TW #04 - Trzy drzewa

Postać: Samotna matka w spalonym domu

Zdarzenie: Wycinka puszczy

 

Słońce dopiero rozpoczęło swoją codzienną wędrówkę po nieboskłonie, kiedy ciszę mglistego poranka przecięły dźwięki nadchodzących intruzów. Symfonia ta sprawiła, że zadrżeli. Myśleli, że będą bezpieczni w miejscu, do którego docierali tylko nieliczni. Zapuścili tu korzenie dawno temu, oglądając niezliczone ilości wschodów i zachodów słońca. Przeżyli zarówno susze, jak i gwałtowne nawałnice. Teraz jednak niemo obserwowali, jak ich bracia padali, przy akompaniamencie nawoływań i trzasku łamanych gałęzi. Wiedzieli, że to tylko kwestia czasu, kiedy nadejdzie ich kolej.

 

***

 

Jawor zawsze lubił pobliską puszczę. Jeszcze będąc dzieckiem przewędrował całą, przywitał się z każdym drzewem i każdym krzakiem, czym zapracował na swój przydomek. Czasem w wyprawach towarzyszył mu drobny cień, w postaci córki sąsiadów. Na początku denerwowało go, że ciągnie się za nim, ale szybko docenił towarzystwo. Tym bardziej, że dziewczyna była zaradna i nie stanowiła kłopotu. Nazwał ją Cyprys, po tym jak usłyszał od przejezdnego kupca o smukłych, wiecznie zielonych drzewach, rosnących w dalekich krajach. Dorośli i została jego żoną.

 

Mieszkali skromnie, na obrzeżu lasu. Dom znaleźli przypadkiem, kiedy w trakcie spaceru natknęli się na drewnianą chatkę, która przycupnęła przy brzegu jeziora. Była zniszczona i od dawna opuszczona, więc zaopiekowali się nią i wyremontowali, za podkład używając miłości. Niedługo potem na świat przyszło ich pierwsze dziecko – wielkooka, pogodna, zawsze ciekawa świata dziewczynka. Żartobliwie przezywali ją Sadzonka.

 

Wraz z pojawieniem się małej, Jawor podjął pracę przy wycince drzew. Serce mu krwawiło, kiedy rąbał grube pnie, ale chciał zapewnić swojej rodzinie życie wolne od głodu. Codziennie z ciężkim sercem ruszał do pracy. Czasem miał wrażenie, że kiedy wędrował wraz z grupą drwali, niosąc piły i siekiery, drzewa bardziej szumiały, niż kiedy spacerował dla przyjemności. Mógłby przysiąc, że zdają sobie sprawę, jaki los je czeka i drżą ze strachu. Po pracy wracał do domu, gdzie czekało małe szczęście i to trochę większe. Oba tak samo ważne i oba niezawodnie poprawiające nastrój.

 

***

 

Mieli go za przyjaciela, a tymczasem przyszedł wraz z nieznanymi ludźmi i powoli, lecz systematycznie, przesuwał granicę bytu. W miejscach, gdzie rosły stare, piękne drzewa, zostawały mizerne pieńki. Nie było litości, nie było możliwości obrony. Tylko bierne trwanie w oczekiwaniu na nieuchronne. Jednak czasem słońce wychwytywało łzę, czającą się w kąciku oka.

 

***

 

Pewnego letniego dnia, zmęczeni wycinką i upałem, postanowili się zrelaksować, zjeść coś ciepłego i pożartować. Wybrali polanę, zebrali chrust pozostały po poprzednich dniach pracy i rozpalili ognisko. Ogień buchał wysoko, rozsypując wokoło drobne iskierki. Wiatr niósł zapach dymu i pieczonego mięsa, oraz wesołe śmiechy. Tylko Jawor siedział zamyślony, obserwując skraj lasu. Drzewa wyglądały posępnie, skąpane w półmroku zapadającego zmierzchu.

 

***

 

Stos usypany z pozostałości po ich braciach trawił ogień. Rozświetlone twarze mężczyzn zgromadzonych wokół były roześmiane, tylko ich znajomy patrzył smutno w kierunku strażników polany. Zupełnie, jakby przepraszał za to, co robią. Wtem jedna z iskier przeskoczyła na wysuszoną trawę i ożyła pełną mocą. Wystarczyło kilka chwil, żeby ogień się rozprzestrzenił. Las wypełniły krzyki i pośpieszny tupot stóp. Jednak nie na tyle szybki, żeby udało im się uratować. Płomienie dotarły na skraj polany i zaczęły lizać drzewa. Po chwili wrzawa nabrała na intensywności, wsparta jęczeniem pękających i walących się pni.

 

***

 

Cyprys dostrzegła ogień z daleka. Jawor nie wrócił o zwykłej porze, czekała więc na ganku wraz z Sadzonką, która bawiła się lalką, wystruganą przez tatę. Spokój wieczora zakłóciły niecodzienne odgłosy, dochodzące z puszczy, a dym zdradził ich pochodzenie. Wzięła małą na ręce i pobiegła, ile sił. Nie potykała się o korzenie, gałęzie nie smagały jej po twarzy, ani nie łapały za sukienkę. Zupełnie, jakby las otwierał przed nią drogę do bezpieczeństwa.

 

Udało im się dotrzeć do wioski bez najmniejszego zadrapania. Niepokój skręcał wnętrzności Cyprys, stalową ręką ściskał gardło. Stała, wciąż z dzieckiem na rękach, a wokół krzątali się ludzie, zabezpieczając domy przed ewentualnym nadejściem pożaru. W tym samym czasie, nad głowami zbierały się czarne chmury. Zbawienny deszcz zaczął padać, uspokajając głowy i serca.

 

Poranek nadszedł, mimo że świat się skończył. Sadzonka przeczuwała, że stało się coś złego, obserwując niespokojną mamę, która całą noc nie zmrużyła oka. Żaden z drwali nie wrócił do domu. Grupa mężczyzn wyruszyła na poszukiwania, podczas gdy rodziny zebrały się przy drodze, w oczekiwaniu na wieści. Zaległa gęsta cisza, skamieniałe twarze, skierowane w stronę puszczy, spodziewały się najgorszego.

 

Słowa były zbędne. Wystarczył widok posłańców, niosących złe wieści. Smutne twarze, przygarbione sylwetki, wzrok wbity w ziemię. Popłynęły pierwsze łzy i Sadzonka złapała mamę za rękę. Ludzie rozstępowali się, kiedy powoli szły w kierunku domu. Tylko ojciec Cyprys przytulił ją i wyszeptał „nic nie zostało z waszego domu. Tak mi przykro, dziecinko”. Nie zatrzymywał jej jednak i kobieta zniknęła za drzewami.

 

Dom spalił się doszczętnie. Zostały po nim tylko poczerniałe deski i szczęśliwe wspomnienia. Cyprys klęknęła tam, gdzie jeszcze niedawno znajdował się ganek. Przytuliła Sadzonkę, zbierając całą siłę, jaka jej pozostała. Długo tłumaczyła córeczce, że tatuś już nie wróci. Potem jeszcze dłużej trwały w bezruchu, skrapiając spalone drewno łzami. Złote promienie słońca głaskały je po głowach, a ocalałe drzewa uspokajająco szumiały, przeżywając zarówno ich żałobę, jak i swoją.

 

***

 

Następnego dnia kilka osób poszło do spalonego domu, zaoferować pomoc w powrocie do życia. Kiedy dotarli na miejsce, zaskoczył ich widok trzech młodych drzewek, wyrastających na zgliszczach. Dwa rozpoznali od razu, były to klon i sosna. Trzecie jednak było zagadką, smukłe, jasnozielone, z gałązkami zwróconymi do góry i igiełkami, które nie kłują. Nazwali je pieszczotliwie cyprysik.

 

Cyprys, ani jej córeczka, nigdy nie wróciły do wioski. Lecz jej tata często chadzał nad jezioro i przesiadywał w cieniu trzech drzew, które pięknie wyrosły.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Witam :)
  • jesień2018 2 miesiące temu
    O, chyba jestem pierwsza :) No więc przeczytałam z uwagą, choć na początku potknęłam się o porównanie - "zadrżeli, niczym młode liście na wietrze" - no ale to chyba właśnie przede wszystkim ich liście zadrżały? To mnie zmyliło i przez chwilę nie wiedziałam, o czym czytam i kim są "oni". Ogólnie jest kilka niezręczności, wydaje mi się, że mogłabyś spojrzeć jeszcze świeżym okiem za dzień czy dwa.
    Mimo to tekst dobrze mi się czytało i nie pozostawił mnie obojętną.
    Wiesz, w tematyce trochę mi przypomina moje ostatnie opowiadanie, człowiek idzie na kompromis, postępuje wbrew sobie i to się nigdy dobrze nie kończy.

    Ładne zakończenie, typowo baśniowe.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Ano pierwsza :)
    Pomyślę nad tym porównaniem. Chciałam trochę zmylić i nie zdradzać od razu o kogo chodzi, może faktycznie przedobrzyłam.

    Dziękuję za wizytę i informację zwrotną <3
  • jesień2018 2 miesiące temu
    pkropka wiesz o co chodzi? To tak jakby napisać "pociłam się jak moje dłonie przed egzaminem". No i przy okazji napiszę, bo zapomniałam, że podoba mi się pomysł przedstawienia świata z tych dwóch punktów widzenia. Czyni tekst takim bajkowym właśnie...
  • pkropka 2 miesiące temu
    Jak tak sprawiasz sprawę, to się zgadzam. Faktycznie bez sensu, jakoś mi to umknęło ;)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Jest ładnie magicznie i baśniowo, przeniesienie na drzewa las wycinka zestawiona ze spaleniem domu, ludzie/ drzewa. Walka o przetrwanie a zarazem niszczenie domu. Tekst na chwilę zatrzymuje. Pozdrawiam kropeczka
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dziękuję bardzo Kalaallisut za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie :)
  • Mia123a 2 miesiące temu
    Hej. Już parę razy zabieralam się do czytania, więc jak się już w końcu dorwałam to odrazu się wypowiem. Chociaż tu nie ma co dużo mówić. Ja tam uwielbiam wszystko co Ty napiszesz. Z każdego zestawu potrafisz wyczarować coś magicznego, a w tym że wypadku jeszcze bajecznego! Napisane bardzo schludnie, zgrabnie. Chociaż nie dokońca wszystko zrozumiałam, (ale to raczej wina mojego roztargnienia),to mi się podobało. Pięknie pokazałaś to, jak krwawe żniwo zbiera pożar. Ofiarami nie są tylko ludzie, ale i przyroda. Lasy, drzewa zwierzęta. Obie strony coś tracą. No, no taki tekst to tylko na 5.
    Pozdrox :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Bardzo mi miło Mia, że znalazłaś chwilkę i przeczytałaś. Dziękuję za bardzo budujące słowa <3
    Pozdrawiam cieplutko.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Bardzo łądna bajka, taaaakaa, dla młodszego widza. Żadnych zgrzytów. Tekst mi sie kojarzy z niektórymi pracami Justyski.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dziekuje bardzo Canulasie. Jak kojarzy Ci się z czymś Justyski, to się bardzo cieszę :D
  • 00.00 2 miesiące temu
    Zawartą tematykę bardzo lubię. W pierwszej połowie miałam wrażenie, że nazwy drzew dotyczą ludzi, ale na końcu wyszło, że nie. Chyba coś pokręciłam. W każdym razie, ładnie napisane. :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dziękuję za wizytę :) może zbyt nakręciłam, już wyjaśniam mój zamysł (zazwyczaj staram się tego nie robić, ale zaryzykuję).
    Pisane bez imion jest z punktu widzenia drzew.
    Tam gdzie są nazwy drzew, to są ludzie. Trzyosobowa rodzina kochająca las, wiec mają przydomki od drzew. Na koniec z ruiny ich domu wyrastają trzy drzewa odpowiadające ich imionom (córki nie nazwałam od drzewa, ale jakby wyrosła, to na sosnę;) ). Trochę się sugerowałam symboliką i wierzeniami odnośnie gatunków. Jawor-drzewo zakochanych, kto je skaleczy, skaleczy i siebie, cyprys-symbol żałoby ale i długiego życia, sosna-podobno sadzono ją na grobach, żeby zmieniła zmarłego w drzewo. Miała uspokajać duszę, symbol odwagi.
    Tyle ode mnie, jeszcze raz dziękuję Północ za wizytę i pozdrawiam słonecznie .
  • Hypokryta 2 miesiące temu
    pkropka ciekawa odsłona dendrologii ;)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dzięki Hypokryto :)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pkropko. Bardzo ładnie napisałaś. I dość długi tekst, jak na Ciebie. Forma rozdzielona, też mi się podoba. Wyobraziłem sobie wszystko, więc dla mnie; o.k. Tak trochę, jakby Jawor wycinając drzewa, ''wycinął siebie'' z Rodziny. Pozdrawiam*****
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dziękuję DD za informację zwrotną. I docenienie długości <3
  • Ritha 2 miesiące temu
    Helloł. Więc tak, ani bajki, ani rodzinne opowieści, ani przyrodnicze tym bardziej nie wbijają się w me gusta niestety. Aczkolwiek od tego momentu:
    „Stos usypany z pozostałości po ich braciach trawił ogień. Rozświetlone twarze mężczyzn zgromadzonych wokół były roześmiane, tylko ich znajomy patrzył smutno w kierunku strażników polany” – zaczęło mnie to opko interesować.

    Uuu smutne bardzo dalej jest. Dobijające wręcz. Narracja i stworzenie historii oczywiście na wysokim poziomie, klikłam pięć, ale fabuła – brrr. A skoro czuje brrr, znaczy, że dźgnęło gdzieś w środku. A jak dźgnęło – to git. Przepraszam za marudzenie – to nie Twoja wina, po prostu nie mój klimat :3
    Pozdrówki ślę :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Witam :)
    Rozumiem całkowicie, że nie Twoje gusta, tym bardziej czuję się zaszczycona, ze kliknęłaś 5. Bardzo mi miło <3
    Nie sądziłam, że będzie brr. Miała być taka miła bajeczka...
    Pozdrawiam i dziękuję serdecznie za przebrnięcie :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    pkropka to jest dobry moment abyśmy wspomnialy Łanię... alez to bylo opko! <3
  • pkropka 2 miesiące temu
    Oj Ritha, bo się napompuję jak balonik i pęknę. Pod poprzednim Adelajda łaskawie napisała, że skojarzyło jej się z Twoimi tekstami,tu Canu, że z niektórymi Justyśki, a teraz mi Łanię wypominasz <3
    Bardzo dziękuję, jest mi niesamowicie miło <3
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam :) Bardzo przyjemna opowieść, czy raczej baśń i to pomimo, iż na początku się tak nie zapowiadało.
    Przyjemny kawałek tekstu :)
    Pozdrowionka :))
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dziękuję bardzo Agnieszko i również pozdrawiam :)
  • Nefer 2 miesiące temu
    Jak mało kto w tym zestawie utrzymałaś się w konwencji baśni, co uczynili w sumie tylko nieliczni. A Twoja baśń zawiera zarówno elementy klasyczne (prawdziwa miłość daje szczęście) jak i nowoczesne (ekologia, że tak powiem). Dawni bajarze nie zaprzątaliby sobie głowy moralnymi aspektami wyrębu lasu, ot, uczciwa, potrzebna praca, jak każda inna. Ale czasy się zmieniają i drzewa stają się ludźmi. Bardzo ładnie napisane, czyta się dobrze (zauważ, że tak odbieram Twoje opowiadanie, pomimo braku dialogów, które zawsze uważam za potrzebne i ożywcze). Opowiadanie pozostawia nostalgiczny, ale i niosący jakąś nadzieję nastrój. Tu i tam trochę zbyt wyszukanych może sformułowań: "mglisty poranek przecięły dźwięki", chyba lepiej: "ciszę mglistego poranka przecięły dźwięki". Wstawiam 5 i pozdrawiam.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za komentarz i podpowiedź - wykorzystałam. Faktycznie zaczęłam zbyt górnolotnie.
    Cieszy mnie, że brak dialogów nie zniechęcił i że znalazłaś troszkę nadziei.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – dzisiaj o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dzień dobry i pozdrawiam! :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    pkropka, oto Twój zestaw:
    Postać: Złodziej Robin Hood
    Zdarzenie: Spod łóżka zniknął potwór

    Gatunek (do wyboru): Punk (wszystkie odmiany) lub Opowiadanie przygodowe/drogi
    Czas na pisanie: 7 kwietnia (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/04/trzy-drzewa.html

    :)
    ps. Gatunek baśń?
  • pkropka 2 miesiące temu
    :) Baśń
  • Maurycy Lesniewski miesiąc temu
    Lubię takie klimaty, bardzo spoko tekst:)
  • pkropka miesiąc temu
    Dzięki Maurycy! Miło mi <3
  • Nazareth miesiąc temu
    Bardzo ładna i przyjemna w odbiorze opowieść. Trochę bajkowy i metafizyczny styl jak najbardziej do mnie trafia. Dobry pomysł z podzieleniem tekstu na krótkie sceny kończone z małymi niedopowiedzeniami. Dobra robota. Pozdrawiam.
  • pkropka miesiąc temu
    Witaj Nazarethcie, miło Cię gościć :)
    Cieszę się, że przypadło do gustu i dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania