Poprzednie częściTW #06 – Ron i Walt (cz.1/2)  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TW #07 – Ron i Walt (cz.2/2)

Postać: Zmora w konfesjonale

Zdarzenie: Nie czuję zapachów

 

Sytuacja przerosła Walta, już na samym początku. Świadomość powyższego tłumił jedynie chaos wydarzeń i owa świadomość okazała się jeszcze gorsza niż samo uczucie braku kontroli. Przerażał go Ron. Umknęła chwila, w której przestali być duetem, a zostali na siebie skazani. Dziecko zasnęło, Ron w końcu także, a on siedział w ciszy sześcianu podłogi, sufitu i ścian. I to właśnie cisza zdawała się przemawiać tubalnym głosem do zakamarków jego rozsądku. Amatorstwo całego przedsięwzięcia tylko pogarszało sprawę. Opadający niczym mgła zgiełk przeżytego dnia, odsłaniał mankamenty podejmowanych wyborów. Klarowność myśli paradoksalnie uwalniała panikę. Wstał i po prostu wyszedł.

 

Rona obudził niepokój. Lęk z rodzaju niezidentyfikowanych, niosących przestrogę, tudzież informację, że coś poszło nie tak i że powinien być czujny, bądź podjąć jakieś działanie. Uczucie, jakie nawiedza człowieka, gdy ten zaśpi lub przyśnie w sytuacji, gdy miał do snu nie dopuścić. Coś było cholernie nie tak. Coś się spieprzyło. Czuł to już w pierwszej sekundzie.

 

Zdrada i brak lojalności samoistnie definiowały się w głowie Walta, gdy odpalał toyotę, pozbawiając tym samym kompana jedynego środka transportu. Przyjaźń przyjaźnią, ale nie lubił być do czegoś zmuszany i niechęć ta eksplodowała w momencie, gdy złapał kluczyki i zatrzasnął za sobą drzwi mieszkania. A teraz gnał z powrotem, bez planu i celu, jedynie z poczuciem odhaczenia wielu z listy złych czynów.

 

Dziecko obudziło się chyba jedynie po to, by wrzeszczeć od nowa. Znów, nieprzerwanie, niemalże jednostajnie wydobywało z siebie dźwięki rozdzierające wnętrze czaszki mężczyzny. Pobudzi sąsiadów – myślał – a Walt musiał wyjść po papierosy, akurat w tym momencie. I właśnie w tamtej chwili Ron nie przypuszczał, że jego towarzysz dał nogę. Założył, że poszedł na stację albo po prostu się przewietrzyć.

 

Strugi deszczu, z którymi z trudem radziły sobie wycieraczki, wydały się Waltowi oczyszczające. Zabierały ze sobą kurz, ślady, zabrudzenia. Tymczasem jego umysł niczym beczka wypełniona po brzegi, nie mieścił już ani kropli więcej. Postanowił się oczyścić, opróżnić beczkę, odzyskać lekkość.

 

— Ostatni raz byłem u spowiedzi…

— Wiem, dawno.

Czemu mu przerwał? Być może tak działają teraz księża. Być może przez prawie dwie dekady procedura wybielania duszy przybrała bardziej bezpośrednią formę.

— Przyszedłem dziś, bo zgrzeszyłem bardziej niż zwykle — wyszeptał, wpatrując się w drewnianą kratkę, za którą w marnym świetle świec nie dostrzegał żadnego ruchu. Instynktownie wyczuwał czyjąś obecność, jednak wizualnie był tam jedynie mrok. I wtedy Walt wyczuł rosnący w nim niepokój. Był środek nocy, wszedł do pierwszego napotkanego kościoła, do pierwszego konfesjonału, jakby coś nim kierowało – z góry założył, że sumienie – po czym dostrzegł obecność, ukląkł i zaczął mówić. Tak po prostu. Zbyt po prostu. Zrodziła się otoczona woalką wątpliwości myśl, przeradzająca w pytanie: Co robi ksiądz w konfesjonale w pustym kościele, w środku nocy? Wniosek był równie mętny: To dziwne… Kusiło go. Kusiło powiedzieć, przyznać się, podzielić z kimś tą troską. Mógł tylko jemu, po drugiej stronie drewnianej kratki, czekającemu na wylew pokornych wyznań. I tylko on nie mógłby przekazać tego dalej, tylko on musiałby zachować to dla siebie. Walt próbował myśleć logicznie – niektóre kościoły są otwarte całodobowo, by wierny zawsze mógł znaleźć w nich schronienie, by mógł przyjść z potrzebą i może właśnie na okoliczność takiej, nagłej, palącej potrzeby w jednym z konfesjonałów zawsze ktoś czuwa. Być może mają takie dyżury? Na Boga, nie był w kościele prawie dwadzieścia lat, skąd może wiedzieć, na jakiej zasadzie funkcjonuje ta instytucja.

— Mów, synu — ponaglił spowiednik.

Zapach drewna przyjemnie musnął nos Walta. Gdzieś z tyłu, z półotwartych drzwi dało się wyczuć wilgoć. Po deszczu świat pachnie inaczej, zwłaszcza po burzy. Ulewa oczyszcza, wyładowania zmniejszają napięcie. Naturalny stan rzeczy, do którego nieustannie, cyklicznie i na zapętleniu dąży świat.

— Czuje ksiądz? Pięknie pachnie.

— Nie, nie czuję. Czym zgrzeszyłeś, synu?

— Wie ksiądz, jak pachną noworodki? — urwał na moment, by po chwili, jeszcze bardziej refleksyjnym głosem, kontynuować. — Niewinnie. Obrzydliwie niewinnie. I krucho. Nie powinienem brać się za taką robotę. Nie za taką. Nie… — urwał ponownie. — Gdybym kogoś zabił, ksiądz nie mógłby tego nikomu wyznać, prawda? Tajemnica spowiedzi, za zerwanie grozi ekskomunika, prawda? Ksiądz musiałby z tą wiedzą żyć. A gdyby wówczas osądzono inną osobę, gdyby przez to cierpiał niewinny człowiek, ksiądz nadal nie mógłby…

— Mógłbym zadać ci za pokutę, wyznanie tego czynu odpowiednim osobom.

— Nie zabiłem nikogo. Porwałem. Współuczestniczyłem.

— Więc możesz jeszcze naprawić swój błąd. Zrób to.

— Nie mam odwagi, nie mam możliwości.

— Znajdź je. Miałeś odwagę to zrobić, miej by…

Pięść uderzająca w drewnianą kratkę urwała dźwięk wydobywający się po drugiej strony. Potem opadło czoło Walta i znów, kilkukrotnie pięść. Mamrotał coś o patosie sytuacji, ocierając się o bełkot.

— Nikt nie jest całkiem zły ani całkiem dobry — usłyszał w odpowiedzi, podnosząc głowę, równolegle z utratą przeświadczenia czyjejś obecności.

W konfesjonale nie było nikogo. W kieszeni zawibrował telefon. Niebieski ekran informował, że dzwoni Ron.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Basileus 2 miesiące temu
    Obczaiłem jednym okiem i narracja zacna. Będę musiał przeczytać jeszcze poprzednią cześć.
    Zastanawiam się tylko, czy pierwsza połowa tekstu przez nagromadzenie wszelkich przekazywanych odczuć/znaczeń nie jest przez to ... duszna(?). Spomiędzy autorskiego ciągu przesyłanych bodźców pozostaje trochę mało miejsca na swobodną interpretację czytelnika. Sorry, lepiej wytłumaczuć, o co mi chodzi, nie potrafię. Ale to mi się nasunęło na myśl w trakcie czytania.
    Poza moim czepialstwem całość jest wysokich lotów.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Basileo, jestem tak kurewsko nie w formie pisarskiej, że sie we łepetynie nie mieści, więc wątpliwosci może być dużo i zapewne będą zasadne. Ale chciałam napisać to TW i zarazem upichcić drugą pieczeń na jednym ogniu - zamknąć to średnio udane opowiadanie. I poczuć: ufff.
    Poczułam: ufff. Zarzuty przyjmuję na klatę.
    Dzieki za wizytę :)
    Pozdrawiam!
  • Basileus 2 miesiące temu
    Więc chciałbym aby moje braki formy wyglądał jak Twoje... :P
  • Ritha 2 miesiące temu
    Heh, no nie wim :P Dzięki :)
    Czy losujemy do puli czy się urlopujemy?
  • Basileus 2 miesiące temu
    Ritha, urlopuję się cały czas, ale ok, może podołam. Akurat inspiracje z nowych źródeł zasysam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Basileus jeeee. Git.
  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    Oна добра писа́тельница - Ritha!
  • Ritha 2 miesiące temu
    Yanko, ja rozumiem Twoje adhd, bo sama też miewam okresy bycia oszołomem, ale przeskakiwanie najpierw na emoty, potem na cyrylicę, trąca fochem na otoczenie (babskim, dodam, fochem).
    Idź do kąta, przemyśl swe zachowanie, ogarnij się i wróć mądrzejszy.
    Pozdrawiam
  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    Ritha słońce wiesz co on ci napisał?
    widocznie, szkoda. Ale że ja miła osoba, to przetłumaczę.
    Jesteś dobrą pisarką- Ritha!
  • Ritha 2 miesiące temu
    A. Hope.S tak, wyobraź sobie, że tak, wrzuciłam to w translator. Komplementy średnio wpływają na moją postawę i jeśli chcę coś powiedzieć (co uważam jest w danym momencie ważniejsze niż moje "wspaniałe" pisarstwo), to to mówię (w dobrej wierze).
  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    Ritha ;((
  • Ritha 2 miesiące temu
    Nie smutaj, Yanko, bądź facetem. Ogarnij się, bo palenie mostów jest łatwe, ale długofalowo mało opłacalne.
    Pozdro
  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    Ritha :)
  • Marzyciel 2 miesiące temu
    Pomarudzę. :)

    Sytuacja przerosła Walta, już na samym początku, zanim na dobre się zaczęła.
    Sytuacja przerosła Walta, zanim na dobre się zaczęła.
    Sytuacja przerosła Walta, już na samym początku.

    Skoro wychodzi na to samo to po co dublować?

    Rona obudził niepokój. Lęk z rodzaju niezidentyfikowanych, niosących przestrogę, tudzież informację, że coś poszło nie tak i że powinien być czujny, bądź podjąć jakieś działanie. Uczucie, jakie nawiedza człowieka, gdy ten zaśpi lub przyśnie w sytuacji, gdy miał do snu nie dopuścić. Coś było cholernie nie tak. Coś się spieprzyło. Czuł to już w pierwszej sekundzie.

    Ja bym napisał ten fragment, używając czasowników w innych formach, ale to kwestie stylu. Natomiast o co mi chodzi. Większość ludzi kojarzy uczucie, ale nie brzmi znajomo. Pisanie to nie tylko przekonywanie czytelnika przez powtarzanie tego samego. To sztuka porównywania rzeczy, przekazywania informacji. Jako czytelnik nie potrafię się wczuć. Jeśli nawiązałabyś do czegoś, co znam, połączyłaby nas nić porozumienia.

    Strugi deszczu, z którymi z trudem radziły sobie wycieraczki, wydały się Waltowi oczyszczające. Zabierały ze sobą kurz, ślady, zabrudzenia. Tymczasem jego umysł niczym beczka wypełniona po brzegi, nie mieścił już ani kropli więcej. Postanowił się oczyścić, opróżnić beczkę, poszukać drogi ku lekkości.

    Tu wyszło elegancko. Wszystko jest znajome. Jakbym spotkał starego przyjaciela. :) Żeby nie było za słodko, to pokombinowałbym, przy ostatnim zdaniu.
    Ogólnie fajne opko.

    Pozdrawiam.
    M.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hejo :)

    "Sytuacja przerosła Walta, już na samym początku, zanim na dobre się zaczęła.
    Sytuacja przerosła Walta, zanim na dobre się zaczęła.
    Sytuacja przerosła Walta, już na samym początku." - tak, 200% racji, kasowałam, dopisywałam i tak w kółko. W końcu zostawiłam i to był błąd, pogrzebie w tym jutro. (Z komputera, bo obecnie na komórce i niewygodnie).

    Co do kolejnej wątpliwości - być może masz rację. Nie pisałam miesiac i jest to dla mnie okres na tyle długi, że ciężko jest zapanować nad tekstem, stąd mankamenty na ralecji: przekaz autora - odczucia odbiorcy.

    Dziękuję pięknie za wizytę i pochylenie się nad tekstem.
    Pozdrawiam :)
  • Freya 2 miesiące temu
    "świadomość okazała się jeszcze gorsza niż samo uczucia braku kontroli." – uczucie, albo – same uczucia...

    Tesz siem pochyliłem nad tym tekstem (tak w przenośni oczywizda) & dostrzegam w nim świadectwo prawdy absolutnej. W tej drewnianej konstrukcji na pewno znajdowała się osobliwość znana z katechezy księżej, albo był to, zaiste, głos onych korników tam zamieszkałych, które posiadłszy stosowną cierpliwość – zameldowały się w owej materii niestabilności, próbując wspomóc intelektualnie habitat ułomnych habitowców...
    Po namyśle dochodzę do wniosku, że to jednak musiał być rozsądkowy głos korników :) Pzdr
  • Ritha miesiąc temu
    Dzień dobry :)
    Literówka, tak, zaraz poprawię. No fajno, ze się pochyliłeś nad tekstem :)
    "albo był to, zaiste, głos onych korników tam zamieszkałych" :DD tak, ach, racjonalizm przede wszystkim ;)
    Lektura Twoich komentarzy jest ciekawym doświadczeniem, Freya (w pozytywnym znaczeniu oczywiście) :)
    Pozdrawiam
  • konfiguracja miesiąc temu
    "Dziecko obudziło się chyba jedynie po to, by rozwrzeszczeć na nowo. Znów, nieprzerwanie, jednostajnie wydobywało z siebie dźwięki rozdzierające wnętrze czaszki mężczyzny. Pobudzi sąsiadów – myślał – a Walt musiał wyjść po papierosy, akurat w tym momencie. I właśnie w tamtej chwili Ron nie przypuściłby, że jego towarzysz dał nogę. Założył z góry, że poszedł na stację albo po prostu się przewietrzyć." - nieudany pod kątem stylistycznym akapit.
    1. zdanie - co rozwrzeszczeć? Zaimek zwrotny domaga się obecności:)
    2. zdanie - wrzeszczenie raczej nie bywa jednostajne. Są choćby przerwy na złapanie oddechu.
    3. zdanie - konflikt między trybem przypuszczającym a czasem przeszłym: nie przypuściłby - że da nogę (nie dał).
    4. zdanie - drobiazg, ale zakłada się zawsze z góry :)

    Na plus tempo, brak nudy, wciąganie czytelnika w historię porywacza, efektowna końcówka.
    Reasumując między 3* a 4- .
    Niechaj stracę - czwóreczka nieco osłabiona.
  • Ritha miesiąc temu
    Witam :)

    Tak, to zdecydowanie mniej udany akapit.
    1. Winno być "rozwrzeszczeć się*", ale! Ale to spowodowałoby powtórzenie "się" w tym samym zdaniu, więc sprytnie wyrzuciłam, nie mając pomysłu na inne obejście tego problemu oraz po cichu licząc, ze nikt się nie kapnie ;D
    2. "wrzeszczenie raczej nie bywa jednostajne. Są choćby przerwy na złapanie oddechu."- racja, dodam: niemalże* jednostajnie i to powinno załatwić sprawę :)
    3. Również racja, pozbędę się trybu przypuszczającego na rzecz czasu przeszłego w całym tym zdaniu.
    4. Zgadza się, również do poprawy. Choć faktycznie drobiazg.

    Dziękuję za wnikliwe porady, doceniam wiedzę :)
    Pozdrawiam
  • Adelajda miesiąc temu
    " niż samo uczucia braku kontroli." - uczucie? same uczucia?
    "wpatrując się w drewnianą kratkę, za która w marnym" - którą

    Pod koniec miałam taki dreszczyk, uczucie niewiedzy, czy to ksiądz siedzi w konfesjonale, czy też inny czort :) Końcówka bardzo mi się podobała i wkradło się takie fajne uczucie niepokoju. I też się podepnę, że jeśli to Twoje gorsze chwile w pisaniu, to, no tego, nie chciałabyś widzieć tego, co udało mi się sklecić do zaległego TW ;D

    "Po deszczu świat pachnie inaczej, zwłaszcza po burzy." - wiesz, że zapach ziemi po deszczu ma swoją nazwę - to petrichor

    Mi się podobało :)
    Pozdrówki.
  • Ritha miesiąc temu
    Hej, hej :)
    Tak, tak, już poprawiam literóweczki.

    Niepokojąca końcówka to trochę moje asekuracyjne wyjście z tego opowiadania, ale grunt, ze się podobało. W ogóle to miałam wyrzuty sumienia, bo to zdaje się ja Ci dałam ten ostatni zestaw, a potem Ty zniknęłaś i ja sobie myślę - o cholera :/ Wróć, Adelajdo, nie udało się tamtego zestawu, wielu osobom się nie udało napisać jakichś zestawów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nalosować na niedzielne obdarowywanie i spróbować raz jeszcze . A nuż blokady popuszczą :)

    "wiesz, że zapach ziemi po deszczu ma swoją nazwę - to petrichor" <3 Świetna informacja. Lubię takie ciekawostki.

    Dziękuję pięknie za wizytę i opinię.
    Pozdrawiam :)
  • Adelajda miesiąc temu
    Ritha absolutnie moja nieobecność nie była związana z zestawem. Bardziej brak chęci do pisania i ogólnie przez życie prywatne. Zobaczę może spróbuję podejść do TW :)
  • Ritha miesiąc temu
    Rozumiem, oczywiście, no bywa różnie w życiu a i z pisaniem też czasami pod górę i pod wiatr.
    Tak czy siak zapraszamy :)
  • jesień2018 miesiąc temu
    No i dotarłam. Nie umiem tak analitycznie, jak przedmówcy, więc napiszę tylko że czytało się świetnie! Jaki spadek formy?? Kokietujesz chyba! Naprawdę fajnie napisane, ciekawie i sugestywnie. Achhh zazdroszczę:)
  • Ritha miesiąc temu
    Hejo :) Nic nie kokietuję, ale czasem mam tak, ze czuję, że jestem w takiej ohoho formie, a wychodzi gorzej, więc chyba nie ma się co sugerować własnymi odczuciami z tego wynika...
    Dziękuję pięknie! :)))
  • Canulas miesiąc temu
    "I to właśnie cisza zdawała się przemawiać tubalnym tonem do zakamarków jego rozsądku" - dziwny ten tubalny ton. Może tubalny głos.

    "Opadający niczym mgła zgiełk przeżytego dnia, odsłaniał mankamenty podejmowanych wyborów. Klarowność myśli paradoksalnie uwalniała panikę. Wstał i po prostu wyszedł." - a to świetne. Nie widać pisarksiej męki, ale
  • Canulas miesiąc temu
    Urwalo:... ale widać rękę - miało być.
    Idziem dalej.

    A dalej, ja pierdzielę, ciary. Świetna konstrukcja i taki wymyk. Koniec i nie koniec. Znaczy teoretycznie koniec, ale tak zamknięty, że zawsze można wrócić.
    Sprytne.
  • Ritha miesiąc temu
    Dzień dobry ;)
    Zmienię ton na głos, faktycznie lepi. Koniec, taa, taka furtka :3 No to git jak rynke widać i nawet ciary som.
    Dzięki piękne za wizytę :)
  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Jestem i tutaj,

    "Przerażał go Ron. Umknęła chwila, w której przestali być duetem, a zostali na siebie skazani." — ciekawy moment, bardzo trafnie opisany
    "Klarowność myśli paradoksalnie uwalniała panikę. Wstał i po prostu wyszedł." — świetne

    "...Był środek nocy, wszedł do pierwszego napotkanego kościoła, do pierwszego konfesjonału, jakby coś nim kierowało///" — kurła, a u mnie na wsi, kościół zamykajo na noc, ehhh...

    "Wniosek był równie mętny: To dziwne… " — bardzo dziwne, fakt

    Przez cały czas chodziło mi po głowie, kiedy w końcu przebiorą dziecko ;))) Bo, choćby i nie wiem, ja najedzone, to w końcu będzie tak zmoczone/obkupkane - że będzie go pupka piekła i będzie musiał się zacząć drzeć ;))

    Zatem podsumowanie:
    Piszesz wyśmienicie, tzn masz "warsztat" świetny, można się wiele nauczyć od ciebie (co uczynię, np. z lokowaniem tych opisów dźwiękowych w tekście w pierwszej części) , ale to wisz dobrze :)))

    Inna kwestia to pomysł na to opowiadanie. Jakiś na pewno był. Nieskrystalizowana do końca końcówka — to niezły chwyt, ale mnie nie chwycił na mocno. Not, dys tajm ;)) ;)))

    Niemniej, przyjemnie się czytało :)
    Pozdrowionka
  • Ritha miesiąc temu
    "kurła, a u mnie na wsi, kościół zamykajo na noc, ehhh... - u mnie chyba tyż...

    "Wniosek był równie mętny: To dziwne… " — bardzo dziwne, fakt - xdd

    "Przez cały czas chodziło mi po głowie, kiedy w końcu przebiorą dziecko" - a kurde, no nie przyszło mi do głowy :DDD

    Lokuj dźwięki ile wlezie <kciuk>
    Pomysł na opko spalił sie szybko, zbyt szybko, wizja była jedynie poczatkowa, fabuła to moja zdecydowanie słaba strona, będę nad tym pracować!

    Dzięki piękne, Aga! Pozdrawiam :)
  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Ritha, oto Twój zestaw:
    Postać: Żydówka
    Zdarzenie: Nie możemy płakać

    Gatunek (do wyboru): Postapo lub Komedia/groteska/makabreska lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 26 maja (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Nefer miesiąc temu
    Hej. Co się stało z "Cmykiem"? Cholera, wracam sobie po miesiącu z dalekich krajów i widzę, że zniknął. A ja doczytałem nawet nie do połowy. To nie w porządku, proszę Autorki. :-) Czy przewidujesz wznowienie tej opowieści?
  • Ritha miesiąc temu
    Cmyk jest w stajni :P Ooo planuf i przewidywań to ja ma dużo, gorzej z realizacją ;) Odpowiem enigmatycznie - wszystko w swoim czasie :P
    Pozdrawiam!
  • pkropka miesiąc temu
    Chciałabym, żeby mój brak formy wyglądał tak, jak Twój.
    Podobało mi się, ale że tak już? Koniec? Tak nie można.
    No dobra, można. Nawet trzeba. Ale polubiłam Walta.
  • Ritha miesiąc temu
    Hej, troche chcialam chyba spierniczyc już z tego opka ;D
    Dzięki, Pkropciu :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania