TW 12# – Za dwa tygodnie

Trening Wyobraźni 12

Postać: groźny woźny

Zdarzenie: horror w pralni.

Gatunek: list.

 

Jenny,

 

być może to ostatni mój list. Już wielokrotnie pisałem, że to koniec, a jakoś przestać nie mogę. Co tydzień je wysyłam, bo co innego mi zostało? Tylko rozmowa z kolegą. Ale ile można gadać o tym samym. Przecież to już osiem lat. Zadziwiające, jak ten czas szybko płynie. Gdy tu wylądowałem, sądziłem, że rozsypię się po kilku tygodniach, ale człowiek to finalny, najlepszy produkt ewolucji i do wszystkiego się przyzwyczai. Do samotności przywyknie, do ciemności, do mrozu, do upału.

Zdzisiek to dobry chłop. Siedzę z nim prawie od samego początku. Przenieśli mnie tu od tych zakapiorów. Chyba ktoś zrozumiał, że tak będzie najlepiej. Zresztą wiesz o tym. Ale o czym innym mam pisać?

Wiedz, że zawsze będę pamiętał te kilka dni, które spędziliśmy razem. To, co z tego, że drugiego dnia już chciałaś wracać do domu? Jestem wytrwały. Pojechaliśmy na dwa dni nad morze. Pamiętasz te fale uderzające w skały i wodę wystrzeliwującą wysoko ponad nasze głowy? Zrobiłem Ci piękne zdjęcie, jak kucasz na brzegu skały, a nad Tobą kilkumetrowa fontanna. Tak bardzo lubiłem patrzeć na to zdjęcie, ale jak wiesz, ukradli mi laptopa, a kopii zdjęć nie miałem. Prosiłem, żebyś mi je wysłała, ale tylko odpisałaś, że wszystkie skasowałaś. Jakoś nie chciało mi się wierzyć. Myślę, że do dziś je masz, a nie chciałaś mi ich przesłać z troski – abym za dużo nie myślał. Sądzę, że gdzieś w głębi jesteś dobrą dziewczyną.

A pamiętasz tę panią, którą podwieźliśmy? Mówiła, że pasujemy do siebie. Skomentowałaś przez zęby, że chyba nie wie, co mówi. Zabolało mnie, ale szybko przeszło i się nie gniewałem. Czasem myślę, że do dziś się ze mnie podśmiewasz, że byłem taki naiwny, że liczyłem na wielką miłość. To chyba była z Twojej strony jedna wielka gra. Wiem, że kobiety lubią gierki, stosują je, żyć bez nich nie mogą. I jeśli jest właśnie tak, to muszę powiedzieć, że okropnie mnie potraktowałaś. Nie zasłużyłem na to. I wiesz, czym się różnimy? Jeśli z wieloma facetami tak postąpiłaś, to musisz naprawdę nienawidzić życia, a przynajmniej mieć go serdecznie dość, podczas gdy ja, mimo iż bardzo naiwnie, podchodzę do życia z miłością, którą zawsze będę Cię darzyć. Ale nie gniewam się, że tak mnie potraktowałaś. Jak kolejną zabawkę, kukiełkę, którą można pomanipulować, a potem wyrzucić. Może życie jest dla Ciebie bolesne i któregoś dnia powiesz, że chcesz jeszcze raz spróbować?

Tak, wiem, że pisałaś wielokrotnie, żebym się odczepił, że nie chcesz mnie znać. Ale co z tego, jak za jakiś czas dostawałem kolejny list, w którym pisałaś, że znowu Ci coś w życiu nie wyszło, to moja wina, i że co ja z Tobą zrobiłem. Przecież ewidentnie dawałaś znać, że jednak nie jestem Ci obojętny. I odpisywałem, że nie gniewam się, że jak wyjdę, możesz na mnie liczyć, że miejsce w mym sercu dla Ciebie zawsze pozostanie. Choćbym się całkowicie zatracił, to o Tobie myśleć nie przestanę.

Wiedziałaś, że byłaś moją pierwszą miłością? Ja, człowiek, który wybrał pracę z dziećmi, zakochałem się w pielęgniarce pracującej w ośrodku opieki paliatywnej. Czyż to nie ironia? Pracowałem niemal przy początkach życia, Ty przy jego końcach. Dwie różne osobowości, a tak jesteś mi bliska. Śmiałaś się, że jak nam nie wyjdzie, to będę się mścił na Twoich dzieciach. A Ty na moich rodzicach, nie daj Boże. Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że wszystko, co związane z Tobą, będzie mi bliskie? Nie potrafiłbym nikogo nienawidzić na dłuższą metę. Owszem, na chwilę mogę się zdenerwować, powiedzieć kilka niepotrzebnych słów, ale emocje szybko odchodzą i wraca stałość, którą Cię darzę. I pisałem Ci, że nie gniewam się za to, co mi nieraz mówiłaś. Nie gniewam się, a zarazem to boli. I muszę dławić w sobie ten ból. Dla Ciebie. Doceń to.

I dobrze pamiętam, że zadzwoniłaś dwa lata temu. Rozmawialiśmy całe piętnaście minut. Tyle, ile mi przysługuje. Mówiłaś, że mnie naprawdę nie kochasz, że chcesz to przerwać, bo nie dajesz rady. A ja myślę, że lęki nie pozwalają, aby w pełni zabłysnął w Tobie płomień uczucia. Z jednej strony mówisz, że nie chcesz, a z drugiej zdajesz sobie sprawę, że żyć beze mnie nie potrafisz. Bo inaczej dawno byś zapomniała, a każdy kolejny mój list wyrzucała bez czytania. Nawet pytałaś, jak mi tutaj, czy mnie biją, poniżają, czy bardzo brakuje mi wolności. Przecież gdybym był Ci obojętny, miałabyś to gdzieś. Sądzę, że w końcu sprawię, że te Twoje lęki miną, zgasną przyćmione przez moc mojego uczucia.

Może znów za jakiś czas wrócę do szkoły? I pewnie nie będę tym samym wymagającym i groźnym nauczycielem od matematyki, bo karanego nie zechcą na belfra, ale chociaż zostanę woźnym, gdyż wiesz, że praca z dziećmi zawsze będzie mi bliska. Ciekawe, co byś powiedziała o takim groźnym woźnym? Gdy dzwoniłaś, pytałaś, jak to się stało, że z groźnego nauczyciela matematyki stałem się takim mięczakiem. Nie powiedziałem Ci, ale to słowo bardzo mnie zabolało. Nie musiałaś tego mówić. Bo z jednej strony rozmawiałaś ze mną całe piętnaście minut, a z drugiej to. Nie miałaś prawa mnie tak oceniać. Ale w sumie wiesz, że gniewał się nie będę. Sprzeciwić się, sprzeciwię, ale szybko wybaczam. Mogłabyś się tego ode mnie uczyć. Pewnie coś było nie tak u Ciebie w domu, że tego nie potrafisz. Ale nie martw się, jestem w stanie wszystkiego Cię nauczyć. W końcu doświadczenie belferskie już mam.

A pamiętasz, jak się poznaliśmy? Obsztorcowywałem Twojego siostrzeńca, którego odbierałaś od nas ze szkoły. Mówiłaś, że to tylko dziecko, że nie należy być tak ostrym. Ja tam wiem swoje. Jak dziecku da się zbyt duży luz, to tylko na złe mu wyjdzie. Wyrośnie albo egoista, albo nawet narcyz. Więc byłem dla tych wszystkich dzieciaków ostry, czasem nawet zbyt ostry. Wiedziałem, że lubić mnie nie muszą, ważne, aby im wyszło na dobre. W końcu powiedziałaś, że jak nie wiem, jak postępować z dziećmi, to chętnie mnie nauczysz. I zgodziłem się. Z nadzieją na randkę. I tak się stało. Tak zaczęła się nasza znajomość.

Musisz jednak wiedzieć, że jak wyjdę, nie będę Ci się naprzykrzał. Powiesz nie, znaczy nie. Wystarczy. Wiem, że ilość moich listów mówi co innego, ale obiecałem sobie, że dopóki tu siedzę, będę je pisał, potem przestanę. Nie mówię, że przyjdzie mi to łatwo. Będę cierpiał, codziennie zmagał się ze sobą, pewnie nieraz zapłaczę, ale dam Ci spokój. Nie będę się naprzykrzał, tego możesz być pewna. Bo w końcu po takim czasie szala musi się przechylić na jedną ze stron. Albo lęki Cię opuszczą i powiesz tak, albo kolejny raz odbiję się od ściany Twoich emocji. A więcej takich odbić nie zniosę, więc to będzie już koniec. Nie od razu zmienię swoje nastawienie do Ciebie, ale kiedyś nauczę się żyć w ten sposób. Czas leczy rany.

Jeszcze zostało mi dwa tygodnie. Miałem tu siedzieć dwa lata dłużej, ale skrócili wyrok za dobre sprawowanie. Nie ma dnia, kiedy bym nie żałował tego, co zrobiłem. Sam fakt, że piłem alkohol i brałem kokę, to już coś złego, a to, co się stało później… Do dziś nie pamiętam, jak do tego doszło. Ocknąłem się, gdy wyciągali mnie z tego cholernego samochodu. Nigdy nie zapomnę tej kobiety z córeczką przygwożdżonych do pralki. Jeszcze żyli, jeszcze ich twarze wykrzywiały się w grymasie bólu. A potem obie odpłynęły. To jedyne, co pamiętam z tej piekielnej pralni. Później nikt mi nie chciał nic powiedzieć, mówili, że stało się, żebym nie myślał. Aż na korytarzu szpitala znalazłem gazetę z nagłówkiem: Horror w publicznej pralni. Dwie osoby nie żyją, trzy trafiły do szpitala. Dopiero tuż przed procesem adwokat mi powiedział, że pędziłem pełnym gazem przez miasto, nie wyrobiłem się i wjechałem w tę pralnię. I znowu ironia losu, nawet nie ironia, a potworny chichot, że nauczyciel, który tak bardzo chciał pracować z dziećmi, zabija jedno z nich... Ale co mam teraz zrobić? Czasu nie cofnę. Tylko zasypiając, zdarza się, że łzy samoistnie płyną. A czasem mam ochotę przestać istnieć. W sumie mówiłem Ci, że to z miłości do Ciebie wtedy tak zapiłem. Popłakałaś się. Chyba niepotrzebnie o tym wspominałem. Od tamtej pory milczę. I jeśli nie będziesz mnie chciała, jak wyjdę, to zamilknę na zawsze.

Cóż, kończę ten list. Postaram się więcej nie pisać, choć wiem, że będzie to trudne. A jak stąd wyjdę, to przyjadę do Ciebie, by się przekonać, w którą stronę mam iść...

 

Kocham Cię, Twój groźny matematyk, a w przyszłości być może groźny woźny,

Johny.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni tydzień temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Bry!
  • Canulas tydzień temu
    Noo, jako list bardzo autentycznie brzmiący. Zatraciłem się w naturalności, wniknąłem do wykreowanego świata.
    Duzo, duzo lepsze TW od poprzedniego. W sumie na szybko, nie mam żadnych obiekcji
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Canu,
    dzięki za czytanie i opinię. Tak to ze mną jest,ze te całe horrory to dla mnie koszmar i pięta achillesowa. Podobnie jest z kryminałami, choć znacznie, znacznie lepiej. Dobrze czuje się w obyczajówkach, wspomnieniach, listach, psychologicznych itp.
    Fajnie, że Ci się podobało.

    Pozdro.
  • Cofftee tydzień temu
    Zgadzam się z Canulasem, że tekst prezentuje się jako list bardzo płynnie i naturalnie. Widać wiązankę emocji, w których można się odnaleźć - chęć wybaczenia i złości. Tekst nie przykuł mnie do monitora jednak tak, jak to czasem bywa, historia nie wciągnęła. Oczywiście to moje subiektywne odczucia.
    Od strony językowej bardzo fajnie z dopracowane zdania, zgłębiona psychologia postaci. Nie jest to płytkie, no po prostu do mnie akurat nie trafiło.
    Pozdrawiam,
    Kawa.
  • Cofftee tydzień temu
    I jeszcze:


    . A jak stąd wyjdę, to przyjadę do Ciebie, by się przekonać, w którą stronę mam iść... - bardzo ładne, przejmujące. Trafiłeś w dziesiątkę z tym podsumowaniem i zakończeniem historii niejako.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Witaj, Cofftee,
    Zamierzeniem był zwykły list, nie jakaś hybryda nastawiona na poklask, toteż naturalnym jest, że tekst nie wciąga za bardzo. Ale cieszę się, że czuć emocje i jest płynny.
    Dziękuje za nalot.

    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Antoni Grycuk→Może właśnie dlatego, że to taki ''zwykły list'' w pewnym sensie odbiór nie jest objetny.
    Na zasadzie przeciwieństwa i treści, które w sobie ma. Tak to widzę.
    Jeden człowiek na pustym stadionie, robi większe wrażenie, niż zapełniony stadion. Wiesz o co chodzi.
    ''A jak stąd wyjdę, to przyjadę do Ciebie, by się przekonać, w którą stronę mam iść...''→to najbardziej.
    Pozdrawiam:)
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Dekoś,
    starałem się wczuć w faceta, który nie tylko jest uległy i zły na kobitę, że go nie chciała, ale też jest pewny swoich niektórych zachowań.
    A ostatnie zdanie, które przytoczyłeś, jakoś tak mi się napisało.
    Dzięki za słowa, chłopie!

    Pozdrówka!
  • TrzeciaRano tydzień temu
    Piątkę dorzucam
  • Mane Tekel Fares tydzień temu
    Fajnie Ci to wyszło. Przez cały tekst miałem wrażenie, że facet ma dwie osobowości. I w końcówce liczyłem na coś podobnego jak w pierwszej scenie Psów 2. "Wyrwałem chwasta" :-) Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany, choć lekko nienasycony :-)
    W każdym razie czyta się dobrze. Styl i język bardzo na tak. I te emocje ciekawie kreślisz. Gwiazdy poleciały pod sufit.
  • Mane Tekel Fares tydzień temu
    Eh... :-)
    Zgrzyta mi tylko 8 lat odsiadki i 2 na warunkowym. W sumie to jakby dostał dychę i był grzeczny, to mógłby wyjść warunkowo po 5... chyba że recydywista to 2/3 odbytej kary. To mi podpada pod multirecydywistę. Zwolnienie po odbyciu 3/4 kary.
    Dobra czepiam się. :p
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Mane Tekel Fares,
    a powiedz mi, z czego wyczułeś, że ona ma dwie osobowości?
    Co do skrócenia wyroku, to akcja odbywa się gdzieś w kraju anglojęzycznym, co widać po imionach, a konkretnie miałem na myśli Stany. A wiedzę o skracaniu wyroków wziąłem, niestety, z filmów i książek. A w tym wypadku ze "Skazanych na Shoushenk", gdzie murzyn starał się długo o zwolnienie warunkowe i wreszcie je dostał. Wiem, że to trochę lipa tak uczyć się na filmach, ale cóż...
    W każdym razie dzięki za wizytę i dobre słowa.

    Pozdrawiam.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    ... że on ma dwie osobowości? - miało być.
  • Mane Tekel Fares tydzień temu
    Antoni Grycuk A widzisz jakoś tak nie pokokarzyłem z tym USA. Wybacz.
    Co do dwóch osobowości. Może lepszym określeniem byłaby dwubiegunowość. Zmiany nastroju. Skrajne. Kocham ale ukrecilbym łeb. Odbiór zawsze jest subiektywny. Tak tego faceta zobaczyłem. Ale ciii, żeby się nie rozeszło, że takie rzeczy w mojej głowie siedzą.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Mane Tekel Fares,
    już wiem, o co Ci chodzi. To nie musiał być ani schizofrenik, ani dwubiegunowiec, ani nawet zdrowy psychotyk, po prostu kiedyś wybrał życiową drogą niezgodnie ze swoją naturą, a naturę tę ma bardzo silną i raz jedno się odzywa, raz drugie.
    I ok, nikomu nie powiem, że odkryłeś moja chorobę ;)
  • Mane Tekel Fares 5 dni temu
    Antoni Grycuk hahaha
  • jesień2018 tydzień temu
    Klimat odrobinę podobny do "Ósmego pasażera", choć bohater inny.
    Podobało mi się, przekonujesz, bohater jest złożony i wiarygodny, i jakoś tak to napisałeś, że mimo wielu pięknych deklaracji, i tak wzbudza raczej niechęć i politowanie (ona go kocha - akurat!).
    Są fragmenty, które trochę bym zmieniła, żeby urealnić list - chodzi o przedstawienie faktów, które oboje znają. Na przykład: "Prosiłem, żebyś mi je wysłała, ale tylko odpisałaś, że wszystkie skasowałaś. Jakoś nie chciało mi się wierzyć". Bo przecież adresatka wie, że on prosił i wie, co sama odpowiedziała. Ja bym starała się fakty zawrzeć jakby przy okazji, np.: Wiesz, że nie wierzę, że swoje skasowałaś. Myślę, że po prostu nie chciałaś mi ich wysłać.
    Więcej uwag nie mam. Bardzo udane opowiadanie!
  • jesień2018 tydzień temu
    *Wiesz, nie wierzę, że swoje...
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    jesień2018,
    tak sądziłem, że Tobie się spodoba. Bo wiem, że postać nakreślona jest podobnie jak w "Ósmym".
    Dobrze wyczułaś to, co chciałem przekazać: litość i niechęć. Druga sprawa, że chciałem przybliżyć jej zachowanie, spowodowane jego natarczywością.
    A co do tego zdania, co przytoczyłaś. Dokładnie nad nim się zastanawiałem w tym samym kontekście, ale uznałem, że facet, pisząc listy co tydzień, bardziej pisze do siebie i "głośno" przypomina sobie, co było niegdyś. Ale chyba jest to za mało czytelne.

    Dzięki za czytańsko i opiniańsko :)

    Pozdrowiańsko!
  • ania_marzycielka tydzień temu
    Super napisane :)
    List dobrze pokazuje emocje mężczyzny i nawet fajnie się czytało:)
    Ten zwrot akcji z wypadkiem w pralni bardzo mnie zaskoczył, pozdrawiam i zostawiam 5 :)
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Dzięki, Aniu, za czytanie i kilka słów.

    Pozdrawiam.
  • Angela tydzień temu
    Wszystko zostało już napisane, pozostaje mi jedynie przyłączyć się do pochwał, bo tekst przedni.
    Pozdrawiam.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    A ja jeszcze wszystkiego nie napisałem. Mogę napisać na przykład, że następnym razem przyjadę Kamazem.
    A poważnie to dzięki za pochylenie się i słowa.

    Pozdrawiam.
  • pkropka tydzień temu
    Wciągnęło mnie niesamowicie. Ciekawie to wygląda w formie listu, bardzo mi przypasowało.
    Aż chciałabym wiedzieć co będzie z nim dalej. Trochę wzbudził moja litość, mimo że chyba nie powinien.
    Zestaw rozegrany pięknie.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    PKRopko,
    moim założeniem było, aby wzbudzić zarówno litość, jak i swego rodzaju niechęć (te próby pokazania, co to nie ja). I ten list jest trochę taki: laska, ja cię jeszcze przekonam, że warto ze mną być. A chyba nie trzeba mówić, czym w przyszłości może skutkować takie zachowanie ze strony faceta...
    Rzekłbym, że postać jest ciut podobnie narysowana co w Ósmym, choć moje zdanie jest takie, że tu jest ciekawsza, zbudzająca potencjalnie więcej emocji, tam raczej grająca na "ideałach", choć też pełnokrwista.
    Dzięki za przeczyt i słowa.

    Pozdrawiam!
  • Ritha 6 dni temu
    „I dobrze pamiętam, że zadzwoniłaś dwa lata temu. Rozmawialiśmy całe piętnaście minut. Tyle, ile mi przysługuje” – tu mnie chwyciło za serducho

    Dobrze się wczułeś w bohatera i to się przełożyło na efekt.

    Okej, zaczynam rozumieć, skąd te 15 min… No proszzz, ciekawie.

    „Nigdy nie zapomnę tej kobiety z córeczką przygwożdżonych do pralki” – zestaw roztrzaskany brawurowo :D

    A tak poważnie, to bardzo prawdziwie przedstawiony bohater. Zero sztuczności w jego wynurzeniach. Nostalgia, żal, pogodzenie się z odrzuceniem. Narracja przyjemna, forma listu zachowana.
    Bardzo fajnie, Antoni. Dobra robota.
  • Antoni Grycuk 6 dni temu
    Ritha,

    dzięki za nalot i opinię
    Czy z tą brawurą, to mówiłaś z przekąsem? Szczerze, to Ci się to nie podobało, czy odwrotnie? Bo nie kumam.

    Pozdrawiam.
  • Ritha 6 dni temu
    Antoni Grycuk podobalo mi się! Zestaw uczciwie wykorzystany :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania