TW # 06 – Ostatni na ziemi

Przepoczwarzyło się w serię o tym samym tytule: http://www.opowi.pl/ostatni-na-ziemi-cz-i-a51199/

Polecam zapoznać się najpierw z nią - w sumie dwanaście stron, a zakończenie pozostało bez zmian.

________________________________________________________________________________________________________

 

Postać: Ostatni na ziemi: człowiek i robot

Zdarzenie: W czasie deszczu

 

Zgubiła nas pycha. Chciałem kontrolować pogodę, zaprojektowałem system anten, wstrzykujący odpowiednią ilość energii do jonosfery. Lecz nikt nie pomyślał o konsekwencjach nieudanego eksperymentu. Pospieszali prace zespołu, naciskali na wyniki, a w końcu odebrali mi projekt. Ostrzegałem, że jeżeli nie będą ostrożni, pogoda wymknie się spod kontroli, lecz zachęceni pierwszymi sukcesami parli do przodu.

Zacząłem przygotowania, jak tylko zauważyłem pierwsze oznaki zachłanności. Wymagano coraz więcej raportów, coraz więcej nieprzygotowanych testów. Pierwszy raz odmówiłem nadgodzin i pojechałem do sklepu budowlanego.

Skonstruowanie schronu zajęło rok. Wkopałem się najgłębiej, jak mogłem, najważniejsza była izolacja. Przygotowałem pomieszczenie techniczne z agregatem, instalacją filtrowentylacyjną i studnią. Wokół domu rozmieściłem setki różnych czujników z termometrami, higrometrami i wiatromierzami. Chciałem mieć dostęp do wszystkich danych niosących informację o warunkach atmosferycznych.

Jak na ironię, świat skończył się w piątek trzynastego. Siedziałem na ganku i obserwowałem szare niebo, zwiastujące pierwszy śnieg. W tle grało radio, wybiła pełna godzina i spiker zaczął podawać informacje. Moją uwagę zwróciła prognoza pogody, zapowiadano znaczne ocieplenie. Nie da się utrzymać tajemnicy, a upał pod koniec listopada wywołałby pytania. Widać rząd chciał uspokoić podejrzenia, powołując się na ciepły front atmosferyczny. Zobaczyłem, jak chmury rozstępują się, a słońce zalewa świat. Zbiegłem do schronu i zatrzasnąłem ciężkie pancerne drzwi w momencie, kiedy termometr wskazywał pięćdziesiąt stopni Celsjusza. Temperatura rosła w zastraszającym tempie, zatrzymując się na liczbie sto pięćdziesiąt. Oniemiały patrzyłem na nią przez kilkanaście minut, aż zaczęła z powrotem spadać. Ustabilizowała się na trzydziestu pięciu stopniach. Pozostałem w schronie, na wypadek, gdyby pogoda planowała kolejne niespodzianki.

 

Obserwowałem wszystkie wskazania przez miesiąc, ale nie uległy zmianie. Ani razu nie padał deszcz, wiatr prawie ustał. Doskwierał mi brak informacji z zewnątrz, oraz niepewność co do tego, jak wygląda świat. Same dane liczbowe nie były wystarczające, nie wiedziałem, czy ktoś przeżył. Opuściłem azyl.

Wszystko wyglądało, jakby się roztopiło. Kształty były zamazane, zniknęły ostre krawędzie. Okolica ucichła, towarzyszyło mi tylko palące słońce. W pierwszym odruchu poszedłem do pobliskiego sklepu. Widok, który zastałem, nie należał do najprzyjemniejszych. Jedno było pewne — nikt nie przetrwał. Pomimo niechęci, przeszukałem półki w poszukiwaniu jedzenia. Większość opakowań rozpłynęła się, zalewając zawartość plastikiem, ale udało mi się odnaleźć suchary, które po oderwaniu stopionego opakowania nadawały się do spożycia, oraz kilka puszek. Uchowały się też wszystkie produkty w szklanych butelkach, nie narzekałem więc na brak wody i alkoholu.

Wędrowałem z miasta do miasta, w poszukiwaniu innych ocalałych. Nie przetrwały żadne zwierzęta, jedynie owady radziły sobie w nowej rzeczywistości. Po roku poddałem się. Samotność stała się nie do zniesienia, zacząłem więc budować robota. Początkowo był prostą konstrukcją, złożoną ze śmieci wygrzebanych na złomowisku. Szybko jednak pozbyłem się skrupułów i zacząłem włamywać do domów, a nawet fabryk. Jako pierwsze, dałem mu działające dłonie. Dokładnie zaplanowałem i wyciąłem elementy, łącząc przeguby śrubami. Podłączyłem pneumatyczne siłowniki, aby mógł nimi poruszać. Na początku sterowałem ręcznie, lecz po jakimś czasie skonstruowałem mały agregat, dzięki któremu zyskałem towarzysza wędrówek. Nazwałem go Gustaw.

Pewnego dnia znaleźliśmy dom ze szczelnie zaklejonymi szybami. Włamałem się do środka, licząc, że skrywa coś ciekawego. Nie dopuszczałem do siebie nadziei, że ktoś mógł przeżyć, mimo to serce biło szybciej, kiedy wyważałem drzwi. Tak jak się spodziewałem, w środku nie było nikogo. Za to w jednym z pomieszczeń znalazłem mnóstwo elektroniki. Na biurku stały trzy ogromne monitory, główny komputer wyglądał, jakby pochodził z przyszłości. Z ciekawości podłączyłem go do agregatu Gustawa. Po chwili klikania znalazłem program nazywający się AI, otworzyłem go i usłyszałem elegancki męski głos.

— Witaj.

— Ktoś tu jest? — zapytałem zdziwiony.

— Jestem sztuczną inteligencją stworzoną przez Natalię Heger.

— Jak możesz działać bez internetu? — Wszystkie próby stworzenia sztucznej inteligencji, które znałem, opierały się na wyszukiwaniu informacji w sieci.

— Mam wgraną podstawową bazę informacji. Wszystko, czego się uczyłem, zapisywałem na dysku twardym — wyjaśnił.

— Jak działasz?

— Nie wiem. Natalia wie.

— Natalia nie żyje. Wszyscy ludzie zginęli.

— To przykre. — Syntetyczny głos nie wyrażał żadnych emocji. — Czy w takim razie zabierzesz mnie ze sobą?

— Chciałbyś tego?

— Tak.

— Mógłbym zamontować cię w moim robocie. Chodziłbyś sam, jeżeli potrafisz.

— To brzmi miło. Mógłbym nauczyć się nim sterować.

— Mam pytanie. Czy lubisz ludzi?

— Nie.

— Dlaczego? — zapytałem zmartwiony.

— Macie krótką pamięć. To bardzo denerwujące.

— Ale mnie nie skrzywdzisz?

— Nie mogę. Prawo Asimova. — Głos wciąż nie wyrażał żadnych emocji.

Uspokoiło mnie to. Wiedziałem, że będę bezpieczny, a co ważniejsze, wreszcie będę miał z kim porozmawiać, zamiast prowadzić monologi z kupą żelastwa. Zgodził się, żebym nazywał go Gustaw. Zamiast twarzy, zamontowałem monitor jednego z laptopów, ale nie mogłem go przekonać, żeby wyświetlał coś innego, niż domyślna tapeta.

 

Wciąż przemieszczałem się do kolejnych miast. Straciłem nadzieję na odnalezienie innych ocalałych, ale potrzebowałem celu. Gustaw wspierał mnie, co kilka miesięcy przeprowadzając analizy statystyczne, z których jasno wynikało, że nie mogę być ostatnim człowiekiem na ziemi. Zauważył też, że temperatura spada o około stopień na rok. Termometr wskazywał dwadzieścia osiem stopni, kiedy usłyszałem niskie pomruki. Spojrzałem w kierunku, z którego dochodziły i nie wierzyłem własnym oczom. Niebo na horyzoncie pociemniało, całe zasnute ciężkimi chmurami. Gdzieniegdzie przecinały je błyskawice, a silny wiatr gnał ciemność w naszym kierunku. W panice zacząłem rozglądać się za schronieniem, lecz byliśmy na pustkowiu.

— Czemu płaczesz? — zapytał Gustaw. — Przecież woda, to życie.

— Zanim cię zbudowałem, modliłem się o deszcz. Ale nie padało tyle lat, że zapomniałem czym jest i nie zabezpieczyłem cię przed wodą. — Odpowiedziałem zrozpaczony.

— Czyli to nasze pożegnanie?

— Tak, Gustawie.

Poczułem pierwsze krople spływające po twarzy. Patrzyłem, jak monitor mojego przyjaciela powoli blednie, aż w końcu gaśnie całkowicie, przy akompaniamencie dźwięków przypominających wołanie o pomoc.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Light 5 miesięcy temu
    Byłam ciekawa jak to rozegrasz, bo chciałam podkraść ten zestaw ;p Całkiem sprawnie. Co prawda z tym pomieszczeniem, do którego trafiają niby przypadkiem i są komputery to takie trochę jakby na potrzeby fabuły, ale reszta pięknie się zgrywa. Dobra robota. Końcówka świetna, a zasadzie, według mnie, to najlepsza cześć tekstu. Pozdrawiam.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Light. Zastanawiałam się, czy nie przesadziłam z tymi komputerami, ale w sumie tyle wędrował, że w końcu coś by znalazł. Może byłoby to bardziej uzasadnione, gdybym opisała więcej przygód.
    Podkradaj zestaw, przecież mogą być dwa teksty z tego samego! Z chęcią przeczytałabym Twoją wersję :)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witam! :)
  • Jared 5 miesięcy temu
    Szczegółowy raport ze szczegółowej branży :P Ekoapokalipsa to ostatnio modny subgatunek i w sumie tekst mieści się w jego kanonie - był ciekawy (dla mnie), ale raczej nie ożywczy dla gatunku :P Trochę za szybko akcja leci - postapo a tu już AI - ale rozumiem, że TW ma jakieś wymagania długościowe. Przyczepić, by się można do prawa Asimova - nikt już nie traktuje go poważnie, raczej jako ciekawostkę w historii rozwoju robotyki. Ciekawe zakończenie - raz natura młotem, raz technologia sierpem. Płynie z tego negatywna diagnoza ludzkich starań, a wymiar opowiadania wkracza za linię nihilizmu technologicznego. Może być :)

    ps. Zgubiony przecinek przed "Gustawie" :P
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Już drugi raz zarzucasz mi raport :o Wiem, że piszę za krótko. Staram się coś z tym robić, może i tu pomyślę nad rozwinięciem, ale nic nie obiecuję. Jakoś pomysłów brak.
    Co do prawa Asimowa - jeżeli nikt nie traktuje go poważnie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby robot kłamał ;)

    Przyjmę "może być", dziękuję za przemyślenia. Biorę do serca i obiecuję poprawę :)
  • Maurycy Lesniewski 5 miesięcy temu
    Fajne to jest!
    Lubię taki apokaliptyczne wizje, zwłaszcza jeśli autor pokusi się o odgadnięcie i postawienie się w swetrze uczuć bohatera.
    Dla mnie bardzo na tak.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dzięki Maurycy! Jak zawsze miło Cię gościć <3
    Doceniam miłe słowa i pozdrawiam serdecznie :)
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Dobre kropeczka i zakończenie ekstra dwa w jednym, z jednej strony woda, która daje życie dla żywych, a z drugiej niesie śmierć dla elektroniki. I cała wizja ocieplenia - super to rozrysowałaś.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo Kalaallisut :)
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Modlił się o deszcz, który mu zabił przyjaciela. Może gdyby wiedział... no ale wtedy... Coś za coś. Bo tak musi być. Nie ma na to rady.
    Ładnie to napisałaś. Mnie się podobało, takie zetknięcie, dwóch światów. Różnych zupełnie. Ne ważne kto z czego jest, gdy przyjacielem.
    — Czemu płaczesz? — zapytał Gustaw. — Przecież woda, to życie.→!!!→To najbardziej. Nie wiedział, że go zabije to życie.
    Pozdrawiam* * * * *
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo DD, super, że się podobało :)
    Zgadzam się, nieważne jaki jest przyjaciel. Ważne, że jest.
    Pozdrawiam! :)
  • Agnieszka Gu 5 miesięcy temu
    Witam,
    Przyjemnie napisane, choć miejscami nieco tklie. Miałaś natomiast dobry pomysł na koniec. Podoba mi się takie nieoczywiste zakończenie, bo rozbudza uczucia. Początek historii nie niesie że sobą takich emocji, a w moim odczuciu stanowi jedynie suchy opis sytuacji.
    Pozdrawiam
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witaj Agnieszko :)
    Dziękuję za informację zwrotną, biorę do serducha i zapamiętuję. Nie chciałam całości zalać emocjami, ale może faktycznie początek jest zbyt "suchy".
    Pozdrawiam.
  • Aga jednostrzały 2 miesiące temu
    pkropka wpierw podleciałam jeszcze raz tutaj coby odświeżyć sobie pamięć xd
    Lece dalej...
  • Justyska 5 miesięcy temu
    Witaj! Mam wrażenie, ze rozkręcalas sie wraz z pisaniem. Poczatkowo ciekawe wprowadzenie w świat, wszyztko leci ciurkiem, ale raczej nie emocjonalnie a tu bum! Taki koniec! Piękna koncowka! Fajna historia.
    Pozdrawiam!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witaj Justysko.
    Dziękuję za przeczytanie i przemyślenia. Będę miała na uwadze na przyszłość :)
    Pozdrawiam.
  • Mia123a 5 miesięcy temu
    Jejku pkropka ale to było cudowne! Uwielbiam takie klimaty taak bardzooo! Roboty, maszyny, i wszystko inne co zrobione z kawałka blachy. Genialny pomysł! Na początku myślałam, że może Gustaw okaże się złym robotem, i zniszczy ostatniego człowieka na ziemi. A to właśnie on zostaje jego najlepszym przyjacielem. I jeszcze ta końcówka. Smutaśna ale piękna. Bardzo bardzo mi się podobało. Łapaj pkropciu duzio gwiazdek. Pozdrowionka :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Mia <3 Miło, że znów radośnie hasasz.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Kropka, bardzo mi się podobało. Od pierwszych zdań. Dobry klimat, dobry pomysł. I zostawia nie tylko ze smutkiem, ale z pytaniem - czy spotka jeszcze człowieka? Szanse są małe, ale może jednak? Chciałoby się wiedzieć, dlatego myślę, że będę wracała myślami. Pozdrowienia:)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Jesień, miło, że wpadłaś :)
    Pozdrawiam cieplutko!
  • Elorence 5 miesięcy temu
    Mam otwartą buzię.
    Kurde, ale ładnie rozpracowany zestaw. Jestem pod wrażeniem.
    I jakoś mi tak smutno. Teraz ludzie też tak robią, po trupach do celu. Co, jeśli kiedyś przegną? Bohater przynajmniej miał schron... Szkoda, że nie zabezpieczył swojego robota... Mam w głowie film "Jestem legendą" (czy jakoś tak) i jest mi podwójnie smutno.
    Ludzie nie znają umiaru. A natura bywa bezwzględna. Jak przekroczymy granice, pewnie zechce się nas pozbyć...
    Ale mam teraz dziwne myśli... :(

    Pozdrawiam :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Elorence za wizytę i przemiłe słowa <3
    Ale nie chcę, żeby było Ci smutno zbyt długo :( Tylko chwilkę.
    Myślę, że ludzie się powoli opanowują. Może nie jest za późno. A "jestem legendą" było super, ale faktycznie smutne.
    Pozdrawiam cieplutko :)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Dzień dobry, pkopciu :)

    „Zgubiła nas pycha." – ja pierniczę, ależ start, w me gusta (ponadto masz dobry zestaw, ciekawam, jak to rozegrasz, strat jest rokujący)

    „Wymagano coraz więcej raportów, coraz więcej nieprzygotowanych testów.” – idealne powtórzenie (z powtórzeniami jest tak, że albo psują okrutnie, albo podrasowują tekst, jeśli zrobi się to umiejętnie – tu jak najbardziej na tak)

    „pojechałem do sklepu budowlanego.
    Budowa schronu zajęła rok” – tu natomiast mi się gryzie sąsiedztwo budowlanego/budowa, co prawda nowy akapit, ale jednak

    Tempo tutaj trąca podejściem do tematu po łebkach, w sensie – czytam i coś mi brakuje, tekst nie wbija się głębiej (gdzieś w połowie jestem), jedynie powierzchniowo, być może przez narrację z lotu ptaka i nawet nie tempo, a zdania utkane na reporterską modłę. Może też przez wspomnienie o piątku trzynastego, co dodało odrobinę „przymrużenia oka”.
    ps. Marudzę, nie dlatego, że tekst jest zły. Marudzę, bo czytałam Łanię, bo czytałam Spod łóżka zniknął potwór, bo wiem, że potrafisz pozamiatać tak, że brakuje słów. Marudzę, bo widzę w Tobie kawał potencjału, a poprzeczkę kilkukrotnie podrzuciłaś sobie sama (i dobrze). Więc miej świadomość, że od osób, które raz, drugi pokazały, że potrafią wymaga się więcej, tak po prostu jest.

    „Wszystko wyglądało, jakby się roztopiło. Kształty były zamazane, zniknęły ostre krawędzie” – dobry opis, sugestywny

    „półki w poszukiwaniu jedzenia. Większość opakowań rozpłynęła się, zalewając zawartość plastikiem, ale udało mi się odnaleźć suchary, które po oderwaniu stopionego opakowania nadawały się do jedzenia” – 2 x „jedzenia”, może jedno na pożywienie (?)

    „Na początku sterowałem ręcznie, lecz po jakimś czasie skonstruowałem mały agregat, dzięki któremu zyskałem towarzysza wędrówek. Nazwałem go Gustaw.” – jak Wilson w Cast Away, ten motyw zawsze mnie urzeka

    „Włamałem się do środka[,] licząc, że skrywa coś ciekawego.”
    „Na biurku stały trzy ogromne monitory, główny komputer wyglądał[,] jakby pochodził z przyszłości.”

    „— Jak działasz?
    — Nie wiem. Natalia wie.
    — Natalia nie żyje. Wszyscy ludzie zginęli.
    — To przykre.” – dialog miodzio, lakoniczność, ach!

    „— Mam pytanie. Czy lubisz ludzi?
    — Nie.
    — Dlaczego? — zapytałem zmartwiony.
    — Macie krótką pamięć. To bardzo denerwujące.” – kurwa, dialog mnie kupił

    „Zamiast twarzy, zamontowałem monitor jednego z laptopów, ale nie mogłem go przekonać, żeby wyświetlał coś innego, niż domyślna tapeta” – to super
    „Straciłem nadzieję na odnalezienie innych ocalałych, ale potrzebowałem celu” – i to, bardzo na tak

    Na końcu też mamy trochę skrótowość z tym „odejściem” Gustawa. Tekst się obronił, choć miał jeszcze większy potencjał (zapewne musiałby być dłuższy, tu nawet mini seria była dobra, by wycisnąć z pomysłu max).
    Wybacz marudzenie, bo naprawdę mi się podobało opowiadanie.
    Zostawiam oczywiście 5 i pozdrawiam :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję Ritho za wyczerpujący komentarz. Czuję, ze mogłam wycisnąć z zestawu więcej, ale jeszcze sporo pracy przede mną, żeby je rozpracowywać lepiej. Tym bardziej na serię jestem za cienka. Ale wszystko gdzieś tam majaczy na horyzoncie, pewnego dnia tam dodrepczę :)
    Błędy poprawię, faktycznie z jedzeniem nie zauważyłam. Budowanie za to mnie też nie grało, ale nie miałam pomysłu jak poprawić. Zauważyłam, że mam takie zdania, które męczę i nic. Dopóki ktoś inny mi go nie pokaże i wtedy jest pstryk! i wiem jak poprawić. Także dziękuję i za to wskazanie, późniejszym wieczorem poprawię :D

    Nie obiecuję, że jeszcze przysiądę do tekstu, bo z doświadczenia wiem, że jak już zamknę, to nie umiem nic dopisać. Ale wszystkie uwagi i sugestie zbieram w serduchu i staram się mieć w pamięci pisząc kolejne.
  • Ritha 5 miesięcy temu
    "Tym bardziej na serię jestem za cienka." - chyba se kpisz! Małymi kroczkami, najpierw coś na 4-6 części.
    A potem aż do powieści :)
    "Ale wszystkie uwagi i sugestie zbieram w serduchu i staram się mieć w pamięci pisząc kolejne" - i to wystarczy :)
    Pozdrawiam raz jeszcze :)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    pkropka, oto Twój zestaw:
    Postać: Super zrzęda
    Zdarzenie: Gigantyczne tsunami

    Gatunek (do wyboru): Kryminał lub Bajka/baśń/legenda/przypowieść lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 12 maja (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję TW :)
  • Canulas 4 miesiące temu
    Chciałem ponadrabiać Tw, a tu bryndza
  • pkropka 4 miesiące temu
    :(
    Będzie z powrotem, jak się uporam ze sobą (i z tekstem).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania