Wieczny spokój

Postać: Dziad borowy

Zdarzenie: Sine jaja

 

Leżał na mokrej ściółce, niemal nieruchomo. Zdawałoby się, że siąpiący deszcz, ani przejmujący zimnem wiatr nie robią na nim najmniejszego wrażenia. Tymczasem bezruch wymagał całej siły woli, kiedy wilgotna skóra piekła, a zmarznięte palce u stóp kostniały. Zakład, że ma skurczone, sine jaja, wygrałbyś w ciemno.

Mimo to leżał dalej. Odkąd miesiąc wcześniej wrócił z frontu (jak na ironię jego drużyna nazwała się „Sine Jaja”. Choć to zawsze lepiej, niż „Trzepuchy”), słyszał dziwne opowieści o znikających w lesie ludziach. Nie było reguły. Zawsze roześmiane dzieci odnajdywały się po kilku dniach bez uśmiechu, lub wcale. Starcy, kobiety zbierające grzyby na zupę, czy myśliwi – jeżeli wracali, nie potrafili wyjaśnić co ich spotkało. Częściej jednak rodziny na kilka dni pogrążały się w żałobie, po czym wracały do codziennego rytmu. „Życie toczy się dalej” — mawiali bez przekonania.

Dlatego też leżał od kilku godzin, obserwując przez przez celownik strzelby odziedziczonej po ojcu, z pozoru opuszczoną chatkę. Gdzieś musiał zacząć, a ludzie chętnie powtarzali historię o Leszym. Słuchając wzruszał ramionami, lecz kiedy ujrzał chatę ukrytą za gęstymi krzakami, uśmiechnął się pobłażliwie. Widać i w bajaniach kryje się czasem ziarno prawdy.

 

Słońce powoli wschodziło, lecz nie liczył na rozgrzanie. Tak paskudna jesień nigdy nie daje nic od siebie.

 

Wtem usłyszał trzask gałązki tuż obok ucha. Niemożliwe, żeby ktoś mógł podkraść się niezauważony, mimo to musiał mieć pewność, że to omamy. Powoli, prawie się nie poruszając, spojrzał w prawo. Na ułamek sekundy oddech zamarł w piersi, a serce przestało bić. Szybko ocenił sytuację i funkcje życiowe powróciły do normy, tylko zimny pot pozostał na czole.

Tuż obok kucał staruszek. Długie, siwe włosy z wplątanymi kilkoma igłami, niedbale przystrzyżona broda i wyszczerbiony kubek w trzęsących się dłoniach, poznaczonych plamami wątrobowymi – już to wystarczyło, żeby cenić zagrożenie jako znikome, a dobrotliwy uśmiech ukazujący krzywe, niepełne uzębienie dodatkowo wskazywał na przyjazne nastawienie.

Dłonie wysunęły się w jego kierunku, trzęsąc się jeszcze bardziej.

— Chyba trochę zmarzłeś, młody człowieku. — Staruszek miał ochrypnięty, wysoki głos. Zagrożenie – zero. — Może napijesz się herbaty i wyjaśnisz, czemu celujesz w moje okna?

Odrętwiały po kilkugodzinnym bezruchu, niezradnie usiadł. Ciepły kubek przyjemnie grzał dłonie, a para unosząca się z ciemnego, słodkiego naparu łaskotała w twarz. Herbaty było niewiele, dziadek pewnie bał się, że większa ilość przeleje się po drodze.

 

Chwilę trwali w ciszy, której nie zagłuszał nawet wiatr. Jedynym, ledwo słyszalnym dźwiękiem było bicie dwóch serc.

— To jak, powiesz po co ci broń?

— W wiosce ostatnio zaczęli znikać ludzie. Uznałem, że pomogę.

— I postanowiłeś wyeliminować najpoważniejsze zagrożenie – samotnego, zdziwaczałego dziadka stroniącego od towarzystwa? — staruszek zaśmiał się serdecznie, co trochę zmieszało chłopaka.

— Może i byłem trochę nadgorliwy. Chyba za dużo nasłuchałem się, że to na pewno dziad borowy prowadzi ludzi na zgubę.

— No i dziada złapałeś. Skoro misja wykonana, to może dasz się zaprosić na ciepłą szarlotkę i dolewkę herbaty? Chyba, że wolisz coś mocniejszego na rozgrzanie?

Nie dał się prosić. Uznał, że droga powrotna będzie znośniejsza, kiedy się rozgrzeje i napełni żołądek.

 

Dom składał się z jednej izby i zapadającego się, połatanego dachu. Ogień wesoło trzaskał w kominku, a piec stojący w kącie, obok prostego łóżka, dodatkowo dogrzewał pomieszczenie. Usiedli naprzeciwko siebie, przy ciężkim, dębowym stole. Starzec dolał młodemu herbatę i postawił przed nim parujące ciastko z chrupiącym spodem i słodkim musem jabłkowym. Niebo w gębie, szczególnie przemarzniętej.

— Wiesz, że ludzie czasem znikają, bo chcą — zagaił dziadek.

— Podobno sporo tego było. Dzieciaki też.

— Idzie zima, ludzie szukają lepszego życia. Nie jest łatwo przetrwać na wsi, uciekają więc do miast, często porzucają rodziny. A dzieciaki, jak to dzieciaki. W lesie łatwo złamać nogę, a i zwierząt nie brakuje. Też są głodne.

Zamyślił się nad tym, co usłyszał. Niby wszystko miało sens, ludzie lubią bajać i dramatyzować, ale ukłucie niepokoju nie odpuszczało.

Nagle jego myśli stały się klarowne. Piotruś miałby teraz siedemnaście lat. Wróć, ma teraz siedemnaście lat. Matka musiała się pomylić, mówiąc, że przed rokiem poszedł w las skończyć ze sobą. Owszem, nienawidził życia w biedzie, sąsiadów bez ustanku szepczących po kątach i tego, że musiał pracować na polu, zamiast malować. A malował przepiękne pejzaże. Zupełnie, jakby kochał wieś.

„Staruszek musi mieć rację” — przekonywał się. „Piotrek po prostu uciekł, znalazł pracę w mieście i pewnie nawet uczy się zaocznie”.

 

— Ciii… Wszystko będzie dobrze — usłyszał tuż przy uchu.

Staruszek prowadził go na zewnątrz. Izba wirowała, głowa ciążyła. Krok za krokiem. Nie potknąć się. Wsparł się mocniej na wątłym ramieniu. Wytrzymało, choć bał się, że pęknie jak gałązka.

Zapach żywicy, zimny powiew wiatru na twarzy. Krople mgły osiadające na rzęsach. Mokra, żyzna gleba.

I nic. Może szczęście, że jest wśród innych. A raczej spokój. Wieczny, niezachwiany spokój. Ciężar wiewiórki na ramieniu… Gałęzi. Wiewiórki skubiącej szyszkę, ogrzewając kawałek konaru puchatym ciałkiem.

 

Ostatnia myśl: „to jednak dziad borowy. Nie pomogę”. Później już tylko wiatr, prześlizgujący się pomiędzy igliwiem, po nim ciężkie czapy lepkiego śniegu, topniejącego, by pozwolić konarom nacieszyć się ciepłem słońca. Czasem deszcz, zwilżający suchą korę. Wieczność przed nim i innymi, których czuł na granicy świadomości. Tylko Piotrka brak.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi 5 miesięcy temu
    Super. :-)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dzięki :)
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Pkropko→No fakt. Dobrze napisane. Obrazowo, a jednocześnie z nutką niepokoju. Że coś jest tu nie tego.
    A gdy się pojawił staruszek, to już zupełnie. No i zakończenie bez zakończenia. Jakby las wchłonął tajemnicę. I dobrze.
    No i ta cała aura i nagle z jesieni zima. Czyżby czas płynął w chacie inaczej...itp. Bardzo na Tak. Pozdrawiam:)→5
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dekaosie - jak zawsze w punkt. Lasy potrafią dotrzymywać tajemnic :)
    Dzięki za zerknięcie i zostawienie myśli.
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Witamy nowy tekst!
    (Rzutem na taśmę:))
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Witam :D
  • Antoni Grycuk 5 miesięcy temu
    Kurde. Niby króciutkie, a potrafiłaś wpleść w to melancholię, co tak bardzo lubię :)
    Bardzo mi się podoba. Zarówno końcówka, jak i opisy: oszczędne, a zarazem trafione w meritum.
    Brawo!

    Pozdrawiam.
  • Antoni Grycuk 5 miesięcy temu
    ps. Niestety sina jaja mocno popsuły klimat. Po mojemu potraktowałaś to zbyt dosłownie.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Cieszę się, że się podobało.
    Fakt, jaja dosłownie, ale cały pomysł wyszedł z drużyny o tej nazwie, więc już zostawiłam. :)
  • Antoni Grycuk 5 miesięcy temu
    PKRopko vel Padlino :)
    Gratuluję drugiego miejsca!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Padłam :D
  • Ritha 5 miesięcy temu
    "Staruszek prowadził go na zewnątrz. Izba wirowała, głowa ciążyła. Krok za krokiem. Nie potknąć się. Wsparł się mocniej na wątłym ramieniu. Wytrzymało, choć bał się, że pęknie jak gałązka" - gubię się w tym, "Nie potknąć się" (?), tak jakbyś mieszała narratora obserwatora z myślami bohatera; co wytrzymało?
    Trochę się pomotałam w fabule, ale bardzo możliwe, że jestem po prostu rozkojarzona. Czyta się przyjemnie.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Wytrzymało ramię ;) Z tym "nie potknąć się" pomyślę, może faktycznie zbyt wymieszałam narratora z postacią.
    O zagubienie trochę chodziło, ale za bardzo też nie można przecież.
    Dzięki :)
  • JamCi 5 miesięcy temu
    pkropka on już był czymś oszołomiony nie? Ja tak to odebrałam, że mu się mieszało, porozrywane, niejasne, zgodne ze stanem psychicznym w sytuacji.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    JamCi - dokładnie o to mi chodziło.
  • JamCi 5 miesięcy temu
    pkropka no, odczytałam od razu tak.
  • krajew34 5 miesięcy temu
    Trochę te "sine jaja" psują odbiór. Przydałoby się parę szczegółów, z jakiej wojny, czy karabin myśliwski. I jeszcze jedno, jaka jednostka? To ważne, zważywszy, że snajper nie dałby się tak łatwo zaskoczyć i na pewno nie poszedłby, jak sarenka na rzeź, a zwykły wojak nie brałby się za snajperkę. No i po co snajperka, skoro był aż tak blisko? Żołnierze wiele zaznają na wojnie, raczej wątpię, czy zaufaliby takiemu staruszkowi. Nie jestem przekonany, choć całość prezentuje się fajnie. Wiem, wiem, jestem upierdliwy. :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Tu mnie masz, nie do końca przemyślałam snajperkę. Pal licho cała resztę, ale przecież po służbie nie zabiera się broni do domu a to biedna wieś. W wolniejszej chwili zmienię.
    Co do tego, że dał się podejść: myślę że strasznie zaznaczyłam, że sam był w szoku. Chciałam uwypuklić, że staruszek poruszał się bezszelestnie ;)
    Ogółem dzięki za upierdliwość. To bardzo pomaga :D
  • Aga jednostrzały 5 miesięcy temu
    Witam,
    Przyjemne w odbiorze, a przy "sinych jajach" nawet zabawnie groteskowe - pomimo tematyki.
    Sine jaja kojarzą mi się z ptasimi jajkami - ale ty widzę miałaś zupełnie inny pomysł na nie :))
    Pozdrawiam :))
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Nie pomyślałam o ptasich jajach :o byłoby o wiele prościej...
    Dzięki Aga :D
  • Aga jednostrzały 5 miesięcy temu
    pkropka a ja od razu, jak dostałaś ten zestaw naszykowalam się na czytanie o gniazdach :))) ale oki, zadziałałaś nieszablonowe podejściem przez zaskoczenie :) też dobrze :)
    Pozdrowionka
  • szopciuszek 5 miesięcy temu
    Faktycznie sine jaja moglyby byc mniej dosadne, ale jaki zestaw taki zestaw. ;)
    Czyta się dobrze, zanurzamy się w sennej atmosferze, bo uzywasz pewnie tych samych specyfikow, co dziadyga.
    Trochę mnie tylko zastanawiało, dlaczego tak szybko zrezygnował, skoro los Piotrusia niewiadomo. Z drugiej strony ostatnie zdanie można rozumieć na dwa sposoby (ja wybieram ten pozytywny), więc może miał co do młodego rację. ;)
    Pozdrówy!
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Te jaja mnie pogrąża. Ale będę ich bronić, zostają i tyle ;)
    Co do losu Piotrka - niezależnie od wyniku mieli nikłe szanse się spotkać. Ale w tym przypadku to dobrze. Trochę słodyczy dodałam do mojego ogólnie ulubionego smutku :)
  • Berkas 5 miesięcy temu
    Ale łyknąłem ten tekst łapczywie. Niepokój wywołał, ale mnie łatwo wystarczyć :P. Niby nie było zaskoczenia, ale opisy tak pochłaniały, że właściwe wlazłem do tego lasu i mi dziad strach napędził.
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Berkas :)
    Dzięki <3
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Kropeczko, ciągle czekam na dobrą chwilę, ale się na nią nie zanosi, więc napiszę tylko, że byłam i tekst mi się podobał! :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    Dziękuję więc, że jesteś :)
  • piliery 4 miesiące temu
    Opko mnie wessało. Bardzo obrazowo. Nuta zagrożenia plącze się stale i skutecznie. Podobało mi się.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dzięki piliery, miło mi to słyszeć :)
  • Bogumił 4 miesiące temu
    A mógł dziada odstrzelić. Dobre.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dzięki.
  • pasja 4 miesiące temu
    Tak często iluzja goni iluzję. Ludzie odchodzą bez wieści i wracają kiedy już zapominamy o nich. Namalowałaś baśniowe wnętrze ludzkiego istnienia. Las zawsze zamykał drzwi do poznania swojej tajemnicy. Koniec zawirował? Czy pod nadmiarem myśli, czy pod ujrzeniem prawdy jaką ujrzał. Ciepło i zapachy pozwoliły uwierzyć w dziada borowego.
    Ładna trochę te sine jaja zaburzają piękno lasu.

    Pozdrawiam
  • pkropka 4 miesiące temu
    Witaj Pasjo,
    wybacz sine jaja, ale były punktem wyjściowym całego pomysłu ;)
    Las potrafi działać na zmysły, a wyobraźnia dopisuje resztę.
    Dziękuję za wizytę i też pozdrawiam :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – to już dziś o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    pkropka
    oto Twój zestaw:
    Postać: Dziecko z bagien
    Zdarzenie: Świat bez prądu

    Gatunek (do wyboru): Bajka/baśń/legenda/przypowieść lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 20 październik (niedziela) godz. 19.00
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Sprostowanie: Czas na pisanie: 27 październik (niedziela) godz. 19.00

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania