TW #16 W lodowym potrzasku część 2

Postać: Dziewczynka w masce

Zdarzenie: 23

Gatunek: Science fiction

 

Lili strząsnęła śnieg z obiektywu, później przy pomocy małej wkrętarki odkręciła uchwyt, po czym wrzuciła kamerę do plecaka. „Jeszcze trzy” – pomyślała i ruszyła wzdłuż ściany. Huczący w uszach wiatr rozrywał ciszę. Popatrzyła w ciemnoszare chmury. Wciąż padało. Łagodne mrozy minionych dni odeszły w zapomnienie i nad miasto dotarły zimowe burze śnieżne. Dziewczyna była zmęczona, ponieważ nie przespała poprzedniej nocy, ale odsunęła od siebie przykre uczucie. Przykryła je warstwą zwycięstwa połączonego z euforią bliskiego wyjazdu.

Gdy tylko zebrała resztę sprzętu, sprawdziła sidła. Złapał się zając. Ciało zwierzaka już zesztywniało, dzięki czemu łatwiej go oporządzić. Lili usunęła wnętrzności, potem jednym sprawnym ruchem ściągnęła skórę. Przed powieszeniem na pasku owinęła go w szmatę, żeby nie ubrudził spodni. „Świeże mięso będzie w sam raz na pożegnanie z tym miejscem”. Po zabiciu trzeciego laggra horda z pewnością przesunie się do miasteczka, więc Lili zyska okazję i spenetruje kolejny – oznaczony jako potencjalnie niebezpieczny – kwadrat. Wykonała swój plan w stu procentach, a dzięki nocnemu polowaniu, mogła odhaczyć w rejestrze dwudziestą trzecią kreskę.

Zawierucha naniosła zaspę pod drzwi. Na szczęście chwycił mróz, więc śnieg był miękki i lekki, Lili z łatwością rozgarnęła go nogą i nacisnęła klamkę. Później świst wiatru nagle ucichł, odcięty przez zamknięte drzwi. Zapaliła światło, które najpierw zamigotało, zanim zabłysło pełną jasnością. Ściągnęła kaptur, potem pozbyła się gogli i maski, po czym rzuciła plecak w kąt. Położyła dłonie na grzejniku, delektując się ciepłem. Zwykle nie zostawiała włączonego ogrzewania, ponieważ stanowiło zbyt duże obciążenie dla generatora, ale w obliczu wyjazdu pozwoliła sobie na luksus, w końcu i tak nie mogła zabrać urządzenia ze sobą. Rozejrzała się. Przez zabite deskami okiennice nie docierała ani kropla światła. W opustoszałym pomieszczeniu zostały meble, kuchenka i resztki wyposażenia mieszkania. Wszystkie potrzebne rzeczy spakowała z samego rana, później uporała się z drobiazgami zostawionymi w terenie, więc tylko posiłek dzielił ją od wyjazdu.

Lili spojrzała na zamknięte drzwi do pokoju.

Potrząsnęła głową i udała się do garażu. Z białego humvee wyciągnęła przenośną lodówkę, a z niej paczkę z mrożonką. Spojrzała krytycznie na swój dobytek ciasno upchnięty we wnętrzu samochodu. Głównie paliwo, broń i amunicja. Pokręciła głową. Z każdym kolejnym miesiącem miała coraz większy kłopot z pozyskiwaniem zapasów żywności. Wróciła do kuchni. Pokroiła zająca na kawałki i wrzuciła do wody, a kiedy zabulgotało, dodała mrożone warzywa. W końcu postanowiła załatwić ostatni problem. Pewnym krokiem podeszła do drzwi i przekręciła klucz. Na łóżku leżał mężczyzna. Młody z jasnymi, kręconymi włosami, przypominał anioła z kościelnych malunków, tylko facjatę miał bardziej styraną. Znalazła go w nocy, był tak słaby, że leciał przez ręce. Zabrała go tylko dlatego, że dzisiaj opuszcza to miejsce, a i tak od pierwszej chwili prześladowała ją myśl, czy dobrze postąpiła, ratując mu życie.

Chłopak oddychał miarowo, jednak drgania pod powiekami zdradziły, że już nie śpi, zresztą, po tylu godzinach snu zapach potrawki z zająca obudziłby umarłego.

– Wiem, że nie śpisz – powiedziała.

– Dlaczego mnie zamknęłaś? – odparł, nie otwierając oczu.

– Zaufanie nie jest na kredyt. – Lili wzruszyła ramionami. – I nie ma za co.

– Muszę wracać. – Chłopak podniósł się, opierając ciężar ciała na łokciu.

– Zostawiłeś kogoś?

Popatrzył na nią. W jego wzroku nieufność mieszała się z zamyśleniem. W końcu lekko skinął głową.

– Gdzie? – spytała.

Ciągle wpatrywał się w dziewczynę, ale nie odpowiedział ani nie poruszył głową. Jego oczy pociemniały.

Po raz kolejny przypomniał sobie wypadek autobusu, później opanowanie chaosu, Sama, Bena, plan i pełne nadziei spojrzenia pasażerów. Po raz setny zastanawiał się, czy ciągle żyją? Pamiętał bieg po pomoc, nocną ucieczkę i dźwięk mrożący krew w żyłach. Potem upadek i niespodziewany ratunek. Popatrzył badawczo na dziewczynę ubraną w spodnie moro, wojskową bluzę i wojskowe buty. Kobieta była młoda, najwyżej dwudziestokilkuletnia, miała smukłe ciało, ale ramiona nieco szersze niż u większości dziewcząt, zapewne wskutek ćwiczeń fizycznych, co bynajmniej nie ujmowało nic jej urodzie. Była piękna. Miała gładką, śniadą skórę i czarne włosy zawiązane w kucyk, ale jej oczy – ciemne i zimne – zdradzały wyrachowanie godne bezlitosnego zabójcy.

– Co ze mną zrobisz? – spytał.

Lili przez chwilę zastanawiała się, czy chłopak jej nie zaatakuje, ale w obecnym stanie nie miał szans w walce wręcz, a broń przezornie zostawiła w samochodzie. Chłopak chyba zdawał sobie sprawę ze swojego położenia, więc szybko odrzuciła tę możliwość. Właściwie zrobiło jej się trochę żal gościa, jednak nie zamierzała go zatrzymywać.

– Właściwie to nic. Tam jest wyjście. – Lili wskazała na drzwi.

Chłopak podniósł się, opuścił nogi z łóżka, ale zaraz usiadł z powrotem i wyraźnie się skrzywił. Przez chwilę siedział w bezruchu, jakby zbierał siły. W końcu niezręczną ciszę przerwał odgłos – przypominający zejście lawiny – wydobywający się z jego brzucha

– Wszystko w porządku?

– Tylko zakręciło mi się w głowie – Chłopak nikłym uśmiechem starał się zakryć zmieszanie. – Właściwie czuje się całkiem nieźle, jakbym się naprawdę dobrze wyspał

– Nic dziwnego, spałeś dwanaście godzin. Masz jakieś imię? – spytała.

– Micky – odparł.

– Słuchaj Micky, uratowałam twoją dupę i nie doczekałam się podziękowań, a teraz zachowujesz się jak obrażona nastolatka. Cokolwiek cię spotkało to nie moja wina, mogłam zostawić cię w śniegu i nigdy nie dowiedziałbyś się o moim istnieniu, a jednak ci pomogłam i należałyby mi się jakieś wyjaśnienia.

Chłopak wpatrywał się badawczo, ale nic nie powiedział.

– Nie będę naciskać – powiedziała Lili. – Dam ci zjeść, ale jeśli dalej będziesz tylko burczał, to po ostatniej łyżce możesz od razu wyjść.

Zaprowadziła go do kuchni, nałożyła dwie porcje potrawki i postawiła na stole. Micky wpatrywał się w jedzenie nieobecnym wzrokiem, ale w końcu apetyt zwyciężył. Z każdą kolejną łyżką jadł coraz szybciej, prawie nie gryząc. Gdy skończył, spojrzał łapczywie na garnek, ale zaraz się opanował. Przez chwilę zastanawiał się i w końcu powiedział.

– Dziękuję.

Dziewczyna popatrzyła na niego, ale żaden mięsień na jej twarzy nawet nie drgnął.

– Jest coś, czego nie potrafię zrozumieć – kontynuował Micky. – Jak to się stało, że wszystkie mutaki padły?

– Mutaki? Matko! – Lili podniosła brwi – Nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałam slang odzyskańców.

Dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła, ponieważ jednym słowem chłopak wyjawił wszystko, czego brakowało, żeby połączyć elementy w układance dotyczącej jego tożsamości. Odzyskańcy stanowili szemrane towarzystwo, ale w odróżnieniu od grabieżców mieli jakieś zasady. Skupiali się na walce z obcymi i pomagali cywilom, nie za darmo rzecz jasna, ale w końcu nikt nie jest doskonały. Przez chwilę pomyślała o sobie, ale zaraz wróciła do faktów. Zima to okres zwożenia ludności z pól do bunkrów, gdzie łatwiej przetrwać zimę. Lili spojrzała na chłopaka, Po posiłku na jego twarz wróciły kolory, a w niebieskich oczach zabłysły iskierki.

– Reptidzi, tak nazywaliśmy ich w C.E.K.U. – Lili machnęła dłonią. – Zabiłam laggra, dlatego padli. Wracając do ciebie, domyślam się, że transport utknął gdzieś w pobliżu. Jak daleko?

Jeśli Micky był zaskoczony, to nie dał tego po sobie poznać, a może wciąż trawił pierwsze zdanie?

– Piętnaście mil na południe – odparł. – My też zabiliśmy kilku niebieskich, ale to nigdy nie dało takiego efektu. Czym jest C.E.K.U.?

– Raczej było – odparła dziewczyna. – To chyba ja miałam pytać?

– Cóż, uratowałaś mi życie, masz prawo wyboru.

– Dlaczego nie spróbowaliście z obozem przejściowym? – spytała. – Aktualnie jest tam ekipa, a jeśli chodzi o moje miasteczko, to jestem przekonana, że oznaczyliście je jako kłębowisko.

Spojrzenie chłopaka przygasło.

– Kiedy ostatnio tam byłaś? – spytał.

– Nigdy, ale obserwowałam ich trzy tygodnie temu, około setki osób, myślę że punkt na wschodzie jest odcięty, więc zmienili szklak. Od kiedy służysz odzyskańcom?

– Od dawna. Od pięciu lat, walczyłem na przełęczy.

– Ostatnia wielka bitwa i ostatnia porażka ludzkości. – Lili zmrużyła oczy. – Słyszałam, że nie było czego zbierać?

– Ledwo przeżyłem, wydaję mi się, że to był punkt zwrotny. Ludzie stracili nadzieje. Od tamtej pory jest coraz gorzej, coraz mniej człowieka w człowieku. Teraz większość ludzi robi wszystko, żeby tylko przeżyć kolejny dzień, gotowi do najgorszego bestialstwa. A ty? Dlaczego jesteś sama?

Lili spojrzała w oczy Micky'ego. Przypomniała sobie moment, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy, gdy tylko wszedł do miasta, przez chwilę zastanawiała się, kim jest, ale nie odczuwała żadnych emocji związanych z obcym człowiekiem na jej terenie. Potem widziała jak natknął się na reptidów, gdyby rozszarpali go na kawałki, nie drgnęłaby jej powieka. Później pojawił się cel, więc ruszyła w oczekiwaniu na okazję, laggr prawie dorwał chłopaka, ale w głupi sposób zaplątał się w siatkę, więc zabicie potwora przypominało odebranie dziecku lizaka. Kiedy patrzyła na nieprzytomnego Micky'ego, coś się zmieniło, pozwoliłaby go zabić, ale nie mogła zostawić, gdy leżał tam bezbronny jak małe kocię.

– Tak – odparła Lili. – Teraz wszystko sprowadza się do przeżycia, chcemy żyć, nieważne jakim kosztem. Wygląda na to, że obcy już wygrali.

– Dlatego jesteś sama, już nie wierzysz w ludzi?

– Za dużo gadasz, Micky, chodź ze mną.

Lili zaprowadziła Micky'ego do garażu. Widziała jak oczy chłopaka zabłysły na widok załadowanego białego humvee.

– Nawet o tym nie myśl – prychnęła. – W miasteczku jest stacja pomocy drogowej, ich wozy są ciągle w niezłym stanie.

– Czy to daleko? A co z...?

– Nie przejmuj się reptidami. Co prawda w okolicy może zostali jacyś pojedynczy, ale to mocno wątpliwe. Myślę, że laggr polował na mnie i sprzęgł się z każdym, kogo odszukał, a że zginał zaskoczony jak dziecko we mgle...

– Dlaczego miałby na ciebie polować?

Lili wyciągnęła ciężki akumulator z bagażnika samochodu.

– Odepnij sanki. – Wskazała na ścianę. – Chyba że będziesz to niósł?

Micky posłusznie wykonał rozkaz, przywiązali akumulator do sanek, Lili wręczyła mu sznurek w dłoń i ruszyli. Na zewnątrz wiatr uderzył w twarz i zahuczał w uszach. Nie zważając na przenikliwe podmuchy, podążali w stronę obrzeży miasta. Chłopak z zaciekawieniem spoglądał na zasypane podwórka i zatrzymał się na chwilę, gdy zauważył wiewiórki buszujące w zaśnieżonych chaszczach pokrywających ogródki. Później popatrzył na najbliższe okno, ale zobaczył tylko mrok.

– W jaki sposób zabiliście laggra? – spytała Lili.

– Zapędziliśmy w pułapkę, rozszarpał go ciężki km.

– W tym tkwi różnica – powiedziała. – Zdążył się odpiąć.

Chłopak zrównał się z nią, kątem oka zauważyła, że patrzy zaciekawiony, więc kontynuowała.

– Reptidzi są sprzężeni z lagrrami czymś w rodzaju sieci asocjacyjnej. Znasz się trochę na sieciach neuronowych?

Micky kiwnął głową.

– W sieciach nie ma wyszczególnionych warstw, każda jednostka przetwarzająca jest złączona ze wszystkimi innymi jednostkami z wyjątkiem samej siebie. Połączenie pomiędzy dwiema jednostkami jest symetryczne, co oznacza, że ma taką samą siłę w obie strony, dlatego zabicie jednego reptida nie niesie ze sobą konsekwencji, ale w momencie, kiedy Laggr operuje z superpozycji, jest jakby administratorem całego systemu. Gdy poczują zagrożenie, rozłączają sieć, potrzebują około trzech sekund, jeśli nie zdążą, umierają wszyscy, ten wasz najwyraźniej się odłączył, dlatego cały system nie padł jak ten wczoraj.

– Skąd to wiesz?

Lili tylko machnęła dłonią i przyspieszyła kroku.

– Dużo ich zabiłaś? – Chłopak nie dawał za wygraną.

– Lagrrów? Dwudziestu trzech. – Wzruszyła ramionami.

– Dlaczego to robisz?

Lili zatrzymała się i spojrzała Micky'emu w oczy.

– To nie to o czym myślisz – powiedziała. – Nie jestem samotnym bojownikiem o wolność rasy ludzkiej, po prostu świat się zmienił, zapasy są na ukończeniu i tylko nieodwiedzane miejsca wciąż kryją sekrety. Można powiedzieć, że dzięki inwazji ewoluowałam.

– Wiesz coś o nich? – Micky wskazał palcem na niebo.

– O obcych? – Lili pokręciła głową. – Widzieliśmy tylko trójkątne statki przypominające domy. Ich samych nikt nigdy ich nie widział. Nie wiemy kim są, czego chcą. Wygląda na to, że postawili sobie za cel zniszczenie życia na tej planecie bez niszczenia samej planety.

– Skąd to wszystko wiesz?

Lili popatrzyła na niego z ukosa.

– Jesteśmy na miejscu – powiedziała.

Schyliła się i złapała za uchwyt, chwilę później harmonijkowe drzwi otworzyły się z hukiem, odsłaniając zakurzony warsztat. W środku stała terenowa toyota pomocy drogowej z pomarańczowym kogutem na dachu.

– Dawaj baterie. – Lili otworzyła maskę.

Chłopak bez słowa włożył akumulator na miejsce, podłączył przewody, później uzupełnili paliwo i wrzucili kilka kanistrów na pakę. Micky wsiadł i przekręcił kluczyk. Rozrusznik rzęził z wysiłkiem, ale pierwsza próba uruchomienia silnika zakończyła się niepowodzeniem.

– Spróbuj jeszcze raz – powiedziała Lili.

Przy drugiej próbie, po kilkudziesięciu sekundach samochód w końcu odpalił z charakterystycznym dieslowskim klekotem.

– Czas na mnie. – Uśmiechnięty Micky położył obie dłonie na kierownicy.

Lili skinęła głową. Podała mu pistolet, a później wcisnęła w dłoń garść nabojów.

– Dziękuję. Nigdy ci tego nie zapomnę – powiedział Micky. – Moja babcia mówiła, że warto wierzyć w ludzi, ale chyba u nas wszystkich obecne czasy zachwiały tą wiarą. Nauczyłem się dziś czegoś. Wierzę, że masz swoje powody, żeby nie ufać ludziom, ale gdzieś za tą zimną skorupą, skrywasz dobre serce i dzięki tobie znowu uwierzyłem, że warto pomagać. Mam nadzieje, że kiedyś ci się odwdzięczę, do tego czasu obiecuję, że nigdy nie zostawię nikogo w potrzebie. Żegnaj. Niech los ci sprzyja.

Nie odpowiedziała. Przenikliwy powiew wiatru wtłoczył chłód do garażu.

Samochód ruszył, przetoczył się przez próg i skręcił, kierując się ku północy. Dziewczyna patrzyła na światła ginące w oddali. Polubiła chłopaka, czego obiecała sobie już nigdy nie robić. Tacy jak on są niebezpieczni, potrafią wniknąć w serce i zapuścić tam korzenie. Lili zamknęła oczy i cicho zaklęła.

 

***

 

Micky przedzierał się przez zaspy. Samochód miał potężny silnik, napęd na cztery koła i łańcuchy na oponach, ale droga powrotna zajęła mu niemal godzinę. Wszystko przez śnieg, który zalegał na drodze. Śliska nawierzchnia, nierówne pobocze. Lawirował lodowym szlakiem – czujny jak pies pasterski – w poszukiwaniu stada.

Gdy dotarł na miejsce, odniósł wrażenie, że jego serce zwalnia, aż prawie przestało bić. Patrzył z niedowierzaniem na zniszczony autobus, powybijane szyby i zamarzniętą plamę krwi tuż przy wejściu. Nie wiedział, jak długo siedział, wpatrując się w tło. W końcu wysiadł i znów uczucie beznadziei sprawiło, że nie mógł się poruszyć, jakby ugrzązł w błocie. W końcu zebrał się w sobie, powoli ruszył do przodu.

Nagle usłyszał syk. Przez wybitą szybę mutak wypełzł ze środka autobusu. Micky wyciągnął pistolet, strzelał, ale nawet nie drasnął bydlaka, więc rzucił się do ucieczki, jednak był zbyt wolny. Uderzenie bestii rzuciło go na samochód. W plamie czerwieni zobaczył przed sobą jaszczurze oczy i twarz pokrytą łuskami. Wtedy usłyszał huk, niespodziewanie głowa potwora wybuchła i zanim chłopak stracił przytomność, uchwycił oczami obraz postaci w mundurze. Później otulił go ciepły kobiecy głos.

– Całe szczęście, że tędy przejeżdżałam i wygląda na to, że ratowanie twojej dupy powoli wchodzi mi w nawyk.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Przybędę ale już ie dziś.. Zbyt śpiąca....
  • Agnieszka Gu 3 tygodnie temu
    Ok, Podleciałam.
    Piszesz bardzo szczegółowo, co dobrze pokazuje bohaterów i otaczający świat

    To zdanie mnie zastanawia:
    "Micky wyciągnął pistolet, strzelał, ale nawet nie drasnął bydlaka, więc rzucił się do ucieczki, ale był zbyt wolny." - sporo tego "ale".

    Pozdrawiam
  • Cofftee miesiąc temu
    Cześć!

    " „Świeże mięso będzie w sam raz na pożegnanie z tym miejscem”. Po zabici" - niby oczywiste, że to myśl bohaterki, a jednak brakuje takiego wyraźnego: pomyślała Lili. Plus ja bym po tym dała akapit, ale to moja estetyka.

    "kłopot z pozyskiwaniem zapasów żywności. Wróciła do kuchni." - hm, jakoś nagle tak ta kuchnia. Też bym akapitem wjechała, czytając czułam się zmieszana.

    Troszkę to dla mnie nietypowe że sumiennie trzymasz się narracji Lili, a potem tak nagle bez ostrzeżenia obnażasz to, co dzieje się w umyśle chłopaka.

    " Lili przez chwilę zastanawiała się, czy chłopak jej nie zaatakuje, ale w obecnym stanie nie miał szans w walce wręcz, a broń przezornie zostawiła w samochodzie. Chłopak" - powtórzenie się wkradło

    "chwilę siedział w bezruchu, jakby zbierał siły. W końcu niezręczną ciszę przerwał odgłos – przypominający zejście lawiny – wydobywający się z jego brzucha" - a tu brakuje kropki, i zaraz po wypowiedzi chłopaka kilka linijek niżej też

    "a, Po posiłku na" - przecinek się wkradł

    "Nie jestem samotnym bojownikiem o wolność rasy ludzkiej, po prostu świat się zmienił, zapasy są na ukończeniu i tylko nieodwiedzane miejsca wciąż kryją sekrety. Można powiedzieć, że dzięki inwazji ewoluowałam." - tak, to w niej wyczuwalne i prawdziwe. Bardzo fajnie napisane!

    "zniszczenie życia na tej planecie bez niszczenia samej planety." - no, na ziemi może? Bo tak powtórzenie

    "Wierzę, że masz swoje powody, żeby nie ufać ludziom, ale gdzieś za tą zimną skorupą, skrywasz dobre serce i dzięki tobie znowu uwierzyłem, że warto pomagać." - bohater właściwie podsumował to, co ja, czytelnik, sobie ułożyłam w głowie odnośnie Lily. Dobrze wiedzieć, że idę dobrym tropem odbierając bohaterkę

    I skończyłam.
    Marzycielu, świetnie rozpisałeś postać Lili i w ogóle relację tych dwoje. Moim zdaniem jest to najmocniejszy punkt tego tekstu, choć oczywiście operujesz słowem sprawnie i miękko, to co tam na górze znalazłam to taka tam kosmetyka przecież. Naprawdę widziałam Lili jako twardy kawał babsztyla, który wie, co musi zrobić, by przetrwać, odnajduje się w nowym świecie i jednocześnie wciąż pozostaje ludzką osobą wobec zagrożenia. Ogólnie nie lubuję w klimatach sci-fi, obcych itp, ale tu bardzo te postacie mnie właśnie przekonały.
    Akcja moim zdaniem ciutkę źle się tutaj rozłożyła, nie wiem, czy tak miało być, ale wyszło tak, że kiedy "coś się zaczęło dziać", to w samej końcóweczce dopiero i tak naprawdę minęło jak mrugnięcie oka. Czy chciałeś tym podrkeślić ważność rozmowy bohaterów i ich relacji, czy to jakaś zapowiedź ciągu dalszego? No po prostu w tej części jakoś to wyszło nierówno.
    Ogólnie bardzo udany tekst :-)
    Pozdrówki!
  • Marzyciel miesiąc temu
    " „Świeże mięso będzie w sam raz na pożegnanie z tym miejscem”. Po zabici" - niby oczywiste, że to myśl bohaterki, a jednak brakuje takiego wyraźnego: pomyślała Lili. Plus ja bym po tym dała akapit, ale to moja estetyka.

    Szczerze mówiąc, zastanawiałem się nad tym zapisem. Jak sama się przekonałaś, kursywa nie współpracuje z opowi. Gdybym miał wybór, to w pierwszym akapicie, gdzie stosuję ten sam zabieg, myśl zmiękczyłbym kursywą i dodał czasownik "pomyślała", w drugim użyłbym tylko kursywy i wtedy sam zamysł byłby lepiej widoczny. Ale to akurat moja estetyka. Co do zrzucenia reszty do kolejnego akapitu, to brałem pod uwagę taką możliwość, ale ostatecznie narrator nie wychodzi z głowy dziewczyny, więc tego nie oddzielałem.

    "kłopot z pozyskiwaniem zapasów żywności. Wróciła do kuchni." - hm, jakoś nagle tak ta kuchnia. Też bym akapitem wjechała, czytając czułam się zmieszana.

    Rzeczywiście można to było zrobić lepiej.

    Troszkę to dla mnie nietypowe że sumiennie trzymasz się narracji Lili, a potem tak nagle bez ostrzeżenia obnażasz to, co dzieje się w umyśle chłopaka.

    Ćwiczę operowanie narratorem i tutaj przeskok okazał się zbyt twardy. W poprzedniej części również stosuję ten zabieg i chyba zrobiłem to lepiej, bo nikt się nie dopatrzył.

    Kropki, przecinki, powtórzenia to kosmetyka, opublikowałem tekst kilka minut po skończeniu, więc nie odparował. Poprawi się.

    bohater właściwie podsumował to, co ja, czytelnik, sobie ułożyłam w głowie odnośnie Lily. Dobrze wiedzieć, że idę dobrym tropem odbierając bohaterkę.

    To na wszelki wypadek, jakby ktoś się zgubił. :)

    Co do zakończenia, to identyczny zabieg serwuje na koniec poprzedniej części. Kwestia konsekwencji. Co do rozplanowania zdarzeń to myślę, że będzie to wyglądać lepiej, gdy skończę to opko. W poprzedniej części jest przewaga akcji, więc tym fragmentem chciałem to zmiękczyć, a przy okazji zbudować bohaterów. I tak rozgryzłaś to, co chciałem pokazać w tym fragmencie. Nawet nie wiesz, jak mnie ten dialog zmęczył. :)

    Pozdrawiam.
    M.
  • jesień2018 miesiąc temu
    Hej, byłam tu już wcześniej, ale jakoś nie miałam czasu skomentować. Ładnie to napisałeś, tak profesjonalnie. Podobają mi się dialogi, brzmią bardzo naturalnie, podoba mi się też postać Lili (wydaje mi się ciekawsza od Mikiego!).
    Z minusów to zdarza Ci się operować kliszami, szczególnie jeśli chodzi o oczy;) - oczy pociemniały, oczy zabłysły, oczy ciemne i zimne... Widziałam w życiu sporo takich zdań, ale takich zjawisk nie widziałam nigdy;)
    Ale to w sumie drobiazg. Przeczytałam z przyjemnością:)
  • pkropka 3 tygodnie temu
    Witaj Marzycielu :)
    "Właściwie czuje się całkiem nieźle" - ę
    "Mickey wpatrywał się" - myszka Ci się wkradła ;)
    "Ludzie stracili nadzieje." - ę

    Podoba mi się to, jak operujesz światem - naturalnie, bez wahania. Nawet gdybym bardzo chciała, nie potrafiłabym zakwestionować, że postaci żyją w nim i go znają.
    Momentami dialog był dla mnie ciut zbyt szybki, np. w ostatnim zdaniu brakuje mi kropki. Jako jedna bryła wygląda jak słowa wyrzucone na wydechu.
    I trochę pierdoła z Micky'ego.
    Poza tym napisane sprawnie, ciekawa relacja i ciekawy świat. Na pewno będę śledzić dalej:)
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Marzyciel, oto Twój zestaw:
    Postać: Socjopata
    Zdarzenie: Wypadek na odludziu

    Gatunek (do wyboru): Punk lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 13 października (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania