Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
TW# 14 Pokotem
Postać: Dziad z bagien
Zdarzenie: Żniwa
— Kurwa — mruknął Wiesiu Widlarz.
Była to myśl, która samoistnie wypłynęła z jego ust, wyciśnięta przez martwe otoczenie. Trupia mgła pochłonęła słowa mrocznym łonem.
Dzierżył w ręku kosę. Sylwetka przygarbionego żniwiarza. Być może nawet ponurego. Zależało od chwili. Jednym spojrzeniem nie dało się ogarnąć jego osoby. Starszy, siwy mężczyzna o pustym spojrzeniu, oczy przepadły w odmętach wieczności. Nie miały teraz koloru. Stara podarta koszula w kratę powiewała dawniej na wietrze, kiedy ten jeszcze istniał. Spodnie idealnie pasowały do suchej ziemi, na której siadał, żeby odpocząć od pracy w polu. Tak prezentowało się pierwsze wrażenie i to co chciałoby się ujrzeć. Następnie można było spróbować zagłębić się w jego prawdziwe oblicze.
— Rusz się zachlany padalcu — warknął kosiarz do Zenona, szturchając go gumiakiem. — przed nami w chuj roboty!
— Już nie mogę — Zenek jęknął beznamiętnie.
Zenon utracił kontakt z rzeczywistością już za życia, nawet nie spostrzegł, że przeminęło. Dni upływały mu na topieniu świadomości w wódce i spirytusie. Nie pamiętał nawet dlaczego pił. Pewnego razu zasnął twarzą do ziemi gdzieś w rynsztoku. Nie wymiotował wtedy zbyt intensywnie i był w okolicy stanu podobnego do trzeźwości, ale zabiła go niestrawiona kiełbaska w tchawicy.
Obudził się na bagnie, które sprawiało wrażenie zatrzymanego w czasie i wyrwanego siłą z przestrzeni życia. Strzepnął z kołnierza i brzucha intrygujące kawałki mięsa. Musiał też wysmarkać w rękaw resztkę jedzenia z nosa. I zaczął się rozglądać, po wykonaniu tych czynności pierwszej potrzeby. Nie wiedział czy widzi mgłę, czy to tylko trefny alkohol zeszłej (prawdopodobnie) nocy odebrał mu wzrok. W oddali dostrzegał cienie drzew, które straszyły długimi suchymi konarami bez liści. Nigdy nie spotkał lasu, który zamarł w takim bezruchu. Zaczął się zastanawiać nad porą dnia, nie było słońca, ani księżyca- na myśl przyszedł mu zmierzch. Dodatkowo nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zapas alkoholu we krwi niebezpiecznie spadał. Musiał zacząć działać, póki był nietrzeźwy.
Pomału wstał niepewnie łapiąc równowagę. Szybko ją stracił, świat zawirował mu przed oczami. Upadł w dziwną błotnistą maź. Maź lepiącą kusząco, a zarazem odrzucającą zapachem rezygnacji. Taką woń miało jego życie. Żołądek gwałtownie ścisnął się w wymiotnym odruchu. Złamał się w bolesnym pokłonie. W tym momencie ujrzał ciemną postać z kosą, która zmaterializowała się przed nim z powietrza.
— No to zaczynamy żniwa — warknął kosiarz i wziął zamach. — Czeaj, czeaj, coś mi tu nie gra, kim żeś jest chłopie?
— Zenon — odparł bełkotliwie.
— Od dziś jesteś upadłym Zenonem — powiedział obcy. — Na mnie wołają Wiesio, Wiesio Widlarz. Ciała z deficytem życia nie prezentują się jak ty. Zobaczysz, jak inni wyobrażają sobie to miejsce, jak sami dłubią sobie groby w mazistym nieszczęściu. Pełzają mi tu niczym nieskutecznie rozdeptane robaki z połamanymi odnóżami, urwanym łbem, pękniętym tułowiem czy tam wszystkim naraz. Rozlewają pod siebie coraz więcej ohydnej cieczy, śmierdzącej strachem i złamaną wolą.
Zenkiem w tym czasie szarpały bezwiedne skurcze żołądka, który był już całkiem pusty. Życzył sobie wyrzygać wreszcie jelita.
— Rozważnie dobieraj myśli, bo tutaj dzieje się cud wiecznej śmierci — kpił z niego ten nadęty oszołom. — Jeśli chcesz możesz sunąć ze mną przez to mroczne pustkowie. Tak sobie myślę, że Twojego pękniętego bytu, już bardziej nie będę mógł dobić. Nie pozostaje mi nic innego, niż wlec ciebie ze sobą. Koniec wesołej karuzeli, zbieraj cielsko.
Sięgnął za pazuchę po piersiówkę i zaczął ją pomału odkręcać.
— Destylat z dusz, jedyny alkohol dostępny w piekielnej nicości — kontynuował ochrypłym już głosem. — Niebo w gębie!
Sprawnym ruchem chwycił Zenka za gardło, odchylając mu brutalnie głowę, wlał do ust kilka kropel parującej cieczy. Powietrze przeszył jęk. Jęk tak potężny i gardłowy, że nawet mgła musiała przed nim ustąpić. Ujrzeli to co skrzętnie skrywała. Bagno częściowo pokryte nieruchomymi zwłokami, które żniwa miały za sobą. Miejscami roiło się od ciał, które jak dżdżownice, brnęły ku swemu bezcelowi.
— Witaj w nowym domu — zaśmiał się Wiesiu. — Od dziś będziesz walczył tylko o alkohol. Dostajesz zadanie, do którego przywykłeś. Twój pijacki sen stał się rzeczywistością!
Komentarze (23)
Witamy nowy tekst! :)
Bardzo mi się podoba podejście do tematu. Takie opowiadanie drogi, którą przebędzie każdy z nas. Za to wielki plus.
Natomiast tekst jest niedopracowany. Mocno. Masa brakujących przecinków, słaby zapis dialogów, a nawet ortografia się wkradła.
Błędy:
Po wykonaniu tych czynności pierwszej potrzeby, zaczął się rozglądać dookoła.
To brzmi jak z jakiegoś raportu policyjnego. Osobiście dałbym: I zaczął się rozglądać...
Musi zacząć działać póki jest nietrzeźwy.
Przecinek przed "póki". Poza tym wszędzie masz czas przeszły, a tu teraźniejszy. Moim zdaniem to błąd. Nie miesza się bezpodstawnie czasów.
— No to zaczynamy żniwa — warknął kosiarz i wziął zamach — Czeaj, czeaj, coś mi tu nie gra, kim żeś jest chłopie?
Dialogi wszędzie masz zapisane właśnie tak. Poprawnie to kropka po zamach (i w niektórych masz z małej). Poza tym nie wiem, czy to specjalnie: czeaj - literówka.
pękniętym tułowiem czy tam wszystkim na raz
Naraz - razem.
Pozdrawiam.
Dziękuję za komentarz, wszystkie błędy postaram się poprawić jak najszybciej. ;)
Pozdrawiam
Czeaj czeaj, jest celowe. Ten cholerny raport policyjny.
Rozważnie dobieraj myśli - świetny zwrot
Destylat z dusz, no proszę, pomysl fajny, namacalam drugie dno, jest troszkę drobnicy, ale ogolnie ok, fajne opku.
Pozdrówki
Fajnie, że fajne ?
Pozdrawiam
Dzień dobry!
Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – dziś o godz. 20.00.
Pozdrawiamy :)
Smutne i sugestywne opowiadanie. Bardzo łatwo wejść w klimat (choć nie jest to miłe doświadczenie).
Pozdrawiam:)
Niestety, nie miało być miło. Wygląda na to, że klimat mi się udał.
Dzięki za wizytę.
Pozdrawiam. ?
Nałogi mają swoją cenę... trochę przerażająca wizja. Fajnie jednak napisana.
Pozdrawiam.
Próbuję w kierunku przerażenia iść, ale nie mogę póki co, zbudować takiego impulsu grozy. Tu całość może chyba wywołać niepokój.
Cieszę się, że Ci się podobało.
Pozdrawiam
Berkas, oto Twój zestaw:
Postać: Niezdarny absztyfikant
Zdarzenie: Pociąg widmo
Gatunek (do wyboru): Komedia/Groteska/Makabreska lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
Czas na pisanie: 1 września (niedziela) godz. 19.00
Powodzenia :)
Ciekawa wizja, aż szkoda że taka krótka.
Świetne. Trochę taki Pratchett po polsku. Bardzo bardzo :-) popraw drobiazgi. ♥️
Gdzieś z tyłu głowy Śmierć Pratchetta migotał. Jeśli widzisz podobieństwo do jego stylu (oby nie marna kopia) - to nic milszego nie mogłaś mi napisać. ;)
Berkas temetyka i podejscie do niej jak najbardziej, ale fajnie, bo po swojemu :-)
JamCi Śmierć nie ma kija w tyłku, to równy gość jest ?
Berkas sprawdzimy kiedyś. Dotąd jak podchodziła, to nie była taka zła.
Witam,
Początek konkretny ;)
"...na myśl przyszedł mu zmierzch. Dodatkowo nie miał pojęcia gdzie się znajdował. Zapas alkoholu we krwi niebezpiecznie mu spadał. Musiał zacząć działać, póki był nietrzeźwy." - mu 2x zbyt blisko i potem w kolejnych zdaniach. Za dużo tych dookreśleń - wiadomo przecież, że chodzi o niego.
Więcej zastrzeżeń nie mam - świetna rzecz :)
Pozdrawiam
Cześć, przeczyściłem lekko z tych muczeń. Dzięki za uwagi ;)
Pozdrawiam
Specyficzny tekst, ale nawet fajnie się czyta.
"Jednym spojrzeniem nie dało się ogarnąć jego osoby. Starszy, siwy mężczyzna o pustym spojrzeniu. Jego oczy przepadły w odmętach wieczności." 2x jego, można pogrzebać w konstrukcji.
"— Od dziś jesteś upadłym Zenonem — powiedział obcy — Na mnie wołają Wiesio" - brak kropki po "obcy".
"— Rozważnie dobieraj myśli, bo tutaj dzieje się cud wiecznej śmierci — kpił z niego ten nadęty oszołom — Jeśli chcesz możesz sunąć ze mną przez to mroczne pustkowie." - tu po "oszołom".
"— Destylat z dusz, jedyny alkohol dostępny w piekielnej nicości — kontynuował ochrypłym już głosem — Niebo w gębie!" - tu po "głosem"
— Witaj w nowym domu — zaśmiał się Wiesiu — Od dziś będziesz walczył tylko o alkohol." - i tu po" Wiesiu"
Jeszcze gdzieś miałeś wrzasną zamiast wrzasnął.
Ogólnie klimat taki trochę Wędrowycza, ale jednak do Pana Jakuba to jeszcze kawałek jest.
Plan ok. Fabularna ok.
Trza tylko te dialogi pokropkować i będzie bajka.
4+
Kropki dorobione, ale wtedy "— Rusz się zachlany padalcu - warkną kosiarz do Zenona, szturchając go gumiakiem – przed nami w chuj roboty!" i "— No to zaczynamy żniwa — warknął kosiarz i wziął zamach — Czeaj, czeaj, coś mi tu nie gra, kim żeś jest chłopie?" też są bez kropek?
Nie czytałem tego, ale po okładce patrząc, zastanawiałem się czy nie piszę zbyt podobnie. Cieszę się, że Ci się podoba.
Dzięki za komentarz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania