TW # 05 – Spod łóżka zniknął potwór

Postać: Złodziej Robin Hood 

Zdarzenie: Spod łóżka zniknął potwór

 

Potwory są tak różne, jak dzieci których pilnują. Podobno zdarza się, że połączy ich więź przyjaźni. Zazwyczaj jednak ludzie boją się ich, a potem dorastają i potwory przybierają inną formę.

 

***

 

Janek miał duże problemy z zasypianiem. Co wieczór biegł do rodziców, płacząc, że pod łóżkiem siedzi potwór. Liczyli, że z tego wyrośnie, przecież wiele dzieci opowiada bajki o straszydłach, chowających się w różnych zakamarkach. Długo wyczekiwany dzień nadszedł, kiedy zaczęli już tracić nadzieję. Mama przyszła dać Jankowi buziaka na dobranoc, a on zadowolony oświadczył, że potwór zniknął. To był dopiero początek problemów.

 

Wyrósł na przeciętnego, wręcz szarego człowieka. Nie miał większych zmartwień, ale też niczego nie osiągnął. Jego jedyną radością i oczkiem w głowie była córeczka. Uśmiechał się pobłażliwe, kiedy opisywała swojego współlokatora. Był okrąglutki, na czterech grubych nóżkach zakończonych kopytami. Z grzbietu wyrastały mu dwa długie rogi, zakrzywione w kierunku mikroskopijnego ogonka. Kiedyś nawet go narysowała i tata długo się zastanawiał, skąd wzięła pomysł na oczy, skoro nigdy nie widziała jaszczurki. Rozbawiła go za to szczęka, wyglądała jak łyżka koparki, z której wyrastało sześć długich włosów, przypominających odnóża pająka. Nazywała potworka Oo. Była malutka, kiedy pojawił się po raz pierwszy i jeszcze nie mówiła zbyt dobrze. Tak brzmiał okrzyk zaskoczenia, którym go powitała.

Janek pamiętał z dzieciństwa tylko macki i dziewczynkę w czerwonej pelerynce, która pojawiła się i obiecała zabrać potwora. Od tamtej pory spał spokojnie.

 

Róża nie bała się swojego potwora. Co noc wyskakiwał spod łóżka, chwilę się sobie przyglądali, po czym zaczynał wędrówkę po pokoju. Zaglądał w każdy kąt. Jeżeli coś uległo zmianie, długo obwąchiwał to miejsce. Czasem, bardzo rzadko, przestawiał pluszaka, czy dwa. Miała teorie, że zjada też pojedyncze skarpetki. Te, które nie wracają z prania.

Pewnego dnia do pokoju Róży wślizgnęła się przez okno dziewczynka w czerwonej pelerynce, z kapturem narzuconym na głowę. Oo skulił się na jej widok i zaczął pufać.

— Widzę, że masz nieproszonego gościa — odezwała się zakapturzona postać. Miała czarujący głos, brzmiący jak tysiące dzwoneczków. — Mogę go stąd zabrać.

Wzrok Róży powędrował ku potworkowi i zrobiło jej się go żal. Pomimo bojowej pozycji, wyglądał na przerażonego. Cały się trząsł i miał szeroko otwarte oczka.

— Nie trzeba, dziękuję — pokręciła przecząco główką. — Poza tym nie wiem, kim jesteś.

— Nazywam się Rudzik. — Spod pelerynki wysunęła się szczupła dłoń. Róża ujęła wyciągniętą w powitaniu rękę i przeszył ją ból. Była lodowata. Zimno promieniowało aż do kości, paraliżując wszystkie nerwy. Postać wyszczerzyła małe kiełki. — Wybacz. Zapomniałam, że jesteś ciepłokrwista. Nie martw się, jutro już nie będzie tu żadnego potwora.

Czerwona pelerynka załopotała, kiedy postać obróciła się i wyskoczyła przez okno. Róża podeszła do Oo i go pogłaskała. Wciąż drżał, ale wyglądał bardziej na zmartwionego, niż wystraszonego.

Poczuła, że ciąży jej głowa. Szybciutko wróciła do łóżka i poszła spać. Całą noc śniła, że jest zamknięta w zrujnowanym domu. Próbowała się wydostać, lecz za każdym razem, gdy dotykała jakiejś klamki, ta ją parzyła. Słyszała, że ktoś naprawia dach, próbowała krzyczeć, ale nie doczekała żadnej reakcji. W końcu stanęła zrezygnowana i obudziła się.

 

Następnej nocy mały towarzysz się nie pojawił. Pomyślała, że może jest chory, albo boi się powrotu Rudzika. Czuła się samotna, nie mogąc obserwować, jak Oo dokonuje cowieczornej inspekcji pokoju. Próbowała wyobrazić sobie, jak drepcze, ale nie mogła. Zrobiło jej się smutno, poszła więc do taty, żeby pomógł szukać zguby. Opowiedziała o zakapturzonej dziewczynce i Janek przypomniał sobie, jak też go kiedyś odwiedziła. Stwierdził, że potworek już nie będzie przychodził.

Róża wróciła do pokoju ze zwieszoną główką. Chciała coś sobie wyobrazić na poprawę humoru, ale nie mogła. Następnego dnia tata dał jej na pocieszenie wymarzoną przytulankę, różowego jednorożca ze złotym rogiem i białymi skrzydełkami. Dziewczynka wdzięcznie przyjęła prezent, ale nie czuła radości. Ot przytulanka, miała wiele innych. Zapomniała, że marzyła o takiej od miesięcy.

 

Róża bardzo tęskniła za potworem, który nie pojawiał się już od kilku dni. Może i powinna była się go bać, ale nie robił nikomu krzywdy. Poza tym dotrzymywał jej towarzystwa. Kiedy chodził po pokoju, wyobrażała sobie, że wyrośnie z niego potężny smok. W szufladzie przy łóżku trzymała różne projekty siodeł i strojów do latania. Oczami wyobraźni widziała wszystkie krainy, które zwiedzą: bezkresne pustynie, piękne zielone lasy pełne kolorowych papug, a nawet skuty lodem biegun północny. Smoki zioną ogniem, więc byłoby im ciepło.

Instynktownie weszła pod łóżko i tam położyła się spać. Było trochę zimno, ściągnęła więc koc, którego skrawek zwisał z łóżka. Śnił jej się ten sam zniszczony dom. Tym razem wszystkie drzwi i okna były otwarte. Remont dachu się skończył i teraz pomagała malować ściany na jasne, wiosenne kolory.

 

Obudziło ją słońce ogrzewające twarz. Przeciągnęła się, ziewnęła szeroko i otworzyła zaspane oczy. Zobaczyła piasek. Bardzo dużo piasku, sięgał po horyzont. Wystraszona siedziała na kocu, próbując zrozumieć, gdzie jest. Kilka łez, wielkich jak grochy, stoczyło się po policzkach, żeby na chwilę zawisnąć na brodzie i w końcu spaść, wsiąkając w zieloną piżamę z narysowanymi krokodylami. Po kilku chwilach wzięła się w garść i zaczęła przyglądać okolicy. Obserwowała wędrówkę słońca, wiszącego wysoko na niebie. We wszystkich gazetkach o survivalu pisali, że należy pilnować stron świata, żeby się nie zgubić. Koleżanki wyśmiewały ją, że interesuje się rozpalaniem ognisk, łapaniem ryb i odnajdywaniem drogi bez kompasu, skoro mieszka w mieście i nigdzie nie wyjeżdża na wakacje. Teraz będzie mogła wykorzystać tę wiedzę.

Ruszyła, kiedy wiedziała jaką drogą podąża słońce. Nie była pewna w którą iść stronę, wybrała więc Zachód. W filmach ze szczęśliwym zakończeniem, bohaterowie odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca. Róża miała nadzieję, że też znajdzie tam szczęście.

Szła powoli, oszczędzając siły. Liczyła, że pokona jak największy dystans. Krajobraz był monotonny, gdzie nie spojrzeć, tylko piasek. Dzień był bezwietrzny, bardzo ciepły. Wędrówka szybko jej zbrzydła, była głodna, zmęczona i chciało jej się pić. Nie miała jednak wyboru, chciała wrócić do domu. Pozostało iść naprzód. „Ciekawe, czy tata mnie szuka” – pomyślała. „Na pewno bardzo się martwi, muszę być dzielna i znaleźć drogę powrotną”. Wtem, na horyzoncie, zauważyła kształt. Im bardziej zbliżała się do niego, tym bardziej była zdezorientowana. Wreszcie dotarła na miejsce, wzięła przedmiot do ręki i nie mogła uwierzyć, co znalazła. Trzymała jedną z ulubionych skarpetek, pluszową z doszytą kokardką. W małej główce zapaliła się lampka. „Oo!”. Miała rację, że podbierał jej skarpetki.

Dylemat nie był trudny. Taty nikt nie ukradł, a potworka już tak. Poza tym zawsze była szansa, że znajdzie drogę do domu przy okazji szukania małego kolegi.

 

Po znalezieniu skarpetki wstąpiły w nią nowe siły. Przyspieszyła marsz i wytężała wzrok w poszukiwaniu kolejnych. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy zaobserwowała pojawienie się pojedynczych kępek roślin. Im dalej szła, tym częściej trafiała na plamę zieleni. W dłoni trzymała już trzy skarpetki.

Słońce schowało się za horyzontem i temperatura znacznie spadła. Założyła dwie ze znalezionych skarpetek, żeby ogrzać, do tej pory bose, stopy. Na szczęście księżyc był w pełni i odganiał mrok. W pewnej chwili zauważyła, że coś jej się przygląda z kępki wysokiej trawy. Ostrożnie podeszła bliżej, kucnęła i czekała. Oczy powoli wychynęły z trawy, ukazując antenki, na których były osadzone. Następnie wyłoniła się okrągła, fioletowa głowa, osadzona na długiej, chudej szyi. Stworzenie wystawiło dwie łapki, podobne do odnóży domowego pająka, podciągnęło się do przodu ujawniając mieniący się metaliczną zielenią ogon, przypominający ogon syreny.

— Przepraszam, szukam mojego potwora — odezwała się pełna nadziei. — Przychodzi do mnie w nocy, wychodzi spod łóżka. Ale przyszła dziewczynka w czerwonym kapturze i chyba mi go ukradła. Widziałeś go może?

Stworzonko szeroko otworzyło oczy w niemym wyrazie zdziwienia. Spojrzało na skarpetki w dłoni Róży i odezwało się piskliwym głosikiem.

— Przechodziła tędy. Schowałem się, żeby mnie nie zauważyła.

— Boicie się jej? — zapytała zmartwiona. — Potworek też był wystraszony, jak się pojawiła.

— Ona jest zła. My tylko pilnujemy dzieci, żeby nie uciekła im wyobraźnia. Ale takim jak ona się to nie podoba.

— Czy wiesz, gdzie mogła go zabrać?

— Nie mam pojęcia. Ale widzę, że zostawił ślady, może uda ci się go znaleźć. — Przyjrzał się uważnie, badając twarz Róży. — Przyszłaś specjalnie dla niego?

— Nie jestem pewna. Bardzo tęskniłam, więc weszłam pod łóżko i obudziłam się tutaj.

— Słyszałem plotkę, że kilka lat temu była tu dziewczyna, trochę starsza od ciebie. Jej potwora, dużą smoczycę, też zabrali. Podobno ją uratowała. Myślałem, że to tylko bajka, ale skoro tu jesteś, to może jest nadzieja.

Jeszcze chwilę rozmawiali, ale gwiazdy wisiały wysoko na niebie, a wiatr się wzmagał i było coraz zimniej. Potwór zauważył, że dziewczynka zaczęła drżeć, pobiegł więc po koc, który został tam, gdzie się obudziła. Był zaskakująco szybki, czekała około pół godziny. W tym czasie oglądała pływające po niebie, mieniące barwami tęczy, żółwie morskie. Słuchała wycia dochodzącego z oddali i nuciła pod nosem. Kiedy wrócił, przygotowali w trawie legowisko. Pilnował jej całą noc, a przed świtem przyniósł trochę wody i owoców z pobliskiego lasu. Pobliskiego dla niego, dla krótkich nóżek Róży był to prawie dzień drogi.

Grzecznie podziękowała za pomoc. Na pożegnanie przytuliła się do chudej szyi. Było to dla niego dziwne, ale bardzo miłe. Rozstali się z lżejszymi duszami. Potwór przekonał się, że dzieci mają serca i potrafią ich kochać, a Róża zobaczyła cień szansy, że uratuje Oo.

 

Cały dzień wędrowała w kierunku lasu, pilnując położenia słońca. Zdziwiło ją, że za dnia nie widziała żywej duszy. Świat zdawał się ożywać dopiero po zmroku. Wtedy zjawiał się wiatr niosący zapach świeżego prania, a spomiędzy coraz gęściej rosnących drzew połyskiwały oczy. Nie była pewna, czy wszystkie są przyjazne, starała się więc iść jak najciszej.

Kolekcja skarpetek powiększyła się o cztery kolejne. „Przydadzą się” — myślała. — „Mogę zrobić z nich poduszkę, jeżeli zbiorę jeszcze trochę”. Po chwili zastanowienia doszła do wniosku, że musi być coraz bliżej swojego potworka. Przez cały czas, kiedy byli rozdzieleni, nie udało jej się wymyślić nic kreatywnego, a wczorajszy towarzysz wspominał o uciekającej wyobraźni.

Las żył swoim życiem. Róża ułożyła się niedaleko stawu, dzięki czemu miała okazję oglądać stworzenia podobne do ryb, ale ze skrzydełkami jak u motyli i głowami przypominającymi kaczki. Unosiły się nad lustrem wody, przyglądając odbiciu, żeby po chwili zanurkować z donośnym pluskiem.

Liście szumiały na wietrze, a na niebie migotały żółwie. Ciekawskie, brązowe oczy chłonęły widoki, dopóki nie zamknęły ich ciążące powieki.

 

Róża obudziła się, kiedy niebo zaczynało szarzeć. Pierwsze kolory rozświetlały chmury, a nad stawem unosiła się lekka mgła. Uznała, że powinna być już bezpieczna, podeszła więc do brzegu, żeby przemyć buzię. Zanurzyła dłonie w błękitnej wodzie, lecz pod powierzchnią zamajaczył cień. Odskoczyła przestraszona i obserwowała marszczącą się wodę. Powoli wysunął się z niej ogromny żółw. Ten, w przeciwieństwie do nocnych, był prawie całkowicie zwyczajny. Skorupę porastały mu algi i brakowało kawałka płetwy. Musiał być tak stary, jak las. Piękne oczy, wyglądające jak otchłanie mądrości, spoczęły na dziewczynce.

— Coś ci skradziono. Wiem, gdzie to jest. — Głos żółwia był bardzo głęboki i lekko zachrypnięty. Róża pomyślała, że taki głos musi mieć sam bóg.

— Skąd wiesz? — zapytała cichutko. Cała jej śmiałość gdzieś uciekła.

— Widziałem stworzenie świata, widziałem upadki wielkich i widziałem skarpetki nie do pary, które schowałaś w krzakach. Potwory porzucają skarpetki tylko, jeżeli zawiodą.

— Oo nie zawiódł. Ja go zawiodłam, nie obroniłam go przed Rudzikiem.

Żółw chwilę milczał, przyglądając się jeszcze intensywniej. Miała wrażenie, że czyta jej duszę.

— Dziwne z ciebie stworzenie — stwierdził.

— Mówiłeś, że wiesz gdzie go znajdę. Powiesz mi? — w wielkich oczach błysnęła iskierka nadziei.

— Lepiej. Zabiorę cię tam. Musisz tylko mi zaufać i wejść do paszczy. To najszybsza droga.

— Nie zjesz mnie? — W głosie Róży pobrzmiewała podejrzliwość.

— Nie jadam dzieci, miałbym po tobie niestrawność. Zapraszam na pokład — otworzył paszczę i czekał.

Róża pobiegła po skarpetki i koc, po czym niepewnie weszła do ogromnej szczęki.

 

Usłyszała kłapnięcie i zapadła ciemność. Kawałek koca został na zewnątrz, dzięki czemu miała czego się trzymać. Całe szczęście, bo po chwili zaczęło trząść. Żółw wracał do wody.

Podróż trwała długo. Zdrętwiały jej ręce, myślała, że będzie musiała puścić koc, a to nie skończyłoby się dobrze ani dla niej, ani dla żółwia. Mógł się zakrztusić. Była u kresu sił, kiedy ruch ustał i dziób powoli się rozwarł. W pierwszej chwili oślepiło ją słońce, lecz zapach przygotował na to, co zobaczy. Zgniła trawa, mokra ziemia... Tak musi pachnieć bagno.

Oczy przyzwyczaiły się do światła, wyszła więc na brzeg. Od razu zapadła się w mokrej ziemi.

Pogłaskała żółwia po nosie.

— Dziękuję, że mi pomogłeś. Pewnie miałeś inne plany na dzisiaj, mam nadzieję, że nie byłam dużym kłopotem.

— Tylko malutkim. Musisz jeszcze podrosnąć, żeby zyskać miano dużego — z gardła wyrwał mu się dźwięk przypominający głęboki śmiech. — Podążaj dalej na Zachód — rzucił na odchodne. Odwrócił się i wczołgał z powrotem do wody, powoli znikając pod powierzchnią.

Róży zrobiło się smutno, że znów została sama. Z trudem wyciągnęła stopę, ziemia cmoknęła uwalniając ją. Po kilku krokach znalazła się na trawie, po której szło się znacznie łatwiej. Kawałek dalej znalazła skarpetkę, która kiedyś była biała. Poznała ją tylko po koronce wokół brzegu.

 

Wędrowała, dopóki słońce nie zniknęło za horyzontem. Wciąż była na bagnach, musiała stąpać ostrożnie, szła więc powoli. Kiedy nie miała siły iść dalej, umościła się na skrawku względnie suchej ziemi i czekała, aż świat ożyje. Była ciekawa, jakie potwory mieszkają w tej okolicy.

„Oo!” — wyrwało jej się, kiedy zobaczyła gromadkę wyglądającą zupełnie, jak jej skradziony przyjaciel. Były w różnych odcieniach brązu i zgniłej zieleni, ale nie widziała wśród nich Oo, który miał jaśniejszy kolor i był trochę mniejszy. Szybko wyszła z ukrycia i zawołała za grupą.

— Przepraszam bardzo, ale wyglądacie zupełnie jak mój potwór. Szukam go, został mi zabrany. — Stała z opuszczonymi rękami. Przygarbione plecy, smutne oczy. Była wyraźnie zmartwiona.

Jeden z większych osobników przystanął i się odwrócił. Gwizdnął przeciągle i pozostałe też stanęły, nie obejrzały się jednak.

— Więc to ty jesteś jego dzieckiem? Kiedy nie wracał domyśliliśmy się, kto was odwiedził. Nie pomożesz mu, wracaj do domu.

— Nie możesz tego wiedzieć — zawołała przez łzy.

— Jeżeli szukasz śmierci, znajdziesz ją dzień drogi stąd. Radzę zrezygnować, ale zrobisz jak uważasz. — Gwizdnął i pochód ruszył przed siebie.

W sercu Róży kiełkowało nowe uczucie. Determinacja rodząca się z mieszanki złości, która urosła w trakcie rozmowy i oparów nadziei podarowanej przez prastarego żółwia i potwora spotkanego pierwszego dnia. Ze złością rzuciła się na koc. Próbowała zasnąć, żeby nabrać sił, ale nie mogła. Serce jej waliło, a myśli gnały galopem ku temu, co może nadejść. „Cokolwiek się stanie, wracam z Oo” — myślała, zaciskając powieki.

 

Obudziła się po krótkiej drzemce i ruszyła bez ociągania. Skoro został dzień drogi, chciała jak najszybciej go zakończyć.

Bagno stopniowo przeszło w las. Róża zauważyła w oddali skaliste wzniesienia. Pomimo braku wiatru, miała wrażenie, że bije od nich chłód. Przypomniała sobie zimną rękę Rudzika i nabrała pewności, że zmierza w odpowiednim kierunku. Przyspieszyła, nie zważając na zmęczenie.

Las nagle się skończył. Wyszła na pole pełne zmrożonych roślin. Dalej szła wyraźnie widoczną, wydeptaną ścieżką, prowadzącą w kierunku szarych szczytów.

Droga urwała się u podnóża jednej z wielu gór. Postanowiła w nocy wspiąć się na nią, miała nadzieję, że po ciemku nikt nie zwróci uwagi na mały cień przyklejony do zbocza. Liczyła też, że cokolwiek żyje na końcu drogi, w dzień śpi, jak reszta świata. Jeżeli dotrze do Oo, kiedy słońce wyjrzy zza horyzontu, będzie miała większą szansę go uratować.

Do zmroku zostało jeszcze kilka godzin, wykorzystała ten czas na drzemkę.

 

Wspinaczka była trudna. Róża zabezpieczyła dłonie i stopy odnalezionymi skarpetkami, jednak szybko się przetarły i pokaleczyły ją ostre kamienie. Nabawiła się pierwszych w życiu pęcherzy, które bolały niemiłosiernie. Mimo to szła dalej, oczami wyobraźni widząc, jak potworek znów drepce po jej pokoiku i podkrada skarpetki, kiedy nie patrzy. Była pewna, że jest blisko.

Słońce zbudziło się, oświetlając skały. Poranne promienie leniwie przesuwały się po zboczu, aż wyłoniły z mroku wyłom. Róża zebrała resztkę sił i wspięła się kilka metrów dzielących ją od wejścia do jaskini.

Złapała oddech, wyprostowała obolałe ciało i zamarła. Zobaczyła wielką salę, wypełnioną setkami, o ile nie tysiącami przeróżnych potworów. Od maleńkich, kolorowych much w okularach, poprzez ośmiornico-podobne, aż po wielkie smoki. Gdzieniegdzie dostrzegała sylwetki podobne do wychudzonych ludzi, jednak było coś niepokojącego w ich stanowczo zbyt szerokich uśmiechach.

Żaden z potworów nie poruszał się.

Powoli podeszła do jednego z nich, grubej kulki pokrytej czarny futrem. Miał wielkie uszy i wielkie zęby, wydawał się jednak nieszkodliwy. Chciała go dotknąć, spróbować obudzić, lecz jak tylko zbliżyła dłoń, poczuła bijące zimno. Zupełnie jak od paczki groszku, który tata trzymał w zamrażalniku.

Po chwili zastanowienia ruszyła pewnie przed siebie. Mama, kiedy jeszcze żyła, zwykła mawiać „słuchaj głosu serca i nie żałuj podjętych decyzji. Jeżeli były błędne, ucz się na nich, ale nie żałuj”. Róża lawirowała pomiędzy lodowymi posągami, aż dotarła do tego właściwego. Rozpoznała Oo od razu, tym bardziej, że z pyszczka wystawała mu skarpetka w różowe króliczki.

 

Jedyny pomysł, jaki przychodził jej do głowy, to zabrać go i powoli rozmrozić. W pierwszym odruchu chciała uratować wszystkie potwory, ale nie miała pojęcia jak to zrobić. Ryzykowałaby zbyt wiele, nie wiedziała z iloma postaciami, takimi jak Rudzik, przyszłoby jej się zmierzyć.

Założyła wszystkie pozostałe skarpetki i podniosła przyjaciela. Wyczuwała przez zaimprowizowane rękawiczki, że jest zimny, ale był to chłód do zniesienia. Wyniosła go na brzeg półki skalnej, usiadła i zaczęła cicho płakać. Zrozpaczona stwierdziła, że nie ma jak zejść na dół z dodatkowym bagażem.

Nigdy jeszcze nie czuła się tak samotna i nieporadna, jak kiedy cały świat spał. Pogłaskała Oo grubą warstwą skarpet. Chciała go przytulić, pomimo aury zimna, lecz coś za nim przyciągnęło jej uwagę. Przyjrzała się uważnie i zauważyła wąską ścieżkę.

Małe serduszko zabiło mocniej, wtłaczając do krwiobiegu dawkę nadziei. Ruszyła bez ociągania, wciąż nie byli bezpieczni tak blisko złodziei.

 

Stroma ścieżka prowadziła po drugiej stronie zbocza. Mozolna wędrówka zajęła Róży cały dzień. Dotarła do koca, z wciąż zmrożonym Oo, kiedy ostatnie kolory znikały z chmur. Nie miała wyboru, musieli zanocować u podnóża góry.

 

Ruszyła w drogę o pierwszym brzasku. Pomimo wszechobecnego bólu, niepokój nie pozwolił jej dłużej spać. Wiedziała, że czeka ich jeszcze długa wędrówka. O tyle dłuższa, że była wykończona i miała dodatkowy bagaż. Mimo to była szczęśliwa. Potworek miał coraz żywsze kolory, jakby powoli się rozmrażał. Do tego miała teraz koc, w który go zawinęła i ciągnęła, zamiast nieść.

Przekroczyła granicę lasu długo po zmroku. W zasadzie niebo zaczynało szarzeć, szykując się na następny dzień. Znalazła schronienie pod dużą sosną. Gęste igliwie dobrze ukrywało okolicę pod pniem. Róża zasnęła, jak tylko się położyła.

 

Obudziło ją słońce przeświecające przez gałęzie. Przeciągnęła się, ziewnęła i przetarła oczy. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest, aż wróciły wspomnienia ostatnich dni. Z nadzieją spojrzała na Oo, lecz mimo że odzyskał dawne kolory, wciąż był zimny w dotyku.

Wyszła z kryjówki i ze zdziwieniem stwierdziła, że słońce wzeszło niedawno. Niebo jaśniało kiedy się kładła, co oznaczało, że przespała cały dzień. Zaburczało jej w brzuszku, poszła więc nazbierać jagód i znaleźć wodę.

Zebrała się do dalszej drogi zaraz po skromnym posiłku. Postanowiła szukać pomocy na bagnach, u potworków podobnych do Oo. Chciała dostać się do nich przed zmrokiem, żeby nie tracić więcej czasu.

Przeprawa przez las nie należała do najłatwiejszych, musiała lawirować pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami i krzakami. Pomimo przeciwności, było jeszcze jasno, kiedy dotarli na miejsce. Czekała z niecierpliwością, pełna nadziei, że potworki będą przechodzić tą samą drogą.

Miała szczęście. Już z oddali usłyszała szelest liści i przygłuszony tupot kopytek. Jako pierwszy wyłonił się przywódca. Przystanął zdziwiony i gwizdem zatrzymał resztę. Podszedł do Róży z szyderczym uśmiechem.

— Jednak poszłaś po rozum do głowy?

— Nie. Poszłam po Oo, jest tam — wskazała palcem figurkę, stojącą pod pobliskim drzewem. Oczy potwora rozszerzyły się bardziej, niż na jej widok. — Mam jednak problem, jest zamrożony. Dwa dni stał na słońcu, wróciły mu kolory, ale wciąż jest zimny.

— Mówiłem, przegrana sprawa. Porzuć go.

Zdenerwowana dziewczynka podeszła do przyjaciela i przytuliła.

— Co robisz? Chcesz zamarznąć razem z nim? — zawołał przywódca.

— Nie zostało mi nic innego — załkała. — Oddam mu moje ciepło.

Jedna z łez upadła na główkę Oo. Potworek powoli zamrugał, jednak Róża nie zauważyła tego. Dalej dzielnie go przytulała, oddając całe ciepło, aż straciła przytomność. W tym czasie Oo rozmroził się całkowicie. Jego bracia patrzyli oniemiali, aż w końcu największy ponownie zabrał głos.

— Nie wierzę, że jej się udało. Przynajmniej naprawiła krzywdę, którą spowodowała.

Oo spojrzał tylko i z niesmakiem pokręcił głową.

— Chyba nie zamierzasz czekać, aż się obudzi? — przywódca sam nie wiedział, czy czuje złość, czy niedowierzanie. Oo tylko patrzył z pogardą. — Po tym wszystkim, co przez nią przeżyłeś, chcesz dalej jej strzec?

Spokojnie przytaknął. Przywódca gwizdnął przeciągle i pochód ruszył, zostawiając potworka i jego dzielne dziecko.

 

Róża odzyskała przytomność w łóżku szpitalnym. Była podłączona do mnóstwa rurek i pikających urządzeń, w fotelu obok drzemał tata. W pierwszej chwili myślała, że wszystko było bardzo dziwnym snem, lecz na nogach miała brudne skarpetki nie do pary.

 

***

 

Mama opowiedziała mi tę historię, kiedy byłem mały. „Pilnuj swojego potwora” — powiedziała. Tak też zrobiłem. Oswojenie go zajęło kilka dni, później co noc obserwowałem, jak grasuje po pokoju. Kiedy się męczył, zabierałem go do łóżka i spałem jak z przytulanką. Czasem budziło mnie szarpnięcie, wydaje mi się, że kilka razy widziałem skrawek czerwonego płaszczyka, znikającego za oknem.

Oo wciąż ją odwiedza, chociaż rzadziej, odkąd się urodziłem.

 

Teraz przekazuję ostrzeżenie tobie. Nie bój się swoich potworów, wyjdź im naprzeciw. Jeżeli znikną, zniknie twoja wyobraźnia, a co za tym idzie — marzenia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witam :)
  • Cofftee 5 miesięcy temu
    Bardzo kreatywny pomysł :-) Początek nie do końca wskazywał na taki przebieg historii, ale naprawdę, jest ogromnie urokliwa. Gratuluję pomysłu!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo. Cieszę się, że przypadło do gustu :)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Świetny pomysł. Przyjemne opowiadanie. Sprawnie napisane, widać że wiesz, co chciałaś osiągnąć. Polemizowałbym z gatunkiem, ponieważ przyjęta konwencja bardziej pasuje do baśni, ale równie dobrze można to naciągnąć na przygodę.

    Wkradło się kilka błędów. Trochę interpunkcji:

    Potwory są tak różne, jak dzieci, których pilnują.
    Zbędny przecinek.
    Potwory są tak różne, jak dzieci których pilnują.

    Głównym problemem jest nadużywanie zaimków.
    Poczuła, że ciąży jej głowa. Szybciutko wróciła do łóżka i poszła spać. Całą noc śnił jej się zrujnowany dom, w którym była zamknięta. Próbowała się wydostać, lecz za każdym razem, gdy dotykała jakiejś klamki, ta ją parzyła.

    Poza tym powinnaś uważać na zaimek zwrotny „się".
    Obudziła się po krótkiej drzemce i ruszyła bez ociągania. Skoro został dzień drogi, chciała jak najszybciej go zakończyć. Bagno stopniowo zmieniło się w las. Róża zauważyła wznoszące się w oddali skaliste wzniesienia.

    Tekst wymaga kosmetyki, ale ogólne wrażenie jest dobre. Siadaj piątka. :)
    Pozdrawiam.
    M.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Marzycielu. Faktycznie gatunkiem jestem obok, celowałam trochę w opowiadanie drogi, ale cela mam kiepskiego :)

    Obadam zaimki i poprawię. Staram się na nie zwracać uwagę, wiem że mam z nimi problem, ale zawsze inaczej jak ktoś jeszcze spojrzy świeżym okiem.

    Siadam i dziękuję <3
    Pozdrawiam.
  • Nefer 5 miesięcy temu
    Bardzo dobre opowiadanie. Widać, że całość została przemyślana, odwołuje się do świata dziecięcych uczuć, wyobraźni, kreatywności, które gdzieś potem najczęściej zanikają i zostaje szary człowiek, pozbawiony marzeń. Barzdo piękna i poetycka wręcz wizja. Najwyraźniej Twój potwór ocalał. Wstawiam pięć.
    PS. Odrobina krytyki. Zwróć, proszę, uwagę na zdania z czasownikiem "być". Pojawia sie ich coraz więcej w dalszych partiach tekstu, często następują kolejno po sobie, w większej liczbie. Nad tym warto popracować.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Nefer, staram się dbać o mojego potwora :)
    Spojrzę jeszcze raz na "być", mogło mi umknąć. Jak tyle razy czytam to samo to niektóre rzeczy uciekają, dopóki ktoś mi nie pokaże palcem na co mam zwrócić uwagę. Dzięki za uwagę.
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Hej Kropka, najpierw kilka szczegółów:)
    "Długo wyczekiwany dzień nadszedł, kiedy zaczęli tracić nadzieje" - nadzieję, oraz, ja bym dodała "już" - "zaczęli już tracić"
    "niczego nie osiągnął. Poza córeczką" - nie można osiągnąć córeczki :)
    "próbując zrozumieć gdzie jest" - brakuje przecinka przed "gdzie"
    "Teraz miała wykorzystać wiedzę" - może lepiej: Teraz będzie mogła wykorzystać tę wiedzę. - ?
    "gdzie nie spojrzeć tylko piasek" - przecinek przed "tylko"
    "nie mogła uwierzyć co znalazła" - przecinek przed "co". Ok, dalej też nie wszystkie przecinki są, jak trzeba, ale już mniejsza o nie :)
    "Dylemat nie był ciężki" - dylemat chyba nie może być ciężki, raczej trudny.
    "Potwór przekonał się, że dzieci mają serca i potrafią ich kochać" - kochać potwory, czyli "je", a nie "ich".
    "Cały dzień wędrowała w kierunku lasu, cały czas pilnując" - powtórzenie. Może: "bez przerwy pilnując"?
    "będzie musiała puścić koc, a to nie skończyłoby się dobrze" - jeśli "będzie musiała", to potem "nie skończy"
    "Ze złością rzuciła się na posłanie" - jakie posłanie?
    "słońce wzeszło niedawno. Przespała cały dzień" - to coś nielogiczne
    "Oo wciąż ją odwiedza" - mieliśmy przerywnik, więc dałabym imię - odwiedza Różę

    Bardzo ładna baśń! Taka pełna emocji i sensualna :) Przeczytałam z przyjemnością :) Warstwa metaforyczna też do mnie przemawia. Pozdrowienia!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuje bardzo za uwagi, poprawię :)
    Co do ""Potwór przekonał się, że dzieci mają serca i potrafią ich kochać" - kochać potwory, czyli "je", a nie "ich"." - uznałam, że potwory myślą o sobie w takiej formie, jak ludzie. Ale pomyślę, możesz mieć rację.
    ""Oo wciąż ją odwiedza" - mieliśmy przerywnik, więc dałabym imię - odwiedza Różę" - ją, czyli mamę. Chyba zostawię, ale jeszcze pomyślę.
    Co do reszty, w wolnej chwili poprawię. Dziękuję za cenne uwagi <3

    Cieszę się, że miałaś przyjemność z czytania. Pozdrawiam serdecznie :)
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Aaa skoro tu chodzi o mamę, to ja bym zostawiła "ją" ale zmieniła drugą część zdania na coś w stylu: chociaż rzadziej, odkąd ma mnie.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    O! Dobre, tak zrobię <3
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Pkropka→Przeczytam na spokojnie jak wrócę:)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Czekam :)
  • Mia123a 5 miesięcy temu
    Ale to słodziaśne! Przyjemne do poczytania. Jak każde Twoje opko, genialne. Kurcze co za pomysł! Ty to umisz, z każdego zestawu takie cuś wyczarować. Znowusz tak trochę baśniowo, pięknie. I ileś się biedna musiała tych skarpetek naszukać. I potworek też fajny. I mądrze bardzooo, też :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Mia, tym razem miałam łatwo. Fanthomas dał mi zdarzenie w którym się zakochałam jak tylko zostało zaproponowane do tabel (nie pamiętam przez kogo, ale był to geniusz). <3
    Dziękuję bardzo za przebrnięcie, cieszę się, że się podobało :)
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Pkropka→Przeczytałem wolno i dokładnie. Jak wiele tu zawarłaś. I w ogóle sam tekst, treść, pomysły stworków i taki baśniowy klimat... i długość tekstu!!
    Jeżeli chodzi o ostatnie zdanie, to właśnie dzisiaj coś podobnego pomyślałem. Zwalczając ''tego typu potwora'' w sobie, niszczymy też - siebie, bo jesteśmy - jedno. Zawsze lepiej - jeżeli tylko to możliwe - starać się zrozumieć niż zwalczać.
    Z drugiej strony są inne ''potwory'' w nas. Ale to już inna bajka.
    Bardzo mi się podobało.!!!!
    Właśnie wrzuciłaś; ''Czekam'':)) Pozdrawiam-5
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Nie musiałam długo czekać :)
    Jak przekroczyłam trzy strony, to myślałam "DD będzie ze mnie dumny". Poważnie :D
    Cieszę się, że podobało się na tyle wykrzykników! <3
    Co do potworów - ostatnio sporo się stresowałam i mi to przeszkadzało. Ale potem pomyślałam, że się stresuję, bo mam marzenia które chcę zrealizować. Gdybym ich nie miała, to bym się nie stresowała, ale miałabym smutne życie.
    Tak myślę, że się z Tobą zgadzam. Sami jesteśmy swoimi potworami.
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Pkropka→Rzecz jasna, że jestem dumny!!
  • Freya 5 miesięcy temu
    No... tam tego, chyba nie czytałem żadnej twojej pracy wcześniej, tak se myślę. Przydzielone zadanie, właściwie, wymuszało jakiś wątek dziecięcy, więc nie dziwota, że poleciałaś takim trybem. Chyba nie ma człowieka, który w dzieciństwie nie miał lęków tego rodzaju, coś tam się dzieje w ciałach migdałowatych i różnego rodzaju fiksacje podświadomości dają o sobie znać...
    Właściwie to taka klasyka zryta do niemożności; dziewczynka, jakieś zagrożenia i perypetie z tym związane. Jednak trudno przejść obojętnie, ponieważ to chwyt, przeważnie, uwodzący czytelnika poprzez uwarunkowania socjalizacyjne...
    Pomimo tego wszystkiego twoje opko nie znudziło mnie, są w nim dosyć ciekawe opisy, otoczenie, postacie, przygody i teges, widać sporo włożonej pracy, pomysłów – ogólnie wporzo.

    Nie czytałem z nastawieniem na wyszukiwanie potknięć, ale jest trochę takich spraw w zapisie, jednak nie są to drastycznie rzeczy – już wyżej coś tobie zasygnalizowano.
    No i nie ma tego spryciarza z łukiem, kurde :(
    Tak se pomyślałem, że gdyby na mnie trafił taki zestaw, to bym odjebał absolutnego fikoła i wplótł w kanwę nawet nie Robina, ale ten krążownik HMS Hood – co go wyjebało w powietrze podczas potyczki z Bismarckiem w czasie ll w.ś. ;) Pozdrawiam serdecznie
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witaj Freya, też mi się wydaje, że po raz pierwszy :)
    Cieszę się, że Cię nie zanudziłam. Przyjmę "ogólnie wporzo" :D

    Potknięcia w wolnej chwili wyszperam i podniosę. Nie mogą tak leżeć i kuć w oczy.
    Ooo, pomysł z krążownikiem dobry, nie wpadłabym na to. Ale nie wiem, czy bym sobie poradziła od takiej strony ;)
    Dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie.
  • Freya 5 miesięcy temu
    No... tam tego, chyba nie czytałem żadnej twojej pracy wcześniej, tak se myślę. Przydzielone zadanie, właściwie, wymuszało jakiś wątek dziecięcy, więc nie dziwota, że poleciałaś takim trybem. Chyba nie ma człowieka, który w dzieciństwie nie miał lęków tego rodzaju, coś tam się dzieje w ciałach migdałowatych i różnego rodzaju fiksacje podświadomości dają o sobie znać...
    Właściwie to taka klasyka zryta do niemożności; dziewczynka, jakieś zagrożenia i perypetie z tym związane. Jednak trudno przejść obojętnie, ponieważ to chwyt, przeważnie, uwodzący czytelnika poprzez uwarunkowania socjalizacyjne...
    Pomimo tego wszystkiego twoje opko nie znudziło mnie, są w nim dosyć ciekawe opisy, otoczenie, postacie, przygody i teges, widać sporo włożonej pracy, pomysłów – ogólnie wporzo.

    Nie czytałem z nastawieniem na wyszukiwanie potknięć, ale jest trochę takich spraw w zapisie, jednak nie są to drastycznie rzeczy – już wyżej coś tobie zasygnalizowano.
    No i nie ma tego spryciarza z łukiem, kurde :(
    Tak se pomyślałem, że gdyby na mnie trafił taki zestaw, to bym odjebał absolutnego fikoła i wplótł w kanwę nawet nie Robina, ale ten krążownik HMS Hood – co go wyjebało w powietrze podczas potyczki z Bismarckiem w czasie ll w.ś. ;) Pozdrawiam serdecznie
  • Freya 5 miesięcy temu
    Już drugi raz tak mi się porobiło, co za syf :(
  • Freya 5 miesięcy temu
    Już drugi raz tak mi się porobiło, co za syf :(
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Freya :-D
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Patrzcie państwo cóż to się wyprawia
    Aktualna bajka która mi się podoba?
    Mi?
    Żarty jakieś..
    ...
    Ech
    ...
    Cóż. Przekonała mnie bajeczka kompletnie
    Ilość klasycznych nawiązań mnie powala
    Przypomina mi to trochę "Żywoty kapitana niebieskiego misia" czy jakoś tak co mi tata czytał jak byłem gówniarzem.
    Sentymenty u mnie się obudziły do cholery!
    Niezły sukces jak na TW
    Tyle to pewne
    Serdeczna 5
    I niski ukłon za talent
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Nie czytałam "Żywotów...", będę musiała nadrobić :)
    Cieszę się, że trafiłam w sentyment. Bardzo mi z tym miło.
    Kłaniam się nisko za tak miłe słowa i pozdrawiam serdecznie <3
  • Zaciekawiony 5 miesięcy temu
    Aa... więc tak to rozwiązałaś. Bardzo udany tekst.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Oto i geniusz we własnej osobie. Cudowne zdarzenie <3
  • Zaciekawiony 5 miesięcy temu
    pkropka
    Ciekawiło mnie jak do tego podejdziesz, bo to ja wymyśliłem to zdarzenie, a sam miałem zupełnie inny pomysł.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Nick nie kłamie :)
    Jestem ciekawa Twojego pomysłu. Ale nie zdradzaj, może jeszcze trafisz. Najwyżej przypomnę się po zmianie tabel :D
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Kropeczka przepięknie utkana i długa baśń/bajka z morałem do przemyślenia!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo Kalaallisut :)
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Pierwsza myśl, jak mnie uderzyła to a propos narracji – to opowiadanie samo się czyt. Druga – nazwa potwora, cudnie. I trzecia, to zdanie:
    „Pewnego dnia do pokoju Róży wślizgnęła się przez okno dziewczynka w czerwonej pelerynce, z kapturem narzuconym na głowę. Oo skulił się na jej widok i zaczął pufać” – urocza scenka, już polubiłam tego potworka

    „Miała czarujący głos, brzmiący jak tysiące dzwoneczków” – to też mi się podoba

    „Tym razem wszystkie drzwi i okna było otwarte” – były*

    Dbasz o detale, typu piżamka w krokodylki, nie jest ich za dużo, są rzucone gdzieniegdzie z wyczuciem – bardzo na plus.

    „Po kilku chwilach wzięła się w garść i zaczęła przyglądać okolicy. Obserwowała wędrówkę słońca, wiszącego wysoko na niebie. We wszystkich gazetkach o survivalu pisali (…)
    Ruszyła, kiedy wiedziała jaką drogą podąża słońce. Nie była pewna w którą iść stronę, wybrała więc Zachód. W filmach ze szczęśliwym zakończeniem, bohaterowie odjeżdżają w stronę zachodzącego słońca. Róża miała nadzieję, że też znajdzie tam szczęście” – cały ten fragment sprawił, że bardzo polubiłam te dziewczynkę

    Rozmowa z tym drugim potworkiem – urzekająca.
    „My tylko pilnujemy dzieci, żeby nie uciekła im wyobraźnia” – pomysłowe

    „dla krótkich nóżek Róży był to prawie dzień drogi.
    Róża grzecznie podziękowała za pomoc. Na pożegnanie przytuliła się do chudej szyi. Było to dla niego dziwne, ale bardzo miłe. Rozstali się z lżejszymi duszami. Potwór przekonał się, że dzieci mają serca i potrafią ich kochać, a Róża zobaczyła cień szansy, że uratuje Oo.” – tu jest 3 x Róża, można byłoby jedno zamienić

    „Cały dzień wędrowała w kierunku lasu, cały czas pilnując położenia słońca” – 2 x „cały”
    „z gardła wyrwał mu się dźwięk dźwięk przypominający głęboki śmiech” – 2 x „dźwięk”
    Potem podróż w paszczy żółwie, no super to wymyśliłaś.

    „Róża zauważyła wznoszące się w oddali skaliste wzniesienia” – wznoszące się wzniesienia, to wizualnie takie masło maślane
    „Pomimo braku wiatru, miał wrażenie, że bije od nich chłód” – miała*
    „Kiedy się męczył, zabierałem go do łózka i spałem jak z przytulanką” – łóżka*

    Powiem Ci, Pkropciu, że nie przepadam za bajkami, baśniami i tym podobnymi, choć to takie opowiadanie przygodowe/drogi faktycznie jest i to bardzo przygodowe i bardzo drogi, ale ma takie dziecięco-bajkowe elementy i jeśli miałabym je umieścić również w kategorii bajek, to jest to zdecydowanie najlepsza bajka, jaką kiedykolwiek czytałam na tym portalu. Urzekająca i urocza. Kupiła mnie od początku do końca. Naszpikowana urzekającymi detalami, w przyjemnej narracji, podszyta pomysłowością. Dużo włożonej pracy, opłaciło się, odwaliłaś kawał świetnej roboty. Jestem pod dużym wrażeniem, a rzadko (prawie nigdy) w opowiadaniach tego typu, jestem pod wrażeniem.
    Biję Ci brawo.
    Pozdrawiam :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Ritho, dziękuję za mnóstwo przemiłych słów. Sprawiasz (jak i cała reszta), że morda mi się cieszy.. Aż ludzie w pracy pytają co się tak cieszę <3
    Najpóźniej jutro jeszcze przysiądę nad poprawkami, daliście mi wiele cennych uwag.
    Cieszę się, że udało mi się z bajką, pamiętam że ich nie lubisz ;) Tym bardziej mi miło.

    Aż nie wiem co więcej napisać, poza bardzo dziękuję i pozdrawiam cieplutko :)
  • Justyska 4 miesiące temu
    Toż to o ekranizacje sie prosi :))) jestem oczarowana ta historią, naprawde cudne. Uwielbiam bajki i az zazdroszcze ze na taka nie wpadłam;) a gdybym miala sie czegos czepic to trochę bym zwolnila. Zrobilabym moze i trzy czesci i troszke wiecej opisow, ale z drugiej strony dzieci chyba tego nie lubią. Nie no... super.
    Tłuste gwiazdy i pozdrowienia!
  • pkropka 4 miesiące temu
    Jak miło, dziękuję <3
    Zgadzam się, mogłoby być dłuższe. Ale i tak jest 3x dłuższe, niż zwykle. Następnym razem ;)
    Pozdrawiam serdecznie :D
  • Canulas 4 miesiące temu
    "– Nazywam się Rudzik – spod pelerynki wysunęła się szczupła dłoń. Róża ujęła wyciągniętą w powitaniu rękę i przeszył ją ból. Była lodowata. Zimno promieniowało aż do kości, paraliżując wszystkie nerwy. Postać wyszczerzyła małe kiełki – Wybacz" - "Spod" z wielkiej, bo nie odnosi się bezpośrednio do sposobu wypowiedzi. Przed "Wybacz" kropka.

    "Czerwona pelerynka załopotała, kiedy mała obróciła się i wyskoczyła przez okno." - brzmi, jakby to mała wyskoczyła, ale potwór przeuroczy. Świetnie nakreślony.

    "Krajobraz by monotonny, gdzie nie spojrzeć, tylko piasek." - był.

    Koment rozbiję na dwa
  • Canulas 4 miesiące temu
    "Jedna z łez upadłą na główkę Oo. Potworek powoli zamrugał, jednak Róża nie" - upadła.

    Ok. Po finale.
    Jedna z najlepszych bajek, jakie przeczytałem na portalu. Mądra i po prostu zajebista.
    Twój najlepszy (dla mnie) tekst.
    Już drugi tekst zresztą, który kojarzy mi się z filmem Little monsters, ale ten jeszcze bardziej.
    Pozdrox
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Witam,
    Fajne, lekkie, nie przekoloryzowane. Miałaś dobry pomysł i dobrze go rozpisałaś ;)
    Pozdrawiam
  • pkropka 4 miesiące temu
    Witaj Agnieszko,
    Bardzo dziękuję za przeczytanie i miłą opinię :)
    Pozdrawiam <3
  • Canulas 4 miesiące temu
    https://m.filmweb.pl/film/Ma%C5%82e+potwory-1989-95629. Kultowy
  • pkropka 4 miesiące temu
    Na pewno obejrzę, bo nie znam. Wygląda nieźle :) Który jeszcze Ci się z nim kojarzy?
    Poprawki wprowadzone, dziękuję.

    Miło mi, że Ci się podobała bajka.
    Jak najlepszy, to się cieszę, znaczy, że kroczę do przodu, zamiast cofać się w tył ;)
    Pozdrawiam serdecznie <3
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    pkropciu, truknij jak przejrzysz tekst pod kątem literówek :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    ok :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    I jak tam, pkropciu?
  • Ritha 4 miesiące temu
    Ok, cofam, widzę maila ;)
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Poszedłem za ciosem i zajrzałem jeszcze i tu. Hm... Mocna jesteś w tych klimatach i musisz być naprawdę niegłupia aby wykombinować tak mądrą rzecz.
    Czytanie tego opowiadania to była przyjemność!
  • pkropka 4 miesiące temu
    Jak miło, że i tu wpadłeś <3 Mam nadzieję, że jestem niegłupia ;)
    Cieszę się, że podeszło. Pozdrawiam serdecznie!
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    pkropka nie no to było takie zakamuflowane stwierdzenie, jesteś kutą na cztery łapy lisicą, to widać po Twoim pisaniu :)
    Odbijam z uśmiechem pozdrowienia :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję Maurycy za miłe słowa. <3
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/04/spod-ozka-znikna-potwor.html

    :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Super! Pięknie dziękuję <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania