Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TW #06 – Ron i Walt (cz.1/2)

Postać: Uciekinier

Zdarzenie: Deszczowa noc

 

Wnętrze samochodu było równie ciemne, jak lakier pokrywający starą Toyotę Camry i mrok snujący się na zewnątrz. Noc osiadała wilgocią na szybach. Pot skraplał się na dłoniach Walta. Wszystko płynęło. Panta rhei.

Wariował, czuł, że wariuje. Nie powinien się zgadzać. Nie powinien na to pójść. Głupi, idiotyczny, ryzykowny pomysł. Głos wydobywający się z deski rozdzielczej poinformował, że wzywane są wszystkie jednostki, a zaraz po tym pojawiły się następne urywane informacje – uprowadzenie, biała Honda Civic, blokady na każdej wyjazdówce z miasta, że może być uzbrojony, a dziecko ma trzy miesiące. Kolejne komunikaty oblewały mężczyznę na przemian falami zimna i gorąca. Zadziwiające jak rozstrajająco na organizm działa stres.

Stres i oczekiwanie.

Droga na północ prowadziła przez lasy iglaste. Wystarczyło zjechać w jedną z dziesiątek bocznych ścieżek, pobujać się trochę szutrówką i voila – ciemno jak w samej dupie, krzak na krzaku, diabeł szepcze szumem traw.

Pocił się niczym pryszczaty szczyl na wuefie. Myślał o pieniądzach. O wszystkim, co im umożliwią. I o tym, że jeśli się uda, prędzej czy później spróbują drugi raz.

Zadrżał na dźwięk syreny policyjnej. Przejechali główną. Rozsądek podpowiadał, że na pewno w innej sprawie, gdyż sygnalizowanie przez nich swojego położenia, wydało mu się zbyt naiwne. Dźwięk oddalał się stopniowo, aż w końcu stał się cichym pogłosem jedynie w jego głowie.

Zaraz potem usłyszał chrzęst kół na szutrowej drodze. Ktoś skręcił z głównej, wyłączając oświetlenie. Wzdrygnął się przez moment, lustrując zbliżający się wóz przyzwyczajonym do ciemności wzrokiem. Biała Honda zaparkowała tuż obok. Kierowca skrzyżował z nim wzrok. Wzrok, który patrzy tylko w jedną stronę, nienawykły odwracać się za siebie. Wzrok anonsujący wykonanie zadania.

Wysiedli obaj, witając się mocnym uściskiem dłoni.

— Gdzie dziewczyna? Mieliście czekać razem.

Dźwiękowy podkład rozmowy stanowił stłumiony przez konstrukcję metali i szkła płacz dziecka we wnętrzu samochodu.

— Nasz mały zachorował, powiedziała, że nie zostawi go z matką.

— Co ty do mnie mówisz? — Dwa okrągłe punkty osadzone w twarzy rozmówcy przeszyły kompana wściekłym spojrzeniem. — Człowieku to jest dziecko senatora. Rozumiesz to? Wiesz ile osób siedzi nam na ogonie?

Otworzył tylne drzwi, przenosząc niemowlę z Hondy do Toyoty. Machinalne działanie. Nim drugie drzwi trzasnęły, korony drzew wypełnił chwilowy wrzask.

— To nic nie zmienia. Z nią czy bez niej i tak masz przesrane.

— Żadne przesrane. Plan dopięty na ostatni guzik. Jedziemy!

Wsiedli, Walt rzucił wsteczny, Toyota powoli wycofywała w kierunku głównej drogi.

— Jedyny problem stanowi to, że on się, kurwa, drze — stwierdził Ron. — I będzie się darł. Będzie wrzeszczał, bo jest głodny, a twoja cizia produkuje pokarm. Ja mam go nakarmić? Czym?! Chujem?!

Koła samochodu dotknęły asfaltu, zatrzymały się, po czym zakręciły w przeciwną stronę. Ruszyli na północ.

— Wiesz, że takie rzeczy można kupić w sklepie? Mleko i inne kaszki, zupki, dupki.

— Mam się zatrzymać o drugiej w nocy i kupować takie rzeczy, gdzie? Na stacji?

— Nie zabezpieczyłeś się? Podobno masz dopięty plan.

— Miałem dopięty plan z twoją dojną cizią w postaci…

— Licz się ze słowami! — wtrącił Walt.

— Ty się licz z faktem, że siedzisz w tym po uszy razem ze mną. Dwa tygodnie rozpracowywałem opiekunkę, żeby się we mnie zabujała i by sobie otworzyć furtkę do chałupy tego fagasa. A wiesz co? Była brzydka jak noc.

— No strasznie mi przykro.

— Z kobietą trzymającą na rękach dziecko, baa, karmiącą to dziecko, wyglądalibyśmy jak szczęśliwa rodzinka. I, powiedzmy, przyjaciel rodzinki. Rozumiesz to? Kumasz lukę w planie? Planie, który spektakularnie spierdoliłeś. Breja twojego mózgu nadąża za moim rozumowaniem? — odpowiedziała mu cisza, więc kontynuował. — A teraz wyglądamy jak dwóch facetów wiozących rozwrzeszczane dziecko nocą przez las. Potrafisz taką scenę nazwać jednym słowem? Podpowiem ci! Osiem liter, pierwsza „p”, ostatnia „e”. Jest na to słowo stosowny paragraf, a jak przyjdzie co do czego, to twoja pani pierwsza nas wsypie.

— Nie wsypie mnie.

— Ale mnie wsypie. A ja wsypie ciebie. Koło się zamyka.

Mieli dwie butelki skondensowanego mleka, ale Ron przeliczył, że to załatwi problem najwyżej do rana. Małe dziecięce rączki cyklicznie zataczały w powietrzu nieregularne kształty, obijając się o oparcie tylnego siedzenia. Dzieciak leżał w beciku, omiatając sufit wozu nierozumiejącym świata spojrzeniem.

— Karty sim masz przynajmniej?

— Mam.

— Przetrzymamy ich do dziewiątej. I widzisz, zajebałeś kolejną sprawę. Zadzwoniłaby ona, to by ich zmyliło.

 

Gdyby ciężar atmosfery i otaczająca ich niepewność stały się niewidocznym narratorem, opowiedziałyby o dwóch chłopcach – Ronaldzie i Walterze, którzy uciekając w tamtą deszczową noc, pokracznie usiłowali zrealizować utopijny plan wzbogacenia, wypełniając tym samym pustkę zionącej ciekawości. A być może to drugie popchnęło ich do tego nawet bardziej. Odpowiedź na pytanie – jak to jest?

Więc tak to jest – pomyślał Ron, analizując komunikaty na temat własnej osoby. Samo słuchanie policyjnego pasma było nielegalne, co dopiero… Odrzucił tę myśl. I kilka kolejnych. Byli coraz bliżej wynajętej dwa miesiące wcześniej, specjalnie na tę okazję, kawalerki. Inne miasto, kolejne na trasie, nie za małe, bo w takich ludzie się znają i każdy nowy staje się interesujący. Nie chcieli być ciekawymi obiektami. Chcieli być niewidoczni i skuteczni. Człowiek popełnia błędy, zwłaszcza gdy robi coś pierwszy raz. Spojrzał na dziecko, było brzydkie. Wszystkie małe dzieci są brzydkie. Forma larwalna, z której kiedyś może wyrosnąć fajny człowiek. Może, ale nie musi. Nic w życiu nie jest pewne. A życie samo w sobie najmniej.

Zaparkowali kilometr od dziupli, resztę przeszli piechotą.

Następne częściTW #07 – Ron i Walt (cz.2/2)  

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • madoka 2 miesiące temu
    Chwila, chwila! A gdzie zakończenie?! ;) Czemu ja się nie dowiedziałam, co się z dzieckiem stało?! Uwielbiam takie historie! A co do tej "szczęśliwej rodzinki"... cóż, mamy dwudziestypierwszy wiek. Wszystko jest możliwe. ;)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Madoczko, toć pisze, że część 1 z 2 ;) Noo, nie spodziewałam się, że lubisz akurat takie historie, ale skoro zaciekawiłam, to git :)
    Pozdrawiam
  • inkarnacja 2 miesiące temu
    Początek naprawdę mi się podobał. Filmowo, chwytliwie, choć nie ustrzegłaś się błędu. Podmiot domyślny w pierwszym akapicie niestety nie zdał egzaminu, orzeczenie można dopasować zarówno do "mroku" jak i do "lakieru".

    Postać jednego z mężczyzn (trudno momentami było wyłapać kto jest kim, a przecież rozmowę prowadzi tylko dwójka osób) zupełnie Ci nie wyszła, przepraszam, ale jest wręcz słaba, karykaturalna i mało wiarygodna. On nie brzmi nawet jak idiota/komik nastawiony na mamonę, bo taką rolę byłabym w stanie zaakceptować, ale zwyczajnie dziwnie. Jego strona psychologiczna jest niespójna.

    Traktuję to jako próbę zszokowania czytelnika, ale bardziej nieudaną, niż zaskakującą. Szkoda, bo początek zapowiadał się nieźle, ale zbyt jednotorowo potraktowałaś wszystko, co się dzieje w trakcie, narzucając jedyny właściwy bieg myślenia czytelnikowi. Z tym dzieckiem też nieco chwiejnie, bo jednak noworodek, a mający siedem miesięcy berbeć to trochę inna para kaloszy.

    Tekst jest dobrze napisany, czytałam płynnie i z pełnym zrozumieniem, a to ważne. Bo pomysły można dopracować znacznie szybciej, niż kulawy warsztat, a tego zarzucić Ci absolutnie nie można.

    Pozdrawiam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Inkarnacjo, już tłumaczę, co następuje, gdyż prawdopodobnie (a raczej na pewno) trafiłaś w sedno. Po kolei.

    "Wnętrze samochodu było równie ciemne, jak lakier pokrywający starą Toyotę Camry i mrok snujący się na zewnątrz" - hm, wciąż nie dostrzegam tu błędu, miałam tu na myśli, że wnętrze jest równie ciemne jak lakier i jak mrok, jest nielogicznie?

    Przeszło mi przez myśl pisząc, czy ludki się połapią, który bohater jest który. Zastanawiałam się nawet, czy nie użyć imienia Walt od pierwszego akapitu, ale jakiś taki zamysł miałam, by początkowo był noname. Walt czeka, Ron przyjeżdża z dzieckiem. I teraz powiedz mi proszę, która postać napsułam? Rona? Trza mi takiej wiedzy, aby jakoś spróbować tę postać nareperować w drugiej części.
    Potem uderzyła mnie kolejna myśl. A mianowicie - czy to wszystko się trzyma kupy? Stąd asekuracyjne użycie słowa "pokracznie" w końcowych akapitach.
    "Jego strona psychologiczna jest niespójna. " - to jest bardzo cholernie ważne info dla mnie i absolutnie nie przepraszaj, ze żadne uwagi, bo Twoje konstruktywne komentarze to czyste złoto (a z pomysłem jaki mam może się okazać, ze spieprzę w tym opowiadaniu jeszcze więcej, uczymy się całe życie), dlatego bardzo Ci dziękuję za te uwagi, bo zdaję sobie sprawę, że deczko po omacku i niedociągnięcia logistyczne są.

    I teraz tak - noworodki to ja w ogóle widzę jedynie w telewizji, ale (!) wygooglowałam xdd, że niemowlę to jest do pierwszego roku życia. Hm, może powinno mieć mniej, trzy miesiące? To chyba strasznie małe.


    "Traktuję to jako próbę zszokowania czytelnika" - nie, absolutnie, po prostu noo taki mam trochę styl tematyczny, że mnie ciągnie we wszelakie motywy przemocy/przestępstw/czornych charakterów w opowiadaniach. Staram się czasem to czymś przegryźć lżejszym, ale oczytałam się takich książek i ten temat czuję. O porwaniu dziecka jeszcze nie pisałam (wróć, był motyw w Kronosie, ale to ojciec se "pożyczył" dziecko na parę godzin, wiec się nie liczy :P). Zaszokować chciałam w Pacynce i tam się chyba udało.

    "zbyt jednotorowo potraktowałaś wszystko, co się dzieje w trakcie, narzucając jedyny właściwy bieg myślenia czytelnikowi" - tego nie mogę wyczaić, ale przemyślę na spokojnie

    Dziękuję raz jeszcze za wizytę i pomoc. :)
  • inkarnacja 2 miesiące temu
    Ritha "Wnętrze samochodu było równie ciemne, jak lakier pokrywający starą Toyotę Camry i mrok snujący się na zewnątrz. Noc osiadała wilgocią na szybach. Pot skraplał się na jego dłoniach. Wszystko płynęło. Panta rhei." Na czyich dłoniach? Podmiot domyślny jawi się jako mężczyzna, ale składniatrochę sugeruje (patrząc wstecz), że mamy na myśli mrok. Jeśli nie chcesz podawać imion bohaterów już na początku, może warto zamienić po prostu kolejność, ewentualnie dodać jakiekolwiek określenie.
  • Ritha 2 miesiące temu
    inkarnacja rozumiem teraz, nie wzięłam pod uwagę kolejnego zdania o skraplającym się pocie...

    Łatwiej byloby podac imię, choć to odziera z pozornej tajemniczosci.
    Ok, dzięki!
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Fajny pomysł, fabuła wciągająca, filmowa, płynnie i dobrze napisane Ritha :) fajne!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dziena, Kall :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Podobno najniebezpieczniejsi są niedoświadczeni porywacze. Zawodowcy porywają dla pieniędzy, nie uszkadzają, nie panikują. Mają plan, którego się trzymają. Amatorzy, przestępcy z przypadku, dają się ponieść emocjom. I przez to popełniają błędy.

    Czegoś mi tu zabrakło, ale sama nie wiem czego. Tym bardziej, że czytało się dobrze, zainteresowało mnie.
  • Ritha 2 miesiące temu
    "Podobno najniebezpieczniejsi są niedoświadczeni porywacze." - też mi się tak wydaje
    Zabrakło mówisz, noo możliwe. Byde walczyc dalej
    Dzieki, pkropkl, pozdrawiam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    pkropko*
  • Mia123a 2 miesiące temu
    Ojejku Rituś dawaj drugą część! Świetne to było. Ok, sama historia bardzo ciekawa, ale ten Twój flow. Po prostu lecisz z tym! Żadnych zgrzytów, żadnych zbędnych nudnych opisów. Piękne, bardzo mi się takie cuś podobało. Na duuuzie 5 Pozdrowionka :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Ni mam drugiej częsci jeszcze, pomału :p
    Historia nie jest zbyt skomplikowana, ale no lecę z tematem, co by flow nie zardzewialo ;) Dzięki piękne, Mia :))
  • pasja 2 miesiące temu
    Dzień dobry
    Porwanie dziecka senatora pewnie wiążę się z inną sprawą niż okup. Zobaczymy w drugiej części. Fakt, że dziecko, niemowlę trzymiesięczne jest narazone na odwodnienie braku karmienia. W takich przypadkach najważniejszy jest czas.
    Dzięki Child Alert komunikat o poszukiwaniach natychmiast pojawia się w środkach masowego przekazu, co zwiększa szansę na odnalezienie dziecka. Tutaj widzimy wielki chaos służb i chaos porywaczy... Mieli dwie butelki skondensowanego mleka - to zbyt za mało.
    Fajnie prowadzona narracja i dialog pomiędzy mężczyznami i wrzeszczącym niemowlakiem.
    Myślę, że coś nam zafundujesz w drugiej części. Bo tutaj za mało tego wstrząsu... i nie wiemy dlaczego. Taka akcja powinna budzić emocje i mroczną tajemnicę deszczu - tutaj brakuje tego, a jedynie dostajemy spokój.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hej, hej :)

    "Dzięki Child Alert komunikat o poszukiwaniach natychmiast pojawia się w środkach masowego przekazu, co zwiększa szansę na odnalezienie dziecka. Tutaj widzimy wielki chaos służb i chaos porywaczy..." - wyobraź sobie, Pasjo, sytuację, że dziecko zostaje z opiekunką, która wpuszcza do domu Rona (wspomniał, że trochę ją wcześniej "urobił"). Potem jest łatwo - jeden drink i opiekunka out. On bierze dziecko i heja, po drodze zmienia samochód i sru. Zanim opiekunka się ocknęła, albo starzy małego wrócili do domu, Ron i Walt byli wystarczająco daleko.
    Tak to widzę. Jest to, według mnie, wykonalne.

    "Mieli dwie butelki skondensowanego mleka - to zbyt za mało." - myślę, że po pierwsze nie znają się na dzieciach i ich to trochę mało obchodzi (grunt, żeby się nie darło i jakoś przeżyło), po drugie po to cała ta rozmowa - bo miała być jeszcze dziewczyna karmiąca, a tak kicha.

    To już drugi zarzut, że nie ma wstrząsu, który powinien być. Nie wiem, ale nie celowałam w poruszenie, ot chciałam opowiedzieć historię, ale najwidoczniej gdzieś popełniłam błąd, że wyszło bezemocjonalnie.
    No nic, będę walczyć dalej :)
    Dziękuję i Tobie za wizytę i szerokie refleksje :)
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Ritha! Od razu mówię: nie czytałam analitycznie w poszukiwaniu błędów i powiem też, że tekst ogromnie mi się podoba! Zaciekawia i wciąga i chcę wiedzieć, co dalej. Napisane bardzo dobrze, te żywe dialogi! Zastanów się, czy nie wolałabyś pisać scenariuszy :) Ode mnie 5 i liczę na to, że szybko wrzucisz zakończenie! Ruszają mnie takie historie, no :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Heh, noo miło mi bardzo, Jesień :)
    Scenariuszy? Nie myślałam, logiczny ciąg zaplanowanych wydarzeń nie jest moją mocna stroną, raczej układanie historii na pniu.
    Fajnie, że siadło.
    Dzięki piękne :)
  • Freya 2 miesiące temu
    Aaa...tu się schowałaś, to już subaru bee...
    "patrzy tylko w jedną stronę, nie nawykły odwracać się za siebie." – nienawykły
    Tam teges... chodzi mi o pisanie marek samochodów dużą literą, sam mam z tym kłopot, kurde

    Eee, ciemnoskóre noworodki wyglądają całkiem fajnie, a te białe jakoś niezupełnie... :) Pzdr
  • Ritha 2 miesiące temu
    Nauczono mła, że jednak z duzej te marki jeśli są określone konkretnie, w sensie przyjechał Toyotą Camry, a przyjechał toyotą, choć różne źródła różnie podają.
    Marki miały zobrazować jedynie zmianę wozu, by nie było po babskiemu, że ino kolorami z białego do czornego się przesiadł. Winny być z małej? Eee, chyba niet.
    Błeda nienawykły reperuję.
    Ciemnoskóre noworodki są deczko ładniejsze.
    Ale tylko deczko.
    Dzięki za wizytę, pozdro :)
  • Freya 2 miesiące temu
    Aż tak po drobnicy, to się nawet nie zastanawiałem. Bez grzebania w necie, to mogę się wypowiedzieć biorąc pod uwagę własne przemyślenia tzn. przykładowo...
    Jest koncern Daimlera i samochód – mercedes, ale gdyby pisać Mercedes-Benz no to w ten dekiel, a twgl. Mercedes – to imię. Podobnie jest z samochodem fordem i koncernem Forda M.C. – no i nazwiskiem Ford... Masz rację też z tym, że ważnym jest czy info o samochodzie (zawarte w zdaniu) jest mało istotnym czynnikiem, ale gdyby dotyczyło np. danych katalogowych – to wtedy należałoby pisać ładnie dużą literą pełną nazwę łącznie z rodzajem modelu bryczki...
    "Wnętrze samochodu było równie ciemne, jak lakier pokrywający starą Toyotę Camry" – tutaj gdybym pisał tylko toyotę c'nie, ale jeśli dokładnie – z nazwą modelu; to Toyota Yaris Verso hybrid i teges :)
  • Marzyciel 2 miesiące temu
    Dobrze kombinujesz. :) Zasada wygląda dokładnie tak:

    Nazwy firm, marek i typów wyrobów przemysłowych pisze się wielką literą, nazwy samych tych wyrobów zaś jako nazwy pospolite – małą.

    Czyli toyota camry z małej. Swoją drogą, czy nie lepiej, zamiast marki użyć typu nadwozia lub przynajmniej zaznaczyć, jaki to był typ?

    Wyłowiłem kwiatek:
    Noc osiadała wilgocią
    Nie da rady. To błąd leksykalny.


    Widziałem też dyskusję na temat zdania:

    Pot skraplał się na dłoniach Walta.

    Nie musisz ujawniać szczegółów, żeby obrazek był przejrzysty. Wystarczy skojarzenie, które będą znały obie strony. Osoba za kierownicą to kierowca. ;)

    Dialogi ktoś wypomniał, dlatego sobie daruję. :)
    Nie jest źle, ale nad dialogami musisz popracować. Psują cały efekt.
    Pozdrawiam.
    M.
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Co Wy chcecie od dialogów, mnie się podobają!
  • Mia123a 2 miesiące temu
    No właśnie co Wy chcecie! Jak dla mnie całe opowiadanie jest świetne. No i dialogi kurde też!
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Właśnie, kurde!
  • Marzyciel 2 miesiące temu
    Nie wiem jak kolega, ale ja to na przykład lubię się poczepiać. Taka maruda ze mnie.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Odpowiem szerzej później.
    Dialogi są git, moim zdaniem. Na pewno ich nie usztywnię ;p
  • Ritha 2 miesiące temu
    Okej, jestem.

    „Nazwy firm, marek i typów wyrobów przemysłowych pisze się wielką literą, nazwy samych tych wyrobów zaś jako nazwy pospolite – małą.
    Czyli toyota camry z małej” – seeerio? To dość istotne…

    „Noc osiadała wilgocią
    Nie da rady. To błąd leksykalny” – hm, użyłam jako metafory, być może błędnie, już sama nie wiem

    „Widziałem też dyskusję na temat zdania:
    Pot skraplał się na dłoniach Walta” – była dyskusja, ale zdanie zostało zmienione, wcześniej nie było podmiotu (już pomijając czy napisałam kierowca czy Walt, podmiotu nie było w ogóle, zdecydowałam się na imię, bo ponoć trudno się rozeznać który bohater jest który)


    „Osoba za kierownicą to kierowca. ;)” – wow, serio? ;) Nie wpadłabym.

    Co do dialogów tak jak mówiłam. Padają zarzuty pod ich kątem, ale przemyślałam to i wchodzimy tu już styl pisania, a ja stylu pod lud nie zmienię, gdyż jak wiadomo jeszcze się taki nei urodził, co by każdemu dogodził.

    Masz sporą wiedzę, doceniam porady.
    Pozdro :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    "ciemno jak w samej dupie, krzak na krzaku, diabeł szepcze szumem traw." - przechuj zapis. Zwłaszcza końcowe słowa.

    "Wzrok, który patrzy tylko w jedną stronę, nienawykły odwracać się za siebie. Wzrok anonsujący wykonanie zadania." wiem o co chodzi, ale na poziomie stricte literackim nie wiem czy: "wzrok, który patrzy" jest się w stanie wybranić poprawnością.

    Kojarzy mi się nieco z Fargo (film, nie serial). Wszystko takie bliskie ciału. Z całymi zmiennymi, jakie tylko podczas takiej akcji mają prawo zajść.

    A tak poza tym, porwanie to ciężki temat. Kiedyś niedaleko mnie taki (powiedzmy) ktoś z kimś porwali chłopa, co zarządzał wypłatami. Trzymali go w zakładzie Kowalski i opiekali palnikiem, ale im umarł i chuj było z planu.
    Ten ktoś chyba kwadransik wyłapał, ale już wyskoczył.
    Taki off-top
  • Ritha 2 miesiące temu
    Taa, diabeł szepcze szumem traw też mi się widzi ;)
    Wzrok, który patrzy brzmi dziwnie - prawda.
    Fargo nie oglądałam :(
    "Trzymali go w zakładzie Kowalski i opiekali palnikiem, ale im umarł i chuj było z planu" - o kurdex, grubo :(
    Dzięki za wizytę, Canu :)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Lubię wchodzić w sam środek akcji a nie wypracowanie ze wstępem, dookreśleniem wszystkiego, więc opko mi się widzi bardzo.
    Lubię metafory - noc osiadała wilgocią - robi tu odpowiedni klimat ledwo w trzech słowach. Super!
    Perypetie niebanalne, ich efekt różnicujące charaktery bohaterów.
    Dialogi żywe, naturalne i wspomagające fabułę (jakby retardacja).

    "Gdyby ciężar atmosfery i otaczająca ich niepewność stały się niewidocznym narratorem, opowiedziałyby o dwóch chłopcach – Ronaldzie i Walterze, którzy uciekając w tamtą deszczową noc, pokracznie usiłowali zrealizować utopijny plan wzbogacenia, wypełniając tym samym pustkę zionącej ciekawości. A być może to drugie popchnęło ich do tego nawet bardziej. Odpowiedź na pytanie – jak to jest?"
    Rozumiem, że oprócz chęci wzbogacenia się, porywacze chcieli sprawdzić, niepokój jak to jest być uciekinierem, co się czuje.
    Jednak w cytowanym powyżej fragmencie coś mi nie gra językowo/składniowo. To:

    - (...) pokracznie usiłowali zrealizować utopijny plan wzbogacenia, wypełniając tym samym pustkę zionącej ciekawości. A być może to drugie popchnęło ich do tego nawet bardziej.-
    Utopijny plan wzbogacenia ma wypełnić pustkę zionącej ciekawości?
    Oraz: to drugie popchnęło do tego.

    Niemniej całość profeska, rozpisany nadgarstek myśli, z przyjemnością - 5!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hello, Wrotycz

    "Utopijny plan wzbogacenia ma wypełnić pustkę zionącej ciekawości?" - realizacja planu ma wypełnić pustkę ciekawości

    Nie wiem już sama - z tym popchnęło, możliwe, że coś jest nie halo, ale tekst jest coraz bardziej rozbierany na części pierwsze, a wręcz na atomy, jednym dialog pasuje, innym nie, to samo z metaforami, koniec końców myślę, że wszystko zostawię po swojemu :D

    Dzięki pięknie za wizytę :)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Ritha, aha... a już nie będę marudzić, ale no nie... pustka ciekawości? :)))
    Nic nie zmieniaj, jest generalnie git!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Wrotycz oki spoko :D
    Tak, pusta ciekawości :P
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Ritha, oto Twój zestaw:
    Postać: Zmora w konfesjonale
    Zdarzenie: Nie czuję zapachów

    Gatunek (do wyboru): Kryminał lub Bajka/baśń/legenda/przypowieść lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 12 maja (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Rozsadek podpowiadał - rozsądek?
    Lubię Twoje pisanie. Wkręcasz czytelnika powoli w jakiś świat, z początku dziwny i niezrozumiały, by potem przedstawić jakąś historię, która jest w jakiś sposób zakręcona i taka Twoja. Myślę, że temat nieco trudny sobie obrałaś, bo porwanie z którym wiąże się wiele emocji i nerwowości.
    Ale deszcz uwielbiam i mam nadzieję, że jakoś te opisy przewiną się jeszcze w tle.
    "diabeł szepcze szumem traw" - to też mi wpadło w oko - boskie; takie coś to można i w wierszu umieścić :)
    Mam nadzieję, że wena Cię odnajdzie i powstanie następna część Cmyka.
    Oglądałaś Killing Eve? Jeśli nie, to myślę, że psychopatyczna postać Villanelle mogłaby Cię zainspirować :)
    Pozdrówki.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Witam :)
    Rozsądek*, ofkors.
    Więc tak, po pierwsze primo - pomysł wypalił się jak zimne ognie, bzzzyt, ni ma. Może nawet nie sam pomysł, a zapał na tę historię. Mam trochę zaczętą drugą cześć, może i pociągnę syntetycznie, zobaczę. Cmyka też mam dziobniętego. I Trupę, i choć co. Ale wisz, nie ma tego czegoś. Chęci. Tego flow. No nie wiem, przymierzam się usiąść na siłę, by nie wypaść z wprawy, ale chwilowo jest średnio literacko u mła.
    Po drugie secondo - "Myślę, że temat nieco trudny sobie obrałaś, bo porwanie z którym wiąże się wiele emocji i nerwowości" - nie ma to dla mnie znaczenia, ja takie teksty pisze bezemocjonalnie zupełnie
    "diabeł szepcze szumem traw" - taa, to zdecydowanie najlepszy zwrot w tym tekście
    Killing Eve nie oglądałam, ale zachęciłaś bardzo w tym momencie :D
    Dziękuje pięknie za wizytę, pozdrawiam :))
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Hej,

    "Noc osiadała wilgocią na szybach." — bardzo to obrazowe
    "... diabeł szepcze szumem traw." — to też świetne
    "Dźwiękowy podkład rozmowy stanowił stłumiony przez konstrukcję metali i szkła płacz dziecka we wnętrzu samochodu." — Oooo czuję to, czuję...
    "Nim drugie drzwi trzasnęły, korony drzew wypełnił chwilowy wrzask." — to też świetne...

    Bardzo sprytnie wkomponowujesz dźwięki w tekst.

    "...Planie, który spektakularnie spierdoliłeś. Breja twojego mózgu nadąża za moim rozumowaniem? " — tu bym się czepnęła, wybacz, ale po porywaczu nie spodziewałabym się tak "spektakularnej" elokwencji... Napisane fajnie, ale wypowiada to... oprych no...

    "...Potrafisz taką scenę nazwać jednym słowem? Podpowiem ci! Osiem liter, pierwsza „p”, ostatnia „e”. Jest na to słowo stosowny paragraf, a jak przyjdzie co do czego, to twoja pani pierwsza nas wsypie." — no i tutaj, ten fragment z literkami "p"... takie słowa w nerwach, w stresie, takie analizowanie liter w wyrazie, w głowie oprycha, który się miota... no, nie wiem... nie wiem...

    "Mieli dwie butelki skondensowanego mleka.." — to jednak kupili (na stacji benzynowej? - jest noc) czy mieli wcześniej, czyli jednak było podejrzenie, że karmiąca cizia z nimi nie pojedzie... to dlaczego od razu nie wzięli więcej... trochem się pogubiła w logice...

    "Zaparkowali kilometr od dziupli, resztę przeszli piechotą." — z rozkrzyczanym dzieckiem, czy już cichym śpiącym, to jest najedzonym?

    Dobra, podlecę dalej i podsumuję...
  • Ritha miesiąc temu
    Helloł! :D

    "Bardzo sprytnie wkomponowujesz dźwięki w tekst" - to ciekawe (dzięki)

    "...Planie, który spektakularnie spierdoliłeś. Breja twojego mózgu nadąża za moim rozumowaniem? " — tu bym się czepnęła, wybacz, ale po porywaczu nie spodziewałabym się tak "spektakularnej" elokwencji... Napisane fajnie, ale wypowiada to... oprych no... - wiem, ale kurde nie mogłam sie powstrzymać :DD

    I w dalszych wypowiedziach tak samo... :/ To było silniejsze od mła :( Trudex.

    Dwie butelki mieli w razie Wu!

    "Zaparkowali kilometr od dziupli, resztę przeszli piechotą." — z rozkrzyczanym dzieckiem, czy już cichym śpiącym, to jest najedzonym? - hahaha, ciii, liczyłam, ze nikt sie nie kapnie, ze szli z rozkrzyczanym dzieckiem w nocy, kapnęłam się, ale se myśle - a ciul tam, logika w tym opku lezy i kwiczy niestety, za trudny temat ruszyłam

    Dzięki piękne za rzeczowe refleksje! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania