Trying not to love you

Cześć 1:Trudne początki

 

Szczerze mówiąc nie wiem w którym momencie polubiłam ją. Czy było to wtedy,  kiedy po raz pierwszy stanęła w mojej obronie, czy był to moment w którym płakałyśmy,  wspierając się wzajemnie.   Przyszywana siostra, najlepsza przyjaciółka, Amanda. Na pierwszy rzut oka różniło nas wiele.   Ona -córka biznesmenów,  piękna zwracająca na siebie uwagę, pewna siebie z charakterem i ja -nie wyróżniająca się z tłumu 20-letnia dziewczyna dobrze się ucząca a jednak pozostająca w cieniu.

Nigdy mi to nie przeszkadzało wręcz przeciwnie skupiałam uwagę na nauce,  ukrywałam  przed wszystkimi kim są moi rodzice nie chcąc szeptów ani domysłów. Tylko Amanda dowiedziała się o tych sprawach o których nie mówiłam nikomu,  ufałam jej i tak zostało do dziś. 

 

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie,  było dokładnie rok temu kiedy rozpoczynałam trzeci rok nauki w liceum. Był to deszczowy wrześniowy poranek, padało wtedy naprawdę mocno a przez  swoje  gapiostwo spóźniłam się na autobus więc biegłam w szkolnym uniformie nie zabierając z domu parasolki. Pomyślałam o tym że to będzie kolejny rok w którym będę wyśmiewana przez wredne dziewczyny z klasy. Pocieszała mnie myśl że mimo wszystko to ja jestem tą mądrzejszą która nie potrzebuje korepetycji. Ta mała myśl dawała mi motywację że jakoś przetrwam w tej klasowej dżungli. Niby licealiści a tak naprawdę to niedojrzali gówniarze,  marnujacy pieniądze bogatych rodziców,  spełniający swoje zachcianki i kaprysy. Oni nie maja szacunku do nikogo a oczekują swego rodzaju przynależnośći i uległości.  Nie można im zwrócić uwagi,  bo mają to po prostu gdzieś,  patrzą na innych z góry i traktują tak jak mnie.  Z ciężkim westchnieniem wpadłam dosłownie do sali gdyż jedna z klasowych piękności podłożyła mi nogę.  Upadłam z głośnym hukiem opierając ciężar ciała na dłoniach po drodze zahaczając o metalowy element ławki. Z początku nie czułam bólu, dopiero gdy uniosłam głowę i spojrzałam na kapiącą z dłoni krew zdałam sobie sprawę że mocno się skaleczyłam. Usłyszałam głośny śmiech,  obelgi.

 

-Co za łamaga,  żal mi Ciebie pokrako. Nie wiem jakim cudem tolerujemy cię  jeszcze.-łzy napłynęły mi do oczu,  nie potrafiłam się postawić,  zaprzeczyć tym słowom.

 

Spojrzawszy przed siebie zobaczyłam wysoką dziewczynę w czerwonych szpilkach która nerwowo przyglądała się zajściu. Grupka jaka się zgromadziła spojrzała na dziewczynę z dozą zaskoczenia. Męska część patrzyła na jej czarną spódniczkę a dziewczyny ewidentnie zazdrościły wyglądu gdyż jej twarz była okrągła jednakże cera tej zapewne nowej uczennicy była jasna a pełne usta pomalowane czerwoną szminką. Ciemne oczy w tym momencie patrzyły na mnie z ufnością i żalem, jednak nie był to żal prześmiewczy. Ona naprawdę chciała mi pomóc.

 

-Na co się gapicie,  zadowoleni jesteście? Banda popaprańców. Chodź, pomogę Ci.-odezwała się już milszym tonem jednak wyraz jej twarzy nadal wyrażał niezadowolenie. Podała mi dłoń i podtrzymując ramieniem pomogła mi wstać. Opierając się ranną dłonią zostawiłam czerwony ślad na jej śnieżnobiałej koszuli z długim rękawem. Ona jakby czytając mi w myślach odezwała się.

 

-To nic,  nie przejmuj się. Chodźmy to opatrzeć. Bardzo boli?  Z drogi, ruszyć się. Towarzystwo zgromadzone patrzyło się na nas w osłupieniu. Zaczęli zajmować swoje miejsca ale echa i komentarze nie milkły.

Nie słyszałam już tych głosów,  drzwi za nami się zamknęły a ja czułam jak łza stacza sie po  mym policzku.

 

-Wszystko będzie dobrze.

 

-Dziękuje ci,  nawet nie wiem jak masz na imię,  jesteś nowa?

 

-Mam na imię Amanda,  tak,  jestem tu nowa,  miło mi ciebie poznać . Szkoda że w taki sposób rozpoczęłyśmy znajomość.

 

-Mi również jest miło,  mam na imię Megan. wydukałam przez łzy.

 

- Długo to już trwa, no wiesz to pastwienie się nad Tobą..

 

-Od początku liceum. -powiedziałam cicho,  spuszczając głowę.

 

-A więc dobrze że się pojawiłam.-odpowiedziała z uśmiechem tak szczerym że i ja zaczęłam wierzyć że ten rok nie będzie taki zły.

 

Po jakimś czasie wyszłyśmy z pokoju higienistki która opatrzyła ranę jednak poradziła udać się do lekarza.  Moja nowa koleżanka cały czas mnie wspierała i wypytywała o życie w szkole i poza nią.  Sprawiała wrażenie pogodnej,  cieszącej sie życiem. Tak było. 

 

Wracam często do tego wspomnienia tamtego dnia. Był on dla mnie ważny i jest do tej pory.  Doskonale zdaje sobie sprawę

kiedy tak naprawdę stałyśmy się przyjaciółkami i siostrami. Jedno wydarzenie zmieniło wszystko. Zeszłoroczny czas był dla nas obydwu bardzo ciężki. Nie jestem w stanie policzyć łez które spłynęły z mego policzka widząc w jak złym stanie była moja najlepsza przyjaciółka. Wtedy po raz pierwszy przekonałam się co to strach i obawa przed utratą kogoś kto zawsze widział we mnie dobrą osobę,  nie oceniał. Ona nie zasłużyła na to się wydarzyło a jednak udało nam się to pokonać. Dziś zobaczę Amandę po wakacjach. Spędziła je u rodziców w Chinach.  Naprawdę się cieszę że po raz kolejny usiądzie ze mną w ławce ale teraz to już nie będzie to samo. Obydwie zdajemy sobie sprawę że ten rok będzie inny,  dojrzalszy. Martwie się o nią,  bojąc się że nie poradziła sobie jeszcze z tą sytuacją,  nie uporała się z przeszłością. Jedyne co mogę zrobić to okazać jej wsparcie i poczucie że może na mnie zawsze liczyć. Tak samo jak rok temu kiedy trzymałam ją za rękę kiedy karetka wiozła ją nieprzytomną i pobitą do szpitala. 

 

-Megan,  Megan!  -słyszę głos Amandy która idzie w towarzystwie dwóch chłopaków będących w naszym wieku.  Jeden z nich szeroko sie uśmiecha natomiast drugi z poważną miną skupia wzrok na mnie.  Moja przyjaciółka bardzo dojrzała,  albo to stres tak ją postarzał bo nie przypomina już tej wesołej i uśmiechniętej dziewczyny.

 

Podchodzę do przyjaciółki i przytulam mocno. Patrzę na nią i bez słowa pytam jak sie ma. Spogląda ma mnie i kiwa głową,  znam ten gest -stara się udawać że wszystko jest w porządku ale znam ją już na tyle dobrze aby wiedzieć że coś się dzieje niedobrego.

 

-Pogadamy na osobności. Oni nic nie wiedzą,  proszę udawaj że wszystko jest ok,  błagam.  -słyszę jej szept gdy przysuwa usta do mego ucha. Zaskoczona tylko mrugam a moja twarz przybiera sztuczny uśmiech próbując zrozumieć o co chodzi.

 

-Kochana siostro przedstawiam ci tych oto typów. Ten z lewej to Ji a ten poważny to mój brat Aleks. Będą z nami chodzić do klasy. Nie obawiaj się  ich,  są przyjaźni,  przynajmniej Ji bo o manierach brata to mogłabym esej napisać.

 

-Nigdy nie bylaś w tym dobra. -mówię do niej chcąc trochę rozładować atmosferę tego dziwnego poranka.

 

-Cześć,  fajnie cię poznać. Macie tu dobre jedzenie?  -odzywa się Ji z tym samym uśmiechem który zapewne na wielu dziewczynach zrobi wrażenie.

 

-Jest w miarę zjadliwe,  polecam fajną knajpkę obok szkoły.

 

-Super,  Aleks idziemy tam po szkole.

 

-Nie licz na mnie.

 

-Przywitaj się chociaż z naszą nową koleżanką.

 

-Nie widzę powodu,  chodź Ji idziemy zająć miejsca. 

 

Brunet mierzy mnie aroganckim spojrzeniem po czym odwraca się i wraz z kolegą ruszają do budynku szkoły a ja nie wiem co mnie szokuje bardziej. Ich przybycie,  czy zachowanie Amandy która ewidentnie posmutniała.

 

-Co się dzieje,  możesz mi to wyjaśnić? 

 

-Megan oni sa po to aby mnie pilnować,  nie powiedziałam ci o czymś. Nie chce abyś o tym wiedziała ale nie mogę cię oszukiwać. Kocham Cie jak siostrę.

 

-Wiesz że ja Ciebie też o co chodzi?  Czego mi nie mówisz?

 

-Próbowałam się zabić..

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania