TW 17 - smak pustyni

Postać: Kobieta z piasku

Zdarzenie: Ostatnie zaręczyny w życiu

Gatunek: sama nie wiem pod co to podciągnąć

 

Pustynia.

Skąpane w gorącym słońcu, złote piaski, skrzące się jak małe drobinki diamentów. Boskie widoki przykuwają uwagę miłośników dzikich przygód z całego świata.

 

Emil i jego troje towarzyszy, uzbrojonych w kilka małych buteleczek wody, zapas suchego jedzenia, śpiwory i namioty, ruszyli w nieznane nikomu nieprzebyte tereny. Chcieli jako jedyni przejść większą część pustyni. Wyliczyli racje żywnościowe, upewniając się, że wystarczy im na przebycie dłuższego dystansu bez żadnych przeszkód, tylko Emil pomyślał i wszedł w posiadanie mapy oraz kompasu, reszta uznała to za zbyteczny balast.

Ruszyli w nieznane.

Po kilku dniach wędrówki ich siły witalne opadały. Do zmierzchu słońce znajdowało się centralnie nad ich głowami, wydmy nie dostarczały cienia. Każdy łyk wody smakował jak najdroższe wino. Żołądek odmawiał jedzenia, napady głodu nadchodziły w nocy. Po przepięknym zachodzie słońca temperatura znacznie się obniżała, apetyt na jedzenie wzrastał i pochłaniali racje żywnościowe jak zwierzęta.

Szybko zdali sobie sprawę, jakimi byli głupcami. Niedorzeczne informacje znalezione gdzieś w internecie, zapewnienia nieznanych internetowych znajomych sprowadziło ich na pewną śmierć. Nie mieli żalu, a może mieli. Rozpacz skrywali głęboko w sobie, żaden z nich nie umiał przyznać się do porażki.

Słońce wypaliło endorfiny, powoli zabierało wszystko niezbędne do przetrwania. Powlekali nogami, Emilowi raz udał na piach. Mózg przestał reagować.

Wyjął kompas, na niewiele się zdał. Chodzili w wyznaczonym kierunku - południu, uznali, że z tej części kierunku wyruszyli. Niestety, zdenerwowanie i oczekiwanie zrobiło swoje. W czasie szamotaniny jeden z towarzyszy w złości wyrzucił kompas daleko przed siebie. Takim cudem nie mieli nic.

Z upływem kolejnych dni, gdy usta tworzyły wyschniętą pękająca skorupę, skóra spalona na twarzy piekła w nocy nie dając spać, woda jak gejzer ulatniająca się z każdym krokiem, upadli jeden obok drugiego. Za zamkniętymi oczami żyli w świecie niedawnego szczęśliwego życia, modląc się do rodzin, czcząc każdy posiłek z nimi, aż wreszcie żegnając się.

Emil odwrócił głowę, jego oczom ukazała się piękna kobieta z dzbanem wody w dłoni. Poderwał się na równe nogi, podbiegł do kobiety, a ona jak bogini obmyła mu twarz chłodną wodą.

- Podejdźcie ona wam też pomoże - chrypiał do towarzyszy. Spojrzeli na niego, wiedząc, że postradał zmysły, wycierał w twarz gorący piasek. Skarcili go za to.

- Oni nie rozumieją - odezwała się do niego kobieta.

- Kim jesteś? - nie widział jej twarzy stała w słońcu otulona promieniami.

- Jestem twoją nadzieją, głos pustyni wyszeptał mi twoje imię - pokazała ręką, odwrócił się spojrzał na wyczerpanych kompanów. - oni nie są warci mojego czasu. - uklękła, położyła dłoń na jego policzku.

Pierwsze co ujrzał to włosy. Wielobarwne, w odcieniach blondu, rudości i brązu. Lekko podkręcone fale spływały jej po plecach. Gdy spojrzał jej w twarz, zatonął w oczach błękitnych jak ocean, usta krwisto czerwone, policzki, zgrabny nosek, pokryte maleńkimi piegami. Skóra złocista jak piaski Dubaju. Westchnął, ciężko wdychając woń morza.

 

Minął dzień, może dwa, odkąd się pojawiła, napełniła jego serce nadzieją. Wiedział, że ona przy jego boku wyprowadzi ich z tego piekła. Ostatnie pół butelki wody. Spojrzał w jej hipnotyzujące oczy. Kusiła go, namawiała do złego. Cena nie grała roli, zależało jej na jego życiu, była gotowa poświęcić wszystkich. Przystał na jej plan, poddał się jej urokom.

 

W nocy, gdy ciemne chmury przysłoniły gwiazdy na niebie, a księżyc przebijał blaskiem przez granatową otchłań. Udali się do namiotu najsłabszego ogniwa. Dwóch rzuciło się do obezwładnienia ofiary. Śpiący mężczyzna nie był świadomy, tego co się za chwile miało wydarzyć. Emil siadł na brzuchu koledze, lekkim ruchem dłoni naciął nożem gardło, patrzyli jak rzadka ciecz nasiąka w tkaniny. Emil delikatnie oblizał wyschnięte wargi.

 

- Pij ukochany - wyszeptała mu do ucha jego nadzieja

- Ale jak to? - spojrzał na nią zaskoczony.

- Płynna krew ukoi pragnienie, pij.

Posłuchał jej i przywarł ustami do dziury w tętnicy, nieboszczyka. Miała racje, smak był obrzydliwy, posmak metalu drażnił zęby. Nie uronił ani jednej kropli. Oderwał się od nieboszczyka, rana się zasklepiła, usiadł w rogu ciężko dysząc.

- Zaspokojony? - zapytała, ujmując jego twarz w dłonie.

- Tak - posłał jej życzliwy uśmiech.

 

Skonsumował surowe mięso, odcinając płaty mięśni z ud. Tam mięso było najbardziej pożywne. Jego, od niedawno ukochana nie odstępowała go na krok, radziła mu gdy dopadała go depresja, leczyła jego obolała duszę.

Zostało ich dwóch, Emil za namowa piękności, musiał poświęcić - chciał poświęcić, ostatniego kolegę w zamian za swoje życie. Zdawał sobie sprawę, że starcie będzie ciężki, ale nie dopuszczał myśli o przegranej.

Długa ciemna, chłodna noc, ostatnia zbrodnia.

 

Czyhał przy jego namiocie, w bezpiecznej odległości z tępym już nożem w ręku. Nie wahał się, pragnął życia z piękną kobietą, która stała odwrócona do niego tyłem. Dała mu znak skinieniem głowy, by spełnił jej oczekiwania. Odchylił wejście do namiotu, uniósł tępe narzędzie do góry. Zamachnął się raz, celując prosto w serce. Jednak trafił w płuco, mężczyzna otworzył przerażony oczy, łapiąc oddech. Krótkie serie wdechów napawały Emila chorą satysfakcją, był pewien wygranej.

 

Wygrał życie. Król życie, władca śmierci.

 

Patrzył na ofiarę, jak macha w powietrzu rękami. Nachylił się do niego, dając mu pomocną dłoń. Umierający zacisnął palce na przedramieniu Emila, pomiędzy wdechem chciał coś powiedzieć. Oprawca spojrzał prosto w oczy i uśmiechnął się pogodnie.

 

- Żyję dzięki tobie będę szczęśliwy, spoczywaj w pokoju - ostatnie słowa były jak zaklęcie.

Odszedł z tego świata ostatni kompan - podróżnik Emila, śmiertelna wyprawa zakończona sukcesem dla jednego z podróżników. Zabrał ostatnią ćwiartkę wody.

I ruszył, kierując się do wyjścia.

Szedł dwa dni. Butelki wyschły do dna, surowy mięsień kolegi przetrawił żołądek.

Przed nim wyrosła ludzkość, drzewa, ukłonił się w ich kierunku. Cywilizacja, prawie skakał na jej widok. Spojrzał w błękitne oczy swojej ukochanej.

- Wyjdź za mnie - ukląkł na jedno kolano - wyjdź za mnie, byłaś moja ostoja, jesteś moją przyszłością. Kocham Cię! - wykrzyczał.

- Nie mogę, jestem oddana piaskom, nie przetrwała bym wśród ludzi.

- Proszę, zostań nie odchodź - błagał, padł przed nią na kolana - nigdy nie spotkałem takiej czarującej kobiety jak ty, nie pokochałem i nie pokocham - łzy popłynęły mu po policzkach.

- Przykro mi.

 

Potknęła się o długą suknię i upadła w jego ramiona, pocałował ją delikatnie w usta. Zapamiętując jej miękkie wargi. Zaczynając od nóg, powili stawała się chmurą piasku, spanikowane oczy Emila omiotły jej ciało. Przytulił ją mocno do piersi. Rozsypała się w drobny mak, a wiatr poniósł jej szczątki w głąb pustyni. Chciał biec za nią. Nie miał siły się podnieść.

 

Padł wycieńczony, łkał jak małe dziecko, zapatrzony w rozżarzone słońce.

 

Zamknął oczy i zasnął...

 

Orchid.Solma

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni pół roku temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • maga pół roku temu
    Hej :) Popraw jak najprędzej powtórzenia w pierwszych zdaniach tego opowiadania. Póki nie przybyła tu szeroka rzesza czytelników.
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Skasowałam go w pieruny... Widziałam go wcześniej ale jakoś... Dzieki za zwrócenie uwagi, buziaki <3
  • maga pół roku temu
    Orchid.Solma
    W pewnym momencie fabuła mnie chwyciła, ale po chwili mnie wypuściła i dobrnąłem na pełnym luzie do końca tego opka.
    W pewnych momentach, brak płynności akcji. Są przeskoki, które powodują maleńki chaos.
    Kiedyś znałem taką dziewczynę, która miała błękitne oczy jak ocean. :) Byłem wtedy młodziutki. Jak mi spoglądała w moje oczy, to czułem jakby mnie coś wciągało :)
    Tekst zostawiam bez oceny. Wycofałem się z TW.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    maga dzięki za idę spieszylam się z publikacją tego...niej będę miała chwilę to zerknę jeszcze raz. Dzięki za opinię;
  • Trening Wyobraźni pół roku temu
    Orchid, w wolnej chwili wrzuć link do wątku z linkami:
    http://www.opowi.pl/forum/trening-wyobrazni-linki-do-prac-w1016/
    :)
  • szopciuszek pół roku temu
    Podoba mi się pomysl na wykorzystanie zestawu, bo udalo ci sie w pewnym momencie stworzyc nawet pewien klimat, ale niestety widać, że opowiadanie było pisane na szybko (literówki, powtórzenia, etc). Co zrobić, dwa tygodnie to mało czasu, kiedy ma się też inne obowiązki ;)

    Bledy wypisze pozniej, o ile nie zrobi tego ktos przede mna. Mi też sekundy leca przez palce ;)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dzięki za wizytę, wiem... ;)
    Jeden dzień to zdecydowanie za mało, nie mówiąc nawet o godzinę na poprawkę... następnym razem będzie lepiej... poprawię w wolnej chwili ;)
  • krajew34 pół roku temu
    Tekst tajemniczy, lekko zwariowany. Podobał mi się, choć parę rzeczy przykuło moją uwagę:
    - niech wyjdę na głupca, ale "póki" się piszę przez "ó", a tu zauważyłem przez u.
    Tego zdania niezbyt rozumiem. upiekła, położyła dłoń na jego policzku. Czyli co położyła mu dłoń i go upiekła, albo przypiekła?
    No i obawiam się, że raczej wzięliby bukłaki z wodą, niż butelki, plastik i szkło dosyć łatwo się nagrzewają.
    Ale to tylko moje zdanie. Na pewno tekst nie zaliczę do straconego czasu. Dobra robota. :)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Hej dzięki za ciepłe słowa i reprymendy :)
    Buzka
  • Tjeri pół roku temu
    Sam pomysł świetny, ale wykonanie bardzo słabe. Od kiepskiego researchu (choćby to - pustynia takich głąbów zabiłaby znacznie znacznie wcześniej) po dziwną budowę niektórych zdań, powtórzenia i... orty.
    Trochę szkoda tego pomysłu.
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dziki za opinię, cóż nie zgodzę się z nią... Pozdro
  • Canulas pół roku temu
    "- Pij, puki płynne," - tylko to wyjmę, bo wali w łeb.
    Źle zapisujesz wtrącenia po i międzydialogowe. Na portalu jest stosowny tutorial. Obadaj.
    Klimat ok, pomysł również, a nawet chyba bardziej niż ok. Wykonanie nieco koślawe.
    Pozdroxon, miss O.S.
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Hejo tak wiem, zerknę jak będę miała chwilę:) buźka
  • Cofftee pół roku temu
    Cześć!

    "Boskie widoki przykuwają uwagę, miłośników dzikich przygód z całego świata. " - nie rozumiem tutaj tego przecinka, moim zdaniem bez

    "szyło w nieznane nikomu nieprzebyte tereny." - tutaj natomiast przecinek, jak na moje oko: nieznane nikomu, nieprzebyte tereny - bo ze zdania robi się mamałyga.

    "ylko Emil pomyślał i wszedł w posiadanie mapy oraz kompasu, reszta uznała to za zbyteczny balast. " - kurde, co za tępaki :-O Na pustynię bez kompasu i mapy???

    "Po kilku dniach wędrówki, ich siły witalne opadały. " - bez przecinka

    " Woda upijana z każdym łykiem smakowała jak najdroższe wino." - nieporządek jest w tym zdaniu, a szkoda, bo jego sens jest naprawdę fajny. Ja bym zostawiła: 'woda smakowała jak najdroższe wino'.

    "zepięknym zachodzie słońca, temperatura znacznie się obniżała," - bez przecinka

    "i ze zwierzęcym głodem " - głodu, powtórzenie w jednym, krótkim akapicie

    "Niedorzeczne informacje znalezione, gdzieś w internecie" - bez przecinka

    "żalu, a może mieli. Żal skrywali gdzieś głęboko w sobie, żaden z nich nie umiał przyznać się do porażki.' - powtórzenie. Można napisać: skrywali go głęboko w sobie...

    "Endorfiny wypaliły słońce, powoli zabierało wszystko niezbędne do przetrwania. " - podmiot zdania źle podpięty w pierwszej części. Możę być: słońce wypaliło endorfiny... lub: endorfiny wypaliło słońce, które powoli... Bo rozumiem, że chodzi o to, że gorąc naszej gwiazdy to zrobił po prostu.

    "Emilowi raz udało się upaść na piach" - że udało się upaść to takie niezgrabne określenie. Lepiej po prostu byłoby napisać: Emil upadł na piach, czy cuś.

    "Z upływem kolejnych dni, gdy usta tworzyły wyschniętą pękająca skorupę," - fajne, aż poczułam to na własnych!

    " spać, woda jak gejzer ulatniająca się z każdym krokiem," - nie rozumiem tego porównania. Gejzery słyną raczej z tego, że mają wodę.

    "Za zamkniętymi oczami, żyli w świecie, niedawnego szczęśliwego życia, modląc się do rodzin, czcząc każdy posiłek z nimi, aż wreszcie, żegnając się." - bardzo fajne zdanie. Ale bez pierwszego przecinka, a właściwie dwóch pierwszych.

    " - upiekła, położyła dłoń na jego policzku." - upiekła? A nie 'ucichła'? 'urwała'?

    "Pierwsze co ujrzał to włosy. Wiel" - a to nie widział jej wcześniej?

    ". Udali się do namioty, najsłabszego ogniwa" - namiotu* i bez przecinka

    " Emil siadł na klacie koledze, " - na klacie kolegi, choć bardzo to kolokwialne

    "Posłuchał jej i przywarł ustami do dziury w tętnicy, nieboszczyka" - bez przecinka

    "- Żyję dzięki tobie, będę szczęśliwy, spoczywaj w pokoju - ostatnie słowa były jak zaklęcie." - bez pierwszego przecinka. Ale bardzo fajne :-)

    Ogólnie to zaskoczyłaś mnie swoim pomysłem na plus, nie spodziewałam się tutaj takiej makabry. Bardzo fajny pomysł na tekst, naprawdę!
    Z warsztatem widzę problem, już tam od pewnego momentu nie wyłapywałam błędów, ale przykładowe wypunktowane. Troszkę pracy więcej właśnie z rzemiosłem i tekst byłby perełka. Trzebaby po prostu poucinać to, co niepotrzbne, naprawić interpunkcję i trochę tam podkręcić klimat. Ale naprawdę oryginalne i ode mnie czwóra, bo jednak troszkę ten chaos utrudniał lekturę.
    Pozdrawiam,
    Kawa.
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dziękuję za opinię... niestety nie jestem w stanie w tym momencie poprawić tekstu. Obecnie jestem w trakcie urlopu, jak wrócę to przysiade na spokojnie...
    Do zobaczenia za kilka dni... :)
  • Ritha pół roku temu
    Orchid.Solma hmm, istotne info, bo też zaczełam poprawiac, ale w takim razie nie będę tracić czasu. Toniesz w błędach Orchid :(
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Kawa dziekuje za obszerny i jakże pomocny kom. Wszystkie cenne uwagi uwzględniłam w poprawach mam nadzieje że jest ciutke lepiej...
  • Ritha pół roku temu
    Ok, doczytałam, klimat spoko, pomysł też (taa, powtarzam po przedmówcach, no ale taka prawda), natomiast nad warsztatem trzeba by solidnie przysiąść, bo szkoda zmarnować potencjału przez literówki.
    Pozdrawiam :)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Ritha wiem nie bede się tłumaczyć bo uważam że to nie ma sensu... Następnym razem będę miała więcej czasu na dokładną poprawę :)
    Dzięki za opinię
  • Ritha pół roku temu
    Orchid.Solma gites, buziole dla Ciebie
  • jesień2018 pół roku temu
    Hej, zerknęłam na komentarze i zgadzam się z przedmówcami - naprawdę fajny pomysł i klimat! Fragmentami dałam się porwać opowieści. Minusem jest pewna nieporadność w zapisie. Ale jestem pewna, że to jest coś, co możesz poprawić, jeśli tylko się postarasz:)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dziękuję bardzo za opinię, zgadzam się z Tobą w 100%.
    Fajnie że jesteś:))
  • pkropka pół roku temu
    Cześć Orchid :)
    "Powlekali nogami, Emilowi raz udał na piach." - chyba widzisz ;)
    "Mózg przestał reagować, a ciało słuchać.
    Wyjął kompas, na niewiele się zdał." -coś tu nie gra - jak dla mnie martwy Emil wyciągnął to wszystko.
    "surowy mięsień kolegi przetrawił żołądek." - to brzmi jakby żołądek został przetrawiony przez surowy mięsień
    Ogółem obadaj przecinki i ogonki.

    Popieram całkowici przedmówców, nie będę powtarzać tego, co już wiesz ;)
    Wyciągnęłam tylko to, co bolało najbardziej. Resztę sobie ogarniesz i będzie ładne opko.
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dziękuję za opinię:))
  • Aga jednostrzały pół roku temu
    Jakie to makabryczne, i jednocześnie pomysłowe.
    Podoba mi się ta piaskowa postać, i to jaki miałaś na nią pomysł, szczególnie w ostatnim akapicie.
    Pozdrawiam :)
  • Orchid.Solma pół roku temu
    Dziękuję za miły kom.
    Pozdr ;)
  • Tom Bordo pół roku temu
    Orchid, czytałaś Szkołę?
  • Orchid.Solma pół roku temu
    nie Tomcio :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania