Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TW #02 — Córa mięsa — część I

<Ostatnio wstawiam same jakieś poważniejsze treści. Same noiry i w ogóle. Dobrze będzie spróbować wrócić do korzeni pojebania. Dziekuję pięknie za zestaw>.

 

 

Córa mięsa — część I

 

TW #02

Postać: Potwór z Lasu

Zdarzenie: Wyprawa w Bieszczady

Gatunek: Horror

 

*

Kobieta siedziała w poczekalni na tyle długo, że zdążyła docenić każdy detal morskiej bitwy z wiszącego naprzeciw obrazu. Z czterdziestominutowych obserwacji wyniosła jedno: Marynarze, czy tam korsarze, nieważne, mieli naprawdę bardzo śmieszne czapki. W ogóle wszyscy tam, dobre piętnaście osób, zostali uchwyceni jakoś tak... radośnie. Zbyt radośnie, jak powinni wyglądać ludzie walczący o własne życie. Nawet taki jeden z samego rogu, co mu armatnia kula obrywała nogę, też zdawał się wdzięczyć i kozaczyć. Tak. Jeszcze Supermana z Batmanem brakowało.

Przyjechała przed ósmą, co kosztowało dwieście złotych i cztery punkty mandatu, bo przecież: "Proszę być na czas". Rudowłosa asystentka profesora, taka uczłowieczona disnejowska Merida, choć szczuplejsza, zaproponowała kawę z automatu i kazała czekać. Nie polubiły się. Dwóm ładnym kobietom rzadko kiedy po drodze.

Więc czekała.

Czekała.

Czekała.

Doktor Hubert Glubiński, choć nie miała pojęcia czego doktor, bo na pewno nie przyjeżdżania na czas, pojawił się wpół do dziewiątej. Skinął jej głową, zaświrował kilka chwil z Meridą i zaszył się w gabinecie. Wróciła do obserwacji bohomazu.

 

*

Poprosił ją przed dziewiątą. Dokładnie w momencie, w którym na bocianim gnieździe malowidła wypatrzyła kusznika. Wstając podeszła sprawdzić, jak dużo detali mogło jeszcze umknąć. Merida, której łukiem był pozłacany iPhone, sprzedała jej kłopotliwy uśmiech.

— Podoba się?

— Co?

Disnejowska dziewoja skrzywiła twarz, dając do zrozumienia, że odpowiadanie pytaniem na pytanie uważa za spory nietakt. A już "co" zamiast "słucham?" No proszę państwa. Dwunastu sędziów, każdy klepnąłby winę.

— Czy obraz się pani podoba? — ponowiła, patrząc w jej piwne oczy i wystukując z pamięci kolejnego sms-a czy coś tam. Jedno trzeba było księżniczce oddać. Zasuwała na telefonie piorunująco szybko.

— Bo ja wiem. Jacyś zbyt radośni się wydają.

Po minie panienki uznała, że szczerość, zwłaszcza w tak błahych sprawach, można sobie odpuścić. Z mimiką ludzkiej twarzy już tak jest. Uśmiechem nigdy nie zamalujesz zawiści.

— Proszę wejść. Doktor-profesor czeka.

Rozweseliło ją to określenie, umiała jednak uczyć się na błędach. Zresztą Meridzie znów zaświergotał telefon i zainspirowana zwrotną odpowiedzią, całkowicie straciła zainteresowanie dalszą wymianą zdań. Chiara rzuciła w myślach prośbę do wszystkich świętych, by ta rudowłosa larwa połamała sobie wszystkie sztuczne pazury. Następnie odprowadziła laleczkę zawistnym wzrokiem i zapukała w duże białe drzwi. Pokacowe, odkaszlnione: "Proszę" rozpoczęło ten deszczowy dzień.

 

*

Facet był niski i trochę nazbyt obfity na wysokości drugiej śnieżnej kuli bałwana. Ubrany w staromodny, tweedowy garnitur w czerwoną kratę, którego pranie musiało być chyba koszmarem, gdyż prany się nie wydawał. Gdy weszła, siedział za biurkiem. Na środku siwiejącej głowy ujrzała miniaturowe lądowisko dla dronich helikopterów. Nos z rodziny bulwus-megakartoflus z łatwością mógł dać sobie radę z utrzymaniem przynajmniej trzech par okularów jednocześnie. Błyszczący zegarek zdradzał, że się powodzi.

— Pani Chiara, tak?

Skinęła, przysłaniając pole widzenia grzywką. Odchuchała. Pomieszczenie duże i zaciemnione. Sporo książek. Od groma bibelotów. Kurzem oblegającym dwa parapety można by napisać czwarty tom Władcy pierścieni. I jeszcze jedno. Wszystkie kaktusy nie żyły.

— A że tak spytam, dlaczego...

— Tak wiem — wyważyła zamszowym kozakiem środek jego pytania. — Chiara to odpowiednik polskiego imienia Klara. Matka się upierała. Ojciec w połowie był Włochem.

W odpowiedzi ściągnął nakrętkę z napoczętej już litrówki Grants'a.

— Często pytają, co? Lać pani?

Zaklęta w niej dama wyrywała się z odpowiedzią, że przecież dziewiąta rano. Kumpela miała ochotę. Chwilowo walczyły o dominację nad mózgiem i pragnieniami. On patrzył.

— Czemu doktor-profesor? — Kupiła kilka sekund kontrpytaniem.

Podrapał brodę mikołaja, próbującego oszacować, kto podpieprzył wszystkie renifery. Po chwili uśmiech ukazał światu skarbiec pożółkłych pionków.

— A ja wiem? Trza tamtej wariatki spytać. — Wskazał palcem na drzwi. — Chyba windując moją rolę, po części podnosi swoją. Lać?

Wbrew sobie i światu zaklęta w niej kumpela zwyciężyła.

 

*

Pół godziny pogadali o pierdołach. O tym, że ślisko na drogach i że mogłaby ta przeklęta zima już odpuścić. A w ogóle, to na cholerę jest ta zmiana czasu. Żyjesz sobie spokojnie i bach. Z dnia na dzień robi się ciemno.

W międzyczasie polał im drugi raz, a później jeszcze raz sobie. Zwierzył się także, że przez te cholerne: Jedz zdrowo z McDonaldem, musi czekać ze śniadaniem przynajmniej do jedenastej, bo rano tak teraz mają, że wszystkie kanapki z jajkiem. Do końca miesiąca udręka, psia jego mać. I czy ona nie jest przypadkiem weganką, że tak się krzywi.

Odparła, że nie jest weganką i się nie krzywi.

Do meritum przeszli tuż przed dziesiątą.

 

Cześć.

Historia, którą opowiem, jest prawdziwa. Fakt, że sam zamysł powstał jako reklamowy clickbait, nie odbiera jej autentyczności. Ta Polska odpowiedź na Wiedźmę z Blair zakończyła się...

 

— Nie, nie, nie. — Pokręcił łupieżową głową. — Trzecie zdanie raptem, a wyskakujesz pani z tajemnicy. Przebudowa!

— Przebudowa?

— Przebudowa!

I potem znowu kwadrans o pierdołach.

 

*

Pokazała mu jeszcze kilka fragmentów, ale i nimi nie był zachwycony. Narzekał na dobór słów, jak i rozlokowanie. Gderał na nieumiejętność utrzymania na wodzy czytelniczej uwagi, choć pochwalił za kolokwializmy.

Rano zjadła jedynie orzechowego 3bita, więc kiedy spytał, czy będzie coś chciała z Maca, wskazała zestaw plus colę – wszystko oczywiście powiększone, lecz cola zero. Zaśmiał się na ten wybór, ale zapisał. Potem zawołał recepcjonistkę, wydając stosowne rozkazy.

— No dobra — zaczął, kiedy ucichł rwetes nazbyt mocno zamykanych drzwi — będę pani literackim surogatkiem.

— Znaczy, że co?

Przetarł twarz. Strzelił kośćmi palców. Ponownie przetarł twarz. Widać było, że sen go potrzebuje, jak i on potrzebuje snu.

— Noo, pani mi wszystko opowie, a ja to spiszę. Inaczej tego nie widzę. W obecnej formie zapis jest do całkowitej przebudowy. Zdanie po zdaniu.

Uraziło to nieco jej pisarskie ego, ale rozmiękczona przyjętym na czczo alkoholem umiała docenić uczciwość. Zapytała, jaki to byłby koszt. Odparł, że o pieniądzach pogadają dopiero po śniadaniu.

Obojgu jeszcze zostało od groma frytek, gdy przetłuszczonymi dłońmi przybijali niespisany pakt.

 

*

Na pytanie, czy zna niejakiego Słonia, odparł, że wiele lat już minęło, kiedy był w zoo. Nie do końca wiedziała, czy się droczy, bo przecież stosowne linki wysłała mu przed spotkaniem. Nie wyglądał jednak na żartownisia.

— Dobrze, to może tak w skrócie, a potem pan sobie doczyta. Chodzi o to, że...

— A-a-a.

— ... to potem sobie doczytasz — poprawiła.

Skinął, kończąc burgera. Oblizał palce z ketchupu. Gestem otwartych dłoni poprosił o dalszą część.

— To artysta-raper — wyjaśniła. — Grał horrorcore. Czasem się na to mawia horror-rap. Mój brat, Eryk, był na punkcie jego muzyki zafiksowany. Większość koncertów na żywo. Kilka razy backstage.

— Backstage?

— Tak. Znaczy, że kilka razy był za kulisami.

Choć nowiutki dell oblewał dębowe biurko poświatą, jakby dopiero skonsumował duszę, Doktor-profesor zapisał coś na serwetce kulkowym piórem. Konstruując motywacyjne listy, zawsze w zaletach wpisywała "taktowna", whisky jednak wzmogło zaciekawienie. Udając, że poprawia płaszcz, taktycznie wychyliła głowę. Dostrzegł. Obrócił kartkę w jej stronę.

Obce wyrazy – nie!!!

— To...

— Słowa-klucze. Kondensacja myśli. Kontynuuj.

Milczała na tyle długo, że uznał za stosowne zrobienie kolejnych drinków. Wizja powrotu taksówką z alternatywy przeszła w przykrą konieczność.

Rozpoczęła szybko i chaotycznie. Jakby z obawy, że pity alkohol zaraz w niej wszystko pomiesza. Stresu dopełniał fakt, że profesor sporządzanie notatek zamienił na podstawiony jej pod nos staromodny dyktafon. Nachylając głowę nad tym reliktem przeszłości, zaczęła mówić.

 

*

W kilku słowach nakreśliła muzyczną drogę Słonia, wspominając o płytach pokroju: "Chorych Melodii" czy "Demonologii". Rzuciła nawet kilkoma co bardziej mroczno brzmiącymi tytułami, ale zaobrączkowana dłoń profesora, wciąż podpierała przysypiającą twarz. Zrobiło jej się gorąco. Rozpięła płaszcz. Pomieszczenie usytuowane było tak, że bez dodatkowego światła już po czternastej zaczynało ciemnieć. Korzystając z postępującej szarości, przyjrzała się z bliska, patrząc czy gość nie usnął.

— Mów, Chiara. Ja cały czas słucham.

— Mówię, mówię. Cały czas opowiadam. Tylko tak trochę dziwnie, ale ok. Chodzi o ten moment sprzed ośmiu miesięcy. O wypadek, co podesłałam w linku.

— Nożownik?

Dopiła drinka na raz, co było pomysłem prawdopodobnie złym. Merida chyba gdzieś wyszła, bo irytujące dźwięki telefonu nie burzyły nastroju już od co najmniej pięciu długich minut. Potwierdziła skinieniem. Profesor gestami zachęcił do dalszych słów.

— Tak, dokładnie. Nożownik. Najpierw prezydent, a dwa miesiące później Wojciech, znaczy Słoń. Byli już wtedy z moim bratem ostro zabliźnieni. W sensie zaprzyjaźnieni, ale Eryk mówił na to właśnie tak. Wojtek miał na niego spory wpływ. Pomagał im stawiać pierwsze kroki w branży.

— Im?

Chciała się odciąć, że to także było przecież w mailu. W tym to, a w siedmiu kolejnych inne ważne rzeczy. Prawdopodobnie nic by to jednak nie dało.

— Eryk założył kapelę. Wziął kilkoro znajomych, kupili tani sprzęt i coś tam próbowali po garażach. Niewiele z tego było poza wyciem, ale cóż. Tani podatek od marzeń. Grunt, że jak tylko dowiedział się o wyp... o zdarzeniu, od razu pognał do klinicznego szpitala. Nie pamiętam. Chyba na Długą. Jest w wiadomości jak coś.

Ekran w laptopie wygasł dokładnie w chwili, gdy doktor spytał, czy to wtedy brat Chiary dowiedział się o Balladzie? Zmrożona nagłą szarością odparła niezdarne "nie", w duchu ciesząc się z tego, że jednak do maili zajrzał. Alkohol czy nie, wizja zrobienia z siebie nawiedzonej kretynki nie była specjalnie krzepiąca.

— Wtedy nie, ale był to przełomowy moment. Jak wszystko okrzepło, uspokoiło się... wtedy mu opowiedział.

— Słoń, tak?

— Tak. — Uniosła do ust dyktafon. — Jak już trochę wydobrzał, znaczy, podleczyli go, Wojtek Zawadzki, szerzej znany jako artysta Słoń, opowiedział o wszystkim mojemu bratu. Opowiedział mu historię Córy Mięsa.

Odkładała w sobie ostanie słowa. W zamiarze Córa Mięsa miała być mroczno brzmiącą puentą i zarazem ukoronować spotkanie, jednak ciężkie westchnięcie profesora brzmiało jak zapowiedź nadchodzącej drzemki.

— Dobrze, tyle na dziś. Będziemy się spotykać co poniedziałek, ale nie w najbliższy, bo muszę jeszcze domknąć inne sprawy. Pasuje ci taki układ?

Wstała, wyciągając rękę. Liczyła na uścisk, ale doktor Glubiński złożył na zadbanej dłoni ledwie co odczuwalny pocałunek. To jej dodało odwagi.

— Może pan... możesz włączyć laptopa.

Dotknął myszki. Śnieżny blask oblał połowę biurka.

— Masz YouTube.

— Ju co?

— YouTube. To taka aplikacja, żeby...

— Chiara, mam pięćdziesiąt dwa lata. Nie dziewięćdziesiąt dwa. Proszę.

Kiedy nachyliła się nad urządzeniem, wpisując stosowną frazę, nawet nie próbował udawać, że nie obwąchuje jej smukłej szyi. Zrozumiała jednak, że do ceny, za którą wynajęła jego literackie usługi, powinna doliczyć odsetki. Zmartwiło to zakleszczoną w niej damę. Kumpeli nie. Kumpeli się podobało.

https://www.youtube.com/watch?v=UY0xbRzZrL4

— Przesłuchaj — poprosiła. — Nie wiem, czy już słuchałeś, ale jeśli nie, zacznij właśnie od tego. I jeśli po tym spasujesz, proszę, daj mi znać. Możemy tak się umówić.

Spojrzał na czerwone okienko z krzyczącą twarzą w środku.

— Możemy — odpowiedział.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    W ostatniej sekundzie :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    A błędów pewniee...
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    No ok, przeleciałam zaciekawionym wzrokiem. Cóż, ładnie, pięknie, kolorowo ;)
    Pozdrowionka ;))
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Ten link... gdzie ja czytałam o siostrze i braciszku? No nie mogę sobie przypomnieć, ale streścić ową historię rozpisaną w opko mogę.
    No nic, trzeba czekać na część II.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Link działa, wiec ten. Ale nie polecam chyba. Sam nie wiem. No taki zamysł. 12 dni na nic nie mogłem wpaść, bo Pocztówki blokowały. Taki mam jednotorowy łeb.
  • 00.00 3 miesiące temu
    Może być, nie rozwala systemu. Spokój.
  • Canulas 3 miesiące temu
    No nie rozwala, bo to początek. Podwaliny takie. Gadka-szmatka ;)
  • 00.00 3 miesiące temu
    Can Wiem. :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    00.00 - pewnie zobaczyłaś tytuł i se pomyślałaś, ze Bóg wi jakie cuda i okropieństwa bydą ;)
  • 00.00 3 miesiące temu
    Can Nic nie zakładałam z góry. :)
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Canulas, oto Twój zestaw:
    Postać: Szowinistyczna świnia
    Zdarzenie: Metempsychoza

    Gatunek (do wyboru): Punk (wszystkie odmiany) lub Western
    Czas na pisanie: 10 marca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Jupi
  • Adelajda 3 miesiące temu
    Jest kilka mankamentów, ale nie wypiszę z komórki.
    Chwilowo mało się dzieje, ale to pierwsza część, więc pewnie ułamek czegoś większego.
    Podoba mi się tytuł i w sumie trochę luzniejszy język i klimat również :-)
    Czekam zatem na dalszą część.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Mankamentów nie tyle jestem świadomy, co biorąc pod uwagę pośpiech, trochę się ich spodziewam. Przykre to i niecelowe, ale no... Jedna osoba pomoże usprzątać, inne już się nie pobrudzą.
    Oczywiście kilka razy czesałem, ale no...
    Pozdrox.

    (tak, dziś dużo: ale no...)
  • Adelajda 3 miesiące temu
    Canulas nie jest źle, jakieś tam drobnostki. Bez przesady, ja z komórki nie wypisze, bo nie dam rady, bo komentarz by się co chwila usuwał.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Adelajda, spoko, spoko. Dziękuje pięknie za wizytex. Doceniam, bo zara poniedziałek.
  • Adelajda 3 miesiące temu
    "Przyjechała przed ósmą, co ją kosztowało dwieście złotych" - tak się zastanawiam czy nie lepiej byłoby napisać "Przyjechała przed ósmą, co kosztowało ją dwieście złotych" jakoś lepiej mi się czyta, ale to może moje widzi mi się
    "Nie polubiły się. Dwie ładne kobiety nigdy się nie polubią." - tu byś pewnie zwrócił uwagę na "się", więc sobie podpatrz
    "Chiara, mam piędziesiąt dwa lata" - pięćdziesiąt
    "Nie dziewiędziesiąt dwa" - dziewięćdziesiąt
    "Kumpeli nie. Kumpeli się podobało." - a może "Kumpela wręcz przeciwnie, wydawała się zachwycona", czy jakoś tak, nie wiem, dziwnie brzmi te powtórzenie "kumpeli" tak blisko siebie, ale może tylko dla mnie

    To chyba tyle, co rzuciło mi się w oczy. Mam nadzieję, że jakoś pomogłam.
    Pozdrawiam.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Adelajda, super, faktycznie. Tylko zjadę na melinkę, ogarnę.
    Dzięki piękne
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Na luza z humorem :)
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Uśmiech, który zdradza wszystko- fajne spostrzeżenie
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Teraz przesluchalam jeszcze ballady- co za tekst! Lubię twoje takie różne wstawki.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Dziękuję Kall. Teraz mam takie myki na różne czwarte i pół-czwarte ściany. Może przejdzie. Dzięki za wizytex
  • Lamb 3 miesiące temu
    ,,dronich helikopterów." - drogich* chyba

    ,,Jedz zdrowo z McDonaldem", jezzu, to mnie najbardziej poruszyło, bo od paru godzin jestem wsciekle glodna, a market otworza dopiero o siodmej. Nocny tryb zycia ma swoje minusy. Zrobiles mi straszna ochote na maca. Ostatnio bym żarła i żarła.

    Skoncze czytac i zrobie 10 polprzysiadow na zaś.

    Wciaz jedli i jedli. Ty mnie torturujesz.
    Słon sie pojawil, tekst lekko i plynie czytaloby sie, gdyby nie tyle tego jedzenia, a market o siodmej.


    ,,ostanie słowa. " - ostatnie*


    Wiesz, dla mnie jako calosc, to jest mocno wprowadzajace. Bedzie wieloczesciowka?
  • Canulas 3 miesiące temu
    Musi być kilkuczęściókaka, bo jako zamknięty twór tekst nie ma sensu.
    I nie. Dronich - od dron. Takie tam próby słowotwórcze.
    Tekst pośpiechowy, co zapewne widać, ale będę go reanimował.
    Dziena.
  • Ritha 3 miesiące temu
    "kilkuczęściókaka" hhahahaha
    (sory, weszlam z rana popatrzec, a tu takie pikne coś)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Ritha, merytoryczniejesz
  • pasja 3 miesiące temu
    Dzień dobry
    Zapowiada się ciekawie i tak jakby narodziny gwiazdy horrorcore.
    Dwóm ładnym kobietom rzadko kiedy po drodze... Rudowłosa Merida i kobieta i oryginalnym tajemniczym imieniu Chiara... włoskie ?
    Surogat Literat bez ikry i niezbyt jadalny z wyglądu i ponętna kobietka, kontrakt niczego sobie... o pieniądzach pogadają dopiero po śniadaniu... czyżby marzył o nocy?
    Słoń i horror- rap? Córa mięsa? bardzo apetyczny kąsek.
    Narazie wstęp nie budzi klimatu mrocznego horror, wręcz przeciwnie. Wstawki humorystyczne troochę rozluźniają napięcie.
    W zestawie moje ukochane Bieszczady i bajkowe nazwy zapomnianych wiosek.
    No to będzie się działo.

    Pozdrawiam pięknie
  • Canulas 3 miesiące temu
    No niby tak. Jest sporo i zaraem prawie nic. Tyś w Bieszczadach oblatana, a ja... ja na pewno mniej. Będę się starał.
    Podziękował.
  • nimfetka 3 miesiące temu
    Spokojniutkie wprowadzenie. Dobrze. Trochę mi się mieszały wątki, ale to raczej nie problem w tekstu, a mojego braku skupienia. Fajnie, że zapoznajesz z bohaterami i nie przypieprzasz odrazu jakimś sztucznym, strasznym klimatem.
    Takie no, no, no, lekkie i porządne. Na razie lekkie, bo horror masz w gatunku, to wiem, że taki zabieg.
    Dobrze, że pozwalasz sobie na spokojniejszą treść.
    Czekam na rozwój wydarzeń.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Raczej narracja jest liniowa póki co, więc nie wiem co się mieszało. Jest spokojnie - fakt.
    Sporo już - z łaski swojej ;) - wróciłaś, czekamy na Ciebie z miss Rithą pod Pocztówkami.
    Pozdrox
  • nimfetka 3 miesiące temu
    Pojawie się. Ale narazie oczekujcie mnie na opowiadaniuolascecomusijescboni wrocidokraju (zapomniałam tytulu).
  • Canulas 3 miesiące temu
    nimfetka, o proszę. No ok, ale pod pocztówka i tysz czekamy. Trudno. Trza było nie balować
  • Ritha 3 miesiące temu
    Czekamy, potwierdzam :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    o lasce co musi jesc bo nie wroci do kraju xddd taaa, takie wesole opko popelnilismy tez
  • Ritha 3 miesiące temu
    Obiecuję, ze kolejny komentarz tutej bedzie dotyczyl przeczytanego tekstu (slowo harcerza, druha Borucha)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Dziś to harcujesz se trochę.
  • Ritha 3 miesiące temu
    No więc jestem. Bałdzo sobie bimbałam ostatnio, ale dotarłam i tutej :3

    „Marynarze, czy tam korsarze, nieważne, mieli naprawdę bardzo śmieszne czapki” – urocze
    „Nie polubiły się. Dwóm ładnym kobietom rzadko kiedy po drodze” – to fajne, i to jest prawda i wynika ze Matki Natury. Jak chodzę z piesełem (a raczej piesełką) na spacer i una widzi z oddali inną piesełkę to bałdzo szczekają obydwie. Nie wiem skąd wie, z daleka, że to też suczka (pewnie po zapachu albo coś).

    „Nos z rodziny bulwus-megakartoflus” – jakie cudne słowotwórstwo
    „Błyszczący zegarek zdradzał, że się powodzi” – to też fajne, cwane

    „Rano zjadła jedynie orzechowego 3bita” :D (wyłapałam :P)
    ps. Czekoladowy (ten czerwony) jest jednak lepszy niż orzechowy (zielony) na dłuższą metę (po orzechowych w za dużej ilości można się porzygać)

    „Kilka razy backstade.
    — Backstade?” – zdaje mi się, że backstage*

    „Zmartwiło to zakleszczoną w niej damę” – to jest cudne

    Okej, taka forma rozmowy lekko przypomina mi kilka innych tekstów (noirowych bodajże), lubię Twoją fabułę i gdy nie zamykasz się w hiper-profesjonalizmie i muskaniu każdego zdania, gdyż pisanie na lekko też ma swój urok. Czekam na ciąg dalszy. I na nowe TW.
    I wiesz, kiedyś był taki facet, miał na imię Wiwat bodajże… ;)
    Pozdrox :p
  • Canulas 3 miesiące temu
    Wiem, że był Wiwat. Wiem wszystko, ale no. Jak mnie wkurwią, to się zwolni, będę jadł kurz z parapeta i pisał.

    Tekst jaki jest każdy widzi. W sensie, czuję szczyptę potencjału, ale też wiem, że w tym kawałku nic nie zaprezentowałem takiego, żeby to podzielać. Bydzie dalej może lepi.
    Adiosex
  • pkropka 3 miesiące temu
    Ładny wstęp. Zbudowałeś postaci, zbudowałeś tło. I sprawiłeś, że zgłodniałam :p
    Trochę mi tu zalatuje modną ostatnio Szczeliną, która mi się podobała, dopóki nie zaczęła się właściwa akcja. Tutaj też na razie mi się podoba, mam nadzieję, że dalej też będzie dobrze. Wierzę w Ciebie.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Ej, no, dziękuję pkropko. Bardzo dziękuję.
    Szczeliną?
    Znowu przespałem modę?
  • pkropka 3 miesiące temu
    Nie ma za co ;)
    Ta, promowali w internetach taką książkę (Jozef Karika "Szczelina"). O górach w których ludzie giną i dzieją się niewyjaśnione rzeczy. Skusiłam się i kupiłam. Nawet mnie wciągnęła, ale zakończenie jest na zasadzie "spadło z nieba" i mnie zawiodło.
  • Canulas 3 miesiące temu
    pkropka, ja ostatnio czytam Edwarda Lee. Jest, ekhm, ciekawie ;)
  • pkropka 3 miesiące temu
    Oooo horrory... Obadam :D
  • Canulas 3 miesiące temu
    pkropka, w tym Ci akurat mogę w miarę pomóc, ale to już w pitoleniu jak cuś.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania