczęłyśmy rechotać jak chore psychicznie. Na to wszystko przyleciał kierownik sklepu z krzykiem i kiedy chciał na nas jeszcze bardziej nakrzyczeć, poślizgnął się na resztkach jogurtu i upadł pomiędzy nami. Nasz śmiech jeszcze bardziej się nasilił. Po danej nam reprymendzie opuściłyśmy sklep spożywczy i udałyśmy się na kawę, na której poznałyśmy się bliżej. I dzięki jogurtowi brzoskwiniowemu zdobyłam najlepszą przyjaciółkę pod słońcem.

 

Wsiadłam z szefem do windy, a jego spojrzenie nie schodziło z mojego ciała. Czułam się dość zażenowana. Jednak nie umiałam utrzymać języka za zębami i musiałam coś chlapnąć.

 

- Co mnie tak pan lustruję? Sądzi pan, że dam się nabrać na te pańskie podchody od samego rana? - jego usta wykrzywił się w łobuzerskim uśmiechu.

 

- Jaka ty jesteś zadziorna, a to że przyglądam się tobie to dlatego, że jesteś idealną kobietą z wyglądu. Jednak twoje warczenie wskazuję na mało ujarzmioną kocicę - zatkało mnie to w jaki sposób mi odpowiedział. Nie spodziewałam się tego. Jednak on jest twardszy niż mi się wydawało.

 

- Mówię to co myślę, a pańska ocena w żaden sposób mnie nie uraziła, a tym bardziej nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Nie wiem co chciał pan tym osiągnąć - nie zauważyłam, kiedy on zatrzymał windę.

 

- Nie ruszymy się stąd, dopóki nie ustalimy czegoś na czym mi zależy - podszedł bliżej mnie i oparł rękę za moją głową.

 

- Że co proszę? - odsunęłam go lekko od siebie i przeszłam na drugą stronę, by uruchomić windę, jednak Nilsson wyprzedził moje myśli i zasłonił tarczę swoimi plecami.

 

- Nie tak szybko Rossalin - złapał mnie za łokieć i przyciągnął ku sobie - Od tamtej imprezy wpadłaś mi w oko i gdyby nie ta twoja uparta przyjaciółka, to dawno byś była moja - nie wytrzymałam jego pewności siebie i drugą wolną ręką walnęłam Erica prosto w twarz. Jego reakcja wywołała u mnie śmiech.

 

- Ty mała tygrysico! - dotknął swojej twarzy i w jednej sekundzie przyciągnął mnie do siebie. Moje ciało złączyło się z jego, a mój oddech przyśpieszył. Nie wiedziałam tylko z jakiego powodu czy dlatego, że byłam tak blisko Erica czy dlatego, że wiedziałam co za chwilę miało nastąpić.

 

- Daj mi spokój, nigdy nie będę twoją kolejną zdobyczą! - wykrzyczałam mu prosto w twarz i pożałowałam tego, że spojrzałam się na niego. Chociaż, że górował nade mną zdążył swoje usta wbić w moje. Zakręciło mi się w głowie i chyba z tego braku świeżego powietrza, zemdlałam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Julsia dwa lata temu
    Czekam dalej, 5 jak zawsze :D
  • Desideria dwa lata temu
    "Miał brązowe, gęste włosy, które były w lekkim nie ładzie" - nieładzie
    Ja bym dupka w jajca kopnęła xD
  • KarolaKorman dwa lata temu
    To Eric miał już wcześniej na nią oko i tylko czekał na dogodną okazję, by się do niej zbliżyć. Rossalin mi się podoba :) Jest w niej coś zabawnego.
  • pasja dwa lata temu
    Zadziorna, ale jego pocałunek prowadzi do utraty przytomności. Pozdrawiam 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania