TW #16 Mała, głupia siostra

Postać: Zepsuta dama

Zdarzenie: Wycieczka na wieś

Gatunek: Science Fiction

.

.

Siostry były same w domu, nie licząc Damy układającej ubrania w pokoju rodziców. Starsza, dwunastoletnia, uczyła się, siedząc na fotelu z podwiniętymi nogami, młodsza, pięciolatka, leżała na podłodze i się nudziła. Przez przezroczysty sufit widziała czerwone niebo, nieruchome i nieprzyjazne. Kucnęła i spojrzała na Salmi.

– O czym czytasz?

– O historii – burknęła siostra, nie podnosząc wzroku znad tabliczki.

– Ziemi?

– Tak, Ziemi. Cała nasza historia to Ziemia. Tak trudno to zapamiętać? – Salmi życzyłaby sobie, żeby jej siostra była nieco bardziej rozumna. – Tutaj mieszkamy od czterech pokoleń. Wiesz, ile to znaczy w historii? NIC.

Emi umilkła zawstydzona. To, że zawsze czuła się niemądra, kiedy Salmi tak do niej mówiła, nie było najgorsze. Najgorsza była wiadomość pod spodem: jesteś niepotrzebna, Emi, i bardzo mi przeszkadzasz. Ale Emi nie miała gdzie pójść. To był ich wspólny pokój. Rodzice mieli drugi, a Dama mieszkała w kuchni. Wszyscy mówili, że na Marsie jest mało miejsca, dlatego wszystkie domy były niewielkie i stały jeden przy drugim. Nie można było grymasić. To znaczy, Emi nie grymasiła, wcale nie chciała mieszkać sama, ale Salmi marzyła o własnym pokoju. Kiedyś go miała. Jak Emi nie było jeszcze na świecie.

Emi obiecała sobie (i siostrze, w tajemnicy), że nie będzie już gadała. Patrzyła tylko na nią. Na oczy, które ruszały się zabawnie podczas czytania. I nagle spojrzały wprost na nią, aż podskoczyła.

– Co? – zapytała Salmi.

– Nic.

– To dlaczego się gapisz?

– Poczytasz mi na głos? – wiedziała, że to nie był dobry pomysł, ale nic innego nie przyszło jej do głowy.

No tak. Jak zwykle. Emi nie da jej spokoju. Nie można się pouczyć, zająć swoimi sprawami, nie można nawet zaprosić koleżanek, bo smarkula musi być zawsze blisko i ciągle jej potrzebuje. W porządku, poczyta jej, poczyta tak monotonnym tonem, że mała dojdzie do wniosku, że to najnudniejsza rzecz na świecie i może wreszcie sama się czymś zajmie.

– "Na Ziemi owady żyły na wolności, tak jak większość innych zwierząt (pomijając gatunki zagrożone, patrz rozdział 25)" – Salmi przeczytała całą zawartość nawiasu bardzo starannie – "zważywszy jednak na ich bardzo niewielkie rozmiary oraz ogromne zdolności przystosowawcze, można zaryzykować tezę, że znajdowały się wszędzie. Były także niechcianymi lokatorami w budynkach mieszkalnych, nierzadko pasożytując na zapasach żywieniowych mieszkańców, patrz mol, rycina 103, a nawet ich krwi, patrz komar, rycina 104".

– Co to znaczy pasożytować? – Okazało się, że Emi słucha uważnie.

– Zjadać. Coś w tym stylu.

– Cooo?! – Mała zasłoniła dłonią usta. Zresztą nawet Salmi się wzdrygnęła i szybko przeleciała wzrokiem ostatni fragment, upewniając się, czy czegoś nie przekręciła. – Jakieś zwierzęta mieszkały z ludźmi, zjadały ich jedzenie i piły ich krew?

– Dziwne, nie? – Salmi zapomniała o niechęci do siostry, podobnie zaintrygowana przeczytanym fragmentem. – Dziwne, że ktoś na to pozwalał. Wyobrażasz sobie, że jakieś zwierzę wypija twoją krew?

Nie, Emi sobie tego nie wyobrażała. Dlaczego ludzie się na to zgadzali?

– Chyba były bardzo silne. Te owady. Jeśli nie można było ich pokonać.

Salmi nie potrafiła tego wyjaśnić. Podręcznik nie tłumaczył nic więcej. Jak to możliwe, że nikt ich nie zamknął i odgraniczył od ludzi, skoro były z nimi takie problemy?

– Wiesz, co jeszcze jest dziwne? – dzieciak przerwał jej rozmyślania. – Tam napisali, że te owady jadły też pokarm. Wyobrażasz sobie, że ktoś nam zabiera pokarm? Chyba byśmy byli ciągle chorzy.

– Oni mieli dużo jedzenia na Ziemi.

– Jak to?

– Tak to. Tam rośliny rosły normalnie przed domem. I w takich specjalnych miejscach – Salmi nie pamiętała dokładnie, jak to było, ten rozdział miała w zeszłym roku. – I te zwierzęta też jedli codziennie – dodała kończąc temat i w duchu postanawiając, że znajdzie go w podręczniku z poprzedniej klasy.

Do pokoju dziewczynek wjechała Dama i zaczęła ścierać kurze.

– Na Ziemi jedli zwierzęta? – Mała siostra patrzyła na nią z niedowierzaniem, jej broda drżała lekko. No tak, zwierzęta kojarzyła tylko z bajeczek dla dzieci, trzy małe świnki, Chip i Dale, krecik, opowiastki i wyświatlanki na tabliczce, w większości pozostałość po ziemskim życiu, tu nie było czasu na tworzenie takich rozrywek dla dzieci, cała energia szła na podtrzymywanie życia na nieprzyjaznej planecie. Salmi wiedziała, że wcześniej czy później mała dowie się, jaka jest prawda, i będzie beczeć, wyrzucając z siebie smutek i rozczarowanie. I wiedziała, że ona też będzie przeżywać ten smutek, a wcale tego nie chciała, więc zamiast tego postanowiła się zezłościć.

– Tak, jedli. I ty też jesz zwierzęta, rodzice ci nie mówili, ale tak właśnie jest.

– Jak to… – Emi była na granicy płaczu, jeszcze się broniła – przecież my jemy tabletki. I fibrowy uzupełniacz…

– Zgadza się. I to wszystko jest syntetyczne. A w niedzielę?

– A w niedzielę… w niedzielę… jedzenie organiczne…

– Właśnie. I co to twoim zdaniem jest jedzenie organiczne?

– No… to drogie jedzenie… żebyśmy uzupełnili braki… – dziewczynka broniła się przed wyjaśnieniem, o którym wiedziała, że się jej nie spodoba.

– To są prawdziwe rośliny i prawdziwe zwierzęta. Hodują je tu w specjalnych miejscach, które nazywają się Wsie, a potem zabijają i zamieniają w jedzenie. I powiem ci coś jeszcze: w najbliższej Wsi pracuje TATA.

No i proszę bardzo. Już beczy. Salmi też chce się beczeć, może miałaby nawet ochotę przytulić smarkulę, bo sama pamięta tę chwilę, kiedy się dowiedziała. Kiedy z bajeczek wskoczyła w rzeczywistość. Ale teraz stała tylko z obojętną miną, którą utrzymywała ostatkiem sił. Niech sobie mała nie myśli.

– Nie rycz – powiedziała w końcu. – Ciesz się, że mieszkasz na Marsie i zjadasz zwierzęta hodowlane, a nie na Ziemi, gdzie mogą cię zjadać owady.

Emi kiwnęła głową, pociągnęła nosem, przyjęła chusteczkę od Damy i starała się uspokoić. Nie chciała złościć siostry jeszcze bardziej.

Wzięła tabliczkę i otworzyła program do rysowania. Salmi wróciła do nauki. Dama odkurzała podłogę, szumiąc cicho.

– Dama! Podaj wodę. – Robot nalał wodę do pojemnika i przywiózł ją starszej dziewczynce. – A teraz sprzątaj. Szybko.

– Mówi się "dziękuję" i "proszę" – upomniała ją Dama, ale Salmi tylko prychnęła. Sama wiedziała, co się mówi i do kogo. Dama odkurzała jeszcze chwilę, gdy zaczęło mrugać czerwone światełko na plecach.

Siostry spojrzały na to zdziwione. Dama miała mnóstwo światełek, ale z istnienia czerwonego nie zdawały sobie nawet sprawy. Nagle coś zawarczało i błysnęło. Światełko zgasło i Dama przestała się ruszać.

– Zepsuła się. – Emi patrzyła na starszą siostrę, nie do końca wierząc w swoje słowa. Co teraz? Nigdy w całym jej życiu Dama nie przestała działać. Podawała im jedzenie i wodę, sprzątała, wpuszczała je do domu i z niego wypuszczała, sprawdzała im temperaturę i puls, uczyła grzeczności, pilnowała dostępu do kodów i kart, ale nigdy, przenigdy sama się nie wyłączyła.

– Nie liczyłabym na to. – Salmi podeszła do Damy, spróbowała wcisnąć kilka guzików. Nic.

– Kto nas teraz będzie pilnował? – Usta młodszej siostry ułożyły się w podkówkę. Skąd u niej ta chęć, żeby każdy problem kwitować płaczem?

I czy to jest w ogóle problem?

– Same się popilnujemy.

– Jak?

– A co? Nie nalejesz sobie sama wody? Zapomnisz iść spać?

– Nie, ale… – gdzieś z tyłu świadomości dziewczynkę ogarniał niepokój, który powoli zyskiwał konkretny kształt – Nigdy nie byłyśmy same.

– Głupia jesteś. Przecież Dama to robot. Ona się nie liczy. Milion razy byłyśmy same.

– Ale…

– Przestań. Jesteśmy same za każdym razem, kiedy rodzice jadą na konferencję. Czyli równo co dziesięć dni. Naprawdę myślisz, że Dama to jest jakiś opiekun?

– Przyzwyczaiłam się do niej… – próbowała wytłumaczyć się mała.

– Teraz ja się tobą zaopiekuję.

– Naprawdę?

Twarz siostrzyczki rozjaśniła się i Salmi poczuła ciężar w brzuchu. Czy wszystkie młodsze siostry tak bardzo polegają na starszych? I na kim ona polegała, mając pięć lat? No tak. W tym wieku nie miała powodów, żeby nie wierzyć w wszechzdolności Damy.

– Naprawdę. I powiem ci coś jeszcze. Weźmiemy mobil i pojedziemy na wycieczkę.

To się Emi nie mieściło w głowie.

– Dama nas nie wypuści.

– Dama jest zepsuta, pamiętasz? Wyjmiemy z niej kartę, otworzymy drzwi, weźmiemy mobil i pokażę ci zwierzęta.

Szykował się najstraszniejszy i najwspanialszy dzień w życiu Emi. Zwierzęta. Prawdziwe. I rośliny. Ale przede wszystkim – zwierzęta.

– Zabierzesz mnie na WIEŚ?

– Właśnie. Chcesz?

– A jak ktoś nas złapie?

– Tata miał przed południem dyżur, teraz jest na konferencji, kolejny dyżur będzie miał ktoś inny dopiero wieczorem. Kto ma nas złapać, twoim zdaniem?

– A jak… a jak… – mała była pewna, że istniał jakiś zakaz, o którym zapomniała. Jakieś niebezpieczeństwo, które czaiło się w tym niebywałym planie. Nie wymyśliła jednak niczego, a starsza siostra już wyciągała z Damy karty i ponaglała ją do wyjścia.

Nigdy dotąd nie wyszły bez pozwolenia. Szybko wskoczyły do mobila i przyciemniły szybki. Nikt nie musi wiedzieć, że dzieci suną bez opieki.

Wieś mieściła się za aglomeracją, Salmi nastawiła nawigację i po pół godziny były na miejscu.

Podeszły cicho do ogrodzenia. Nikogo nie widziały. Słyszały tylko tajemnicze odgłosy dochodzące z drugiej strony. To na pewno one. Zwierzęta. Salmi nie przyznała się Emi, ale też była ciekawa, czy choć trochę przypominały te z bajek. Trochę teraz żałowała, że nie zajrzała przed wyjściem do atlasu. Kiedyś go oglądała, ale już dawno i zapomniała, jak wyglądają zwierzęta, a w szkole nie wymagano tej wiedzy.

Ostrożnie przesunęła kartę przez czytnik. Furtka otworzyła się. Dziewczynki weszły.

Były na Wsi.

Stały na szerokiej drodze, wokół widać było niezbyt wysokie ogrodzenia. Wzdłuż nich regularnie rozmieszczone były zielone kształty w donicach – z pewnością rośliny. Podeszły do pierwszego wybiegu. Zabawne zwierzęta z kręconymi ogonkami szorowały zadkami o powierzchnię, jakby chciały się podrapać. Emi rozchichotała się. Salmi przykryła dłonią jej usta – na wszelki wypadek.

Poszły dalej. Te zwierzęta rozpoznała:

– To owce – rzuciła tonem oczywistości, kątem oka rejestrując podziw małej.

– Są zrobione z tworzywa?

– Nie, głupolko. Mówiłam ci. To są prawdziwe zwierzęta. Nie są z niczego zrobione. Urodziły się jak ty i ja.

Zwierzęta w kolejnym wybiegu były bardzo duże.

– Co to? – zapytała z trwogą dziewczynka, pewna, że starsza siostra wie wszystko.

– Nie jestem pewna. Chyba krowa. Możemy sprawdzić w domu – zirytowała się Salmi, złapana na ignorancji.

Stały i patrzyły. Aż nagle coś zwróciło ich uwagę. Nieduża postać. Z wielkim dziobem, kolorowym ogonem i czymś przerażającym na niewielkiej głowie. Pojawiła się na drodze. Poza ogrodzeniem. I nagle ruszyła prosto na nie.

Stróż. Zwierzę wyszkolone, by pokonać intruzów. Salmi nie miała wątpliwości. Jak mogła pomyśleć, że tego miejsca nikt nie pilnuje!

Rzuciły się z krzykiem do ucieczki. Stróż najwyraźniej postanowił zacząć od Emi, która w panice skręciła w boczną drogę i zaczęła oddalać się od Salmi. Biegł dwa kroki za nią wydając przerażające odgłosy. Wielki dziób otworzył się, gotów w każdej chwili zaatakować. Groźnie rozłożone skrzydła biły powietrze. Zabije jej małą siostrę! Z dzioba wystawał trujący język, już, zaraz uszczypnie Emi!

Salmi poczuła, jakby niosła ją jakaś nowa, nieznana siła. Uratuje siostrzyczkę! Zaraz go dopadnie! Wyszkolone zwierzę też biegło naprawdę szybko… i dziab! Zaatakowało Emi! Salmi poczuła, jak gniew zalewa ją aż po czubki palców, skoczyła, spadła na Stróża całym ciężarem swojego ciała, masz zły zwierzu!

Emi uciekła, płacząc i krzycząc. Uciekło też zwierzę, w inną stronę. Salmi siedziała na drodze i zorientowała się, że też płacze. Trzęsły się jej ręce, a wstając poczuła, że ma miękkie nogi. Mimo to podeszła szybko do siostrzyczki, złapała ją w ramiona i szepnęła do ucha:

– Do furtki, szybko.

Biegły, trzymając się za ręce, aż znalazły się po drugiej stronie ogrodzenia. Salmi zamknęła furtkę. Były bezpieczne.

W mobilu Emi patrzyła na siostrę błyszczącymi oczami.

– Uratowałaś mnie.

– Tak.

– Jesteś najlepsza.

Odpowiedź nadeszła dopiero po chwili:

– Czasami.

***

Dosunęły do domu. Dama nadal była zepsuta, najwyraźniej usterka była zbyt poważna na autonaprawę. Dobrze. Nikt się nie dowie, że wychodziły i gdzie dotarły. Salmi włożyła w odpowiednie przegródki wszystkie karty.

Wyszukała u rodziców atlas zwierząt. Wertowała go dłuższą chwilę, aż znalazła stwora, który ich gonił. Kogut. Samiec kury. Sprawdziła, co może zrobić człowiekowi. Odłożyła książkę. Napotkała pytające spojrzenie siostrzyczki.

– I co?

– Dobrze, że tak szybko biegłaś.

– Zabiłby mnie?

– Tak, Emi. – Powiedziała starsza siostra, patrząc jak oczy małej rozszerzają z przejęcia. – Lepiej było nie wychodzić z domu bez pytania. Miałaś rację.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • szopciuszek miesiąc temu
    Hej, bardzo dobrze się czytało, tak z uśmiechem na twarzy, jak dziecko. Relacje między siostrami oddane perfekcyjnie ( chociaż końcówka mnie zaskoczyła, bo wiem, że z ust mojej starszej siostry nigdy bym czegoś takiego nie usłyszała) ;). To co obce, to swojskie. To co swojskie, to obce. Piątalka.
  • jesień2018 miesiąc temu
    O, hej! Jaka szybka reakcja, miło! Końcówkę minimalnie zmieniłam, może teraz da się w nią uwierzyć? Sama się wahałam, więc super, że napisałaś :)
  • szopciuszek miesiąc temu
    Pewnie by zdzierżyła ;)
  • jesień2018 miesiąc temu
    szopciuszek :)
  • 00.00 miesiąc temu
    Bajka dla dzieci pouczająca. Zatargi z młodszym rodzeństwem chyba są częstym zjawiskiem.
    Kogut może wydziobać oko, a nawet zabić. Udomowione ptaszki.
  • jesień2018 miesiąc temu
    Dzięki za przeczytanie i opinię, Szu :)
    Pozdrawiam!
  • Wrotycz miesiąc temu
    Rozliczenie z grzeszku dzieciństwa? :)
    Pytam, bo mam go na sumieniu, starszą siostrą będąc. :)
    Powiem tak, sympatyczne opko, gdzie wątek SF tylko tłem dla relacji siostrzanych. Happy end - kłamstwo ze śmiercią służy młodszej, ale i starszej siostrze. Więc git:)
  • jesień2018 miesiąc temu
    Hahaha no cóóóż. Moje dzieciństwo to nieustające pasmo grzeszków, bom też starsza siostra.
    Dzięki!
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Z przyjemnością przeczytałam, zawsze lubiłam takie opowiastki. Zawsze lubiłam pozostawać sama w domu jako dziecko. Ileż to strachów i niesamowitych wydarzeń sobie wyobrażałam. My pewnie też zatęsknimy do naturalnego jedzenia bez syntetycznych dodatków. Pozdrowienia!
  • jesień2018 miesiąc temu
    Miło Cię gościć, Bożeno. Tak, ja też lubiłam zostawać sama :)
    Dziękuję i pozdrawiam!
  • pkropka miesiąc temu
    Urocza, bardzo ciepła historia. Przeczytałam z ogromną przyjemnością.
    I ten fragment z owadami - cudowny <3
    "Nigdy w całym jej życiu Dama się nie przestała działać." - myślę że widzisz ;)
  • jesień2018 miesiąc temu
    Jak miło czytać takie słowa:) Dziękuję, Kropeczko!
  • piliery miesiąc temu
    To się czyta. :) Szczególnie nocą. Bardzo to pięknie poukładałaś. Bravissimo!
  • jesień2018 miesiąc temu
    To się ogromnie cieszę, że Ci się podobało, piliery :) Pozdrowienia!
  • Justyska miesiąc temu
    "dlatego wszystkie domy były niewielkie i ciasno rozmieszczone." Wiem, że czepialstwo, ale mi słowo "rozmieszczenie" kłóci sie z "ciasno". A może ustawione?

    "Kiedy z bajeczek w skoczyła w rzeczywistość." Tu spacja "wskoczyła" :))

    Bardzo fajna historia. Moze się zdarzyć. Zresztą już teraz dzieci myśla, ze mleko jest ze sklepu i dziwią sie, ze mięso to część zwierząt, nie chcą jesć owoców, ktore nie są doskonałe itp. A wciąż mieszkamy na ziemi. Relacja sióstr też super oddana.
    Piateczka jak nic i pozdrowienia!
  • jesień2018 miesiąc temu
    Hej, just:) Nie wiem, co z tymi domami w sumie, więc zmieniłam, jak sugerujesz - nie zaszkodzi:)
    Super, że opowiadanie gdzieś tam zagrało, pozdrowienia:)
  • Cofftee miesiąc temu
    Jesieni, cudna historia! Bardzo sympatyczna, świetnie napisana, czytało się szybciutko bo tak wciągała. Trafiła do mnie niesamowicie, bo sama jestem i starsza i młodsza siostra jednocześnie, więc to co tu zawarłas znam z autopsji i relacja rodzeństwa jest zdecydowanie najmocniejszym punktem tego tekstu, choć resztą także niczego sobie. Lubię to u Ciebie bardzo, że zwykle spodziewam się wzruszenia kiedy do Ciebie wpadam, a już dwa razy mnie zaskoczyłaś pozytywnie - zamiast ściśniętego gardła jest więc ulga. Myślałam intensywnie co też mogło ich tam zaatakować, a tu taka prosta odpowiedź z uśmiechem :-)
    Podsumowując, super pomysł, wiarygodne postaci, coś świeżego i nietuzinkowego. Ode mnie duże pięć!

    I taka mała wątpliwość, która wylapalam;

    . Starsza, dwunastoletnia, uczyła się, siedząc na fotelu z podwiniętymi nogami, młodsza, pięci - wyszło troszkę tak, jakby to fotel miał podwinięte nogi :-P
  • Cofftee miesiąc temu
    P.s. Moim zdaniem każda siostra to jednak bohaterka :-))
  • jesień2018 miesiąc temu
    Cofftee, bardzo ucieszył mnie Twój komentarz i obserwacje:)
    (Teraz już chyba zawsze będę miała lekkiego stresa, że Cię zawiodę heh).
    Co do ściśniętego gardła - tak poczułam, że zmęczona już jestem tymi swoimi ciężkimi klimatami i chciałabym pisać lżej... cieszę się, że mimo to nie jest nudno i jakieś emocje wywołuje:)
    I niech będzie, że to fotel ma podwinięte nogi, a co! :-D
    Pozdrowienia!
  • krajew34 miesiąc temu
    Naprawdę fajnie się czytało, tylko powtórzenia imienia lekko raziły, ale zapewne było zabieg celowy. Patrząc na nasze czasy, obawiam się, że łykanie tabletek zamiast normalnego pokarmu nie musi być tak odległe, skoro już teraz jest taki boom na nie jedzenie mięsa, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Czytając te wszystkie powieści sci-fi, coraz częściej można dojść do wniosków, że nie jest to przyszłość aż tak daleka, jak mogło się wydawać, zarówno w tych dobrych aspektach, jak i tych złych.
  • jesień2018 miesiąc temu
    Kogo widzę pod swoim tekstem:)) To chyba ten gatunek Cię zwabił, co, krajew?:)
    Taak, też się trochę martwię przyszłością. Tzn zwłaszcza tymi złymi aspektami, które wydają się przeważać...
    Dzięki za przeczytanie, opinię i refleksje!
  • krajew34 miesiąc temu
    jesień2018 z nudów czasami coś czytam i wpadam pod różne teksty. Głównie pod TW, zważywszy, że większość tekstów to wiersze, a poezja to dla mnie niczym operowa aria, zupełnie nie zrozumiała.
  • krajew34 miesiąc temu
    *zważywszy, że większość tekstów na głównej
  • Karawan miesiąc temu
    Czepialski :)
    Siostry były same w domu, nie licząc Damy układającej ubrania w pokoju rodziców. - Zaprzeczenie, bo albo były same albo nie. :) Otóż były same i to Czytelnikowi całkowicie wystarczy ponieważ za chwile dowie się, ze Dama jest robotem. Wywaliłbym wiec "nie licząc", postawił kropkę i napisał ; "W pokoju Rodziców Dama układała ubrania".

    na Marsie jest mało miejsca, dlatego wszystkie domy były niewielkie i ciasno ustawione. - zmieniłbym; ...mało miejsca i niewielkie moduły mieszkalne zbite na ciasnej przestrzeni...

    Mówi się "dziękuję" i "poproszę" – upomniała ją Dama, - poprawnie mówi się "proszę", forma poproszę, podziękuję, pojadę to obietnica, a potocznie także powinno się mówić "proszę". Forma poproszę jest przeniesieniem z dialogu; - co podać? - poproszę wino Malaga rocznik 1923. :)

    Tyle Czepialski, ja zaś dziękuję za wizję Marsa. :)
    Proszę pamiętać, że Czepialski tylko sugeruje, a Autor decyduje!!
  • jesień2018 miesiąc temu
    Większość przyjmuję od Czepialskiego, dziękuję za wizytę i pozdrawiam!
  • jesień2018 miesiąc temu
    Nie, jednak nie mogę napisać o "niewielkich modułach mieszkalnych, zbitych itd." bo to monolog wewnętrzny pięciolatki :))
  • Karawan miesiąc temu
    jesień2018 I słusznie !! Czepialski też czasem fanzoli od rzeczy :)
  • Ritha miesiąc temu
    „Emi umilkła zawstydzona. To, że zawsze czuła się niemądra, kiedy Salmi tak do niej mówiła, nie było najgorsze. Najgorsza była wiadomość pod spodem: jesteś niepotrzebna, Emi, i bardzo mi przeszkadzasz” – uuuu, zabolało to zdanie, dobrze oddany strzał w emocje

    „Ale Emi nie miała gdzie pójść. To był ich wspólny pokój” – i na dobitkę, jeb! Już mnie rozmiękczyłaś

    Gdy byłam mała do cioci mieszkającej niemalże po sąsiedzku co wakacje przyjeżdżały kuzynki ze Śląska, dwie były w moim wieku (jedna rok starsza, jedna rok młodsza), a trzecia była całkiem mała wówczas, taki brzdąc-kurdupel, chyba z sześć czy siedem lat młodsza. Zawsze chciała wszędzie z nami chodzić, my miałyśmy siebie, ona nie miała tam rówieśniczek. Te dwie natomiast miały jej dość, bo bardzo często się nią zajmowały i chciały chyba pospędzać czas na luzie, mi natomiast było jej szkoda i pomimo, że utrudniała wszelakie zabawy o-jakże-dorosłych-pannic, to lubiłam jak ją zabierałyśmy. Wprowadzała taki, hm, ciepły klimat w to wszystko. Potem wszystkie dorosłyśmy i tamten czas jakoś się rozmył, prysł, ale ta najmłodsza jeszcze długo przyjeżdżała do babci i w pewnym momencie miałam z nią lepszy kontakt niż z nimi, przegadałyśmy godziny całe, jeeej, poruszyłaś moje wspomnienia. Trochę mi jakoś smutno teraz :)

    „Były także niechcianymi lokatorami w budynkach mieszkalnych, nierzadko pasożytując na zapasach żywieniowych mieszkańców, patrz mol” – grrrrr, robale wstrętne!

    „Wyobrażasz sobie, że jakieś zwierzę wypija twoją krew?
    Nie, Emi sobie tego nie wyobrażała. Dlaczego ludzie się na to zgadzali?
    – Chyba były bardzo silne. Te owady. Jeśli nie można było ich pokonać” – dobreee :D o jakże silne komarzyska! (już mi weselej)

    „jej rozmyślania. –Tam napisali” – brakuje spacji po kreseczce
    „– No… to drogie jedzenie… żebyśmy uzupełnili braki… - dziewczynka broniła się” – krótka kreseczka się wdarła (wtargnęła wręcz!)

    „Ciesz się, że mieszkasz na Marsie i zjadasz zwierzęta hodowlane, a nie na Ziemi, gdzie mogą cię zjadać owady” – grunt to logika, choć paradoksalnie wcale Salmi nie polubiłam

    „– Dama! Podaj wodę. – Robot nalał wodę do pojemnika i przywiózł ją starszej dziewczynce. – A teraz sprzątaj. Szybko” – normalnie Jetsonowie :D Gatunek świetnie wykorzystałaś, stuprocentowe sci-fi

    „Salmi poczuła, jakby niosła ją jakaś nowa, nieznana siła. Uratuje siostrzyczkę! Zaraz go dopadnie!” – no nareszcie jakieś ludzkie odruchy

    „Salmi poczuła, jak gniew zalewa ją aż po czubki palców, skoczyła, spadła na Stróża całym ciężarem swojego ciała, masz zły zwierzu!” – czy „masz zły zwierzu!” nie jest już jej wypowiedzią (?)

    „Emi uciekła[,] płacząc i krzycząc”
    „Biegły[,] trzymając się za ręce, aż znalazły się po drugiej stronie ogrodzenia”

    Bardzo ładna końcówka z korektą zachowań bohaterki i morałem dla niej i czytających. Świetny tekst. Bardzo przyjemnie i refleksyjnie się czytało.
    Pozdarawiam :)
  • jesień2018 miesiąc temu
    Ritha :))) Ty to zawsze tak ładnie napiszesz człowiekowi, są w komentarzu i emocje, i chłodna analiza.
    Super, że pokazałaś kawałek swojego dzieciństwa, uroczo-smutny obrazek.
    Co do morału... w sumie nie wiem, czy tam jest :) Wyobrażam sobie, że kolejnego dnia Salmi znowu jest niemiła... ale coś z tego doświadczenia na pewno w niej zostanie. Tak myślę:)
    Och, jak się cieszę, że Ci się podobało! :))
    Pozdrowienia!
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Hej,
    Swietna wizja życia w kolonii na Marsie. W czwartym pokoleniu pewne instynkty, wiadomości zakorzenione u ziemian, tu samorzutnie zanikają.
    Bardzo ciekawie to odpisałaś. Naprawdę bardzo to fajne i przekonująco opisane.
    Pozdrawiam :)
  • jesień2018 miesiąc temu
    Na jak Aga twierdzi, że moje sf jest przekonujące, to nie mam więcej pytań :-D
  • sensol miesiąc temu
    nie za fajnie na tym marsie. obawiam się, że nie będzie trzeba się tam przenosić, żeby było tak jak w Twoim opko. smartfony robią swoje :) (fajnie prowadzisz akcję - w równym tempie, trochę jakbym jechał autem po dobrej gładkiej drodze) podobało się :)
  • jesień2018 miesiąc temu
    Jazda autem, mówisz? :))
    Hej, Sensol, miło, że zajrzałeś!
  • Canulas miesiąc temu
    Świetne. Do zagłosowania. Bardzo "oddajace" klimat. Przygodówka na modłę Stay by me - S. Kinga.
    Tak się zastanawiałem czy to nie jest odłamek tego samego universum co "Zamkniety Pokój".
  • jesień2018 miesiąc temu
    Łooo to Ty kojarzysz mój pierwszy tekst tutaj? Zaskoczyłeś mnie! Miło!
    Uniwersum inne jednak, ale cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało.
    Dzięki i pozdrowienia!
  • Canulas miesiąc temu
    jesień2018 - kultowy był... jest. Ja tak mam. Pamiętam detale, nie pamiętam dat oraz jestem topograficznym debilem. Ot wybiórczości los przewrotny
  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Canulas że co? :-D
    A co do detali, dat i topografii - podaj rękę!
  • jesień2018 miesiąc temu
    Cholera, to wyżej dotyczy tylko jesieni, Trening jest świetny we wszystkim!
  • Trening Wyobraźni 2 tygodnie temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 2 tygodnie temu
    jesień2018, oto Twój zestaw:
    Postać: Sierota
    Zdarzenie: Złote zęby vs recykling

    Gatunek (do wyboru): Punk lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 13 października (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • jesień2018 2 tygodnie temu
    Dziękuję, Treningu :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania